Warren często podkreślał, jak wiele zawdzięcza szczęściu. Skromność była jego wrodzoną cechą. Uważa, że na jego sukces wpłynął właściwy czas oraz miejsce urodzenia, a także rodzina, z jakiej pochodził, na którą zawsze mógł liczyć. Tymczasem jego własny ojciec źle wspominał swoje dzieciństwo u boku Ernesta, więc pragnął zapewnić synowi emocjonalne wsparcie i był łagodnym ojcem.

Gdy zagłębimy się w wypowiedzi Warrena na temat rodziny szybko odkryjemy, że wspomina w większości ojca, pomijając matkę. Nie lubił mówić o cierpiącej na ostre ataki furii Leili. Mogło to mieć wiele wspólnego z genetycznymi predyspozycjami kobiet z jej rodziny. Zarówno matka jak i babcia Leili chorowały na tle psychicznym. Leila regularnie doznawała napadów szału, którym towarzyszył silny ból głowy. Zazwyczaj wyżywała się wtedy na swoich dzieciach. W swym gniewie omijała męża, gdyż czuła przed nim respekt. W takich sytuacjach Warren wraz z siostrą właśnie u Howarda szukali ochrony przed matką. Ten jednak nie zawsze był na miejscu. Sam Warren również dużo czasu spędzał poza domem. Próbując unikać Leili, często przebywał u znajomych i dalszej rodziny. Tylko z dala od matki mógł się czuć bezpiecznie.

Okres, w którym na świat przyszli Warren i Doris, to trudny czas dla ich rodziców. Dla Howarda pisanie stanowiło prawdziwą pasję, ale trudno się było się z niego utrzymać. W związku z tym podjął decyzję o zmianie pracy, na bardziej intratną. Zatrudnił się jako agent ubezpieczeniowy. W 1928 roku Howard i Leila doczekali się córki Doris, a w 1930 roku urodził się Warren. Gdy Warren miał 3 lata, na świat przyszła kolejna siostra – Roberta. W patriarchalnym społeczeństwie okresu międzywojnia Warrenowi przypadła rola jedynego syna, a tym samym kontynuatora rodu Buffettów.

Jak zauważa Alice Schroeder : “w latach dwudziestych XX w. wiele osób usłyszało huk otwieranych butelek szampana na Wall Street i postanowiło rozpocząć przygodę z inwestowaniem”. W 1927 roku, tuż przed kryzysem z lat 1929-1933, Howard zdecydował się wejść na giełdę i wziąć udział w euforii panującej na rynku. Zrezygnował więc ze sprzedaży ubezpieczeń i rozpoczął pracę w Union State Bank jako makler giełdowy. Nie mógł wybrać gorszego momentu. Już dwa lata później w 1929 roku nastały najbardziej ponure czasy dla światowych rynków finansowych. 29 października 1929 roku, w słynny Czarny Wtorek, kapitalizacja czyli wycena rynkowa spółek notowanych na Wall Street zmniejszyła się o 14 miliardów dolarów. Dziś kwota ta nie robi większego wrażenia. Odpowiada z grubsza kapitalizacji jednej z kilku największych polskich spółek z indeksu WIG20 , jak PZU czy PKN Orlen. Aby jednak uzmysłowić sobie, jakie znaczenie miała w 1929 roku, warto zaznaczyć, że stanowiła ona więcej niż czterokrotność ówczesnego budżetu Stanów Zjednoczonych. Krach na giełdzie diametralnie pogorszył sytuację Howarda, który – jak się okazało – wszedł na giełdę w pechowym momencie. Czarny Wtorek stanowił zaledwie preludium do trwającej kilka lat bessy na całym świecie. Nastały ciężkie czasy dla rodziny Buffettów. Leila przestała jeździć autobusem i udawała się niemal wszędzie pieszo, by zaoszczędzić na biletach. Wcześniej bywała na spotkaniach wspólnoty religijnej. Panował tam zwyczaj picia kawy, którą za każdym razem przynosiła inna osoba. Dla dobra rodziny Leila zaprzestała uczestnictwa w spotkaniach na których tak bardzo jej zależało, ponieważ nie stać jej było na sporadyczny zakup paczki kawy.

W obliczu kryzysu Howard udał się do swojego ojca, Ernesta, z zapytaniem, czy nie mógłby zatrudnić się u niego w sklepie. Ponieważ na pełen etat pracował tam już jego młodszy brat Fred, dla Howard nie znalazło się miejsce. Ojciec Warrena został z niczym. Ernest miał mu powiedzieć: “Nie bój się o jedzenie. Twoja rodzina nie umrze z głodu. Dopiszę ci to do rachunku”. Dwa dni po swoich urodzinach – 15 sierpnia 1931 roku – Howard Buffett jak zwykle poszedł do pracy. Okazało się, że bank był zamknięty, a on sam stał się bezrobotny. Miał do wyżywienia dwójkę dzieci i żonę. Upadek banku w którym pracował Howard nie był niczym szczególnym. Lata 20. to okres bezprecedensowego boomu w branży finansowej. W liczącej 1,3 mln milion trzysta tysięcy mieszkańców Nebrasce powstało tak wiele banków, że każdy przypadał na niewiele ponad 1 tysiąc osób. Nawet w najmniejszej mieścinie istniał jeden lub nawet dwa banki, które walczyły o przyciągnięcie depozytów od nielicznych mieszkańców. Podobne zjawisko można było zaobserwować w całych Stanach Zjednoczonych. Gdy wybuchł kryzys amerykańskie banki upadały jeden za drugim. W latach 1930-1933 blisko 10 tysięcy z nich zaprzestało działalności. Jak wspomina Alice Schroeder : “ludzie masowo stali w kolejkach do banku w (…) upale, aby odzyskać swoje pieniądze. Często ustawiali się w kolejce bladym świtem i czekali do godzin nocnych, odmawiając finansowy różaniec: panie Boże, niech nie skończą się pieniądze, zanim przyjdzie moja kolej”. W 2008 roku sytuacja wyglądała zgoła odmiennie bowiem amerykański sektor finansowy znajdował się w ręku kilku gigantów, chronionych niepisaną zasadą “too big to fail” czyli “za duży by upaść”. W odpowiedzi na liczne głosy o tym, że należy rozparcelować bankowe giganty, ich adwokaci chętnie powoływali się na Wielki Kryzys. Mianowicie twierdzili, że silne rozdrobnienie sektora bankowego, bynajmniej nie uchroniło Ameryki przed załamaniem. Te i inne argumenty połączone z silnym lobbingiem sprawiły, że zarówno amerykański, jak i europejski sektor bankowy nie zostały dogłębnie zreformowane. Pozostają tak samo lub nawet jeszcze bardziej skonsolidowane niż przed 2008 rokiem. Na plus można odnotować fakt, że banki nieco się zdelewarowały. Mowa tu o zwiększeniu kapitału własnego w stosunku do aktywów względem 2007 roku.

