Choć w ostatnich latach jego fortuna topnieje w zawrotnym tempie, to w 2019 roku nadal był on jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiego biznesu. Nazwisko “Czarnecki” będące przez długie lata dla wielu Polaków synonimem człowieka sukcesu, od czasu afery Getback szybko traci blask.

Jesienią 2018 jego wizerunek pojawiał się mediach tak często jak nigdy wcześniej lecz popularność ta nie jest dla niego powodem do radości gdyż jest związana ze skandalem KNF i groźbą upadku jego banków. Mimo bardzo trudnej sytuacji w jego bankowym imperium, niezależnie od dalszego biegu zdarzeń, on sam nie będzie cierpiał w życiu niedostatku. W 2017 roku sprzedał swoje udziały w LC Corp  za blisko pół miliarda złotych. To samo uczynił  wcześniej Michał Sołowow, który zamienił na gotówkę posiadane akcje Echo Investment. Być może doświadczenie roku 2008 nauczyło Czarneckiego, że z cyklem koniunkturalnym nie warto walczyć i lepiej wyzbyć się cyklicznego, deweloperskiego biznesu, gdy ceny nieruchomości są wysokie.

Zacznijmy jednak od początku. Leszek Czarnecki urodził się 9 maja 1962 roku we Wrocławiu. Wywodzi się z rodziny inteligenckiej. Miał dwójkę rodzeństwa. Jego ojciec pracował jako inżynier budownictwa, zajmował się między innymi projektowaniem szpitali.  Rodzina oczekiwała, że Leszek będzie kontynuował rodzinne tradycje i zwiąże swoją przyszłość z budownictwem. Początkowo wszystko układało po myśli jego najbliższych, przyszły miliarder rozpoczął studia na Wydziale Inżynierii Sanitarnej na Politechnice Wrocławskiej. Szybko okazało się jednak, że budownictwo nie jest jego pasją i nawet nacisk ze strony najbliższych nie skłonił go do większego zaangażowania na akademickich zajęciach. Na mało interesujące wykłady nie uczęszczał, studia jednak kontynuował. Okres spędzony na uczelni wykorzystał bardzo dobrze. Nawiązał wówczas wiele cennych znajomości, które zaprocentowały w przyszłości.

Czarnecki, uczęszczając na Politechnikę Wrocławską, zapisał się do Akademickiego Klubu Nurkowego “Pirania”. Nurkowaniem interesował się już dużo wcześniej. Jeszcze w czasach licealnych ukończył specjalistyczny kurs pływania pod wodą. Swego czasu był najmłodszym instruktorem w tej dziedzinie w Polsce, a wiele lat później pobił rekord świata w najdłuższym nurkowaniu w jaskini.

Dzięki “Piranii” Czarnecki miał możliwość wyjazdów za granicę. W pewnym momencie wziął nawet urlop dziekański i sam zorganizował wyprawę nad Morze Czerwone dla kilkudziesięciu osób zainteresowanych nurkowaniem. Eskapada ta wiązała się jednak z dużymi kosztami, które pokrył dzięki własnej pracy. Jego determinacja musiała być duża, gdyż imał się najróżniejszych zajęć, czasami nawet bardzo niewdzięcznych, między innymi czyścił szamba w Polsce i mył autobusy w Szwecji.

Jako dwudziestoczteroletni student Politechniki Wrocławskiej założył pierwszą firmę, która zajmowała się pracami inżynieryjnymi pod wodą. Wybór branży był w jego przypadku świetnym posunięciem. Na nurkowaniu znał się bowiem jak mało kto i postanowił to wykorzystać. Biznes, o którym mowa, Czarnecki utworzył dzięki współpracy z Wiesławem Kacaperem, którego poznał na jednej z wypraw nurkowych. Tak powstał Zakład Usług Podwodnych. Przedsiębiorczy studenci szybko jednak zdali sobie sprawę, że ich firma rozwinie się dużo szybciej, jeśli połączą siły z alpinistami. To bowiem pozwoliłoby im na pozyskanie większej liczby zleceń. Nurkowie mogliby wykonywać pracę pod wodą, a alpiniści – na wysokościach. Tak powstała spółka TAN, czyli Technika Alpinistyczno-Nurkowa. Jednym z pierwszych zleceń, które zrealizowała, był gruntowny przegląd urządzeń pod powierzchnią wody w  elektrowni wodnej w Otmuchowie na Nysie Łużyckiej. Ponadto wykonywała ona podwodne remonty infrastruktury hydrotechnicznej na Odrze w rejonie Wrocławia.

