Dla wyjaśnienia – inflacja jest to wzrost cen w czasie, czyli inaczej spadek wartości pieniądza. Poniżej zestawiono dane dotyczące tego wskaźnika na przestrzeni lat 2010-2016.

Dla porównania podajemy wartość WIBOR3M na koniec każdego roku. Jest to stopa po której banki pożyczają sobie pieniądze na okres trzech miesięcy. Powiązane jest z nim pośrednio nie tylko oprocentowanie kredytów ale także lokat. W roku 2010 poziom inflacji wynosił 2,6 procent. W tym samym roku WIBOR, z którym łączy się nie tylko oprocentowanie kredytów, ale pośrednio także lokat – wynosił cztery procent. W kolejnym roku inflacja wzrosła do 4,3 procent, a WIBOR do 5 procent, czyli ponownie WIBOR na koniec roku był wyższy od poziomu inflacji. Niestety od zysku z lokaty trzeba jeszcze odjąć tzw. podatek Belki. Od 2012 do 2014 roku sytuacja również przedstawiała się korzystnie na rzecz WIBOR-u. Z ciekawą sytuacją mieliśmy do czynienia w 2015 i 2016 roku. Odnotowaliśmy wtedy deflację, czyli spadek cen o 0,9 i 0,6 procent, czyli za nasze pieniądze mogliśmy kupić więcej dóbr i usług niż wcześniej.

Tymczasem WIBOR utrzymywał się na poziomie dodatnim 1,75 procent. Dopiero w 2017 i 2018 roku możemy mówić o negatywnym zjawisku, gdy ceny rosną równie szybko lub nawet nieco dynamiczniej niż środki ulokowane na lokatach. Wynika to między innymi ze wzrostu cen paliw, mieszkań i rosnących pensji Polaków.

Co to oznacza dla naszych oszczędności? Z artykułu z maja 2017 roku, który ukazał się na blogu „Zaradnyfinansowo.pl”, wynika, że w ciągu ostatnich lat można było zyskać, umieszczając pieniądze na lokatach. Oznacza to, że realna stopa zwrotu kształtowała się powyżej progu inflacji i to praktycznie nieprzerwanie od połowy 2011 roku. Sytuacja pogorszyła się w 2016 roku, a sprawy nie polepszają absurdalne oprocentowania lokat, które średnio oscylują wokół 1,5 procent. Oczywiście, po gruntownej analizie ofert banku można znaleźć takie, które zapewnią 4 procent zysku, jednak są to lokaty krótkoterminowe, a co gorsza – posiadają limit wkładu najczęściej do 10 tysięcy złotych.

Choć rzeczywistość nie maluje się kolorowo, to błędem jest założenie, że nie opłaca się oszczędzać, bo inflacja pochłania gromadzony kapitał. Podstawą jest znalezienie lokaty, której oprocentowanie będzie wyższe niż aktualny wskaźnik inflacji. Należy pamiętać także, że konieczne będzie zapłacenie 19-procentowego tak zwanego podatku Belki od zarobionego zysku. Z tego też powodu zakłada się, że jeśli wskaźnik inflacji wynosi 2 procent, to warto rozejrzeć się za lokatą o oprocentowaniu nie niższym niż 2,6 procent w skali roku. Nie trzeba być jednak orłem z matematyki, żeby zauważyć, jak niski zysk przyniesie nam ulokowanie oszczędności w taki produkt. Dlatego osobom, które oprócz utrzymania stałej wartości nabywczej pieniędzy, chcą także otrzymać odsetki za zamrożenie kapitału, poleca się poszukanie produktu promocyjnego. Często właściciele takiej lokaty mogą się cieszyć nie tylko wysokim oprocentowaniem bazowym, ale także premią za jej uruchomienie.

Oczywiście trzymanie pieniędzy na lokacie jest z reguły jedną z najgorszych możliwych inwestycji. Mitem jest jednak to, że zazwyczaj tracimy na takim rozwiązaniu. Warto jednak pamiętać, że w historii zdarzały się okresy bardzo wysokiej inflacji. Przykładowo, na przełomie lat 80. i 90. XX wieku w naszym kraju była ona dwucyfrowa. Podobne sytuacje w ostatnich kilkunastu latach zdarzały się w Argentynie, Wenezueli, Rosji, Białorusi i na Ukrainie. Każdy, kto zgromadził oszczędności warte więcej niż 1-2 letnie zarobki, powinien zastanowić się nad alternatywą chroniącą przed gwałtownym spadkiem wartości pieniądza. Zabezpieczeniem może być nieruchomość kupiona w celu przyszłego wynajmu czy ziemia rolna wydzierżawiona w zamian za rentę. Te rozwiązania są o tyle korzystne, że równocześnie chronimy kapitał przed spadkiem wartości pieniądza a zarazem otrzymujemy czynsz lub opłatę z tytułu wynajmu lub dzierżawy. Niestety tej drugiej zalety nie ma złoto i inne surowce. Oczywiście, nikt nam nie zapłaci za to, że w sejfie trzymamy złote monety i sztabki. Z drugiej strony warto pamiętać, że wielu Żydów podczas drugiej wojny światowej mogło zachować życie tylko dzięki posiadaniu złota i diamentów. Mogli za nie kupić żywność, uzyskać schronienie w kryjówce lub opłacić ucieczkę np. do Szwecji i Szwajcarii. Mieszkanie lub ziemia na niewiele by im się zdały. Podobnie wygląda sytuacja syryjskich uchodźców, którzy stracili domostwa i inne nieruchomości zlokalizowane w ojczystym kraju. W ekstremalnych sytuacjach, takich jak wojna, złoto może uratować życie. Jeśli ktoś jest skrajnym pesymistą i oczekuje chaosu i dezintegracji państwa, to dobrym rozwiązaniem wydaje się, oprócz nabycia złota, zakup kilku hektarów ziemi rolnej, dzięki której będzie można wyżywić się podczas spodziewanej apokalipsy. W Stanach Zjednoczonych tysiące takich osób przeniosło się na farmy, a w domu trzyma spore arsenały broni na wypadek nastania katastrofy.

Autorzy: Mateusz Sawicki, Łukasz Tomys, Kinga Kosecka