Schwarzenegger zabłysnął nie tylko jako kulturysta, aktor i polityk , ale również jako przedsiębiorca. Niewątpliwie obdarzony jest smykałką do interesów. Jego majątek szacowany jest na 300 milionów dolarów. Zarabiał nie tylko własną, ciężką pracą jako kulturysta i aktor, ale także prowadząc liczne firmy. Oprócz tego bogacił się poprzez dochody pasywne, uzyskiwane z nieruchomości kupionych na kredyt celem wynajmu. Mając tak zdywersyfikowany arsenał źródeł dochodu mógł odnieść sukces na polu finansowym.

Po przybyciu do USA Arnold trenował z Frankiem Columbu, z którym przyjaźnił się od czasów Monachium. Trudno im było utrzymać się z samej kulturystyki, więc założyli na początku lat 70-tych firmę budowlaną.  Franco zajął murarstwem, a Arnold miał mu w tym pomagać i dodatkowo był odpowiedzialny za negocjacje. Zamieścili w gazecie ogłoszenie o następującej treści: Murarze z Europy. Specjaliści od marmuru i kamienia. Niemalże od razu dostali pierwsze zlecenie, a mianowicie mieli zbudować mur wokół domu w Venice. Co ciekawe niegdyś należał on do Rudolfa Valentino, gwiazdora kina niemego.

Ten tekst to niewielki fragment naszego ebooka o Arnoldzie Schwarzeneggerze : 

https://www.gandalf.com.pl/e/arnold-schwarzenegger-droga-na-szczyt-a/

Dostępny jest również w wersji audio do posłuchania np. na spacerze lub… na siłowni 😉  : 

https://www.gandalf.com.pl/e/arnold-schwarzenegger-droga-na-szczyt/

Wraz z Frankiem zauważyli, że Amerykanie uwielbiają wszystko, co pochodziło z zagranicy: włoskie wzornictwo, szwedzki masaż czy niemiecką pomysłowość. W związku z tym postanowili podkreślać swoje europejskie korzenie. Duże wrażenie robiło na Amerykanach szczególnie to, że Franco był Włochem. A z Włoch pochodzili najwięksi architekci i budowniczowie wszechczasów, np. Donato Bramante, Michał Anioł czy Carlo Maderno – jedni z wielu odpowiedzialnych za budowę Bazyliki św. Piotra w Rzymie. Dzięki temu ich firma szybko się rozwinęła i zyskiwali coraz to nowych klientów. Praca na budowie sprawiała im dużo frajdy. Jedno z ich zleceń polegało na wyburzeniu komina w domu w Los Angeles, który groził zawaleniem. Właścicielka posesji, na której się znajdował, oferowała im tysiąc dolarów. Gdy Franco usłyszał cenę, wspiął się na dach, zaparł się plecami o gonty i nogami zepchnął komin, który prawie zabił stojącą na dole kobietę. Jednak zamiast się wściec, była im wdzięczna. Co więcej, pozwoliła im zachować stare cegły, które w późniejszym czasie sprzedali innemu klientowi, mówiąc mu, że są “zabytkowe”.

Inny klient chciał zbudować nowy mur wokół domu po wcześniejszym wyburzeniu starego. Arnold i Franco wpadli na pomysł, że praca przy tym zleceniu zastąpi im jeden dzień treningu, bo będzie to tak samo wyczerpująca. Wypożyczyli dwa największe młoty pneumatyczne, jakie tylko mogli znaleźć. Następnie Arnold zaproponował Frankowi urządzenie zawodów. Mieli zacząć po przeciwległych stronach muru, a wygrałby ten, który jako pierwszy doszedłby do środka muru. Zaczęli więc furiacko pracować, nie zważając na precyzję wykonania. Podczas pracy odpadł od muru kawał cegły, który trafił w okno domu klienta i zniszczył antyczny witraż. Sprawiło to, że stracili całe wynagrodzenie. Tym samym żaden z nich nie wygrał, choć to Arnold wysunął się na prowadzenie.