Czarnecki przeznaczył pierwsze zarobione pieniądze na zorganizowanie wycieczki do Azji Południowo-Wschodniej. Trwała ona dwa miesiące, a brało w niej udział kilkanaście osób. Sam biznesmen zrezygnował jednak z wyprawy. Okazało się bowiem, że w międzyczasie otrzymał świetne zlecenie, które szkoda byłoby odrzucić. Przyszły bankowiec wspomina, że rentowność spółki sięgała nawet do osiemdziesięciu pięciu procent.  Jak widać, potrafił on wiele poświęcić dla pracy i rozwoju własnej firmy. Dzięki tak mocnemu zaangażowaniu odniósł bezapelacyjny sukces i udało mu się zarobić swój pierwszy milion.

Biznesmen sprzedał jednak po kilku latach Technikę Alpinistyczno-Nurkową wspólnikowi za pół miliona marek niemieckich. Na początku lat 90. zainwestował te pieniądze w Europejski Fundusz Leasingowy.
Czarnecki dobrze wyczuł, że leasing to przyszłość, choć wówczas mało kto w Polsce wiedział, co znaczy to słowo. Początki nie były łatwe, do biura funduszu w Głogowie przez pierwsze trzy miesiące nie zajrzał ani jeden klient! Dopiero po przeniesieniu siedziby do  Warszawy biznes ruszył. Czarnecki nie miał jednak wykształcenia przydatnego w branży finansowej, więc aby uzupełnić wiedzę podjął studia na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, gdzie zrobił doktorat z ekonomii. Europejski Fundusz Leasingowy sprzedał w 2001 roku francuskiemu bankowi Crédit Agricole  za prawie miliard złotych.

Swoją decyzję tłumaczył tym, że według niego przedsiębiorstwo zajmujące się leasingiem nie jest w stanie przetrwać na rynku, jeśli nie będzie współpracować z bankiem. W kolejnych latach miał okazję zgłębić branżę bankową od podszewki. Został bowiem mianowany prezesem polskiego oddziału Crédit Agricole. Doskonale sprawdził się w tej roli. Styl, w jakim zarządzał bankiem, został doceniony przez wiele wpływowych czasopism. Czarnecki został między innymi zakwalifikowany do pierwszej dziesiątki najlepszych menedżerów w Europie Środkowej przez “The Wall Street Journal”. Uzyskał także tytuł “wschodzącej gwiazdy europejskiego biznesu” przyznawany przez “Financial Times”  zaledwie dwudziestu pięciu osobom w ciągu roku.

Czarnecki nie czuł się jednak dobrze, siedząc tylko i wyłącznie na fotelu prezesa. Za pieniądze pozyskane ze sprzedaży firmy leasingowej stworzył Getin Holding S.A. Na początku 2004 kupił Górnośląski Bank Gospodarczy, a następnie Bank Przemysłowy w Łodzi. Z połączenia tych dwóch instytucji powstał Getin Bank. Strategia polegająca na kupnie istniejącego banku była wówczas i jest do tej pory najprostszą metodą zaistnienia w tej branży. Budowa banku od zera wymaga wielu uzgodnień i zgód administracyjnych, więc jest bardzo rzadko praktykowana. W kolejnym roku Czarnecki nabył Wschodni Bank Cukrownictwa, którego nazwa została potem zmieniona na… Noble Bank. Dzięki czemu mógł on być prezentowany  przez specjalistów od marketingu jako szacowna instytucja zajmująca się obsługą milionerów, którzy chcą zapewnić wysoki poziom życia również swoim dzieciom i wnukom. Oglądając pierwsze reklamy telewizyjne Noble Banku łatwo można było odnieść wrażenie, że jest to brytyjska firma o ponad 100-letniej tradycji. Ostatecznie Getin Bank i Noble Bank zostały przez Czarneckiego połączone, w wyniku czego w 2010 roku powstał Getin Noble Bank, funkcjonujący w tej formie nadal w 2018 roku.
Oprócz Getin Noble Banku Czarnecki zbudował szereg dobrze znanych firm w branży finansowej oraz deweloperski LC Corp. Tę ostatnią spółkę założył, aby zdywersyfikować ryzyko. Zdawał sobie sprawę, że inwestowanie całego kapitału w jednej branży jest bardzo ryzykowną strategią. Nie przewidział jednak, jak bardzo kryzys, który nadszedł w 2008 roku, powiąże bankowość z rynkiem nieruchomości. Początkowo przed LC Corp.  malowała się świetlana przyszłość. Kiedy firma wchodziła na giełdę, czyli w 2007 roku,  była wówczas największą prywatną spółką debiutującą na parkiecie. Wartość akcji, które oferowano, przekroczyła miliard złotych. Inwestorzy chętnie powierzali swoje pieniądze LC Corp., ponieważ firma była ściśle związana z Czarneckim, który uchodził w ówczesnym czasie za  czarodzieja świata finansów i gwaranta przyszłych zysków.

