Mając 14 lat, Warren skończył szkołę Alice Deal i kontynuował edukację w Woodrow Wilson High School. Był słabo rozwinięty fizycznie, co niepokoiło Howarda i Leilę. Za wyjątkiem wspomnianego już tenisa stołowego, nie chciał – a przede wszystkim – nie lubił uprawiać innych dyscyplin. Za to czerpał olbrzymią radość z roznoszenia gazet, które przy okazji sam czytał. Młodego Buffetta interesowało nie tylko czytanie poważnych artykułów w gazetach, ale także uwielbiał przeglądać najprostsze komiksy.

O swojej porannej rutynie Warren wypowiada się następująco:

Czytałem komiksy, sekcję sportową i codziennie przeglądałem strony z akcjami, zanim dostarczyłem gazety. Czytałem kreskówkę Li’l Abner każdego ranka. Musiałem codziennie wiedzieć, co robił Li’l Abner.

Pomimo intelektualnej dojrzałości w głębi duszy wciąż pozostawał dzieckiem. Przez jakiś czas Warrenowi bardzo zależało na tym, by poprawić kondycję fizyczną. W tym celu zakupił nawet hantle, z którymi wykonywał ćwiczenia w piwnicy. Warren wspomina:

ciągle mierzyłem bicepsy, żeby sprawdzić, czy urosły z trzynastu do trzynastu i jednej czwartej cala. I zawsze martwiłem się, czy rozluźniam miarkę krawiecką czy może źle to robię. Nigdy jednak nie przestałem wyglądać jak Charles Atlas na zdjęciu, zanim został kulturystą.

Szybko zrezygnował z ćwiczeń, uznawszy, że jego układ kostny nie sprzyja rozbudowie masy mięśniowej. Jeśli się za coś zabierał, to chciał w tym być mistrzem. Dalsze ćwiczenia z hantlami z pewnością by mu nie zaszkodziły i pozwoliłyby uzyskać choć nieco lepszą sylwetkę. Jednak Warren zupełnie zrezygnował z dalszych ćwiczeń, gdy zdał sobie sprawę, że nie ma wrodzonych predyspozycji w tej dziedzinie.

Nastoletnie życie Warrena

W 1945 roku II wojna światowa chyliła się ku końcowi. W tym czasie Roosevelt został wybrany na Prezydenta Stanów Zjednoczonych po raz czwarty, ale niedługo potem zmarł. Jego stan zdrowia starano się skrzętnie ukrywać. W 1922 roku Roosevelt zachorował na polio i utracił władzę w nogach. Po długotrwałej rehabilitacji oraz dzięki metalowym protezom i kulom był w stanie się poruszać, ale wysiłek ten sprawiał mu ogromny ból. Alistair Cooke, dziennikarz brytyjski będący zresztą zwolennikiem Roosevelta pisał : “Widziałem kiedyś, jak wyjmują go z samochodu niczym worek kartofli, stawiają na nogach, dają dwie laski, chwytają pod ręce i zakładają na głowę kapelusz. To nie był Roosevelt, jakiego widziano publicznie, z muskularną klatką piersiową, byczym karkiem i bojową głową pewnego siebie zbawcy kraju”.

W późniejszym czasie stan zdrowia amerykańskich kandydatów na prezydenta stał się kwestią wagi państwowej. Za Oceanem pokazywanie świadectw zdrowia i wyników badań lekarskich nie jest niczym szczególnym. Dobrymi wynikami badań chwalili się między innymi tacy politycy jak George W. Bush czy Donald Trump. Amerykańscy prezydenci tacy jak wspomniany Bush, a także Barack Obama niemal demonstracyjnie uprawiali jogging w centrach licznych miast, aby podkreślić swoją witalność. Choć opinia publiczna była wyczulona na tę kwestię, John F. Kennedy zdołał wygrać wybory pomimo chronicznych problemów z kręgosłupem, a ubiegający się o reelekcję Ronald Reagan cierpiał już prawdopodobnie na chorobę Alzheimera.

W momencie śmierci Roosevelta Stany Zjednoczone wciąż prowadziły wojnę, a Amerykanie obawiali się o przyszłość ojczyzny. Wiceprezydent Harry Truman, który miał objąć stanowisko po Roosevelcie, był wtedy osobą zupełnie nieznaną. Nowy prezydent charakteryzował się szczupłą, drobną sylwetką i przypominał z wyglądu urzędnika. Uchodził za człowieka bez charyzmy. Rodzina Buffettów przeżywała śmierć Roosevelta odmiennie od pogrążonego w żałobie społeczeństwa. Przypomnijmy, że Howard był przeciwnikiem zmarłego prezydenta i uważał, że był on najgorszym przywódcą w historii USA. Warren również nie rozpaczał. Mógł bowiem zarabiać więcej pieniędzy na rozprowadzaniu dodatkowych gazet. Przy nagłych wypadkach, takich jak śmierć głowy państwa, dodrukowywano nowe wydania. Były to nadal czasy, w których ludzie czerpali informacje głównie z gazet, ponieważ radio nie cieszyło się jeszcze popularnością. Okres ten obfitował w optymistyczne, ale i tragiczne wydarzenia.

