Jesienią 1971 roku do „Dworu”, czyli studia nagraniowego Bransona, przyjechał Mike Oldfield, młodziutki, skromny kompozytor i muzyk grający w składzie zespołu, który akurat nagrywał album w studio Virgin.

Jak pisze Drexler w “Icons of Business” dość szybko talent Mike’a rozpoznali Simon Draper i Tom Newman, który prowadził studio nagraniowe we Dworze. Kiedy rok później zapadła decyzja o powołaniu Virgin Music. Richard Branson zadzwonił do Mike’a i okazało się, że ten nie zdołał dotychczas związać się z żadną wytwórnią. Czuł się zupełnie odrzucony przez przemysł muzyczny i propozycja wydania debiutanckiego albumu przez Virgin była dla niego szokiem. Zawarli kontrakt, którego warunki przybliża nam artykuł Philippa Bendalla z 1998 roku umieszczony na stronie tubular.net. 19-letni Oldfield zobowiązywał się nagrać dla Virgin Music dziesięć albumów, a wytwórnia gwarantowała muzykowi tantiemy w wysokości 5%. Richard został pierwszym managerem początkującego artysty. Według wspomnień Bransona, ponieważ sukces komercyjny Oldfield’a nie był pewny, został on wciągnięty na listę płac Virgin i zaczął otrzymywać cotygodniową pensję w wysokości 20 funtów. W wywiadzie udzielonym “The Telegraph” w 2013 roku muzyk powiedział, że było to 25 funtów. Tekst przekazuje nam również ciekawą informację na temat ówczesnych podatków i przyszłego sukcesu artysty. Mike opowiada, że kiedy zarobił pierwszy milion, musiał zapłacić fiskusowi aż 860 tysięcy funtów.

Oldfield pracował nad swoim debiutanckim albumem, znanym później jako „Tubular Bells” przez wiele miesięcy. Asystował mu Tom Newman z Virgin. W dzienniku „The Guardian” z okazji czterdziestej rocznicy wydania płyty możemy przeczytać, że eksperymentując Mike zagrał na ponad 20 instrumentach, żeby osiągnąć zadowalający efekt. W międzyczasie studio we Dworze gościło inne zespoły nagrywające swoje płyty, m. in. Rolling Stonesów, którym Oldfield musiał ustępować miejsca. Nagrania Mike’a zakończyły się w maju 1973 roku. Dzieło było oszałamiające i Richard czuł, że mają w rękach coś niezwykłego. W wymienionym artykule Mike wyznaje, że „Tubular Bells” były w jego głowie od wieków. Muzyka z tego albumu pojawi się później w kultowym horrorze “Egzorcysta”.

Richard, Simon i reszta ekipy wzięli się ostro za promocję nowego albumu. Branson wiedział, że jeśli dotrze z płytą do wystarczającej liczby odbiorców, to stanie się ona przebojem. 25 maja 1973 roku, jednocześnie z płytą Oldfielda, Virgin Music wydała 3 inne albumy, ale tylko ta pierwsza była w stanie zawładnąć wyobraźnią słuchaczy. Richard określił „Tubular Bells” jako „niezwykle oryginalne i momentalnie urzekające”. Ksiazka “Kroki w nieznane” przybliżają nam tamte chwile. Młoda wytwórnia musiała walczyć, żeby zwrócić uwagę rynku na nowego artystę. Konkurencja była silna: na listach przebojów królował album „Alladin Sane” Davida Bowie, a w ścisłej czołówce znajdowały się albumy Beatlesów, Pink Floydów i Lou Reeda. Jeszcze za czasów „Studenta” Richard Branson udowodnił, że potrafi doskonale promować swoje przedsięwzięcia i zdobywać rozgłos, który przekładał się na doskonałą reklamę. Miał zdolność docierania do właściwych osób, których wpływ dodawał wiarygodności nowemu biznesowi i przykuwał uwagę opinii publicznej. „Tubular Bells” zdobywały przychylne recenzje, jak choćby w najbardziej wpływowej muzycznej gazecie, czyli „New Musical Express”. Jednak Richard wiedział, że ludzie muszą usłyszeć ten album, a wtedy każdy będzie chciał go mieć. Podobnie jak za czasów „Studenta” Richard sięgnął po telefon i zadzwonił do wszystkich producentów radiowych, do których mógł, żeby namówić ich do zagrania „Tubular Bells”. Nie było to wcale łatwe zadanie. Album Mike’a Oldfield’a składał się bowiem z pojedynczego, długiego na 45 minut utworu, podczas gdy w radiu dominowały wówczas krótkie single.