Ten tekst to niewielki fragment naszego ebooka o Arnoldzie Schwarzeneggerze : 

https://www.gandalf.com.pl/e/arnold-schwarzenegger-droga-na-szczyt-a/

Dostępny jest również w wersji audio do posłuchania np. na spacerze lub… na siłowni 😉  : 

https://www.gandalf.com.pl/e/arnold-schwarzenegger-droga-na-szczyt/

Nie minął rok, od momentu założenia firmy budowlanej, gdy w lutym 1971 roku w San Fernando Valley miało miejsce trzęsienie ziemi. Dzięki temu Arnold i Franco zyskali wielu nowych klientów, którzy chcieli odbudować zniszczone podczas kataklizmu domy. Schwarzenegger w “Pamięci Absolutnej” wspomina: Wypaczyły się chodniki na dziedzińcach. Popękały mury. Zwaliły się kominy. Nie mogła nam się nadarzyć lepsza okazja. Od razu zamieściliśmy nasze ogłoszenie w „Los Angeles Timesie” i mieliśmy pełne ręce roboty. Zatrudniliśmy do pomocy kulturystów z plaży – w pewnym momencie piętnastu z nich mieszało cement i nosiło cegły. Stanowili bardzo zabawny widok, ale nie mogliśmy na nich polegać. Nie chcieli codziennie przychodzić do pracy. Tak jak mówił Joe, większość z tych facetów to były leniwe dranie.

Dzięki coraz to nowym zleceniom zarabiali coraz większe kwoty. Kupili sobie nowe, lepsze samochody i opłacili kursy w college’u. Mogli sobie również pozwolić na pierwszą inwestycję. W tamtym czasie linie lotnicze zamierzały wprowadzić samoloty ponaddźwiękowe. W związku z tym sto osiemdziesiąt kilometrów na północny wschód od Los Angeles powstawało lotnisko dla tych maszyn. W lokalnej gazecie „Antelope Valley Press” Arnold zobaczył jego projekt: futurystyczny, pełen rozmachu, który odpowiadał jego wyobrażeniom o Ameryce. Wokół niego miała powstać infrastruktura: restauracje, osiedla mieszkaniowe, galerie handlowe, a nawet budynki rządowe. Zdaniem Arnolda było to: Myślenie na wielką skalę! W Grazu martwiono się, czy miejscowe lotnisko powinno przyjmować trzy, czy cztery samoloty dziennie. Pomyślałem: To przynajmniej duża sprawa.

Niedługo potem w tej samej gazecie ukazał się artykuł o tym, jak to firmy skupują ogromne działki, a następnie dzielą je i sprzedają. Arnold namówił Franka na zakup ziemi z zamiarem postawienia tam budynku usługowego, ponieważ czuł, że będzie to dobra inwestycja.

W tamtym czasie w Antelope Valley była pustynią. Przedstawiciel firmy deweloperskiej opowiadał im o planach zagospodarowania. Kupili łącznie sześć hektarów. Nie mieli piętnastu tysięcy w gotówce, w związku z czym umówili się, że od razu wyłożą pięć tysięcy, a w ciągu następnych kilku lat spłacą resztę wraz z odsetkami. Miało ich to kosztować trzynaście tysięcy. W planach zagospodarowania przestrzennego nie wzięto pod uwagę hałasu, który powstaje, kiedy samoloty przekraczają barierę dźwięku. W niedługim czasie uregulowano prawnie, że samoloty ponaddźwiękowe mogą latać jedynie w ruchu transoceanicznym. Do budowy lotniska dla samolotów ponaddźwiękowych nie doszło, a Arnold i Franco zostali z kilkoma hektarami pustyni. Deweloper twierdził z uporem, że to tylko tymczasowa komplikacja.

Jakimś cudem nie stracili na tej inwestycji. Po latach powstał tam kompleks biurowo-handlowy, a cała dzielnica stała się modna, choć nigdy nie powstało tam lotnisko dla ponaddźwiękowych samolotów. Jak zauważa w autobiografii Arnold: Nasi pierwsi najemcy – nudne spółki takie jak bank, firma ubezpieczeniowa oraz agencja nieruchomości – ustąpili miejsca producentom, reżyserom i artystom ze świata rozrywki. Na pierwszym piętrze swoje biuro miał Johnny Carson, a ja dzieliłem drugie piętro z Oliverem Stone’em. “

Ten tekst to niewielki fragment naszego ebooka o Arnoldzie Schwarzeneggerze : 

https://www.gandalf.com.pl/e/arnold-schwarzenegger-droga-na-szczyt-a/

Dostępny jest również w wersji audio do posłuchania np. na spacerze lub… na siłowni 😉  : 

https://www.gandalf.com.pl/e/arnold-schwarzenegger-droga-na-szczyt/

 

Autor: Justyna Jaciuk
Zdjęcie: https://pl.wikipedia.org/wiki/Arnold_Schwarzenegger#/media/File:Arnold_Schwarzenegger_February_2015.jpg