Po zrzuceniu bomb na Hiroszimę i Nagasaki w sierpniu 1945 r. Japonia skapitulowała, a dla Amerykanów zakończyła się II wojna światowa. Tymczasem dla Warrena zaczął się rok szkolny, a co za tym idzie – musiał wrócił do szkoły w Waszyngtonie. Miał już wtedy niebagatelną w tamtych czasach kwotę 2 000 dolarów. Howard od początku wspierał syna i pozwolił mu wtedy zainwestować te pieniądze w sklep z narzędziami Builders Supply Co. Był to interes, który Howard otworzył razem z Carlem Falkiem. Warren nie włożył jednak wszystkich oszczędności w pojedynczą inwestycję. Już wtedy nie była mu obca zasada dywersyfikacji.

W wieku zaledwie 15 lat nabył za 1200 dolarów farmę o powierzchni 16 hektarów. Zakupione gospodarstwo znajdowało się około 110 km od Omaha, w miejscowości Thurston County, w pobliżu Walthill. Warren nie zajmował się uprawą ziemi, ale wydzierżawił ją pewnemu rolnikowi. Dzięki temu mógł systematycznie osiągać z tego tytułu dochody. Warrenowi bardzo podobał się fakt posiadania ziemi. W szkole mógł się teraz przedstawiać jako Warren Buffett z Nebraski, właściciel wydzierżawionej farmy ze Środkowego Zachodu.

Uważał się za biznesmena, ale zupełnie nie dbał o powierzchowność. Chodził ubrany w znoszone buty, opadające skarpetki, zbyt luźne spodnie oraz zwykłą koszulkę. Co gorsza, jego chuda szyja i wąskie ramiona sprawiały, że wyglądał, jakby nosił za duże ubrania. Gdy w szkole mijał się z Doris, ignorowali się wzajemnie. Doris utrzymywała wiele kontaktów towarzyskich i była lubiana w szkole. Wstydziła się tego “zaniedbanego dziwaka”, który był jej bratem. Jak wspomina Warren, często siostry pomagają utrzymywać kontakty towarzyskie, ale w przypadku Doris było inaczej. Usprawiedliwiał jednak siostrę, tłumacząc, że sam tę pomoc odrzucał. Warren przyznał, że: “Doris, która była bardzo popularna, wstydziła się mnie, bo okropnie się ubierałem. Czasami siostry pomagają się socjalizować, ale w zasadzie to odrzuciłem. To nie była jej wina. Byłem boleśnie świadomy bycia społecznie niedostosowanym”.

Mimo że dość często można było zobaczyć uśmiech na jego twarzy, to w głębi duszy był nieszczęśliwy. Wynikało to głównie z jego niedopasowania społecznego, które bardzo mocno go męczyło. Uważał siebie za beznadziejny przypadek. Wspomina, że jego rówieśnicy dobrze się ze sobą dogadywali i prowadzili rozbudowane życie towarzyskie. Często chodzili razem na imprezy, przesiadywali w piwnicach, w których jedli hot-dogi i lody oraz pili różne napoje. Warren żałował, że nie dogadywał się ze znajomymi ze szkoły i musiał przebywać sam. Od czasu do czasu nadal odreagowywał frustrację, kradnąc asortyment ze sklepu ze sprzętem sportowym. Warren miał w sobie pewną sprzeczność. Wprawdzie wyglądał niewinne i często brakowało mu śmiałości, czasem jednak stawał się osobą silną i pewną siebie. Potrafił nawet dokuczać belfrom. Pewnego razu nauczyciele powiedzieli mu, że swoje oszczędności emerytalne ulokowali w akcjach firmy telekomunikacyjnej AT&T. Chciał im zrobić na złość, więc dokonał tzw. krótkiej sprzedaży akcji tej spółki. Jednym słowem – obstawił spadek. Poinformował ich o tym i aby nie być gołosłownym, pokazał im nawet swój rachunek bankowy. Nauczyciele doskonale zdawali sobie sprawę z giełdowego doświadczenia Warrena, więc jego żart kosztował ich mnóstwo nerwów. Fakt znalezienia się po przeciwnej stronie rynku niż młody Buffett napawał ich lękiem.