Po utracie zatrudnienia Howard znalazł się w tragicznym położeniu. Gospodarka kompletnie się załamała. Przykładowo produkcja stali w USA spadła aż o 50% i dopiero w 1937 roku powróciła do poziomu z 1929 roku. Firmy ze wszystkich branż padały jedna po drugiej. Jak donosi Zbigniew Lewicki, autor świetnej “Historii cywilizacji amerykańskiej”: “W 1931 roku po raz pierwszy w historii liczba emigrantów przewyższyła liczbę imigrantów, a gdy Związek Sowiecki ogłosił nabór do pracy robotników wykwalifikowanych, zgłosiło się ponad 100 tys. chętnych”. Jak widać wielki kryzys za Oceanem pomógł Stalinowi w industrializacji ZSRR. Dwucyfrowy poziom bezrobocia sprawiał, że znalezienie jakiejkolwiek pracy w Stanach Zjednoczonych graniczyło z cudem, jednak mimo to Howard nie załamał się. W ciągu dwóch tygodni od utraty pracy założył on razem z przyjaciółmi (Carlem Falkiem oraz George’em Sklenicka) firmę brokerską pod nazwą Buffett, Sklenicka & Co.. Założenie firmy brokerskiej podczas trwania kryzysu wymagało nie lada odwagi. Trzy tygodnie po wystartowaniu biznesu Wielka Brytania odstąpiła od standardu złota, ponieważ kraj był mocno zadłużony i władze chciały uniknąć bankructwa.

Ta sytuacja zaszokowała świat finansów. Jak zauważa Alice Schroeder : “to było mniej więcej tak, jakby kraj z najbardziej zaufaną walutą nagle stwierdził: będziemy wystawiać czeki bez pokrycia, możecie je przyjąć lub nie”. Rynki załamały się wtedy jeszcze bardziej. Jednak pomimo druzgocącego kryzysu przetaczającego się przez świat okazywało się, że biznes prowadzony przez Howarda ma sens. Pierwszymi jego klientami byli przyjaciele oraz rodzina. Sprzedawał im akcje firm (głównie energetycznych) oraz obligacje komunalne (samorządowe). W ówczesnych czasach obligacje pozwalały na niezły zarobek, ponieważ w Stanach Zjednoczonych miała miejsce deflacja, czyli spadek cen. Wyniosła ona blisko 20%. Oprocentowanie papierów wartościowych na poziomie 3% mogło zatem dostarczyć bardzo wysokiego, realnego zysku. Zasada cash is king (czyli pieniądz jest królem) sprawdzała się wtedy doskonale. Zarówno w USA, jak i Polsce, nielicznymi szczęśliwcami, którzy skorzystali na Wielkim Kryzysie, były osoby zatrudnione przez sektor publiczny, m. in. urzędnicy, policjanci i wojskowi. Nie musieli się martwić o utratę pracy i dysponowali stałymi poborami, za które można było w warunkach deflacji nabyć więcej produktów i usług. Pojawiło się też tzw. “rozwarcie nożyc cen”, czyli silniejszy spadek cen towarów rolnych niż przemysłowych. Te drugie również taniały ale mniej. Przedwojenna Polska jako kraj o dużym udziale rolnictwa w gospodarce została szczególnie mocno dotknięta przez Wielki Kryzys. To samo dotyczyło amerykańskich farmerów. Zjawisko “rozwarcia nożyc cen” mogło wynikać między innymi z faktu, że w przeciwieństwie do robotników i przemysłowców, farmerzy nie mieli silnych stowarzyszeń. Rozproszenie geograficzne sprawiło, że trudno im było się komunikować i zorganizować aby hamować zniżki ceny.

Mimo kryzysu firma Howarda radziła sobie wyśmienicie. Już w pierwszym miesiącu zarobiła 400 dolarów. Średnie wynagrodzenie amerykańskiego pracownika wynosiło wtedy 130 dolarów. Dzięki temu los rodziny się odmienił. Niestety sukces miał wysoką cenę, finansowa presja nie pozostała bowiem bez wpływu na stan zdrowia Howarda . W 1932 roku przeszedł atak serca. Po badaniach w szpitalu zdiagnozowano u niego słabość tego narządu. Wskutek tego nie mógł on nadmiernie się przemęczać, np. dźwigać ciężkich przedmiotów i biegać.

Trudne relacje z matką

W 1933 roku Prezydentem Stanów Zjednoczonych został Franklin Delano Roosevelt z ramienia Partii Demokratycznej. Howard należał do jego najzagorzalszych przeciwników. Był republikaninem oraz izolacjonistą i chciał, aby Ameryka skupiła się przede wszystkim na własnych sprawach. Interwencjonizm, czyli polityka gospodarcza Roosevelta, wywoływał olbrzymi niepokój u Howarda. Uważał, że postulowane wtedy przez demokratów ręczne sterowanie gospodarką doprowadzi Amerykanów do ruiny, więc po wyborach zaczął gromadzić w domu zapasy żywności. Do końca życia pozostał negatywnie nastawiony do władz.

Alice Schroeder twierdzi, że ze wyglądu na charakterystyczny wygląd i nieporadne zachowanie Howard Buffett miał w sobie coś z Clarka Kenta i bynajmniej nie chodziło jej o to, że potrafił przemienić się w Supermana. Opisuje go w następujący sposób: “Howard wyglądał jak chłopięca wersja Clarka Kenta ze względu na jego garnitur, okulary w drucianej oprawie, zaczesane do tyłu ciemne włosy, szczery uśmiech i świetne maniery”. W kwestiach wychowawczych przymiotnikiem, który dobrze przedstawia zachowanie Howard wobec swoich dzieci, jest “wstrzemięźliwy”. Podobnie jak Leila nie okazywał miłości Warrenowi i Doris. Uczucia stanowiły dla Buffettów jeden z ostatnich tematów do rozmów. Najczęściej dyskutowano o polityce i filozofii. Stosunki między członkami rodziny były chłodne. Warren nawet nie dostawał buziaka na dobranoc. Nikt też nie mówił mu, że go kocha. Deficyt miłości we wczesnej fazie życia miał bardzo negatywny wpływ na jego psychikę. Co gorsza, gdy Leila zostawała sama z dziećmi, nawet błahostki doprowadzały ją do szewskiej pasji. Przed otoczeniem umiała się jednak na tyle dobrze masować, że ludzie spoza rodziny uważali ją za świetną matkę. Napadom gniewu towarzyszyły silne migreny, a bezbronne dzieci nie wiedziały, co może sprowokować wybuch. Jak wspomina Warren : “Nieważne, co zrobiliśmy lub powiedzieliśmy, zawsze istniała możliwość wybuchu, który długo nie ustąpi. Wywlekała na wierzch wszystkie przeszłe grzechy. Nie miało to końca. Moja matka czasami ataki przypisywała nerwobólom, ale nigdy w towarzystwie się do nich nie przyznała”.


Ataki trwały 1-2 godziny, a ustępowały dopiero wtedy, gdy widziała, że Warren i Doris płaczą. W szale furii oskarżała dzieci o to, że są bezwartościowe, egoistyczne i niewdzięczne. W stronę najstarszego dziecka – Doris – bardzo często rzucała przekleństwa. Warren nie mógł bronić siostry. Jeśli postąpiłby w ten sposób, znalazłby się w centrum uwagi. Jego strategia przetrwania polegała na wycofaniu się i byciu niewidocznym. Przez te zajścia Warren jeszcze przez wiele lat bał się wystąpień publicznych. Starał się przezwyciężyć lęk, biorąc udział w kursach pomagających występować publicznie. Dzisiaj widać tego efekty, poniewaz świetnie sobie radzi, występując nawet przed całym stadionem. Do ataków dochodziło wtedy gdy nie było w pobliżu Howarda, dlatego ojciec kojarzył się dzieciom z bezpieczeństwem. Widać Leila czuła respekt względem męża i omijała go w swojej furii. Howard choć wiedział o jej atakach, to pozostał pasywny i nie interweniował, mimo że jego żona pastwiła się nad bezbronnymi dziećmi. Czasami Howard starał się jedynie informować o tym, że ich matka może dostać ataku mówiąc: „mama jest na wojennej ścieżce”. Dzieci zdawały sobie sprawę, że Howard domyśla się tego, jaką krzywdę im wyrządza Leila. Choć pozostał bierny, to dzieci kochały go, uważając, że jest wspaniałym ojcem. Nigdy jednak nie poprosiły go o pomoc.

