Dać ludziom moc/możliwość tworzenia wspólnoty i sprawić by świat był bardziej powiązany.”  Mniej więcej tak można przetłumaczyć frazę  widniejącą w kategorii misja na stronie Facebook.com.   

Zatem oficjalny cel  Facebooka to  sprawić, aby świat stał się bardziej otwarty, a ludzie z całego globu  mogli się lepiej  poznać. Użytkownicy są w stanie utrzymywać łatwy kontakt z przyjaciółmi i rodziną, oraz śledzić wydarzenia na świecie. Niestety wśród tych tzw. wydarzeń są także feke-newsy o czym za moment. Dzięki Facebookowi ludzie mają też możliwość ekspresji, mogą dawać wyrazu temu, co dla nich ważne.  Miejscem, gdzie Zuckerberg jasno określa cel istnienia spółki, wizję oraz  wartości firmy, jest list dołączony do prospektu emisyjnego Facebooka. Mark twierdzi, że napisał go samodzielnie.  Chciał, aby każdy, kto inwestuje w portal miał świadomość co wpływa na decyzje Zucka, dlaczego w taki a nie inny sposób  podejmuje decyzje ważące  na dalszych  losach  firmy.

Zuckerberg twierdzi, że wierzy, iż bardziej otwarty świat, to lepszy świat. Wg niego ludzie dysponujący większą ilością informacji mogą podejmować trafniejsze  decyzje i wywierać większy wpływ na otaczającą ich rzeczywistość.  Odnosi się to również do działalności samego Facebooka. Każdy pracownik  powinien mieć  jak najszerszy dostęp do informacji o każdym aspekcie działalności firmy. Pozwoli to zatrudnionym podejmować lepsze decyzje i wywrzeć duży wpływ na sam Facebook. Zuckerberg twierdzi też, że jego firma powinna doprowadzić do większej  otwartości i powiązania świata, a nie tylko służyć sama sobie. Napisał też o tym, że oczekuje od wszystkich pracowników, że każdego dnia będą się koncentrować na dostarczaniu światu rzeczywistej wartości dodanej we wszystkim, co robią.

Powyższe postulaty brzmią imponująco. Czas pokaże, czy Zuckerbergowi uda się kierować firmą zgodnie z tymi zasadami. W tym miejscu  dokonajmy kolejnej obszernej dygresji i powiedzmy nieco więcej o negatywnych aspektach nowoczesnych mediów, nie tylko społecznościowych. Olbrzymia ilość fejknewsów na Facebooku, stawia w złym świetle  niektóre  punkty opisanego manifestu. Można odnieść wrażenie, że rosnąca liczba użytkowników Facebooka radykalizuje się za jego pośrednictwem. Ten sam problem dotyczy także YouTube. Bez nich nie byłoby kilku zrywów wolnościowych, ale też z pewnością części zamachów terrorystycznych dokonanych przez tzw. „samotne wilki” – czyli osoby, które radykalizują się śledząc kontent  dostarczany przez sympatyków tzw.  “Państwa Islamskiego” i innych podobnych organizacji.

Wyważone, obszerne poglądy są „nudne” i trudne do czytania na małych ekranach telefonów. Im bardziej szokująca, zwięzła i radykalna treść, tym większa liczba polubień, komentarzy, udostępnień i kliknięć „czytaj dalej”.  To natomiast sprawia, że algorytmy Zuckerberga uznają chwytliwe posty za bardziej wartościowe i  uzyskują one większy zasięg. Na zasadzie kuli śniegowej pojawiają  się na wyświetlaczach telefonów lub ekranach komputerów jeszcze większej liczby użytkowników. Co więcej,  z reguły są to osoby o podobnych poglądach. Używając uproszczenia: algorytmy Facebooka starają się nam wyświetlać treści, którymi możemy być potencjalnie zainteresowani. Sprawia to, że tworzą się zwarte plemiona i odrębne światy w  internecie. Niektórzy naukowcy mówią wręcz o „sektach”. Spróbujmy to wyjaśnić na prostych przykładach antagonizmów politycznych w Polsce.  Nawet jeśli sympatyk Platformy Obywatelskiej ma w gronie znajomych na Facebooku osobę głosującą na Prawo i Sprawiedliwość lub odwrotnie, to mało prawdopodobne, że wyświetlą się jej posty prezentujące odmienny punkt widzenia. Wynika to m. in. z używania innego języka, odmiennych linków, innych słów kluczy (np. nazwisk posłów). Część ludzi żyje wyłącznie w świecie „dobrej zmiany” i zagrożenia ze strony kornika w Puszczy Białowieskiej, a inni codziennie otrzymują  wiadomości o „bezprawnej wycince”. W przypadku jednych, nazwisko ministra Szyszko algorytm łączy z bezprawiem i upomnieniami Komisji Europejskiej. Inni otrzymują posty gdzie jego nazwisko pojawia się w połączeniu ze słowami takimi jak „ochrona” czy „walka z zagrożeniem”.