3 stycznia 1946 roku Warren wraz z grupą uczniów wystąpił w radiu CBS. Dostał zaproszenie głównie dlatego, że jego ojciec był kongresmenem. W CBS nadawano audycję rozrywkowo-edukacyjną, w której młodzi ludzie prowadzili dyskusję. Prezenterka przypisała Warrenowi bardzo ważną rolę. Zauważyła, że będzie on idealnie nadawać się do podgrzania atmosfery. Jego głównym zadaniem było przedstawienie zmyślonych opinii i ich bronienie. Charakteryzujący się lotnym umysłem Warren kompletnie zdeklasował pozostałych dyskutantów i czuł z tego powodu ogromną satysfakcję. Dobrze się bawił, broniąc każdego, nawet najbardziej niedorzecznego stanowiska. Przykładowo opowiedział się za anektowaniem przez USA Japonii. Jednak to nie kwestie geopolityczne stanowiły główny przedmiot jego zainteresowań.

Oprócz tematu giełdy w tamtym czasie interesował się historiami ludzi, którzy odnieśli spektakularny sukces finansowy. Warren pochłaniał również każdy numer czasopisma “Progressive Grocer”. Przeczytał też każdy numer “Daily Nebraskan”, który został zredagowany przez jego ojca, i całą kolekcję “Reader’s Digest” Ernesta, którą ten kolekcjonował przez piętnaście lat. Warren spędzał długie godziny nad książkami biograficznymi i marzył o tym, by w przyszłości być tak bogatym jak bohaterowie, o których czytał. Do jego ulubieńców należał Cornelius Vanderbilt, przedsiębiorca, który majątek zbił na transporcie wodnym i kolejowym, a także John D. Rockefeller, najbogatszy człowiek swojej epoki, który zbudował petrochemiczne imperium Standard oil. Interesował go również Andrew Carnegie, który wzbogacił się na akcjach firm wytwarzających stal, a później na własnej firmie działającej w tej branży. Stal Carnegiego stała się budulcem dla licznych drapaczy chmur i mostów wznoszonych wtedy w Ameryce. Dosłownie i w przenośni byli to ludzie, którzy zbudowali Amerykę. Jednak to nie gigant stali Andrew, lecz kilka pokoleń młodszy Dale Carnegie miał wywrzeć największy wpływ na Warrenie.

Pośród dzieł zawierających życiorysy krezusów w zbiorach Warrena znajdowała się cieniutka książeczka Dale’a Carnegiego pt. „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi”. Autor książki opisał w niej zasady, które mogły pomóc zdobyć sympatię otoczenia. Postulował przede wszystkim, by nie krytykować oraz nie oceniać innych i nie narzekać. Ponadto Dale wygłosił kilka myśli przewodnich, w których znajdują się m.in. zasady, takie jak:
– każdy chce być doceniany, nikt nie chce być krytykowany;
– najpiękniejsze słowo o najwspanialszym brzmieniu to dźwięk własnego imienia;
– najlepszym rozwiązaniem dla kłótni jest unikanie jej;
– jeśli jesteś w błędzie, to szybko się do tego przyznaj;
– zamiast wydawać bezpośrednie polecenia, bo ludzie nie lubią rozkazów, zadawaj pytania np. „jak zrobić to lepiej?”;
– nie wskazuj cudzych błędów wprost, pozwól wyjść drugiej osobie z pomyłki z twarzą.

Zachwycony Warren był przekonany, że te kilka prostych porad pomoże mu lepiej funkcjonować w społeczeństwie. Zależało mu na tym, żeby ludzie zaczęli go lubić. Program Carnegiego wdrożył z charakterystyczną dla siebie metodycznością. Jak przystało na fanatyka liczb prowadził statystyki, by przekonać się, czy jego system działa. Testował na znajomych oraz przypadkowo spotkanych osobach porady z książki i zaobserwował, że faktycznie działają. Choć były to proste zasady, to zastosowanie ich w życiu codziennym nie było łatwe. Buffett wspomina o tym, że sama teoria, bez wdrożonej praktyki nie miałaby w tym przypadku sensu. Warren miał problem z tym, by słuchać innych, jeśli temat rozmowy nie był dla niego wystarczająco ciekawy. Nie potrafił się skupić na tym, co mówi druga osoba. Jego umysł pracował szybko i Warren nieustannie wybiegał myślami naprzód, tracąc zainteresowanie rozmówcą. Poglądy Carnegiego pomogły mu nad tym zapanować i zwracać uwagę na innych ludzi, ich zainteresowania, oraz potrzeby. Do sukcesu wiele mu jednak brakowało.