Sytuacja w latach 30. w Stanach Zjednoczonych nie napawała optymizmem. Bezrobocie znajdowało się wtedy na wysokim, dwucyfrowym poziomie. Społeczność w Omaha zmagała się z trudnościami, a tymczasem firma Buffett & Co. radziła sobie świetnie. Małymi krokami Buffettowie bogacili się, polepszając swój standard życia. W 1936 roku Howard postawił nowy dom na przedmieściach Omaha, Dundee. Był to ceglany, dwupiętrowy budynek, dużo większy od ich poprzedniego domostwa. Mniej więcej w tym samym czasie zmarł na raka brat Leili , Marion, z którym rodzina Stahl wiązała wielkie nadzieje. W tym samym roku w wyniku zawału serca zmarł również ojciec Leili. Było to dla niej duże obciążenie, ale na szczęście nie przełożyło się na jej stan zdrowia. Doznawała nadal ataków, ale z czasem stawały się one rzadsze.

Oazę, w której Warren mógł odpocząć od matki, znalazł u siostry swojego ojca – Alice – która mieszkała samotnie. Ciotka okazywała mu mnóstwo uwagi, a przede wszystkim dostarczyła tak brakujących uczuć i ciepła. Do tego otrzymywał od niej zastrzyk motywacji, jakże potrzebnej Warrenowi, który podczas ataków Leili słyszał z jej ust, że jest niewdzięczny i bezwartościowy. Zapewniała zatem to, czym nie obdarowywała go własna matka.

Warren już podczas uczęszczania do przedszkola interesował się wszystkim, co było powiązane z liczbami. W wieku sześciu próbował skupić się na precyzji. Poprosił wtedy ciotkę o stoper, by za jego pomocą mógł liczyć czas w sekundach. Alice nie chciała jednak bezwarunkowo kupić mu tego gadżetu. W tamtych czasach był to przedmiot wartościowy, więc postawiła bratankowi pewne warunki, które musiał spełnić. Jak wspomina Warren, “musiałem jeść szparagi, czy coś takiego”. Do dziś – mówiąc delikatnie – nie przepada za warzywami. Mimo to zdołał zapracować na stoper. Za jego pomocą mierzył czas spadania kulek na dno napełnionej wodą wanny. Próbował wciągnąć w tę zabawę siostry, lecz te nie okazywały zainteresowania jego nową pasją.

Warren myślał o liczbach zawsze, nawet w kościele. Lubił kazanie, lecz nie przepadał za resztą ceremonii. Podczas gdy nudził się w kościele, zaglądał do śpiewnika i liczył, jak długo żyli autorzy pieśni kościelnych. Pragmatyczny Warren doszedł do wniosku, że skoro pisali pieśni dla Boga, to ten powinien obdarzyć ich długim życiem. Wywnioskował jednak, że tak się nie stało i osoby te nie żyły zbyt długo. Stąd narodził się u niego sceptycyzm względem religii. Później, kiedy Warren dorastał, czuł lęk przed śmiercią, ponieważ jego dziadek – Ernest – zmarł już w wieku 69 lat. Zastanawiał się nad tym, co można zrobić, by wydłużyć życie. Swojemu koledze Bobowi Russellowi powtarzał : “Russ, jest tylko jedna rzecz której się obawiam. Boję się śmierci”. Wygląda jednak na to, że miłość do śmieciowego jedzenia okazała się silniejsza od egzystencjalnych lęków, choć Warren zawsze dbał o to, by nie przesadzić z nadwagą.

W 1936 r. Warren rozpoczął naukę w szkole podstawowej Rosehill . Dzięki szkole, Warren mógł mniej czasu spędzać w domu, gdzie zagrażała mu matka. Mógł też nawiązać znajomości. To właśnie tam Warren poznał Boba Rusella o przezwisku „Russ” , z którym się zaprzyjaźnił. Warren miał dobry kontakt z kolegami, lecz gorszy z płcią przeciwną.


Jak już wcześniej wspomniano, Warren uwielbiał zajmować się liczbami. Kolejną czynnością z tym związaną, było liczenie liter w Biblii oraz w innych książkach, a także w gazetach czy na szyldach reklamowych. Miał wręcz obsesję na tym punkcie. Innym jego hobby było kolekcjonowanie znaczków pocztowych oraz monet. Nie przepadał natomiast za sportem. W wieku 8 lat dostał od rodziców rękawice bokserskie. Taki prezent pewnie sprawiłoby niewyobrażalną radość większości amerykańskich chłopców, ale Warren ani trochę nie ucieszył się z tego podarunku. Po pewnym czasie zdecydował się jednak pójść na trening. Również ta dyscyplina nie przypadła mu do gustu. Po nieudanej próbie oddał rękawice bokserskie rodzicom. Ponadto próbował swoich sił w jeździe na łyżwach. Okazało się wtedy, że ma zbyt słabe kolana do tej dyscypliny. Jedynym sportem, który lubił uprawiać, był tenis stołowy. Okazało się, że natura wyposażyła Warrena w całkiem dobrą koordynację ruchową. Poza tym został zarażony pasją do baseballa przez dziadka, który pewnego razu zabrał go na mecz. Podczas widowiska Warren był niebywale podekscytowany. Ernest dostrzegając jego zainteresowanie tym sportem, kupił wnukowi książkę o tej dyscyplinie. Trafił idealnie w potrzeby Warrena, który zamiast bawić się z dziećmi na ulicy zazwyczaj wolał wykorzystać ten czas na czytanie książek. Miał bardzo dobrą pamięć, dzięki której potrafił zapamiętać wiele szczegółów zawartych w lekturach.

Innym zainteresowaniem Warrena była muzyka. Chętnie grał na rogu. Jego idolami byli trębacze – Bunny Berigan i Harry James. Co roku w szkole Rosehill świętowano 11 listopada, tj. zakończenie I wojny światowej. Za każdym razem dwoje dzieci grało na instrumentach podczas tej ceremonii. Jedno z nich stało na jednym końcu sali, a drugie po przeciwnej stronie naśladowało echo. Na jednej z ceremonii Warren pełnił rolę echa. Problem pojawił się w momencie, gdy chłopiec, który grał „pierwsze skrzypce” pomylił się. Wówczas Buffett nie wiedział, czy ma zagrać tak jak jego partner, czyli z błędem, czy poprawnie. Całą sytuację Warren wspomina w następujący sposób: “Całe życie przeleciało mi przed oczami, ponieważ nie wiedziałem, jak się zachować. Nikt mnie na to nie przygotował. Byłem sparaliżowany, bo na ten moment czekałem całe życie”. Tak przejął się całą sytuacją, że ostatecznie nawet nie zapamiętał, jak postąpił. Warren podsumował to słowami:

„łatwo iść przez życie jako echo, ale gorzej będzie wtedy, jeśli ktoś zagra fałszywą nutę”.

