Wojciechowski uważa, że bogaty człowiek musi mieć samolot i statek, aby móc się dostać wszędzie. Niezbędny jest mu także dom za 20 milionów dolarów i biznes, który to wszystko utrzyma.

Legendarny grecki armator Arystoteles Onasis, stwierdził kiedyś : “gdyby nie było pięknych kobiet, posiadanie pieniędzy nie miałoby sensu”. Te słowa jak ulał pasują do Wojciechowskiego. Założył i zamknął kilkanaście firm, zanim zajął się stawianiem domów, a dopiero budownictwo okazało się dla niego żyłą złota.

Józef Wojciechowski urodził się w 1947 roku, był dzieckiem powojennego wyżu demograficznego. Polska w tym czasie powoli leczyła się z wojennych ran, jednocześnie zmierzając w kierunku mrocznej epoki stalinizmu. Pochodził z ziem odzyskanych, z podkoszalińskiej wsi. Można powiedzieć, że ambicję i chęć prowadzenia biznesu odziedziczył po ojcu, który próbował prowadzić działalność gospodarczą w niesprzyjających czasach PRL-u. Do dziś wspomina dzieciństwo jako trudny etap w życiu, choć zarazem twierdzi, że nauczył się wtedy ciężkiej pracy. Gdy z przedsiębiorstwa ojca odchodzili pracownicy, dzieci musiały ich zastępować. Do szkoły przedzierał się cztery kilometry przez błoto. Przeprowadzkę do Gdańska nazywa „wyrwaniem się stamtąd”. Zamieszkał w internacie, uczęszczał do szkoły średniej ogólnospożywczej. W tym czasie pracował dorywczo w browarze przy nocnym rozładunku wagonów z butelkami. Po pracy Wojciechowski często wracał do internatu z zapasem złocistego trunku. Po ukończeniu liceum zapisał się na kilkumiesięczny kurs dla kierowników sklepów, dzięki czemu w wieku zaledwie 20 lat objął pierwsze kierownicze stanowisko w handlu. Twierdzi, że sprawdzał się w tej roli. Żartuje też, że w tych czasach za spowodowanie manka można było trafić do więzienia, co mu się na szczęście nie przytrafiło.

Postanowił też zdobyć wyższe wykształcenie. Ukończył Wyższą Szkołę Ekonomiczną w Sopocie. W tym czasie wielokrotnie zmieniał pracę, był między innymi kierownikiem przetwórni mięsnej, gdzie zarządzał 80-osobowym zespołem. Mimo zawodowych sukcesów, ciągnęło go do prowadzenia własnego biznesu. Skorzystał z oferty wynajmu restauracji i rozpoczął karierę w gastronomii. Po pewnym czasie miał już sześć restauracji. Tak dużego rozmachu biznesowego ówczesna władza jednak nie akceptowała i prawnie lokale gastronomiczne były zapisane na członków rodziny. Jako trzydziestolatek Wojciechowski zarządzał restauracjami i firmą budowlaną, ale postanowił wyjechać do Szwecji. Wiedział, że jest pod obserwacją służb, a pozostanie w kraju wiązałoby się z ryzykiem odebrania majątku przez władze. Bardzo prawdopodobne było także aresztowanie. Część działalności sprzedał, a część wydzierżawił. Co ciekawe, w Skandynawii czekało go rozczarowanie. Szwecja wydała mu się zbyt socjalistyczna. Tam również nie próżnował i prowadził interesy. Kupił osiem upadających sklepów i otworzył w nich bary szybkiej obsługi.

Zanim zaczniesz inwestować naucz się prowadzić budżet domowy. Wyobraź sobie dużą firmę bez biznesplanu , która bierze się za inwestowanie.  Zapraszamy do naszego Poradnika dla osób pragnących oszczędzać i dowiedzieć się jak zarządzać finansami osobistymi , poniżej link :

https://ksiegarnia.pwn.pl/Oszczedzanie-pieniedzy.-Poradnik-w-100-praktyczny

W 1980 roku Wojciechowski po raz kolejny wyruszył w świat, tym razem wyjechał do USA. Musiał jednak otrzymać wizę amerykańską. Udało mu się przekonać urzędnika w ambasadzie, że planuje wycieczkę dookoła świata, a Stany będą tylko przystankiem. Swoją wyprawę zakończył w Miami na Florydzie. Wybór padł na to miasto, gdyż miał tam znajomego, którego poznał w czasie pobytu w Szwecji. Zapewne nie przyjechał tam z pustym portfelem, gdyż z pomocą prawnika otrzymał stałą wizę biznesową. Ciepła i słoneczna Floryda była jego domem przez 13 lat.