Przedsiębiorczy nastolatek

W 1946 roku obywatel Stanów mógł pochwalić się dobrymi zarobkami, jeśli jego roczne dochody wynosiły 3 tys. dolarów, czyli 250 dolarów na miesiąc. Rozdając gazety, Warren zarabiał 175 dolarów miesięcznie, czyli więcej niż nauczyciel. Pieniądze trzymał w szafie, której nikomu nie pozwalał dotykać. Pewnego razu zrobił wyjątek i pokazał zgromadzone 700 dolarów koledze, Lou Battistonemu. Jego przyjaciel wspomina to wydarzenie jako wyjątkowe: “Pewnego dnia, gdy odwiedzałem Warrena w domu, ten otworzył szufladę i powiedział: to są moje oszczędności. Leżało tam siedemset dolarów w małych nominałach”. Równowartość czteromiesięcznej wypłaty w posiadaniu nastolatka zrobiła na nim ogromne wrażenie.

Warren nie ograniczał się do roznoszenia gazet. Próbował rozwinąć własny biznes, który polegał na sprzedaży piłek golfowych. Na szczęście nie pochodziły one z kradzieży. Jego partner biznesowy – Witek – wyławiał je dla niego ze stawu przy polu golfowym. Wyglądały jak nowe. Warren kupował je od Witka, by sprzedać 2 razy drożej. Już w dzieciństwie Warren potrafił zarabiać pieniądze. Lubił przy tym współpracować z ludźmi i robić z nimi interesy.

W wieku 17 lat nabył automat do gry w pinball, tzw. flipper. Znajomy Buffetta – Don Danly – znał się dość dobrze na mechanice. Dzięki temu wspólnicy mogli kupować używane maszyny po 25 dolarów, podczas gdy nowe kosztowały 300. Pierwszy automat został umieszczony w zakładzie fryzjerskim u Erico. Można powiedzieć, że był to innowacyjny pomysł, ponieważ nikt wcześniej nie wpadł na to, by wstawić do fryzjera automat do gry. Warren i Don mieli jednak problem, by przekonać fryzjera do wstawienia flippera. Aby ułatwić sobie zadanie, podali się za przedstawicieli firmy zajmującej się wstawianiem takich automatów. Jako reprezentanci firmy Mr Wilson zaprezentowali Erico ofertę, a ten zgodził się podjąć z nimi współpracę. Don Danly pożyczył samochód od ojca i w ten sposób udało się przywieźć i wstawić maszynę do lokalu. Okazało się, że Warren trafił w dziesiątkę. Ludzie czekający w kolejce na wykonanie danej usługi często nudzą się, a co za tym idzie – szukają dodatkowych rozrywek. Jak się po tygodniu okazało, chłopcy zarobili na tym biznesie dwa całkiem duże stosy pięciocentówek. Postanowili wtedy podzielić się z fryzjerem pół na pół. Zrobili to w dość nonszalancki, jak na Warrena, sposób. Mianowicie oznajmił on, że nie ma sensu liczyć wszystkich pięciocentówek. Wystarczyło to, że Erico wziął „mniej więcej” swoją połowę. Po tym podziale okazało się, że chłopcy zarobili około 25 dolarów. Zakup maszyny zwrócił się już po tygodniu. To zachowanie nie było tak lekkomyślne, jak mogło się na pierwszy rzut oka wydawać. Młodzi przedsiębiorcy zrobili to, by wywrzeć dobre wrażenie. Chcieli wkupić się do salonów fryzjerskich na dłużej. Obawiali się, że fryzjerzy sami wstawią flippery do swoich zakładów. Dzielili się zatem z nimi w taki sposób, by ci byli zadowoleni. Aby dodatkowo zniechęcić ich do kupienia własnych maszyn, głosili opinię o tym, że flippery są trudne w utrzymaniu i wymagają specjalnych umiejętności technicznych.

Automaty przyniosły Warrenowi największą – jak do tej pory – stopę zwrotu: 100% w tydzień. Można zauważyć tu pewną tendencję u Warrena. Jeśli zaczynał w coś inwestować, to zagłębiał się w dany temat. Chciał od podszewki poznać daną branżę. Interesowało go to, jak dany sektor funkcjonuje. I tak było również w tym przypadku. Warren tak wypowiada się na temat tego, w jaki sposób wraz z Donem zdobywali automaty do gry: “W pinballowym biznesie można było natknąć się na typów spod ciemnej gwiazdy, którzy spędzali czas w jednym miejscu o nazwie Silent Sales. To był nasz teren myśliwski. Silent Sales znajdowało się na D Street pod numerem 900, tuż obok domu burleski dla gejów, w obskurnej stronie śródmieścia. (…) Danly i ja chodziliśmy tam i patrzyliśmy na te maszyny i staraliśmy się kupić cokolwiek za dwadzieścia pięć dolców. Było to o wiele bardziej opłacalne, bo nowe maszyny kosztowały 300 dolarów”.