Już od najmłodszych lat Warren przejawiał bardzo duże zainteresowanie pieniędzmi. Tytuł książki „The Snowball”, czyli kula śnieżna, wywodzi się ze sposobu postrzegania przez Buffetta gromadzenia majątku. Według niego pieniądz tworzy pieniądz. Można to porównać do lepienia bałwana. Tocząc niewielką początkowo kulkę ze śniegu, zbieramy go coraz więcej. Z czasem bardziej obfita kula jeszcze szybciej zabiera ze sobą większe ilości białego puchu. Ostatecznie powstaje śnieżny kolos, którego nie sposób toczyć dalej. Proces gromadzenia i pomnażanie kapitału Buffett rozpoczął bardzo wcześnie. Swoje pierwsze pieniądze zarobił już w wieku 6 lat. Zajmował się wtedy handlem gumami do żucia. Co ciekawe, ich nazwy znane są aż po dziś dzień. Mianowicie kupował od dziadka gumy takie jak m.in. Juicy Fruit, Spearmint, Doublemint po 2 centy, żeby je drożej sprzedać innym dzieciom. Wyprzedzając nieco fakty, warto wspomnieć, że firmy dysponujące właśnie takimi, ponadczasowymi, produktami uwielbia Buffett. Według niego idealne są tak zwane dobra szybkozbywalne FMCG czyli Fast moving consumer goods. Należą do nich np. producent gum do żucia Wrigley czy oferujący baterie Duracell. Jak łatwo zauważyć, zarówno gumy do żucia jak i baterie szybko się zużywają co zmusza konsumenta do kolejnych zakupów i oznacza stały dopływ gotówki dla właścicieli tych marek. Zanim jednak Warren Buffett zaczął kupować akcje tego typu firm, handlował ich produktami. Gumy, które kupował od dziadka po 2 centy, sprzedawał z zyskiem innym dzieciom po 5 centów. Pewnego razu dziewczyna o imieniu Virginia chciała kupić od niego jeden listek gumy. Młody sprzedawca nie ubił z nią targu, ponieważ martwił się o to, co zrobi z pozostałymi gumami z tej paczki.

“Pamiętam Virginię Macoubrie, która powiedziała: Wezmę jeden listek Juicy Fruit. Odpowiedziałem: Nie sprzedajemy gum na sztuki. Twardo trzymałem się swoich zasad. Sprzedawałem je tylko w opakowaniach pięciolistkowych. Kosztowały nikla, a ona chciała wydać pensa”.

Nie tylko Buffett w ten sposób zaczynał swoją przygodę z biznesem. W podobny sposób swoje pierwsze kroki stawiał John D. Rockefeller , amerykański przemysłowiec i najbogatszy człowiek swojej epoki. Kupował on większą liczbę cukierków, które później sprzedawał z zyskiem. Już w 2019 roku ukaże się nasza biografia tej niezwykłej postaci.


W analogiczny sposób Warren zarabiał pieniądze w okresie letnim. Tym razem jego wybór padł na Coca-Colę, czyli kolejny nieśmiertelny produkt z kategorii dóbr FMCG. Chodził od drzwi do drzwi po sąsiednich domach i sprzedawał ich mieszkańcom napoje chłodzące, głównie Coca-Colę. Był to bardziej opłacalny biznes niż sprzedaż gum, ponieważ przedsiębiorczy Warren kupował napoje od dziadka hurtem. Zarobionych pieniędzy raczej nie wydawał. Wolał je odkładać. Pasja liczbowa Warrena sprawiała, że niemal obsesyjnie zależało mu na tym, aby posiadana przez niego kwota zawierała w sobie coraz więcej cyfr. Howard założył mu książeczkę oszczędnościową, gdzie mógł gromadzić pieniądze. Aby dodatkowo zmotywować syna do oszczędzania, Howard w ramach prezentu urodzinowego zasilił jego konto kwotą dwudziestu dolarów. Przy niewielkim wsparciu ojca, ale głównie dzięki własnej pomysłowości i niespożytej energii, Warren ulepił swoją małą “kulkę śniegu”. Nie był to jeszcze moment, gdy jego oszczędności przyciągały nowe pieniądze i same się pomnażały. Nie licząc niewielkich odsetek, które uzyskiwał na koncie oszczędnościowym, kapitał powiększał własną pracą.

Kolejnym sposobem na gromadzenie majątku stała się sprzedaż piłeczek golfowych, którą rozpoczął razem z kolegą – Stu Ericksonem – w wieku 9 lat. Interes polegał na sprzedaży używanych piłeczek, które zbierali z pól golfowych. Działalność młodych handlowców została brutalnie przerwana. Sprawą zainteresowała się policja, która przegoniła chłopców z miejsca rozgrywek golfa.

Rok później Warren rozpoczął kolejną pracę polegającą na sprzedaży orzeszków ziemnych oraz popcornu podczas meczów futbolowych na Uniwersytecie Omaha. Jego czynność była podobna do tej, którą możemy zaobserwować nad polskim morzem. Chodził po trybunach i zachęcał ludzi do kupna produktów. Co ciekawe, Buffett miał od ojca na swoich ubraniach naklejki republikańskie, które pracodawca kazał mu zdjąć, ponieważ mogłoby to odstraszać część klientów – zwolenników demokratów. Warren chętnie podejmował się takich zarobkowych aktywności. Dzięki nim po szkole mógł rzadziej przebywać w domu, w którym mógłby doświadczyć nieprzyjemności ze strony matki. Praca stanowiła dla niego ucieczkę od problemów i stała się jego nałogiem.

Na dalsze losy życiowe Warrena znaczny wpływ miały zainteresowania jego ojca. Często przesiadywał w pracy u Howarda , w budynku Omaha National Bank. Książki znajdujące się w biurze ojca sprawiły, że zaczął interesować się giełdą. Zapoznawał się z mechanizmami działania rynków finansowych, czytając wspomniane już książki oraz kolumny „The Trader” w gazecie pt. “Barron’s” . Ponadto udawał się ze starszymi krewnymi, Frankiem Buffettem oraz Johnem Barberem , do Harris Upham & Co. Przedwcześnie dojrzały pod względem intelektualnym Warren nie zawsze dogadywał się z rówieśnikami, ale za to uwielbiał spędzać czas z dorosłymi. To właśnie w tym miejscu poczuł prawdziwy klimat panujący na giełdzie poprzez obserwowanie paska – Trans-Lux – wyświetlającego ceny akcji. Oczarowany Warren wpatrywał się w elektroniczny wyświetlacz i zapragnął, by w przyszłości wiedzieć jak najwięcej o rynku papierów wartościowych. Marzył o zdolności przewidywania przyszłych cen akcji. Już w tym okresie poczynił pierwsze spostrzeżenia dotyczące psychologii inwestowania. Zauważył sprzeczność cech Franka i Johna. Jeden z nich był niepoprawnym optymistą, a drugi – skrajnym pesymistą. Obydwaj niemal zawsze się mylili. W “Snowball” Alice Schroeder przytacza wypowiedź Warrena na temat jego wujków: “Wujek Frank był niczym niedźwiedź, a wujek John niczym byk. Zazwyczaj siedziałem między nimi i każdy z nich próbował przekonać mnie, że to on właśnie ma rację. Nie przepadali za sobą, więc ze sobą prawie nie rozmawiali, chyba że przeze mnie. Wujek Frank myślał, że wszystko leci na dół, na łeb na szyję. Kiedy ktoś powiedział mu, że chce kupić 100 akcji U.S. Steel za 23 dolarów, potrafił się na niego wydrzeć: Oszalałeś?! U.S. Steel idzie na dno!”.

