Kim jest inwestor Philip Arthur Fisher ? Jego rodzina  przyjechała do San Francisco w latach pięćdziesiątych XIX wieku. Byli oni Żydami pochodzenia czechosłowackiego i niemieckiego. 

Sylwetkę słynnego inwestora opisał jego syn Kenneth – miliarder i również inwestor – w przedmowie do książki “Zwykle akcje, niezwykłe zyski oraz inne dzieła”

Dziadek Philipa A. Fishera  – Philip Isaac Fisher- pracował jako główny księgowy Leviego Straussa , tego samego, który stworzył słynną markę jeansów. Philip Isaac nie był zamożnym człowiekiem, ale zapewnił swojej rodzinie stabilność finansową. Jego żona umarła w młodym wieku, a obowiązki zajmowania się domem oraz młodszym rodzeństwem przejęła Caroline – najstarsza córka.

Arthur Lawrence Fisher, czyli ojciec interesującego nas guru inwestowania – ukończył uniwersytet w Berkley , a później podjął studia w Akademii Medycznej Johna Hopkinsa. Po uzyskaniu wykształcenia powrócił do San Francisco i otworzył prywatną praktykę lekarską. Posiadał specjalizację z ortopedii. Arthur Lawrence Fisher poślubił Eugenię Samuels, a rok później – 8 września 1907 roku – urodził się Philip Arthur Fisher. Pierwsze imię otrzymał po niedawno zmarłym dziadku, a drugie po swoim ojcu.

W dzieciństwie Philip Arthur Fisher miał prywatnego nauczyciela, bo jego ojciec nie wierzył w instytucję szkoły podstawowej. Co ciekawe jego edukację finansowała wspomniana wcześniej, opiekuńcza ciotka Caroline, która poślubiła bogatego męża. Ojciec analityka mimo wykonywania zawodu lekarza nie był człowiekiem majętnym. W wieku szesnastu lat Philip Arthur ukończył prestiżowe liceum Lowella . Co prawda prywatne lekcje dały mu solidne przygotowanie do nauki w szkole średniej, ale nie posiadał rozwiniętych umiejętności społecznych. Philip Fisher był raczej wycofanym, cichym uczniem bez talentów sportowych. Jego nieśmiałość była podsycana dodatkowo przez matkę – osobę krytyczną i negatywnie nastawioną do świata. Po zakończeniu nauki w liceum podjął studia w Berkley, a później przeniósł się na Uniwersytet Stanforda. Również studia sfinansowała ciotka. Po ukończeniu nauki zapisał się na zajęcia w ramach nowo utworzonej Szkoły Biznesu. Warto zaznaczyć, że Uniwersytet Stanforda nie prowadził wtedy kursów dotyczących inwestowania. Jednak istniały zajęcia, podczas których zwiedzano i analizowano różne firmy. Dzięki posiadaniu samochodu – zgadnijcie kto mu go kupił – mógł podróżować do wielu różnych przedsiębiorstw wraz z profesorem Borisem Emmettem . Fisher twierdził, że te zajęcia miały dla niego większą wartość niż całe studia na Stanfordzie razem wzięte.

Kiedy rozpoczęła się II Wojna Światowa Fisher zaciągnął się do wojska. Dzięki znajomościom, stał się szybko oficerem i nigdy nie trafił na front. Zajmował się on rachunkowością Sił Powietrznych. Awansował do stopnia porucznika, co sprawiło, że salutowali mu wszyscy niżsi stopniem żołnierze. Musiał też oddawać należyte honory wyższym rangą oficerom i nie bardzo potrafił się w tym odnaleźć. Uważał czas w armii za stracony, nienawidził służby, musztry, rozkazów i braku wolności. Z pobytu w wojsku odniósł jednak zasadniczą korzyść. Podczas stacjonowania w Little Rock w stanie Arkansas, poznał swoją przyszłą żonę Dorothy, która później została jego żoną. Owocem ich małżeństwa była trójka synów – Arthur, Kenneth i Donald.

