Serwis Zuckerberga zmienił nazwę jesienią 2005 roku, co kosztowało firmę 200 tys. dolarów opłaty za  wykupienie zajętej już nazwy. Zniknęło z niej  “The”. 

W przeciwnym razie Zuckerberg zdecydowałby się na to dużo wcześniej. W ostatecznej decyzji utwierdził go Parker, który upierał się, że warto zainwestować pieniądze w krótszą nazwę serwisu. Facebook liczył już wtedy 5 milionów użytkowników, spośród których 65% wchodziło na niego codziennie, a przynajmniej 90% osób czyniło to  raz w tygodniu. Co więcej, zanotowano 230 milionów wejść na Facebooka każdego dnia.

Facebook potrafił więc nie tylko przyciągnąć nowe osoby, ale także zatrzymać je na stronie i wykreować z nich zaangażowanych userów. Przełożyło się to pozytywnie na wynik finansowy firmy. Miesięczny dochód z reklam osiągał w tamtym okresie milion dolarów. Z tego powodu firma venture capital Accel Partners zgodziła się zainwestować w Facebooka 12,7 miliona dolarów, uprzednio wyceniając go na 98 milionów dolarów łącznie z zainwestowaną kwotą. To ogromna suma, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że nawet Google przy pierwszej inwestycji było oceniane znacznie niżej, na mniej niż 75 milionów dolarów.

Rok 2005 był dla Zuckerberga rokiem sukcesów nie tylko ze względu na inwestycje venture capital. Jesienią została wprowadzona, jedna z najlepszych i cieszących się największą popularnością, funkcja. Była to możliwość zamieszczania zdjęć i oznaczania na nich ludzi. Uznaje się ten krok za jeden z głównych powodów, dla których Facebook przegonił swoich konkurentów, takich jak, np. MySpace. Do 2010 roku stał się największym serwisem ze zdjęciami. Już wtedy można było znaleźć tam 40 miliardów zdjęć.

Ale to nie jedyny powód, dla którego Facebook wygrał z MySpace bitwę o użytkowników. MySpace był otwarty dla każdego. Powalał na utworzenie konta nie tylko pod rzeczywistym nazwiskiem, ale także pod pseudonimem. Tę lukę idealnie wykorzystał Zuckerberg. Pozwolił na zakładanie profili tylko pod warunkiem udostępnienia swojej prawdziwej tożsamości. Oczywiście pozwolił użytkownikowi na kontrolę nad udostępnianymi treściami, co było niezwykle istotne, ponieważ świat nie był  w tamtym okresie przygotowany na całkowitą transparentność.

W tym samym czasie MySpace nie był zbytnio zainteresowany faktem, kto dołącza do jego sieci. Każdy użytkownik mógł mieć niezliczoną ilość kont i wyrażać się jak tylko miał na to ochotę pod rzeczywistym nazwiskiem lub  pod pseudonimem. Nikt także nie kontrolował wyglądu profili. Co więcej, po pewnym czasie na MySpace pojawił się trend masowego zapraszania i przyjmowania do znajomych. Oczywiście te połączenia nie miały żadnego odwzorowania w rzeczywistości. Chodziło tylko o ilość. Serwis ten stał się miejscem, gdzie zaczęto promować życie celebrytów oraz branżę muzyczną. Nie było tu już miejsca na budowanie relacji i społeczność.

Wtedy pojawił się Facebook. Idealnie wpasował się w powstałą potrzebę. Stał się narzędziem społecznym, które zaspokoiło chęć utrzymywania kontaktu ze znajomymi i porozumiewania się. Miał bardzo prostą budowę i dbał o autentyczność. Sam serwis był łatwy w użyciu i pozwalał na dodanie informacji osobistych, takich jak status związku, numer telefonu, identyfikator w komunikatorze AIM, ulubione książki, muzykę, cytaty, członkostwo w stowarzyszeniu czy zajęcia, na które się chodziło. Co więcej, do serwisu mogły dołączyć tylko osoby, które wylegitymowały się uniwersyteckim kontem e-mailowym. Kładziono nacisk na weryfikację tożsamości każdego użytkownika. To wyróżniało Facebooka na tle innych serwisów. Zuckerberg dopiero po czasie umożliwił publikację większej ilości zdjęć. Jednak nie były to sztuczne fotografie, tak jak w przypadku MySpace, ale autentyczne, łapiące chwilę. Nikt nie martwił się tutaj o jakość i pozowanie, bo służyły one tylko do kontaktu ze znajomymi, a nie tworzenia marki osobistej.

Autorzy : Kinga Kosecka i Łukasz Tomys

Posłuchaj naszego audiobooka z historią Marka Zuckerberga

https://www.gandalf.com.pl/e/mark-zuckerberg-geniusz-czy-oszust/