Każde dziecko Howard po skończeniu 10 lat było zabierane przez niego na wschodnie wybrzeże do Nowego Jorku. Był to swego rodzaju rytuał. Warren już przed wyjazdem wiedział, co będzie chciał robić. Miał trzy życzenia. Jednym z nich, była chęć zobaczenia firmy Scott zajmującej się monetami i znaczkami pocztowymi. Warren chciał zwiedzić również firmę Lionel Train Company. Jednak jego najskrytszym marzeniem były odwiedziny nowojorskiej siedziby giełdy. Pobyt ten wywarł na nim ogromne wrażenie. Styl życia ludzi przebywających w New York Stock Exchange , sprawił, że Warren doszedł do wniosku, że zarabia się tu ogromne pieniądze.


Na Wall Street Buffettowie poznali doradcę z banku Goldman Sachs – Sidneya Weinberga. Pomimo że pracownik banku nie znał ich wcześniej, to poświęcił im dużo czasu i opowiadał różne ciekawostki o giełdzie, a nawet zaprosił do siedziby Goldmana. Warren wspomina ich spotkanie w następujący sposób: “Poznałem Sidneya Weinberga, który był najbardziej znaną osobą na Wall Street. Nawet mój tata nigdy go nie poznał. Prowadził małą firemkę w Omaha. Pan Weinberg zaprosił nas do środka, może dlatego że byłem dzieckiem. Rozmawialiśmy około 30 minut. Gdy wychodziliśmy, objął mnie ramieniem i zapytał: które akcje ci się podobają, Warrenie ? Pewnie zapomniał o naszym spotkaniu następnego dnia. Ja zapamiętałem je na zawsze ”.

Podczas lunchu na giełdzie papierów wartościowych Howard i Warren spotkali holenderskiego członka giełdy Ata Mola. Po zjedzonym posiłku do Mola podszedł mężczyzna, który na miejscu wyrabiał papierosy na życzenie. Holender mógł wybrać sobie aromat tytoniu do skręcanego papierosa. Sytuacja ta wywarła na Warrenie ogromne wrażenie. Rozmyślał wtedy nad tym, ile pieniędzy muszą zarabiać ludzie pracujący na Wall Street, skoro mogą pozwolić sobie na wydawanie pieniędzy na takie uciechy. Dodatkowo poczucie luksusu u Warrena wywołały fontanny, eleganckie siedziby tych firm oraz dostrzegalna wszędzie masa pieniędzy.
Warto zaznaczyć, że w Stanach panowało wtedy znaczne bezrobocie, więc poziom życia ludzi z Wall Street jeszcze bardziej rzucał się w oczy. W tym momencie 10-letni Warren zaczął marzyć o bogactwie i poczuł, że chce mieć w przyszłości tyle pieniędzy, co osoby, które tu przebywają i pracują. Nie lubił słuchać rozkazów innych, więc drogą do fortuny miała być praca dla samego siebie. Już wtedy myślał o niezależności i robieniu tego, na co ma ochotę. “ (…) Najbardziej chciałem pracować dla siebie. Nie chciałem, aby inni ludzie mną dyrygowali. Robienie tylko tego, co chcę robić, było dla mnie ważne”.

Pierwsze inwestycje Warrena

Zmotywowany Warren po powrocie z Nowego Jorku zatopił się w lekturze książki pt. One Thousand Ways to Make $1,000, czyli tysiąc sposobów na zarobienie tysiąca dolarów, autorstwa Francesa Minakera. Wywarła ona na nim ogromne wrażenie. Warren pomnożył 1000 metod przez 1000 $ i zauważył, że pojawiła się przed nim możliwość zarobienia 1 000 000 $. W książce tej znajdowały się głównie proste sposoby. Pierwsze zdanie książki brzmiało: “Okazje pukają do drzwi. Nigdy wcześniej w historii Stanów Zjednoczonych czasy nie były tak przychylne dla osób z małym kapitałem, aby założyć własny biznes, tak jak są dzisiaj”. Z tej książki dowiedział się, czym jest procent składany, który Warren nazwie w przyszłości ósmym cudem świata. Znajdowały się w niej konkretne przykłady jego wyliczania. Osoba korzystająca z procentu składanego 10% przy wkładzie 1000 $ po pięciu latach będzie miała kwotę większą niż 1600 $, a po 10 latach – większą niż 2600 $. Po 25 latach będzie to suma przekraczająca 10000 $. Warren porównywał takie gromadzenie i pomnażanie środków pieniężnych do toczenia kuli śniegowej. Pewnego razu wyjawił swojemu koledze Stu Erricsonowi, że w wieku 35 lat zostanie milionerem. W tamtych czasach chęć posiadania miliona dolarów mogła się wydawać niemożliwym do spełnienia marzeniem, zupełnym absurdem. Kwota ta była warta znacznie więcej niż obecnie. By zorientować się, jaką wartość miał wtedy dolar amerykański, można odwołać się w tym miejscu do ceny przeciętnego domu. Kosztował wtedy zaledwie 30 tysięcy dolarów, w 2018 roku – 10-krotnie więcej.

Mimo że książka „Jak zarobić 1000 $ na 1000 sposobów”, zawierała proste rady, to dla Warrena była niezwykle odkrywcza. Przede wszystkim jednak mobilizowała go do tego, by zacząć gromadzić i inwestować środki. Spośród wielu pomysłów biznesowych w niej zawartych uwagę Warrena szczególnie przykuł ten dotyczący wagi na monety. W zamian za kilka centów osoby zainteresowane mogłyby skorzystać z automatu i poznać masę własnego ciała. Wagi takie można byłoby umieścić np. w sklepach i innych miejscach, uczęszczanych przez ludzi. Warren kalkulował, że za zyski będzie kupował kolejne wagi. Tym sposobem chciał w przyszłości rozszerzać swoją sieć. Już w tak młodym wieku zaczął myśleć o biznesie w ten sposób, by nie tylko on musiał pracować dla pieniędzy, ale również by pieniądze pracowały dla niego. Wprawdzie pomysł z automatami wagowymi nie został przez Warrena wdrożony, ale sama idea zarabiania na sprzęcie na monety zostanie przez niego jeszcze wykorzystana.

Mając 11 lat Warren zaoszczędził już 120 dolarów. Była to całkiem pokaźna suma jak na chłopca w takim wieku. Za te środki postanowił kupić pierwsze akcje. Warren wciągnął do tego przedsięwzięcia również siostrę, Doris. Razem z nią kupił udziały w spółce Cities Service Preferred.