Po narodzinach średniego syna, rodzina zamieszkała w domu w San Mateo w Kalifornii, niedaleko San Francisco. W 1958 roku Fisher opublikował książkę “Zwykłe akcje, niezwykłe zyski” a lata sześćdziesiąte stanowiły szczytowy okres jego kariery. W tamtym czasie Fisher uchodził za guru całej giełdowej społeczności San Francisco. Nie było tam wybitnych doradców inwestycyjnych, więc gwiazda Fishera świeciła szczególnie mocno. Co ciekawe działało tam wcześniej liczne grono naciągaczy i pseudo doradców, którzy korzystali z ówczesnego kalifornijskiego prawa. Przy masowej obsłudze klienta mogli oni pobierać prowizję od zawieranych transakcji. Części rekomendowali otwieranie pozycji na wzrost kursu a innym na spadek. Z powodu pobieranej prowizji, niezależnie od ruchów na giełdzie, oszust zawsze zarabiał. W 1940 roku taki model prowadzenia biznesu został zdelegalizowany co położyło kres nieuczciwym praktykom. Wyjątek w nowym prawie stanowili ci doradcy inwestycyjni, którzy posiadali mniej niż piętnastu zarejestrowanych klientów. Mogli oni w dalszym ciągu pobierać prowizję od dokonywanych transakcji. Właśnie taki sposób prowadzenia swojej firmy doradczej wybrał Fisher po powrocie z wojska. Dzięki sławie i szacunkowi zdobytym po napisaniu „Zwykłych akcji niezwykłych zysków” był w stanie zapewnić sobie zadowalające zyski wynikające z obsługi tylko kilku bardzo zamożnych klientów. Praca z elitarnym gronem klientów dawała Fisherowi wiele zadowolenia. Czuł się z tego powodu lepszy od innych doradców. Oprócz tego miał też sposobność do pracy w samotności i bez naruszania swojej prywatności.

Jak już wspomniano wcześniej odczuwał on pewien dyskomfort w kontaktach międzyludzkich. Do tego bardzo cenił porządek i nie lubił zmian. Takie cechy charakteru stanowiły dla niego nie lada kłopot, ponieważ po napisaniu dzieła o inwestowaniu stał się bardzo sławny. Nie lubił być w centrum uwagi i bardzo starał się tego unikać. Jednak istnieje kilka sytuacji, które mogą świadczyć o tym, że jego obawy i lęki były zupełnie nieuzasadnione, a gdy chciał się wykazać mógł porwać za sobą tłum. W latach siedemdziesiątych został zaproszony na konferencję biznesową organizowaną przez American Electronics Association . W czasie jej trwania zorganizowano konkurs, który polegał na wytypowaniu zachowania indeksu giełdowego Dow Jones Industrial Average w dniu następnym. Wszyscy uczestnicy otrzymali karteczki, na które musieli wpisać swoją prognozę. Nagrodą dla zwycięzcy był kolorowy mini telewizor, towar bardzo luksusowy jak na tamte czasy. Większość osób wpisało niewielkie wartości wynoszące 5-7 pkt zmiany . W tamtym czasie DJIA znajdował się na poziomie około 900 punktów. Philip Fisher jako swoją prognozę wpisał 30 punktów zmiany na plus , czyli ruch aż o ponad 3% w górę. Bardzo zaskoczył swojego syna, który był tam razem z nim był. Nie potrafił w żaden ekonomiczny sposób wyjaśnić dlaczego zdecydował w ten sposób. Jedynym uzasadnieniem decyzji był fakt, że gdyby wpisał wartość np. 5,56 to wygrałby z kimś kto typował 5,6. Zostałoby to uznane za zwykły łut szczęścia. W przypadku gdy ktoś „przewidziałby” tak dużą zmianę jak ówczesne 30 punktów mógłby zostać uznany za osobę, która wie więcej od innych i nikt by nie pomyślał, że chodziło o przypadek. Gdyby zaś nie miał racji to i tak nikt by się o tym nie dowiedział. Następnego dnia DJIA wzrósł o 26 punktów i cenna nagroda trafiła do Fishera.