Warren zaprenumerował magazyn Billboard, którego tematyka dotyczyła flipperów. Howard nie był oczywiście zadowolony z nowych zainteresowań syna. Martwił się o to, że Warren próbuje swoich sił w biznesie hazardowym. Warren nie przejmując się jednak poglądami ojca i nadal rozwijał biznes. Jeden z automatów został wstawiony do salonu, z którego korzystali głównie czarnoskórzy mężczyźni. Było tam aż siedem foteli fryzjerskich i to właśnie w tym miejscu chłopcy zainkasowali największe zyski. Nazwali to miejsce “kopalnią złota”.

Młody Buffett w pogoni za zyskiem mógł nawet złamać prawo. Pewnego razu Danly wpadł na pomysł, żeby odlewać fałszywe monety i płacić nimi w automatach za batony, napoje itp. Ich formuła polegała na tym, aby dochody uzyskiwać w prawdziwych pieniądzach, a wydatki uiszczać za pomocą fałszywych monet. Od doświadczonych oszustów nauczyli się dodatkowych sztuczek:

Faceci z Silent Sales nauczyli nas kilku rzeczy. Pokazali nam, jak wlewać w nie piwo, aby pięćdziesięciocentówka utknęła w mechanizmie i można było po prostu ciągnąć za uchwyt dopóki automat nie wypłacił pieniędzy. Pokazali nam też, jak wyłączyć zasilanie w flipperach. Po wsunięciu nikla natychmiast należało wyciągnąć wtyczkę, aby opróżnić maszynę z monet.


Warren porównuje biznes związany z automatami z rynkiem giełdowym. Chłopcy „napompowali” go, opowiadając o nim i o zyskach z niego płynących wśród znajomych. Fakt, że ich znajomi zaczęli się interesować fliperami, Warren porównuje do często panującej na giełdzie euforii. Jeden z kolegów – Bob Kerlin – chciał przyłączyć się do ich biznesu. Warren i Don dali mu szansę, ale nie w intratnym biznesie z automatami. Uważali, że świetnie sobie radzą we dwójkę i nie potrzebują wspólnika, z którym będzie trzeba dzielić się zyskami. Postanowili za to zaangażować Boba do niewdzięcznego zajęcia, jakim było wyławianie piłek golfowych. Danly i Buffett nie chcieli nurkować, więc kupili Bobowi maskę tlenową i wąż. Warren tak opisał mu swój zwariowany plan: “(…) rozbierzesz się i będziesz nagi, ale będziesz mieć moją torbę do rozwożenia Washington Post i w razie czego włożymy hantle do torby na gazety, abyś został na dnie”. Bob początkowo ani myślał zanurzać się w brudnym stawie pełnym gadów, płazów i – Bóg wie – czego jeszcze. W końcu jednak udało się go namówić. Pewnego dnia o 4 nad ranem wyjechali na pole golfowe w stanie Virginia. Liczyli na to, że nikt ich nie zauważy. Po pierwszym zanurzeniu Bob stwierdził, że nie może pod wodą nic znaleźć, ponieważ nic nie widzi. Chłopcy dali mu wtedy hantle, by ten mógł zejść pod wodę jeszcze głębiej i kazali mu się kierować własną intuicją i wyczuciem. Zanim jednak do tego doszło zostali przyłapani przez pracownika pola golfowego. Wybrnęli z tej wpadki, mówiąc, że przeprowadzają eksperyment naukowy na lekcję fizyki.
Szalone pomysły w połączeniu z konsekwencją i umiejętnością myślenia analitycznego sprawiły, że Warren błyskawicznie się bogacił. W tamtym czasie jego majątek opiewał na kwotę w wysokości 5 tys. dolarów. W dzisiejszych czasach, po uwzględnieniu inflacji, pieniądze te miałyby siłę nabywczą w wysokości około 60 tys. dolarów. Połowa z tego majątku pochodziła ze sprzedaży gazet. Do tego czasu Warren rozniósł już niewyobrażalną liczbę, a mianowicie pół miliona, gazet. Druga połowa pochodziła z innych źródeł, m.in. ze sprzedaży piłek golfowych czy z biznesu związanego z flipperami.