Warren nie wiedział o tej spółce zbyt wiele. W późniejszym czasie stwierdził : “nie bardzo rozumiałem te akcje, kiedy je kupiłem”. Dokonał zakupu, ponieważ jego ojciec bardzo lubił akcje tej firmy. W momencie nabycia papierów wartościowych kosztowały one 38,25 $, po czym staniały do 27 $. Doris wywierała na bracie presję. Rozpaczała, przypominając codziennie o stratach wynikających ze zniżkującego kursu. Po wielu latach Warren przyznał, że źle się czuł ze świadomością tego, że to on ją w to wciągnął. Trapiły go wyrzuty sumienia. Na szczęście, po pewnym czasie notowania akcji wzrosły do 40 $. Warren sfinalizował transakcję, inkasując zysk w wysokości ok. 5$. Po tym, jak rodzeństwo wyszło z inwestycji, okazało się, że kurs akcji podążał dalej na północ, aż do ponad 200 $ za akcję. Z pierwszej przygody z giełdą Warren wyciągnął 3 wnioski. Pierwsza lekcja dotyczyła momentu wejścia w inwestycję. Jego zdaniem nie należy przejmować się tym, po jakiej cenie kupiło się dany papier. Druga lekcja mówi, by człowiek nie realizował małych zysków. Takie działanie może odebrać ogromne dochody. Akcje, które rodzeństwo kupiło po ok. 38 $, a sprzedało za ok. 40 $, finalnie pozwoliłyby osiągnąć zysk w wysokości ok. 490$. Potencjalne profity Warren porównał do swojej pracy, którą zaczął w wieku 6 lat. Przez 6 lat zgromadził 120 $. Na zakupionych akcjach mógł zarobić znacznie większą sumę. Wielokrotnie o tym rozmyślał i żałował decyzji, którą podjął pod wpływem chwili. Trzeci wniosek dotyczy odpowiedzialności za cudze pieniądze. Powinniśmy być pewni danej inwestycji, jeśli mamy wchodzić w nią nie tylko swoimi środkami, ale również pieniędzmi osób trzecich. W przyszłości Warren nie chciał inwestować już pieniędzy innych osób, jeśli nie był pewny, że odniesie sukces. Ostatnia lekcja jest silnie skorelowana z pierwszą. Aby nie przejmować się zarówno ceną wejścia w daną inwestycję, jak i przejściowym spadkiem cen akcji, musimy dobrze znać jej wartość i być pewni, że w przyszłości będzie ona przynosić zyski.

W tym czasie gdy Warren uczył się zarabiać i inwestować, Europa ogarnięta była wojną. W tym kontekście nie dziwią słowa Warrena, że urodził się we właściwym miejscu i czasie. W grudniu 1941 roku, gdy Buffettowie wracali z kościoła, w radio samochodowym usłyszeli o ataku Japończyków na Pearl Harbor. Howard, podobnie jak większość republikanów, uważał, że Roosevelt celowo wciągnął Stany Zjednoczone na ścieżkę wojenną. Gdy na początku 1942 roku rozpoczęła się kampania wyborcza, w Omaha miał zostać wyłoniony kandydat na kongresmena z Nebraski. Ojciec Warrena miał znaleźć odpowiednią osobę na to stanowisko. Nie było jednak zbyt wielu chętnych, ponieważ konkurencyjna partia demokratyczna miała bardzo popularnego kandydata, Charlesa F. McLaughlina. Ponieważ nie udało się nikogo namówić, Howard postanowił sam wystartować w wyborach. Zależało mu na tym, żeby nie zostawić swojej partii na lodzie. Warren w “Snowball” stwierdził: “Nikt nie spodziewał się, że wystartuje. Nienawidził przemawiać publicznie. W przeciwieństwie do matki raczej był introwertykiem”.

W południowej części Omaha królował przemysł mięsny. Dzielnica ta mocno różniła się od tej, w której żyli Buffettowie, ponieważ pracowali w niej liczni imigranci, którym doskwierała bieda. To właśnie tam największym poparciem w mieście cieszył się Roosevelt. Wierny swoim przekonaniom Howard udawał się do tej dzielnicy w ramach kampanii wyborczej. Starał się namawiać ubogich sympatyków demokratów do głosowania na siebie – republikanina. Zabierał ze sobą Warrena. Nie po to by dostarczyć mu rozrywki i nauki, lecz przede wszystkim dla własnego bezpieczeństwa. Bał się, że poirytowni robotnicy go pobiją. Gdyby zrobiło się gorąco Warren miał uciec i zadzwonić na policję, ale na szczęście nigdy do takiej sytuacji nie doszło.

Podczas kampanii Buffettowie zostali zaproszeni do radia. “(…) Moja matka grała na organach. Mój ojciec przedstawił nas: to jest Doris, ma czternaście lat, to jest Warren, ma lat jedenaście. Na co miałem odpowiedzieć: Chwileczkę, tato, czytam sekcję sportową. Następnie nasza trójka śpiewała America the Beautiful, podczas gdy moja mama grała na małych organach”.
Wybory miały miejsce 3 listopada 1942 roku. Howard nie wierzył, że ma jakiekolwiek szanse na wygraną. Rodzina Buffettów zwykle zasypiała o 20:30 i podobnie było również w czasie wyborów. Cała rodzina położyła się w tym dniu spać stosunkowo wcześnie, nie czekając nawet na wyniki, nie wierząc w pozytywny rezultat. Howard zdołał przygotować nawet oświadczenie na temat swojej przegranej. Jakże musiał być zdziwiony, gdy następnego dnia okazało się, że to on zwyciężył i zostanie kongresmenem. Dla całej rodziny była to ogromna niespodzianka, gdyż nikt się nie spodziewał takiego obrotu spraw. Można się domyślać, że wygrał wybory nie przez krytykę polityki Roosevelta, ale dzięki poglądom antywojennym.
Wygrana Howarda oznaczała olbrzymie zmiany dla jego żony i dzieci. W późniejszym okresie rodzina Buffettów przeprowadziła się do domu w Virginii, a Howard wynajął pokój w Waszyngtonie. Przyjeżdżał do rodziny raz w tygodniu, w weekendy. Po zmianie miejsca zamieszkania rodzeństwo miało mieszane uczucia. Doris była szczęśliwa w Virginii, ale Warren nie mógł odnaleźć się w nowym otoczeniu. Niestety leila nadal miewała napady furii. Atakowała swoje dzieci, głównie Doris, która jednak zaczęła przeciwstawiać się matce. Warren tymczasem rozwiązania szukał jak zwykle w zajęciach zarobkowych, które pozwalały mu przebywać poza domem. Znalazł pracę w piekarni. Wspomina ją jednak negatywnie, ponieważ nie wykonywał tam żadnych szczególnych czynności. Nie zajmował się ani pieczeniem chleba, ani sprzedażą. Był rozgoryczony wyprowadzką z Omaha i zmianami w życiu. Smutek i rozgoryczenie często nie pozwalały mu zasnąć. Jego stanem emocjonalnym mocno przejął się dziadek Ernest, który postanowił się nim zająć. Dziadek Warrena powiedział Howardowi : “musisz pozwolić chłopakowi wrócić. Inaczej go zniszczysz”. Ostatecznie rodzice zgodzili się na powrót Warrena do Omaha na kilka miesięcy, zastrzegając jednak, że w przyszłości wróci do Waszyngtonu. Do miasta rodzinnego chciała również wrócić młodsza siostra, Bertie, ale na to nie zgodził się Ernest. Dziadek uważał, że dziewczynka powinna zostać przy matce.

Podczas drogi powrotnej Warren spotkał w pociągu senatora z Nebraski – Hugh Butlera. Zwykle Warren świetnie dogadywał się z dorosłymi. Podobnie było również w przypadku konwersacji z tym politykiem. Po powrocie do Omaha Warren zaczął znowu chodzić do szkoły w Rosehill i spotykać się z dawnymi kolegami. Dzięki zmianie miejsca zamieszkania, jego problemy psychosomatyczne błyskawicznie ustąpiły.