Euforia w związku z debiutem LC Corp. była tak wielka, że niektórzy wzięli nawet kredyt, aby sfinansować zakup akcji. Według książki Michała Matysa pod tytułem “Grube ryby” specjalną ofertę na tę okazję przygotował Getin Bank. Oferował on wówczas nawet do prawie pięciu milionów złotych kredytu na zakup akcji, przy wkładzie własnym na poziomie pięćdziesięciu tysięcy złotych. Nastroje były tak dobre, że złożono zapisy na radykalnie większą liczbę akcji, niż była w ofercie. Na skutek tego nastąpiła ogromna redukcja zleceń, inwestorzy otrzymali tylko 2% akcji, które chcieli kupić. Byli zapewne wtedy tym faktem bardzo zawiedzeni, ale z perspektywy czasu okazało się, że było to szczęśliwe zrządzenie losu, dzięki któremu ich straty były znacząco mniejsze, niż gdyby mieli otrzymać wszystkie zamówione akcje. To, jak potoczyły się losy zbyt optymistycznie patrzących w przyszłość graczy giełdowych, świetnie opisuje wyżej wspomniana książka: “Tym, którzy to zrobili, giełdowy debiut LC Corp. śni się do dziś… jako koszmar”. W ofercie publicznej kupowali oni akcje po 6 zł 50 gr, tymczasem podczas pierwszego dnia giełdowych notowań  ich cena spadła do 6 zł 6 gr, a we wrześniu 2013 roku były warte niespełna ¼ ceny początkowej. Ci, którzy sfinansowali inwestycję za pomocą kredytu, do rachunku strat musieli dopisać jeszcze odsetki i prowizję.

Sam Czarnecki również wiele stracił podczas kryzysu. W ciągu półtora roku, czyli od lipca 2007 do grudnia 2008, jego majątek stopniał o prawie osiem miliardów złotych. Pozostało mu wówczas “tylko” trzy i pół miliarda. Biznesmen wspomina, że w najgorszym okresie prawie w ogóle nie spał. Musiał przerwać wówczas wszystkie inwestycje, między innymi budowę Sky Tower  we Wrocławiu.

Wieżowiec ten stanowi obecnie jeden z symboli Wrocławia. Podczas podróży do stolicy Dolnego Śląska widać go już z odległości kilkudziesięciu kilometrów. Przy pięknej pogodzie można go też dostrzec ze szczytu Śnieżki.  Budowę rozpoczęto w 2007 roku, ale wskutek niepewności związanej z kryzysem, a także błędów w projekcie budowa trwała całe 5 lat. Budynek został ukończony dopiero w 2012 roku. Początkowo właścicielem inwestycji był LC Corp., później tytuł własności został przeniesiony na samego Leszka Czarneckiego. Jest on drugim co do wysokości budynkiem w Polsce. Wyższy jest tylko Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. Przed wejściem do Sky Tower ustawiono rzeźbę Salvadora Dalego , którą odlano z brązu. Kosztowała trzy miliony złotych. Na budowę budynku przeznaczono ponad miliard. Koszty, które poniesiono, mają odzwierciedlenie w cenach mieszkań, które znajdują się w wieżowcu. Najtańszy apartament kosztował dwanaście tysięcy złotych za metr kwadratowy. Natomiast za najdroższe lokum znajdujące się na najwyższym piętrze zapłacono siedem milionów. Pomimo wysokich cen, chętnych na zakup mieszkania w prestiżowym wieżowcu nie brakowało. Już rok po tym, jak zakończono budowę, udało się sprzedać trzy czwarte apartamentów.