Kolejne biznesy Buffetta

Na kolejny sposób zarabiania pieniędzy Warren wpadł razem z kolegą, Bobem Russelem, którego znał od czasów szkoły podstawowej. Koledzy zaczęli uczęszczać na wyścigi konne z bratem ciotecznym dziadka Ernesta, Frankiem. Jednak z powodu zbyt młodego wieku nie mogli ich obstawiać u bukmachera. Pomimo braku tej możliwości wpadli na pomysł, jak można na tym zyskać. W przeciwieństwie do hazardu związanego z wyścigami gwarantował on pewne zyski. Część ludzi obstawiających konie w wyścigach było święcie przekonanych o tym, że pieniądze otrzymuje się tylko wtedy, jeśli koń, na którego się postawiło, wygra gonitwę. Warren z Russem zbierali więc wyrzucone już kupony, bo wiedzieli, że za drugie lub trzecie miejsce danego konia w wyścigu również można dostać pieniądze. Według Warrena był to obrzydliwy biznes. Wraz z Russem szukali kuponów pośród niedopałków papierosów, wyrzuconych puszek, butelek i innych śmieci. Podnosili je z oplutej ziemi. Dopiero później, w domowym zaciszu, dokonywali selekcji i szukali wygranych. Warren wspomina ich poszukiwania zwycięskich kuponów następująco: “To było okropne; ludzie pluli na ziemię. Ale mieliśmy świetną zabawę. Gdy znalazłem jakieś zwycięskie kupony, moja ciotka Alice, której w ogóle nie interesowały wyścigi, odbierała w kasie nasze wygrane, ponieważ nie wypłaciliby pieniędzy dzieciakom”. Ten biznes przypomina po części jego późniejszy sposób inwestowania oparty na zasadach Benjamina Grahama. Starał się znaleźć walory, które wszyscy uważali za bezużyteczne, podczas gdy te miały swoją „ukrytą” wartość wewnętrzną. Akcje takie będzie w przyszłości nazywał “niedopałkami cygar”.

Już wkrótce wpadli na trop lepszego biznesu związanego z wyścigami konnymi. Coraz bardziej interesowali się tą dziedziną i dysponowali ogromem informacji na temat każdego startującego w gonitwach konia. Dzięki temu zaczęli tworzyć specjalistyczny magazyn na ten temat. Nie od dziś wiadomo, że najwięcej na gorączce złota zarabiają dostawcy sprzętu dla poszukiwaczy. Warren i Russ byli bardzo młodzi, więc nie było ich stać na wyprodukowanie wielu egzemplarzy. W związku z tym ich “Stable-Boy Selections” był biuletynem o małym nakładzie. Ponadto w tamtych czasach drukarki nie były powszechnie dostępne. Warren i Russ pisali „Przegląd Chłopca Stajennego” w piwnicy na maszynie i używali papieru kalkowego. Za jednym razem udawało się napisać nawet pięć egzemplarzy. Sprzedawali go po 25 centów podczas wyścigów. Przechadzali się między ludźmi, wołając: „kupujcie najlepsze typy od “Stable-Boy Selections”. Mieli bardzo dużą konkurencję ze strony profesjonalnych firm. Na tle zaawansowanych czasopism wyróżniali się przede wszystkim przystępną ceną. Ich działalność wydawnicza nie trwała jednak zbyt długo. Inne firmy płaciły organizatorom wyścigów prowizję za rozprowadzanie ich magazynów, więc szybko ich stamtąd przegoniono.

Warren wyciągnął wartościowe lekcje z biznesu związanego z wyścigami konnymi. Dobrze znaleźć się wśród ludzi, którzy nie podejmują racjonalnych decyzji. Ważne jest wtedy to, by wybór był słuszny. Jeśli ludzie dokonują zakładów na podstawie przesądów, takich jak np. kolor koszulki dżokeja, to istnieje statystycznie duża szansa, że w długim okresie osiągnie się lepsze wyniki od nich. Zagadnienie to zostało ciekawie przedstawione w filmie “Moneyball” z Bradem Pittem. Główny bohater, stosunkowo młody trener drużyny bejsbolowej postanawia posłużyć się metodami statystycznymi przy selekcji zawodników do drużyny. Czy da mu to przewagę względem doświadczonych selekcjonerów kierujących się intuicją? Warto się przekonać samemu.

Wyścigi konne nauczyły Warrena jak ważna jest psychologia i cierpliwość w inwestowaniu pieniędzy. Zrozumiał, że nie warto się odgrywać, oraz że nie należy obstawiać każdego możliwego wyścigu, tylko robić to wtedy, gdy występują sprzyjające do tego warunki. Warren twierdzi, że nie należy zarabiać pieniędzy w taki sam sposób, w jaki się je straciło i podejmować emocjonalnych decyzji. Przekonał się o tym na własnej skórze, gdy przegrał 175 dolarów, obstawiając wyścig. Kwota ta była w tamtych czasach ogromna, zwłaszcza dla nastolatka. Zastanawiał się wtedy, ile czasu będzie musiał rozdawać gazety, by zarobić ponownie taką sumę pieniędzy. Nazwał to “strefą przegrywania”. W “Snowball” opowiada dokładnie, co zrobił po przegranej: “Poszedłem do Hot Shoppe z myślą o kupnie największej rzeczy, jaką mieli w menu – gigantycznych lodów krówkowych czy czegoś takiego – i wydałem na to resztę pieniędzy. Kiedy jadłem, zorientowałem się, ile gazet muszę dostarczyć, by uzupełnić to, co straciłem. Musiałem pracować dłużej niż tydzień, aby odzyskać pieniądze”.