Przez blisko rok pilnie uczył się języka angielskiego i szukał pomysłu na biznes. Ostatecznie zajął się działalnością deweloperską i zarabiał na sprzedaży domów, które amerykańscy emeryci chętnie kupowali na Florydzie, mimo panującej wtedy w USA recesji. W tamtym czasie przeciętny dom na Florydzie kosztował 100 tys. dolarów, a Wojciechowski stwierdził, że jest w stanie budować je za 50 i sprzedawać po 70 tys. Podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych  postawił ich ponad tysiąc.

Na Florydzie dała o sobie znać oszczędność przedsiębiorcy. Biuro jego firmy mieściło się w domu właściciela, a jedynym pracownikiem był budowlany fachowiec z licencją. Prace budowlane zlecano podwykonawcom. Nie oszczędzano za to na reklamie. Lokalna prasa i telewizja zostały zasypane ogłoszeniami polskiego biznesmena.

W 1991 roku Józef Wojciechowski odwiedził Polskę i uznał, że nadszedł czas, aby założyć firmę także w ojczyźnie. Jej organizacją zajął się Marek Bryx, pracownik naukowy Szkoły Głównej Handlowej, który potem został nawet profesorem tej uczelni. W przyszłości będzie on także piastować funkcję prezesa Urzędu Mieszkalnictwa. Jak widać, Wojciechowski potrafił nawiązać kontakty z odpowiednimi osobami. Początkowo jego firma zajmowała się działalnością budowlaną na rzecz innych podmiotów, lecz ostatecznie postanowił, że sam będzie developerem.

Przeprowadzkę do ojczyzny ułatwił Wojciechowskiemu rozpad jego małżeństwa. Ustalił z żoną, że ona przejmie ich amerykańskie biznesy, a on spróbuje osiągnąć sukces w Polsce. Zakupił firmę Construction, a do nazwy dodał swoje inicjały JW. Podobnie jak inni zaczął sprzedawać tak naprawdę dziury w ziemi, czyli mieszkania, które miały dopiero powstać. Taki system  był tym bardziej opłacalny, gdyż budowało się za pieniądze klienta i nie trzeba było posiłkować się kredytami. Była to wtedy normalna praktyka. Zresztą w 2018 roku stała się ona znowu dość popularna, co może sygnalizować kolejne przegrzanie na rynku nieruchomości.

Wojciechowski chętnie otaczał się politykami i innymi ważnymi postaciami. Każdy może sam domniemywać, do czego takie relacje były mu potrzebne. Prezesem zarządu, a następnie członkiem rady nadzorczej JW Construction była np. nieżyjąca już Barbara Blida. W latach 2002–2004 jej wynagrodzenie z JW Construction  wynosiło około pół miliona złotych rocznie.

Innym pracownikiem holdingu był Jerzy Zdrzałka, który został prezesem zarządu JW Construction. Co to za postać? Był on Wiceministrem Budownictwa, Wiceministrem Finansów, byłym prezesem PZU oraz członkiem zarządu kilku banków. Dla odmiany jest on  kojarzony głównie z Prawem i Sprawiedliwością.

W 2008 roku na imprezie jubileuszowej z okazji 15-lecia J.W. Construction w hotelu nad Zalewem Zegrzyńskim odbywał się konkurs piękności. Podczas tego przyjęcia władze firmy ogłosiły, że Józef Oleksy będzie doradzał zarządowi w pozyskiwaniu rynków wschodnich pod inwestycje. Natomiast sam Oleksy o nowym zajęciu mówił niechętnie. „Nie jest to etatowa praca, występuję w roli konsultanta. Mam wiedzę i doświadczenie w tym zakresie” – oznajmił  „Super Expressowi” były premier.