Na dole Sky Tower mieści się galeria handlowa, która jest źródłem dochodów Czarneckiego. Z tego powodu biznesmen został wyśmiany przez lokalne gazety, kiedy podczas otwarcia wieżowca zacytował słowa Johna Kennedy’ego: “Nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie, zapytaj, co ty możesz zrobić dla swojego kraju”. Stwierdzono bowiem, że budowa wieżowca ma wymiar czysto ekonomiczny i stanowi  inwestycję, która ma się zwrócić. Czarnecki natomiast nie zgadza się z tą opinią. Tłumaczy, że podczas budowy Sky Tower zatrudniono półtora tysiąca osób. Ponadto według niego przerwanie budowy wieżowca w 2008 roku zostało odczytane jako początek kryzysu, co pokazuje, jak ważna dla regionu była ta inwestycja.

Wiele o mężczyźnie można powiedzieć, patrząc na kobiety, z którymi się wiąże. O pierwszej żonie Czarneckiego poza tym, że ma z nią dwójkę dzieci, nie wiemy nic. Strzeże on szczelnie ich prywatności. Jeszcze przed rozwodem z pierwszą żoną zaczął się spotykać z gwiazdą TVN, Martyną Wojciechowską, nieszablonową dziennikarką i podróżniczką. Ich związek trwał 4 lata, doszło nawet do zaręczyn, ale ślub się nie odbył. W 2008 roku ożenił się ze znaną prezenterką telewizyjną, Jolantą Pieńkowską. Jak można zauważyć, nie jest on typem “playboya”, który poluje na modelki, wybiera kobiety tylko odrobinę od siebie młodsze, ale za to inteligentne i z ciekawą osobowością

Kiedy w 2009 roku kryzys zaczął chylić się ku końcowi, Czarnecki postanowił wykorzystać niskie wyceny rynkowe banków do dalszej ekspansji.  Kupił wówczas GMAC Bank, Allianz Bank, DZ Bank, DExia Kommunalkredit Bank, a także część DnB Bank. Można powiedzieć, że Czarnecki przeprowadził prywatną repolonizację znacznej części polskiej bankowości. Niestety, wkrótce okazało się, że nie była to najbardziej trafna decyzja. Po raz kolejny Czarnecki nie wyczuł trendów makroekonomicznych. Wcześniej – tuż przed kryzysem 2008 roku – inwestował w bankowość i nieruchomości. Później liczył na to, że sektor bankowy wróci do dawnej formy. Niestety tak się nie stało, na przeszkodzie stanął bowiem kryzys zadłużenia, którym najbardziej dotknięte zostały kraje południowej Europy. Mając na względzie niską inflację i zagrożenie dla wzrostu gospodarczego w drugiej połowie 2012 roku, Rada Polityki Pieniężnej rozpoczęła cykl obniżek stóp procentowych. W ciągu 12 miesięcy spadły one o ponad 2 punkty procentowe. Przykładowo stopa lombardowa zmniejszyła się z 6,25 do 4 %. Wspominamy o niej, gdyż jest ona bardzo ważna w naszej bankowości, ponieważ wedle polskiego prawa oprocentowanie kredytów nie może przekraczać jej czterokrotności. Był to niewątpliwie cios dla finansowego imperium Czarneckiego, gdyż duża część jego zysków pochodziła z wysokomarżowych produktów, takich jak kredyty konsumenckie i karty kredytowe, których oprocentowanie musiało zostać znacznie zmniejszone. Zyskowność portfela kredytów hipotecznych i korporacyjnych także znacznie spadła. Wielu bankierów miało wtedy nadzieję, że jest to sytuacja chwilowa i po pewnym czasie stopy procentowe, a co za tym  idzie – ich zyski wzrosną. Stało się jednak inaczej. W 2014 i 2015 roku doszło do kolejnych obniżek, łącznie o półtora punktu procentowego i od tamtego czasu do dziś, a piszemy te słowa pod koniec 2018 roku, pozostają one na stałym, niskim poziomie. Na domiar złego banki należące do Czarneckiego nigdy nie cieszyły się zbyt dużym zaufaniem, więc lokaty przez nie oferowane musiały być wyżej oprocentowane niż u konkurencji by znaleźli się chętni do powierzenia im oszczędności. Oznacza to większe koszty i niższą marżę zysku.