W tym czasie Warren zaczął interesować się dziewczynami. Jednak próby umówienia się na randkę kończyły się niepowodzeniem. Zarówno jego wygląd, sposób zachowania jak i zainteresowania, wśród których brakowało sportu, nie ułatwiały mu zadania. Ostatecznie, nieco zrezygnowany, przestał zabiegać o względy koleżanek, choć dalej wykazywał zainteresowanie nimi i je obserwował. Zdawał sobie sprawę, że nie ma powodzenia u dziewczyn, więc postanowił skupić się na zarabianiu pieniędzy.

Ernestowi, jak przystało na właściciela sklepu, przypadł do gustu fakt, że Warren myślał o zarabianiu i był oszczędny. “Dziadkowi podobało się, że zawsze myślałem o sposobach zarabiania pieniędzy. Kiedyś chodziłem po sąsiedztwie, zbierając zużyty papier i stare czasopisma. Moja ciotka Alice zabierała mnie do skupu makulatury, gdzie można było dostać trzydzieści pięć centów za sto funtów (45 kg), lub coś w tym stylu”. Przebywając u dziadka, przeczytał całą kolekcję gazet i czasopism fachowych, m.in. Progressive Grocer , czyli Nowoczesny sklepikarz. Spędzał w sklepie mnóstwo czasu. Zaobserwował wtedy, że Ernest ma niewiele obowiązków. Wszystko, co konieczne, wykonywali za niego ludzie, których zatrudniał. Właściciel sklepu aktywował się tylko w niektórych sytuacjach. Jedną z nich było pojawienie się w sklepie jednego z ważnych klientów. Dziadek podnosił się z fotela również wtedy, gdy zauważył, że któryś z pracowników nie wykonuje pracy tak, jak tego oczekiwał. Wtedy jego podwładny musiał spotkać się z krytyką ze strony szefa. Nie znaczy to oczywiście, że Ernest nic nie robił. Zajmował się on zarządzaniem w sklepie. Dziadek Warrena nie bał się konkurencji ze strony większych sklepów. Był przekonany, że jakość obsługi pozwoli mu utrzymywać się na rynku. Jego konkurencję stanowili przede wszystkim Żydzi prowadzący własne sklepy. Być może właśnie z tego wynikał jego antysemityzm, choć warto pamiętać, że niechęć do tej nacji była wtedy dość rozpowszechniona w USA. Żydów często nazywał “Eskimosami”, zupełnie jakby uważał ich za ludzi egzotycznych i zupełnie obcych. Warrenowi podobało się, że jego dziadek nie musiał się przemęczać w sklepie. Jemu samemu było ciężko, bo Ernest nieustannie gonił go do pracy. Szybko zorientował się, że nie cierpi pracy fizycznej. Musiał myć podłogę, liczyć i wyładowywać towar oraz wykonywać dodatkowo wiele innych czynności. Sklep był dosyć duży. Często jego właściciel chodził po swoim dobytku i pilnował pracowników, zlecając im dodatkowe zadania. Właśnie dlatego zdarzało się, że Warren starał się unikać Ernesta. Dziadek był niesłychanie skąpy. Pewnego razu Warren razem ze swoim kolegą dostali zadanie odśnieżenia sklepu. Ernest zaoferował im głodową stawkę 10 centów za godzinę, co zirytowało Warrena. Co gorsza okazało się, że wypłata nie jest dla jednej osoby, tylko dla dwóch. Warren skwitował to następująco „to właśnie kwintesencja mojego dziadka”. Ernest nie tylko gonił wnuka do pracy, ale też kazał mu zdrowo się odżywiać. Warren musiał więc spożywać szparagi, kalafior, czy brokuły, których szczerze nienawidził. Mimo to był szczęśliwy w Omaha.

Pod względem zawodowym Ernest Buffett był osobą niezwykle uporządkowaną. W uczuciach z kobietami postępował jednak zupełnie inaczej niż w biznesie. Po śmierci swojej pierwszej żony – Henrietty – ożenił się dwukrotnie, lecz jego małżeństwa nie trwały długo. Jedną z żon poznał na urlopie. Pewnego razu, gdy pojechał na wakacje jako singiel, wrócił żonaty. Był to spontaniczny ślub z kobietą, którą ledwo co poznał.

Wakacje Warren spędził razem z rodzicami. Przyjechali wtedy do Omaha, gdyż w tym okresie w kongresie występuje „przerwa wakacyjna”. Howard kupił wtedy firmę South Omaha Feed. Było to przedsiębiorstwo, które zajmowało się produkcją karmy dla zwierząt. Jego syn pomagał mu w prowadzeniu firmy, zajmując się po raz kolejny głównie pracami fizycznymi. Musiał dźwigać wtedy m.in. worki ważące ponad 20 kg. Dzięki temu utwierdził się w przekonaniu, że nie chciałby wykonywać w przyszłości pracy fizycznej. Po wakacjach rodzice zmusili Warrena, by ten wrócił z nimi do Waszyngtonu, więc chcąc nie chcąc musiał opuścić Omaha.
Gdy ponownie zamieszkał w stolicy, jego nastrój błyskawicznie się pogorszył. Wpadł w złe towarzystwo. Można powiedzieć, że przeżywał młodzieńczy bunt. Nie przykładał się również tym czasie do nauki i otrzymywał słabe oceny. Warren wyjaśnia przyczyny swojego zachowania w następujący sposób: “W większości moje oceny odzwierciedlały to, co czułem do nauczycieli. Nienawidziłem mojej nauczycielki angielskiego, pani Allwine. Z tego samego powodu dostawałem trójki z muzyki, bo nie cierpiałem nauczycielki, pani Baum ”. Cechował go jednak talent do przedmiotów ścisłych. Pomimo braku zaangażowania miał lepsze oceny z matematyki niż z innych przedmiotów. Co ciekawe, bunt młodzieńczy Warrena przejawiał się również w niechęci co do przywdziania galowego ubioru na zakończenie roku szkolnego. Na szczęście cały czas poświęcał się swojej pasji czyli zarabianiu pieniędzy. Wstawał z samego rana by rozprowadzać gazety i pod tym względem był niesłychanie zaangażowany i sumienny.