Wojciechowski budował mieszkania na każdą kieszeń. Znaczną część budynków-mrówkowców postawionych przed laty przez J.W. Construction trudno dziś uznać za ozdobę miast. W czasach hossy deweloper sprzedawał ponad 2,5 tys. mieszkań rocznie, lecz  w kryzysowym 2010 roku ich sprzedaż spadła o połowę. Na tle branży był to jednak dobry wynik, więcej mieszkań sprzedał tylko odwieczny rywal Wojciechowskiego – Dom Development. Szacuje się, że firma Wojciechowskiego wybudowała do tej pory ponad 25 tys. mieszkań i kilkaset domów. Akcje spółki JW Construction są notowane na GPW, ale inwestorom raczej nie przysparzają zbyt wielu radości.  W okresie przed kryzysem 2008 roku Wojciechowski stosował wyższą dźwignię finansową niż konkurenci, co skutkowało dużymi wahaniami przychodów i zysków. Nie było widać na nich stabilnej tendencji wzrostowej dostrzegalnej u kilku innych firm z branży. Obecnie wyniki finansowe spółki na tle innych notowanych na giełdzie firm deweloperskich wyglądają nadal niezbyt zachęcająco. W ostatnich latach Wojciechowski zainteresował się nieruchomościami komercyjnymi. Między innymi w Krynicy postawił hotel Czarny Potok o wartości 180 mln złotych.

Przed kryzysem 2008 roku jego majątek był wyceniany na ponad 2 mld zł. Krach na rynku nieruchomości po upadku banku  Lehman Brothers kosztował go bardzo dużo, lecz udało mu się przetrwać ten cios, choć wielu jego konkurentów w tym czasie upadło.

Wojciechowski twierdzi, że jako biznesmen nie kieruje się intuicją. Dla niego najważniejsza jest obserwacja rynku. To na jej podstawie stara się formułować wnioski, a następnie identyfikować potrzeby potencjalnych konsumentów. Choć decyzje podejmuje samodzielnie, to mimo wszystko bierze pod uwagę opinię zatrudnionych przez siebie ekspertów i analityków. Jednocześnie twierdzi, że dla niego autorytetami są osoby, które osiągnęły coś w biznesie. Stara się nie otaczać naukowcami rozumianymi jako osoby, które uzyskały wysoki tytuł na uczelni. Według niego większość pracowników naukowych  to niestety tylko teoretycy.

Wojciechowski lubi łowić ryby, co ułatwia mu 40-metrowy jacht. Inną jego pasją jest piłka nożna. Przez pewien czas był właścicielem klubu Polonia Warszawa. Nie był to okres łatwy dla kibiców. Kierując klubem, Wojciechowski podejmował wiele chaotycznych i nerwowych decyzji. W tym stosunkowo krótkim czasie klub miał kilkunastu trenerów.

Portal “Na Temat” w artykule z kwietnia 2012 roku donosi o kontrowersyjnych praktykach Wojciechowskiego. Wypowiadając się o swoich piłkarzach, niejednokrotnie używał on słów, których zdecydowanie nie można zaliczyć do parlamentarnych. Przykładowo, autor tekstu wspomina, że Wojciechowski zwracał się do jednego z zawodników “idioto” lub “durny Węgrze”. Biznesmen nie wahał się podejmować szybkich decyzji kadrowych, nawet jeśli miałoby go to kosztować duże pieniądze. Pewnego razu klub zdecydował się na sprowadzenie Cesara Cortesa, piłkarza z Chile. Jego transfer kosztował siedemset tysięcy euro. Kiedy okazało się, że zawodnik nie spełnia wymagań Wojciechowskiego, został szybko zwolniony. Nie miało znaczenia to, jak wiele pieniędzy poświęcono na sprowadzenie go do klubu ani to, że przez pewien czas i tak będzie trzeba wypłacać mu zagwarantowaną pensję. Ostatecznie latem 2012 roku Polonia została sprzedana za 5 mln złotych, a kupujący przeniósł siedzibę klubu do Katowic