Ważną częścią finansowego imperium Czarneckiego jest Idea Bank, który kieruje swoją ofertę głównie do przedsiębiorców. W 2015 roku bank ten zadebiutował na giełdzie, jednak styl, w jakim to zrobił, pozostawia wiele życzenia. Biznesmen planował sprzedać akcje tej instytucji za miliard złotych. Okazało się jednak, że udało się znaleźć kupców na walory o wartości zaledwie dwustu pięćdziesięciu milionów złotych, z czego sto milionów wyłożyły inne podmioty kontrolowane przez Czarneckiego.
Idea Bank uznawany był za innowacyjną instytucję. Ponadto Czarnecki postanowił właśnie w tej instytucji skupić swoją działalność leasingową. Było to bardzo dobre posunięcie, udało mu się wyprzedzić nawet Europejski Fundusz Leasingowy pod względem wartości zawartych umów i ponownie stać się liderem leasingu w Polsce

W lipcu 2018 roku Czarnecki ogłosił, że chce połączyć swoje dwa banki, czyli Idea Bank i Getin Noble Bank. Jest to jego odpowiedź na “postępującą konsolidację polskiego sektora bankowego oraz rosnące wymagania regulacyjne”. Biznesmen chciał iść śladem innych instytucji finansowych z polskiego rynku. W 2018 roku BZ WBK przejął Deutsche Bank Polska, a Bank Pekao, którego właścicielem jest obecnie największy polski ubezpieczyciel czyli PZU, ogłosił,  że ma plany przejęcia Alior Banku. Abstrahując nieco od samego Czarneckiego, warto wspomnieć, że drobni akcjonariusze zawsze z niepokojem patrzą na fuzje, lub operacje kupna-sprzedaży majątku pomiędzy firmami mającymi tego samego właściciela. Przy tego typu roszadach często poszkodowani są drobni akcjonariusze, gdyż krezusi podejmujący decyzje w imieniu spółek mogą wtedy coś ugrać ich kosztem, przepłacając za aktywa należące do podmiotów w których mają większe udziały.  Kontrowersje dotyczyły np. przejęcia sklepów Małpka przez giełdową spółkę “Czerwona Torebka”.

Getin Noble bez wątpienia przeżywa obecnie trudne chwile, jego zyski od 2011 systematycznie spadają. Firma była wielokrotnie krytykowana, m.in. za wysokie spready  walutowe czy oferowanie  polisolokat. W roku 2017 odnotowano stratę o wartości 600 mln zł. Patrząc na kursy giełdowe obu firm, można zauważyć, że inwestorzy przestali wierzyć w geniusz Leszka Czarneckiego. Kurs Idea Banku przekraczał w 2017 roku 25 zł, a we wrześniu 2018 spadł poniżej 4 zł. Gigantyczne straty ponieśli także inwestorzy posiadający akcje Getin Noble Banku, ich wartość stopniała od roku 2014 dwudziestokrotnie. Takie zachowanie kursów giełdowych, przy stabilnych wycenach innych banków, może sugerować, że problemy są dużo poważniejsze, niż mówią oficjalne komunikaty.

Banki to nie jedyne instytucje w branży finansowej, w które inwestuje Czarnecki. W 2003 roku zdecydował się wesprzeć powstające przedsiębiorstwo doradztwa finansowego. Było to Open Finance – obecnie znane większości Polaków. Z pomysłem stworzenia firmy do Czarneckiego zgłosiło się trzech finansistów, którzy mieli pomysł, jednak brakowało im środków pieniężnych. Ponoć biznesmenowi wystarczyło zaledwie piętnaście minut, aby zdecydować, że inicjatywa młodych ludzi ma duże szanse na powodzenie i warto w nią zainwestować. Choć kalkulacja zysków i strat została przeprowadzona tylko w głowie Czarneckiego, czas pokazał, że była to świetna decyzja. Open Finance stało się bowiem  największą firma doradztwa finansowego w naszym kraju. W 2011 roku spółka ta została wprowadzona na giełdę, jednak ona także nie przyniosła inwestorom radości. Cena akcji od momentu giełdowego debiutu spadła 40-krotnie. Powodem są kłopoty z rentownością. Zyski od 2012 systematycznie spadały, a lata 2016 i 2017 zakończyły się stratą.

