Dziadek późniejszego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Friedrich, urodził się w 1869 roku w wielodzietnej, średniozamożnej rodzinie, w miejscowości Kallstadt w Nadrenii-Palatynacie. Jest to obszar do dziś słynący z uprawy winorośli i produkcji wina, z tego powodu nazywa się go „niemiecką Toskanią”.

Niestety, sytuacja rodziny znacznie się pogorszyła, gdy ojciec Friedricha – Johannes – zachorował na przewlekłe zapalenie płuc. Wydatki na lekarzy zrujnowały budżet domowy, a rodzina popadła w długi. Johannes zmarł w 1877 roku, pozostawiwszy liczne potomstwo i żonę w trudnej sytuacji materialnej. Również Friedrich był słabego zdrowia, tak przynajmniej uważała jego rodzina. Zamiast więc pracować przy uprawie razem z pozostałymi członkami rodu Trumpów odbył praktykę fryzjerską.

Jednak przysposobienie Friedricha do zawodu fryzjera nie trwało zbyt długo. Już dwa lata później, w 1885 roku, wsiadł na pokład statku płynącego z Bremy do Nowego Jorku i podążył w ślad za jego siostrą, która już mieszkała za oceanem. Najprawdopodobniej już podczas rozmowy z urzędnikiem imigracyjnym zostało zmienione jego nazwisko, ponieważ zdaniem części historyków nazywał się wtedy Friedrich Drumpf. Urzędnik imigracyjny zmienił je na „Trumpf”, aby nadać mu angielskie brzmienie, choć pozostawił na końcu literę „f” . Friedrich zrezygnował z tej końcówki dopiero w późniejszym czasie, gdy wystąpił o obywatelstwo amerykańskie.

Przez kolejne lata Friedrich pracował w Nowym Jorku w wyuczonym zawodzie fryzjera. Nowy Jork był już wtedy tętniącą życiem metropolią, z coraz wyższymi drapaczami chmur, zamieszkiwaną przez ponad milion osób, z czego jedna trzecia urodziła się poza Stanami Zjednoczonymi. Dla porównania, miejscowość Kallstadt, z której wyemigrował Friedrich, liczyła zaledwie tysiąc mieszkańców. Łatwo więc wyobrazić sobie jak duży przełom nastąpił w jego życiu.

Warto wspomnieć, że opuszczając Niemcy w wieku szesnastu lat, Friedrich uniknął obowiązkowej służby wojskowej, co uniemożliwiło mu w przyszłości powrót na stałe w rodzinne strony. W XIX i na początku XX wieku w Stanach Zjednoczonych co jakiś czas wybuchała gorączka złota. Za najbardziej znaną uznaje się kalifornijską z lat czterdziestych XIX wieku, natomiast w latach 1890-91 podobne zjawisko wystąpiło na północnym zachodzie USA. Właśnie tam zdecydował udać się ambitny Friedrich .

Zaledwie sześć lat od przybycia do Nowego Jorku ponownie wyruszył w drogę i przeprowadził się do Seattle. W przeciwieństwie do większości śmiałków żądnych fortuny nie zamierzał poszukiwać złota, lecz otworzył restaurację, która obsługiwała przede wszystkim poszukiwaczy cennego kruszcu. Łatwo dostrzec, jak wysokie musiały być wówczas zarobki w Stanach Zjednoczonych, skoro początkujący fryzjer w ciągu sześciu lat zdołał zgromadzić wystarczający kapitał, żeby odbyć kosztowną podróż przez całe Stany Zjednoczone. Mógł pozwolić sobie również na zakup gruntu i postawienie na nim restauracji! Mieściła się ona w dzielnicy czerwonych latarni w Seattle. Usługi prostytutek były wtedy nieodłącznym elementem towarzyszącym każdej gorączce złota. Korzystali z nich młodzi, samotni mężczyźni. Prawdopodobnie uciech cielesnych dostarczano również w lokalu Trumpa. Pomimo prowadzenia dochodowego biznesu, również w Seattle Friedrich nie zabawił na dłużej.

Porwała go kolejna gorączka złota. Tym razem udał się w nieodległe Góry Kaskadowe. Również tutaj nie zamierzał poszukiwać kruszcu. Ogłosił za to, że złoto znalazł. Wedle panującego wówczas prawa mógł dzięki temu zająć publiczny grunt. Postawił na nim noclegownię dla poszukiwaczy. Jak się później okazało, w Górach Kaskadowych praktycznie nie występowały złoża cennego kruszcu. Gorączka złota zaś była efektem manipulacji ze strony Johna Rockefellera, który zamierzał pozbyć się posiadanych nieruchomości, na których nie znalazł rudy miedzi. Dzięki rozpowszechnianiu plotek o złocie mógł sprzedać ziemię w postaci małych parceli.