Sympatyk Kukiza, który  kilka razy nie polubi lub nie kliknie posta swojego kolegi sympatyzującego z Nowoczesną, przestanie je otrzymywać w swoich aktualnościach. Rzadziej będą mu się też wyświetlać posty o informacjach z życia prywatnego takiego znajomego. Przez to, że nie polubił postów z cytatami Ryszarda Petru lub kliknął „ukryj” nie dowie się już nawet o tym, że  kolega szykuje się do ślubu lub jego córka ma komunię czy chrzciny.  Podziały światopoglądowe izolują ludzi od siebie.  Brak reakcji oznacza brak zainteresowania. W momencie gdy ludzie reprezentujący odmienne poglądy nie mogą się już ze sobą komunikować i zamykają się w odmiennej rzeczywistości wówczas demokracja jest zagrożona a nie wspierana. Dla przypomnienia, jeden z postulatów Zuckerberga to większe powiązanie świata i zbliżanie ludzi do siebie.  Opisane wcześniej problemy z komunikacją można zauważyć nie tylko w Polsce. Również społeczeństwo amerykańskie jawi się jako bardzo podzielone, a temperatura sporu jest bardzo wysoka, co dobrze obrazują zamieszki po elekcji Donalda Trumpa i emocje na jego wiecach wyborczych.  Nie da się oczywiście wyjaśnić do jakiego stopnia spowodowane jest  to oddziaływaniem nowoczesnych mediów, a w jakim stopniu wynika np. z większego niż kilka dekad wcześniej rozwarstwienia majątkowego i frustracji ludzi spowodowanej stagnacją  zarobków, które w latach 70-tych XX wieku przestały wzrastać szybciej niż inflacja.

Podziały przebiegają też na wielu innych płaszczyznach. Dotyczą wykształcenia, co przekłada się na używany język, sposobu spędzania wolnego czasu i wielu innych czynników różnicujących, które algorytmy Facebooka są w stanie wychwycić. Oczywiście również w świecie realnym i w tradycyjnych mediach dochodzi do takich podziałów, można jednak odnieść wrażenie, że internet prowadzi do większej radykalizacji postaw.    

Problem interakcji –  zachodzącej w czasie rzeczywistym –  między treścią a odbiorcą, dotyka także dziennikarstwa. Jeszcze 10 lat temu uznany dziennikarz mógł się odważyć napisać artykuł na temat niszowy, lub wyrazić swój kontrowersyjny pogląd. Osoba, która kupiła gazetę, często siłą rozpędu była w stanie przeczytać ów tekst, mimo, że teoretycznie reprezentował opinię sprzeczną z jej światopoglądem lub opisywał tematykę, która z pozoru jej nie interesowała. Obecnie taki materiał  po ukazaniu się w internecie zostanie zdjęty przez redakcję po kilku minutach, jeśli nie zanotuje odpowiedniej ilości kliknięć. Oczywiście jest to szerszy problem, nie dotyczy samego Facebooka. Z jednej strony mamy do czynienia z demokratyzacją mediów, z drugiej jednak z tabloidyzacją i spłyceniem wielu uznanych serwisów informacyjnych. Trawestując prawo Kopernika-Greshama na temat gorszych i lepszych monet można powiedzieć, że często jest tak, że płytkie i krzykliwe informacje wypierają te głębsze i dające do myślenia.

Część badaczy twierdzi, że nastolatki spędzające więcej czasu na Facebooku i w innych mediach społecznościowych są statystycznie mniej szczęśliwe niż ich rówieśnicy. Badania sygnowane przez Uniwersytet Sheffield   cytuje m.in. brytyjski The Guardian. Naukowcy przypuszczają, że może to wynikać z porównywania się do innych użytkowników, którzy chętnie przechwalają się np.  swoim statusem majątkowym, aktywnością, podróżami. W mojej opinii może tutaj dochodzić także inny czynnik. Chodzi o rozczarowanie otaczającymi ludźmi i światem. Jednym słowem człowiek spędzający bardzo dużo czasu na Facebooku, zasypywany negatywnymi i płytkimi informacjami może stracić poczucie sensu i wiarę w inteligencję  ludzi, którzy publikują tandetne posty lub przekazują dalej fake-newsy.    

Autor : Kinga Kosecka