Jeden z bliskich współpracowników miliardera uważa, że za sukcesem Czarneckiego stoi to, że potrafi on przyciągać do siebie odpowiednich ludzi. Przykład Open Finance jest jednym z licznych. Dla młodych, odważnych i przedsiębiorczych ludzi Czarnecki stworzył konkurs “Studiuję, pracuję, zarządzam”. Jest on skierowany do osób, które mają pomysł na biznes, ale nie zarządzają odpowiednim kapitałem. W regulaminie konkursu możemy przeczytać, że kwotą, którą Czarnecki może przeznaczyć na dane przedsięwzięcie, jest ograniczona tylko potrzebami inwestycyjnymi projektu. Jeśli więc potencjał pomysłu będzie wystarczająco duży, można liczyć na sporą ilość gotówki od biznesmena.
Warto podkreślić, że choć na innowacyjnych pomysłach młodych ludzi najbardziej bogaci się Czarnecki, to przedsiębiorcze osoby również mają szansę stać się milionerami. Tak stało się w przypadku osób z przedsiębiorstwa doradztwa finansowego, o którym wspomniano wcześniej. Biznesmen w książce pod tytułem “Biznes po prostu” pisze: “Założyciele Open Finance zaczęli tworzyć i wprowadzać na giełdę kolejne firmy Czarneckiego. Mieli w nich udziały i dzięki temu stali się milionerami. W ciągu pięciu pierwszych lat zarobili po siedemdziesiąt milionów złotych każdy”.

Ekspozycja miliardera na branżę finansową jest obecnie źródłem jego problemów. Od czasu kryzysu finansowego sektor otrzymał kilka potężnych ciosów. Po pierwsze spadające stopy procentowe zaszkodziły wszystkim podmiotom, których działalność opierała się na udzielaniu kredytów. Po drugie kryzys spowodował, że instytucje państwowe podwyższyły wymogi kapitałowe, co sprawiło, że banki muszą trzymać teraz większą ilość gotówki na kontach zamiast wykorzystać ją na akcję kredytową. Problemem dla branży jest także podatek bankowy, który drastycznie zmniejszył jej zyski. Potencjalnym zagrożeniem pozostają wciąż kredyty frankowe, ewentualność przymusowego ich przewalutowania cały czas obniża wycenę banków, które mają je w portfelach.

Jeszcze w 2011 roku majątek Czarneckiego był szacowany przez magazyn Forbes na blisko 6 mld zł. W 2017 roku wycena  jego portfela wynosiła już tylko 3,5 mld zł, a biznesmen znajdował się na szóstym miejscu na liście najbogatszych ludzi w Polsce. W kolejnym roku ponownie spadł w tej klasyfikacji, zajmując 13 pozycję z majątkiem wycenianym na 2,2 mld złotych.

To jednak nie przeszkadza miliarderowi dzielić się posiadanymi pieniędzmi. Wraz z żoną założyli Fundację Jolanty i Leszka Czarneckich. Każdego roku finansuje stypendia w ramach programu “Indeks Start2star”  dla wybitnie uzdolnionych, lecz niezamożnych osób, które chcą podjąć studia w Polsce. Fundacja przekazuje każdemu stypendyście tysiąc trzysta złotych co miesiąc przez cały okres studiów. Czarnecki stawia tylko jeden warunek osobie, której pomaga. Musi ona, po ukończeniu edukacji, pracować  w naszym kraju co najmniej pięć lat.