Pomimo licznych sukcesów w zarabianiu Warren nadal nie lubił Waszyngtonu. Jednak pobyt tam miał liczne zalety. Jedną z nich było to, że jako syn polityka Warren miał dostęp do biblioteki kongresowej, gdzie znajdowały się liczne książki i to nie tylko o tematyce politycznej. Również pozycje dotyczące wyścigów konnych były tam na wyciągnięcie ręki. Warren poprosił ojca, by ten zapytał o książki na temat tego sportu. Howard początkowo wzbraniał się, tłumacząc, że będzie to bardzo dziwne, gdy kongresmen zapyta o książki o tematyce – bądź co bądź – hazardowej. Warren przypomniał wtedy Howardowi o tym, jak pomagał mu i wspierał go w zbieraniu głosów na wybory. Gdyby coś mu groziło, Warren miał pędzić po pomoc. Ostatecznie Howard musiał ulec synowi, który uzyskał dostęp do zbiorów biblioteki.

Okres buntu Warrena zakończył się jeszcze przed 1947 rokiem. Wtedy właśnie zakończył edukację w szkole średniej, uzyskawszy świetne wyniki. Jego oceny okazały się na tyle dobre, że osiągnął szesnasty najlepszy wynik spośród 350 uczniów. Pod fotografią, która widniała w szkole, zażyczył sobie podpis, który miał się okazać proroczy : „przyszły inwestor giełdowy”…

Mimo upływu lat Warren nadal rozwoził gazety. Różnica polegała na tym, że od teraz robił to samochodem. Jego dzień pracy był podzielony na dwie części. Wstawał o 4 rano i do przerwy na posiłek rozwoził „Times-Herald”. Później po chwili odpoczynku roznosił gazety w szpitalu uniwersyteckim w Georgetown. W tym miejscu musiał dostarczyć 12 gazet za darmo, co bardzo go irytowało. Nie rozumiał, dlaczego ma to robić. Darmowe egzemplarze otrzymywali m.in. kaznodzieje. Twierdził, że tacy ludzie powinni interesować się życiem duchowym, a nie sprawami ziemskimi. Warren często liczył na napiwki od pacjentów. Jednak zamiast tego kobiety leżące w szpitalu, podawały mu „szczęśliwe” liczby będące datami urodzin ich wnuków i dzieci. Miał on je wykorzystywać w loteriach lotto. Była to kolejna rzecz, która go irytowała. Nie chciał – rzecz jasna – wydawać pieniędzy na gry losowe i wolałby dostać choćby najmniejszy napiwek niż “szczęśliwe numery”. Warren nigdy nie grał na loterii i twierdził, że “ojciec nie pochwalałby tego, gdyby wpadł w hazardowe szaleństwo”.

Po II wojnie światowej przekonania polityczne i ekonomiczne Howarda nadal odbiegały od głównego nurtu. Niestety tym razem miało to przynieść negatywne konsekwencje. Zacznijmy jednak od początku. Po wojnie amerykańskie związki zawodowe wysuwały liczne żądania. Jeszcze podczas trwania konfliktu nastąpił silny spadek bezrobocia. Miliony mężczyzn znalazły się na froncie, a do tego pełną parą ruszyła produkcja zbrojeniowa, więc rąk do pracy było jak na lekarstwo. Nic więc dziwnego, że Amerykanie zarabiali coraz więcej. Szybko przyzwyczaili się do tego, że z każdym kolejnym rokiem rósł ich standard życia i oczekiwali kontynuacji tego trendu. Czasy prezydentury Roosevelta, szczególnie podczas wojny, charakteryzowały się silnym interwencjonizmem, czyli ingerowaniem państwa w system rynkowy. W sytuacjach napięć między robotnikami a przedsiębiorcami rząd zazwyczaj opowiadał się po stronie pracowników. Podczas wojny nie można było pozwolić na strajki i przerwy w produkcji. Dochodziło wręcz do sytuacji, że niektóre prywatne firmy na czas wojny przechodziły pod kierownictwo państwowych urzędników. Po kapitulacji Japonii przyzwyczajeni do nowej sytuacji robotnicy protestowali i walczyli o coraz większe przywileje, a kraj sparaliżowały ciągle strajki. Właśnie dlatego republikański kongresmen Howard Buffett głosował za ustawą Taft-Hartley Act przeforsowaną przez następcę Franklina Delano Roosevelta, Harry’ego Trumana. Dzięki niej stało się możliwe wprowadzenie stanu wyjątkowego, który objawiał się wymuszaniem na robotnikach podjęcia pracy pod groźbą sankcji karnych. Miliony amerykańskich pracowników uznało Taft-Hartley Act za zdradę ze strony demokratów. Robotnicy nazywali ją “ustawą o pracy niewolniczej”. Jak na ironię wrogo nastawiony do Trumana i demokratów Howard poparł ustawę, ponieważ należał do zwolenników wolnego rynku. Potrafił wznieść się ponad partyjne podziały, aby poprzeć słuszną – w jego mniemaniu – sprawę. Wiedział, że głosowało na niego wielu robotników z Omaha, ale – jak wiele razy wcześniej – i tym razem kierował się przede wszystkim własnym sumieniem. Warren bardzo przeżył tę sytuację. Wiele osób znienawidziło jego ojca. Pewnego razu, gdy był wraz Howardem na meczu lokalnej drużyny baseballowej, spiker witał w trakcie przerwy znane osoby znajdujące się na stadionie. Ludzie, którzy zostali wyczytani, wstawali i witano ich brawami. Wkrótce przyszła kolej na to, by przywitać Howarda. Wtedy publiczność go wygwizdała. Warren wspomina, że jego ojciec “po prostu stał pośrodku i nie odezwał się ani słowem. Umiał radzić sobie z takimi sytuacjami”.