Frustracja wywołana pobytem w Waszyngtonie sprawiła, że doszło do tego, że jak sam to określa “wszedł wtedy na ścieżkę kryminalną.” Warren zaczął kraść. Pewnego razu z Donem Danlym oraz Charliem Tronem zaczął wynosić ze sklepu Wollworth asortyment z działu sportowego (m.in. piłki golfowe, torebki na piłki oraz kije). Warren nie czerpał z tego żadnych korzyści. Był to raczej kompulsywny odruch. Skupił się na chomikowaniu piłeczek golfowych w pokoju. Kradzieże stanowiły element buntu i dostarczały dreszczyku emocji w ponurej egzystencji. W końcu jednak ojciec odkrył jego zbiory. Aby go uspokoić, Warren naprędce wymyślił niezbyt wiarygodną historię odnośnie do piłek. Powiedział, że ich właścicielem był zmarły ojciec kolegi. Jego przyjaciel po śmierci swojego taty miał znajdować coraz to więcej piłek. W tym wypadku Warren nie popisał się umiejętnością improwizacji. Wymyślona przez niego historia była mało wiarygodna. Możliwe, że miał problem z empatią, niezbędną, gdy staramy się nabrać innych ludzi. Ten sam brak empatii będzie mu utrudniał nawiązanie relacji z kobietami. Sam Warren odnosząc się po wielu latach do tamtych zdarzeń, stwierdził, że za słabo zdywersyfikował swoje kradzieże. Uznał, że nie powinien kraść tylko jednego rodzaju przedmiotów. Choć zrozpaczeni rodzice mówili mu, że źle skończy, to Warren podkreślał, że „ojciec nigdy nie przestał we mnie wierzyć”. W ramach kary i procesu poprawy, zamknęli go w pokoju gdzie miał się uczyć. “Uwięzionemu” Warrenowi rodzice przynosili jedzenie. Po latach żartował, że stał się kimś w rodzaju Hannibala Lectera. Jednak gdy nawet nauka w zamkniętym pomieszczeniu nie pomagała, zirytowany ojciec zaczął rozmowę motywacyjną z synem. Powiedział, że nie wymaga od niego stuprocentowych wyników, ale uważa, że stać go na więcej niż jego ówczesne, mizerne rezultaty. Ponadto zagroził mu, że jeśli nie poprawi wyników, to zakończy biznes Warrena związany z roznoszeniem gazet. Howard uderzył w najczulszy punkt syna. Zarabianie pieniędzy było bowiem dla niego najważniejsze. Ponadto Warren czuł, że zawiódł ojca.

“(…) Tata dał mi znać, że był mną rozczarowany. To uderzyło mnie bardziej, niż to, gdyby powiedział, że nie mogę zrobić tego czy tamtego”.

W świecie polityki Howard Buffett był nonkonformistą oraz outsiderem. Starał się nie podlegać presji otoczenia oraz lekceważył budowanie wizerunku. Wieczne poklepywanie po ramieniu, uściski dłoni i pielęgnowanie kontaktów uważał za bezproduktywne. Był idealistą, który mandat kongresmena zamierzał wykorzystać, pracując dla społeczeństwa. Różnił się w tym podejściu od większości polityków. Kampania wyborcza nie zaczyna się kilka miesięcy przed wyborami, ale trwa cały czas. Ojciec Warrena chodził jednak innymi ścieżkami niż jego rywale i dość często rezygnował ze spotkań z wyborcami oraz politycznych bankietów. Co więcej, Howard był do tego stopnia niezależny, że często reprezentował inne stanowisko niż jego macierzysta partia. Jedna z kwestii, w których Howard był nieprzejednany, to standard złota. Demokraci praktycznie znieśli wymienialność dolara na złoto w pierwszej połowie lat 30. Już wcześniej dochodziło do ograniczeń wymienialności pieniądza na złoto podczas wojen, gdy państwo miało spore potrzeby finansowe. Tym razem jednak nastąpiło to w okresie pokoju. Co więcej, posiadanie większych ilości złota przez osoby prywatne zostało wtedy objęte restrykcjami, zupełnie jakby Amerykanie żyli w totalitarnym kraju komunistycznym. Z czasem większość społeczeństwa i polityków obu wiodących partii pogodziła się z tym, że nie będzie już można zanieść gotówki do banku i otrzymać za nie złotych sztabek. Z upływem czasu kwestia ta odchodziła w zapomnienie. Dla większości obywateli nie był to już palący problem, zwłaszcza po ataku na Pearl Harbor. Tymczasem Howard nadal głośno optował za jego przywróceniem. Obawiał się, że Ameryka dotknięta zostanie plagą hiperinflacji, tak samo jak Republika Weimarska po I wojnie światowej, gdy papier na którym drukowane były marki niemieckie, stał się droższy od ich symbolicznej wartości. Jak opisuje Adam Fergusson w książce “Kiedy umiera pieniądz”, dochodziło wręcz do sytuacji, gdy markami palono w piecach. Aby zabezpieczyć najbliższych przed takimi scenariuszem, Howard nabył nawet farmę w Nebrasce, w której mogliby się schronić i być samowystarczalni. Ziemia w przeciwieństwie do dolarów zachowałaby wartość, a uprawiana mogła dostarczyć żywności na wypadek gospodarczej i politycznej katastrofy. Jego postulaty, prognozy i zachowania sprawiły, że wiele osób w Waszyngtonie i Omaha zaczęło postrzegać go jako dziwaka, który obawia się, że nadejdzie koniec świata. Pesymistyczne zapowiedzi nie zrealizowały się, a dwucyfrowa inflacja w USA pojawiła się praktycznie dopiero w latach 70. XX wieku. Z upływem lat jego izolacja względem pozostałych republikanów narastała, a Warren w coraz większym stopniu zdawał sobie sprawę, jego ojciec uchodzi za odmieńca. Stanowiło to dla niego bolesne doświadczenie. Wspomina, że zdarzało się, że Howard przegrywał liczne głosowania nad kontrowersyjnymi dla większości projektami i to dość znacznie (np. wynikiem 412 głosów do 3). Alice Schroeder w “Snowball” przytacza słowa Warrena na ten temat: “Był bardzo spokojny. (…) Nie przypominam sobie, żebym widział go przygnębionego lub przybitego. Po prostu zdawał sobie sprawę, że robił wszystko, co tylko mógł. Szedł swoją drogą i wiedział, dlaczego tam był – dla nas, dzieci. Negatywnie oceniał to, w którą stronę kraj zmierzał, ale nie był pesymistą”.

Mimo licznych porażek Howard zachował niezachwianą wiarę w słuszność własnych poglądów i nie poddawał się. Jak na prawdziwego idealistę przystało był w stanie głosować za jakąś ustawą, mając przeciwko sobie wszystkich kongresmenów, zarówno demokratów jak i republikanów, do których należał. Uważał się za patriotę i twierdził, że służy Stanom Zjednoczonym najlepiej, jak potrafi.

Wiele lat później wypowiadając się o ojcu, Warren podkreślał, że był on pesymistą odnośnie do polityki i gospodarczych perspektyw Stanów Zjednoczonych. Zachowywał jednak optymizm w kwestiach dotyczących życia prywatnego. Leila podobnie jak Warren i Doris przeżywała porażki męża bardziej niż on sam. Przez poczynania Howarda całą rodzinę Buffettów uważano za dziwaków, a co za tym idzie – ucierpieli na płaszczyźnie towarzyskiej. W domu Buffettów nie było pomocy domowej, więc wszystkie obowiązki gospodarstwa domowego spadły na Leilę. Stale uskarżała się z tego powodu. Wypominała mężowi, że poświęciła dla niego karierę, a teraz musi zajmować się sprzątaniem domu. Leila mogła wprawdzie poszukać i zatrudnić pomoc domową, lecz celowo robiła z siebie ofiarę. Próbowała wzbudzić poczucie winy u innych.

Autor: Łukasz Tomys, Justyna Jaciuk, Michał Włodarski

Historia Buffetta może okazać się inspirująca nawet dla tych osób, którym nigdy wcześniej nawet przez myśl nie przeszło założenie własnej firmy. Zakup biografię inwestora naszego autorstwa w Audiotece lub w Empiku. W abonamencie Empik GO biografia Warrena Buffetta jest dostępna za darmo.

Zobacz też – Warren Buffett – inwestor od urodzenia