Działalność Fundacji Jolanty i Leszka Czarneckich jest dużo bardziej rozległa. W ramach programu “Bądź samodzielny” instytucja wspiera osoby, które z powodu choroby lub innego zdarzenia losowego nie mogą kontynuować edukacji. Miliarder dzięki stypendium wspiera także  dzieci pracowników jego spółek, które mogą pochwalić się dobrymi wynikami w nauce. Ponadto w ramach programu “Start2staż” fundacja umożliwia studentom czwartego i piątego roku odbycie stażu w jednej z firm Czarneckiego.
To jednak  nie koniec działalności edukacyjnej biznesmena. Czarnecki, jako pierwszy Polak, postanowił  sfinansować studia o współczesnej Polsce, które odbywają się na Uniwersytecie w Oksfordzie. Pomysłem tym zaraził Czarneckiego znany w Polsce historyk brytyjski Norman Davies, który twierdzi, że często musiał tłumaczyć brytyjskim kolegom najbardziej oczywiste fakty dotyczące polskiej historii i prostować nieścisłości na temat naszego kraju.  Nauka odbywa się na trzech poziomach: licencjackim, magisterskim i doktoranckim. Warto podkreślić, że bez hojności Czarneckiego utworzenie kierunku nie byłoby możliwe. Twierdzi, że finansuje studia o Polsce ze względu na pobudki patriotyczne. Z tego powodu opłaca także stypendia uzdolnionym studentom, którzy chcą pracować w Polsce. W książce Michała Matysa pod tytułem ‘Grube ryby” tak tłumaczy decyzję dotyczącą finansowania tego projektu: “To kapitalna sprawa! Co roku będziemy mieli piętnastu-dwudziestu, a gdy uruchomimy wszystkie poziomy – może nawet trzydziestu absolwentów. Po piętnastu latach studia ukończy trzysta-czterysta osób. Będą to wpływowi ludzie w swoich krajach. Oksford to jedna z najlepszych uczelni na świecie, a studia są przeznaczone dla przyszłych dyplomatów czy dziennikarzy. Będą znali nasz kraj, język i historię. Staną się naszymi przyjaciółmi i ambasadorami”. Warto podkreślić, że rządy Niemiec, czy chociażby Francji, od dawna finansują studia na zagranicznych uniwersytetach. Polska nie dysponuje jednak odpowiednimi środkami, aby im dorównać. W związku z tym Czarnecki postanowił wykorzystać posiadane pieniądze, aby w ten sposób zadbać o wizerunek Polski za granicą. Dodajmy od siebie, że dzięki takim inicjatywom może też podreperować własny wizerunek.

Czarnecki przykłada dużą wagę do swojej edukacji. W 1993 roku obronił doktorat na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Następnie w 2012 roku złożył podanie na Uniwersytet Harvarda, gdzie również chciał podjąć studia doktoranckie. Niestety odmówiono mu. Argumentowano to tym, iż prawie dwadzieścia lat wcześniej zdobył już ten tytuł na innej uczelni. Natomiast w 2018 roku złożył wniosek o postępowanie habilitacyjne na Wydziale Zarządzania, Informatyki i Finansów Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. Tytuł jego pracy ma brzmieć: “Opracowanie modelu badania kreacji wartości przez jednostki gospodarcze w zmieniającym się otoczeniu rynkowym ze szczególnym uwzględnieniem roli lidera”. Ponadto w dorobku naukowym Czarneckiego  możemy także znaleźć trzy monografie: „Ryzyko w działalności bankowej. Nowe spojrzenie po kryzysie”, „Model DNA firmy” oraz „Lider Alfa”.

Na temat ostatniej z książek Czarnecki wypowiada się w wywiadzie dla “Forbesa” z lipca 2018 roku. Za tytułowego “Lidera Alfa” uważa osobę, która ma wizję i potrafi prowadzić organizację pomimo zmieniających się warunków. Nie jest to osoba, która na rynku gra agresywnie, ale taka, która ma najlepsze pomysły na to, gdzie zainwestować pieniądze. Wśród “Liderów Alfa” Czarnecki wymienia Michała Sołowowa oraz Zygmunta Solorza, który według niego “zrobił transakcję z rozmachem”, przejmując Polkomtel. To właśnie tych dwóch przedsiębiorców podziwia i szanuje właściciel Getin Noble Bank.

Oprócz nurkowania Czarnecki lubi też duże prędkości. Latając MiG-iem-25 oraz MiG-iem-29 w Rosji, przekroczył prędkość dźwięku. Wiąże się z tym ciekawa historia. Otóż po tym, jak Czarnecki odbył loty migami, Rosjanie zaproponowali mu lot w kosmos. Cena takiej wycieczki dla turysty wynosi około dwudziestu milionów dolarów. Ostatecznie jednak do wyprawy nie doszło. Co więcej, propozycja Rosjan doprowadziła do nieporozumienia. Ogłosili oni bowiem, że Czarnecki jest kandydatem przygotowującym się do lotu. Miliarder był bardzo niezadowolony, kiedy dowiedział się, że opinia publiczna została o wszystkim poinformowana. Zwołał konferencję prasową, na której wyraził irytację, a następnie nie stawił się na testach medycznych w Rosji. W ramach odpowiedzi rzecznik prasowy Rosyjskiej Agencji Kosmicznej szybko ogłosił: “Polak sam sobie zamknął drogę w kosmos i będzie gorzko tego żałował, taka szansa nigdy mu się już nie powtórzy”.