Po latach Wojciechowski tak wypowiada się na temat piłki nożnej: “Z perspektywy czasu żałuję, że zainwestowałem w futbol. Zszargano moje imię i przedstawiono jako nieudacznika. Nie było mi to wszystko potrzebne. W biznesie więcej rzeczy można przeliczyć i przewidzieć, w piłce denerwowała mnie jej nieprzewidywalność”. Wiele osób uważa, że pomimo impulsywnego charakteru polska piłka nożna potrzebowała takiej osoby jak Wojciechowski. Potrafił on prowadzić klub twardą ręką, co jest bardzo rzadko spotykanym zjawiskiem. Zwolennicy biznesmena twierdzą, że piłkarze często są za bardzo rozpieszczani, przez co nie skupiają się na wynikach. Według nich Wojciechowski potrafił  zmotywować drużynę do pracy. W tym miejscu należałoby się jednak zastanowić, czy aby na pewno metody można usprawiedliwiać efektami. Wojciechowski nie porzucił jednak miłości do piłki nożnej, w 2016 roku rzucił wyzwanie samemu Zbigniewowi Bońkowi, stając z nim w szranki podczas wyborów prezesa PZPN. Nie wygrał on jednak tego pojedynku.

Wojciechowski potrafi być bezkompromisowy w relacjach ze swoimi partnerami biznesowymi. W lipcu 2018 ujrzała światło dzienne sprawa umowy, którą JW Construction zawarł w 2009 z Develo , czyli firmą deweloperską, której właścicielem był Eugeniusz Jasikowski. Mieli oni wspólnie zrealizować duże przedsięwzięcie budowlane we Wrocławiu. Jednak drogi przedsiębiorców się rozeszły. Jasikowski przegrał sprawę w sądzie, przez co stracił własne przedsiębiorstwo, a także musiał zapłacić osiemnaście milionów złotych spółce Wojciechowskiego. Jasikowski twierdzi, że wyrok jest rażąco niesprawiedliwy i nie ma sobie w tej sprawie nic do zarzucenia. Batalia prawna będzię zapewna trwała dalej.

Na temat polskiej branży budowlanej i deweloperskiej ciekawie wypowiedział się Zbigniew Bachman, dyrektor Polskiej Izby Przemysłowo-Handlowej. Bachman twierdzi, że środowisko jest skłócone. Ścierają się tam wielkie interesy i stojący za nimi lobbyści. W tego typu układach potrzebni są prominenci, którzy mają dobre powiązania. To właśnie dlatego liczni eksministrowie i inni politycy otrzymują od firm duże pieniądze za doradztwo.

Wojciechowski twierdzi że nie kocha pieniędzy, lecz kobiety. Można tutaj dodać, że chodzi w szczególności o te piękne i młode. W 2013 roku ożenił się po kilku latach znajomości z 37 lat od siebie młodszą Laurą Michnowicz, byłą modelką i zdobywczynią korony Miss Lata 2005. Chociaż związek zaowocował dwójką dzieci, milioner znalazł nowy obiekt zainteresowań. To niedoszła celebrytka, o 7 lat młodsza  od poprzedniej partnerki, Beata Pruska.

Wojciechowski nie unika świateł reflektorów, a dzięki swoim partnerkom jest obecny nie tylko w mediach o tematyce biznesowej, lecz także w portalach plotkarskich.

Co zrobi Wojciechowski ze swoją fortuną? Uważa, że zostawienie zbyt wielkich sum pieniędzy potomkom to stawianie ich w trudnej sytuacji. Może im zabraknąć motywacji do odniesienia sukcesu. Czas pokaże, czy będzie konsekwentny i odetnie ich od dużych pieniędzy. Wg najnowszego rankingu “Wprost” Wojciechowski dysponuje majątkiem szacowanym na nieco ponad 600 milionów złotych i zajmuje 62 miejsce w rankingu najbogatszych Polaków. Widać odrabianie strat po kryzysie sprzed blisko dekady jest dla niego trudnym wyzwaniem. Pytanie brzmi, czy ten już 71-letni mężczyzna jest jeszcze w stanie tego dokonać.

Autorzy : Kinga Kosecka i Maciej Rajewski

 

Zanim zaczniesz inwestować naucz się prowadzić budżet domowy. Wyobraź sobie dużą firmę bez biznesplanu , która bierze się za inwestowanie.  Zapraszamy do naszego Poradnika dla osób pragnących oszczędzać i dowiedzieć się jak zarządzać finansami osobistymi , poniżej link :

https://ksiegarnia.pwn.pl/Oszczedzanie-pieniedzy.-Poradnik-w-100-praktyczny

Zdjęcie : Pixabay.com