W autobiografii wspomina, jak w końcu po dwóch tygodniach bezowocnych prób, zaprosił na Albertę – tak nazywała się barka, na której mieszkał – Johna Peela, właściciela studia nagraniowego i jedynej osoby, „która puszczała w radiu prawdziwego rocka”. Znali się, bo Branson przeprowadzał z nim kiedyś wywiad dla „Studenta”. Program Johna stanowił ostatnią szansę, żeby świat usłyszał „Tubular Bells”. Zjedli lunch i Richard nastawił adapter. Po przesłuchaniu dzieła Oldfielda John był w szoku. Jak czytamy w “Krokach w nieznane”, kiedy muzyka ucichła, powiedział – „Nigdy czegoś takiego nie słyszałem”.

Parę dni później Mike Oldfield i pracownicy Virgin zgromadzili się na Albercie, żeby wysłuchać program Johna Peela. Prowadzący zapowiedział następne nagranie, którym okazały się „Tubular Bells”. Na youtubie dostępne są fragmenty audycji i możemy usłyszeć, jak Peel określa płytę mianem niezwykłej i jednej z najbardziej imponujących jakie miał okazję zagrać w radiu. Powiedział, że jest to niesamowity start dla nowej wytwórni spod znaku Virgin. Dowiadujemy się również o planowanym na 25 czerwca 1973 roku koncercie w Queen Elizabeth Hall. Miał to być jedyny koncert promocyjny nowego albumu. Imprezę przygotowano w zaledwie miesiąc po ukazaniu się płyty. Do współpracy udało się pozyskać kilku znanych muzyków, jak choćby gitarzystę Rolling Stonesów Micka Taylora. Wydaje się, że zapewniając sobie czas antenowy w popularnym programie i przychylne słowa znanego radiowca, Richard wykonał niesamowitą robotę, uzyskując doskonałą reklamę swojego najnowszego biznesu.

Koncert nie obył się bez pewnych trudności. We wspomnianym rocznicowym artykule w „The Guardian” czytamy jak w wyznaczonym dniu Mike’a ogarnęły wątpliwości i o mały włos nie wycofał się z występu. Zwierzył się Richardowi z własnych rozterek. Ten zabrał go na przejażdżkę swoim Bentleyem, który nota bene bardzo podobał się Mike’owi. Richardowi udało się przekonać Mike’a do zmiany zdania i do wyjścia na scenę. W zamian oddał mu swój ślubny prezent – wspomniany samochód. Gdy w Queen Elizabeth Hall ucichły ostatnie nuty „Tubular Bells” publiczność zgotowała Mike’owi Oldfield’owi owację na stojąco. Richard Buskin dziennikarz muzyczny i pisarz szacuje, że do 2013 roku debiutancka płyta młodego muzyka sprzedała się na świecie w łącznej liczbie piętnastu milionów kopii. W 1974 roku została albumem numer jeden w Zjednoczonym Królestwie oraz trzecim albumem według amerykańskiego zestawienia Billboard 200. Dzięki wykorzystaniu fragmentów utworu w ścieżce dźwiękowej kontrowersyjnego filmu „Egzorcysta”, popularność kompozytora i jego dzieła jeszcze bardziej wzrosła.

Niemal z dnia na dzień Virgin stała się rozpoznawalną wytwórnią płytową. Richard i Simon postanowili utrzymać niezależność firmy, zachować licencje na wszystkie nagrania, samemu zająć się promocją artystów, a tłoczenie i dystrybucję czarnych krążków zlecić większej wytwórni. Był to wariant ryzykowny, gdyż w razie załamania sprzedaży Virgin groziło bankructwo. Jednak sukces „Tubular Bells” przerósł wszelkie oczekiwania i ryzyko opłaciło się. Pieniądze napływały szerokimi strumieniami, a Virgin stała się rozpoznawalną niezależną marką na rynku muzycznym. Finanse stały się w późniejszym czasie przyczyną sporu między wytwórnią a Oldfield’em i w książce “Like a Virgin” Branson konkluduje, że powinien szybciej zmienić warunki kontraktu na bardziej korzystne dla artysty.

Popularność muzyki Mike’a Oldfield’a była dla Virgin błogosławieństwem i startem do wzrostu, ale jednocześnie okazała się przekleństwem ciążącym na dalszych poczynaniach firmy. Wytwórnia tak jednoznacznie kojarzyła się z tym artystą, że przez 3 lata miała problem z pozyskaniem innych znanych wykonawców do współpracy. Większość dochodów pochodziła ze sprzedaży muzyki Oldfield’a, natomiast pozostałe inwestycje Virgin okazały się nietrafione, może z wyjątkiem niemieckiej grupy elektronicznej Tangerine Dream oraz francuskiej kapeli Gong, grającej rock psychodeliczny. Branson negocjował nawet kontrakt z managerem Rolling Stonesów, ale nie był w stanie przebić ofert wielkich koncernów. Z biegiem czasu potrzeba wydania kolejnego przebojowego albumu stawała się kwestią przetrwania.

Autor : Marek Bernolak

Cały ebook  na  : https://www.taniaksiazka.pl/ebook-richard-branson-sukces-mimo-przeciwnosci-mobi-epub-p-1145970.html

Zdjęcie : wikipedia