Życie Czarneckiego nie jest wolne od kontrowersji. W 2008 roku liczne serwisy informacyjne cytowały Rzeczpospolitą, która podała wiadomość o jego współpracy z wywiadem PRL. Z materiałów przechowywanych w Instytucie Pamięci Narodowej wynika, że w wieku 18 lat podpisał zobowiązanie do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa jako TW „Ernest” nr rej. 42601. Był wtedy uczniem III Liceum Ogólnokształcącego we Wrocławiu. W połowie 1982 Czarnecki został według zachowanych dokumentów informatorem wywiadu PRL. Leszek Czarnecki przyznał się do podpisania zobowiązania, nie potwierdził jednak przekazywania SB informacji.

Jego koledzy z Politechniki Wrocławskiej potwierdzili tę wersję wydarzeń. Czarnecki tak tłumaczy przeszłość związaną z SB w książce Michała Matysa pod tytułem “Grube Ryby”: “Miałem osiemnaście lat, byłem naiwnym idealistą i popełniłem błąd. Najważniejszą lekcją, którą dostałem, było to, aby nigdy nie wiązać się z polityką ani politykami. Hołduję temu do dzisiaj. Przyniosło mi to zresztą więcej dobrego niż złego”.

Ze względu na kredyty frankowe i spready walutowe, oraz zniżkujące kursy jego spółek spore grono Polaków od wielu lat nie darzyło Czarneckiego sympatią. Jego wizerunek ucierpiał jeszcze bardziej  gdy w maju 2018 roku wybuchła afera GetBack. Zdarzenie to dokładnie opisuje “Forbes” w artykule z tamtego okresu. Getback  jest firmą windykacyjną, która skupuje przeterminowane długi, a następnie stara się polubownie porozumieć się z dłużnikami i odzyskać pieniądze. Przez dwa lata, od 2014 do 2016 roku, należała ona do Czarneckiego, a dokładniej do Idea Bank.

W 2016 roku GetBack został sprzedany funduszom private equity, między innymi Abrisowi. Następnie wprowadzono go na giełdę, gdzie został wyceniony na dwa miliardy złotych. Spółka, która początkowo  świetnie prosperowała (przynajmniej na papierze) , wkrótce jednak zaczęła mieć problemy ze sprzedażą obligacji. Stało się tak, ponieważ weszły w życie nowe akty prawne niekorzystne z punktu widzenia działań windykacyjnych, co pociągnęło za sobą zmianę podejścia inwestorów do branży. To zaś sprawiło, że firmie zaczęło brakować środków, aby móc w dalszym ciągu kupować pakiety wierzytelności. Później sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła. Kiedy Konrad Kąkolewski, ówczesny prezes GetBack, ogłosił, że spółka potrzebuje miliarda złotych, cena akcji spadła  czterokrotnie.

GetBack, chcąc się ratować, podał do wiadomości komunikat, że prowadzi negocjacje w celu pozyskania dwustu pięćdziesięciu milionów złotych. Kontrahenci, których wymieniono w ogłoszeniu, czyli bank PKO BP i Polski Fundusz Rozwoju, szybko jednak zdementowali tę plotkę. W efekcie Komisja Nadzoru Finansowego zawiesiła notowania spółki, ponieważ według niej doszło do manipulacji.
Największym problemem wizerunkowym okazał się sposób, w jaki sprzedawano obligacje spółki. Na tym tle dochodziło bowiem do nadużyć. Były one oferowane niedoświadczonym inwestorom jako papiery bezpieczne prawie jak lokata bankowa.  Sprzedażą tych obligacji zajmował się między innymi Idea Bank.
Czarnecki, choć zazwyczaj stroni od wystąpień publicznych, tym razem zdecydował się zabrać głos. Jego wyjaśnienia możemy znaleźć w artykule z maja 2018 roku, opublikowanym przez “Forbesa”. Zapewnił wówczas, że już w 2018 roku jego firmy zaczną zarabiać, a do 2020 roku będą w pełni uzdrowione. Ponadto obiecał, że odda pieniądze osobom, którym jego banki sprzedały niekorzystne produkty. Jednak kiedy zapytano go o odpowiedzialnych za sprzedaż kontrowersyjnych produktów – wskazał menedżerów. Sam natomiast stwierdził, że “nie zna się na windykacji” oraz “nie zna się na inwestowaniu”.

Autor: Kinga Kosecka, Maciej Rajewski

 

Zdjęcie: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Leszek_Czarnecki_2010.jpg