Po ogłoszeniu wyników liczne grono rozentuzjazmowanych osób miało pytania i wątpliwości. Ludzie zachodzili w głowę skąd mógł wiedzieć, że wydarzy się coś takiego. Oczywiście przyczyną mocnego wzrostu była pewna informacja, której podczas typowania Fisher nie posiadał. Jednak nie przeszkodziło mu to spędzić reszty dnia na objaśnianiu w jaki sposób doszedł wniosków, które skłoniły go do podjęcia takiej, a nie innej decyzji. Jego wyjaśnienia były fikcyjne, ale wszyscy obecni słuchali go jak oczarowani. Była to bardzo nietypowa sytuacja, ponieważ był on nieśmiałym człowiekiem. Tego dnia jakby wyzbył się na moment swojego introwertycznego charakteru i zamienił się w showmana , który był w stanie zainteresować sobą duże grono ludzi.

W latach 1961-1962 Fisher prowadził zajęcia z inwestowania w Szkole Biznesu Uniwersytetu Stanforda. Jak wynika z relacji jego syna – Kennetha – bardzo lubił tę pracę i gdyby nie powrót dotychczasowego prowadzącego – Herberta Dougalla – to być może prowadziłby te zajęcia dłużej. W 1968 roku kurs trafił pod kierownictwo Jacka McDonalda, byłego ucznia Fishera. Wykładowca ten przed poznaniem słynnego inwestora pracował w firmie Hewllet-Packard jako inżynier. Znajomość z autorem „Zwykłych akcji niezwykłych zysków” zainspirowała go do zmiany dotychczasowej ścieżki kariery i tak trafił on do Szkoły Biznesu Uniwersytetu Stanforda. McDonald wiele razy zapraszał swojego mentora na uniwersytet aby ten poprowadził wykłady dotyczące inwestowania. Co ciekawe Fisher został ostatni raz zaproszony do poprowadzenia wykładu w maju 2000 roku. Miał wtedy 93 lata i był już staruszkiem cierpiącym na demencję. To co się wtedy wydarzyło można uznać za coś wyjątkowego – stary i schorowany człowiek wyszedł na mównicę i poprowadził wspaniały wykład, podczas którego udało mu się udzielić odpowiedzi na pytania zadawane przez słuchaczy.

Historia z wykładem, która została wcześniej przytoczona oddaje bardzo dobrze to jakim człowiekiem był Philip Arthur Fisher. Przede wszystkim bardzo lubił pracować – choć nie był pracoholikiem – i robił to niemal do końca swojego życia. W swoim biurze w San Francisco pojawiał się codziennie około godziny dziewiątej, a kończył pracę o szesnastej. Do pracy docierał pociągiem, a podczas podróży czytał prasę biznesową. Pociągi były kolejną rzeczą, którą lubił Fisher. Oprócz tego środka transportu cenił sobie również chodzenie pieszo – robił to bardzo z dużą prędkością. Każdy kto chciał dotrzymać mu kroku po pewnym czasie dostawał zadyszki. Jego zamiłowanie do szybkiego spacerowanie wynikało prawdopodobnie z faktu, że mógł być wtedy sam. Kolejnym nawykiem tego wybitnego inwestora było martwienie się. Przejmował się dosłownie wszystkim i sprawiało to, że czuł się bezpieczny. Uważał, że jeżeli będzie martwił się wystarczająco długo i intensywnie to uda mu się poznać wszystkie potencjalne zagrożenia. Jego syn – Kenneth – żartobliwie wspominał, że ojciec posiadał swoje trzy „P”, czyli chodzenie piechotą, przejmowanie się i pracę.

Taka postawa sprawiała, że mógł on dobrze przeanalizować spółkę i znaleźć jej słabe strony.

Autor : Mateusz Sawicki