Friedrich Trump opuścił Góry Kaskadowe jako jedna z niewielu osób, które na tym biznesie nie straciły pieniędzy, i podążył do kanadyjskiego Jukonu, blisko Alaski. Wybuchła tam kolejna gorączka złota. Aby dostać się na miejsce, musiał odbyć niebezpieczną podróż i przejść przez dzikie ostępy, co łatwo mógł przypłacić życiem. Na szlaku, którym wędrowali poszukiwacze złota, otworzył namiot, w którym serwował posiłki składające się – zdaniem nieprzychylnych Trumpom biografów – z padłych na szlaku koni.

Zyski z prowadzonej działalności rosły, aż Trump zbudował drewniany zajazd z prawdziwego zdarzenia. Jednak gorączka złota zaczęła z czasem wygasać, łatwo dostępne złoża szybko się wyczerpywały. Widząc, co się święci, Trump wykonał sprytny manewr. Dostrzegając nadciągające niebezpieczeństwo, zdołał jeszcze sprzedać zajazd wspólnikowi, który w późniejszym czasie zbankrutował, i udał się z majątkiem do Nowego Jorku. Posiadał już wówczas kapitał o wartości dzisiejszych 8 milionów dolarów. Miał wtedy zaledwie trzydzieści dwa lata. Ubogi fryzjer, który przybył w wieku szesnastu lat do Stanów Zjednoczonych, bez jakichkolwiek środków, w ciągu kilkunastu lat stał się milionerem. Co ciekawe, wiele wskazuje na to, że nie planował pozostać w kraju, który dał mu tyle możliwości.

Z Nowego Jorku Friedrich Trump udał się bowiem w podróż powrotną do Niemiec, w rodzinne strony, zabierając ze sobą zarobione pieniądze. Tam spędził kilka lat i poznał o jedenaście lat młodszą Elizabeth Christ, z którą się ożenił. W Niemczech urodziła się ich córka, której nadali imię Elizabeth . Problemy z urzędnikami ze względu na nieodbytą trzyletnią służbę wojskową sprawiły, że Trumpowie musieli wrócić do Ameryki w 1905 roku. Elizabeth Christ była już wtedy w ciąży z drugim dzieckiem. Jeszcze w tym samym roku na świat przyszedł Frederick Christ Trump, ojciec przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Warto wspomnieć, że dwa lata później urodziło się jeszcze trzecie dziecko, czyli stryj Donalda Trumpa – John Trump – który został znanym w USA fizykiem i inżynierem, członkiem Amerykańskiej Akademii Inżynieryjnej, nagradzanym przez prezydenta Ronalda Reagana. Wielu przeciwników Trumpa i jego ojca uważa ich za prostych budowlańców i cwaniaków, którzy dorobili się na lukach w prawie i wykorzystywaniu naiwności innych ludzi. Jednak kariera Johna Trumpa dobitnie pokazuje olbrzymi potencjał drzemiący w tej rodzinie.

Po powrocie do Ameryki Friedrich Trump wraz z żoną i dziećmi osiadł na stałe w Nowym Jorku, a zgromadzony kapitał zainwestował w nieruchomości w Queens . W tamtym czasie dzielnica ta intensywnie się rozwijała. Pod koniec XIX wieku zamieszkiwało ją 200 tysięcy osób, w 1909 roku – już 284, zaś dekadę później – pół miliona! Tak dynamiczny wzrost wynikał między innymi z nowych połączeń z Manhattanem: wybudowanego niedawno tunelu i mostu łączącego obie dzielnice. Dzięki najbardziej rozbudowanej na świecie sieci metra Nowy Jork został scalony w jeden organizm.

Jako dziecko Fred chłonął wiedzę od ojca, który zabierał go na spotkania z budowlańcami i agentami nieruchomości. Niestety, w 1918 roku dziadek Donalda Trumpa zmarł, prawdopodobnie w wyniku powikłań po grypie hiszpance, która w tamtym czasie w wielu miejscach na świecie zbierała swoje żniwo. Podczas pandemii śmierć poniosło więcej osób niż na frontach pierwszej wojny światowej. W samych Stanach Zjednoczonych na hiszpankę zmarło blisko 700 000 ludzi. Wśród ofiar pandemii znalazł się również Friedrich, a tym samym mały Fred został osierocony w wieku trzynastu lat. Co więcej, w latach 1920-21 kryzys finansowy w USA pozbawił rodzinę większości majątku.

Już wkrótce ciąg dalszy historii rodziny Trump.

Autor: Łukasz Tomys