Jesienią 1947 roku, w wieku siedemnastu lat, Warren rozpoczął studia. Jego rodzice już wcześniej byli przekonani, że będzie uczęszczał do elitarnej szkoły biznesu Univeristy of Pennsylvania’s Wharton. Buffett nie jest jedyną znaną postacią, która uczęszczała na tę uczelnię. Wiedzę zdobywali tu w późniejszych czasach również Donald Trump oraz Elon Musk. Warren był jednak sceptycznie nastawiony do studiów wyższych. Uważał, że jest to pewnego rodzaju przeszkoda w zarabianiu pieniędzy i rozwoju osobistym. W tym miejscu warto zaznaczyć, jak silny był dla niego autorytet Howarda. Warren poszedł do college’u właśnie ze względu na niego. Zależało mu na tym, by ojciec był szczęśliwy i dumny z jego osiągnięć.

Jako że Warren był wtedy niedojrzały pod względem emocjonalnym, jego rodzice postarali się o to, by mieszkał w pokoju z kolegą, który będzie kompensować jego braki. Współlokatorem Warrena został Chuck Peterson. Był on 4 lata starszy od Warrena i zdążył odbyć już 18-miesięczną służbę wojskową. Chuck był przystojnym mężczyzną, który lubił imprezować i spotykać się codziennie z nowymi koleżankami. Utrzymywał iście wojskowy porządek i czystość oraz polerował buty na błysk. Kiedy poznał Warrena, był zszokowany jego niechlujnym wyglądem. Wkrótce odkrył, że sposób, w jaki Warren się ubierał, wynikał z tego, że w rodzinie Buffettów Leila samodzielnie wykonywała wszystkie czynności związane z prowadzeniem domu. Tym samym Warren nigdy nie nauczył się najbardziej elementarnych sposobów dbania o siebie.

Państwo Petersonowie naiwnie wierzyli, że świeżo upieczony student, syn kongresmena, pomoże Chuck’owi wrócić na dobrą drogę i zrezygnować z życia hulaki. Równie naiwni byli Buffettowie, którzy liczyli na to, że ich syn dojrzeje przy starszym koledze.

Niestety Warren zupełnie nie mógł się odnaleźć w roli studenta. Życie na kampusie obracało się wokół meczów futbolowych i imprez stowarzyszeń studenckich. Tymczasem Warrena zabawy akademickie zupełnie nie pociągały. Bardziej od nich interesował go rozwój intelektualny. Żył niemal w izolacji. Bardzo szybko przyswajał wiedzę, więc miał sporo wolnego czasu. Spędzał go na przeliczaniu zgromadzonych pieniędzy i słuchaniu muzyki w pokoju. Często irytował Chucka, ponieważ podczas tej ostatniej czynności głośno śpiewał. Współlokatorzy pod względem porządku różnili się od siebie jak dzień i noc. Chuck lubił dbać o czystość. Został tego nauczony w wojsku. Warren natomiast był raczej typem bałaganiarza. Przyzwyczaiła go do tego matka, która wykonywała za niego większość domowych obowiązków. Ponieważ Leila wyręczała Warrena na każdym kroku, był niesamodzielny w niektórych aspektach. Ponadto często pogrążał się w swoim świecie, rozmyślając nad nowymi pomysłami.

Pewnego razu Chuck obudził się, gdy jego kolegi nie było już w pokoju, gdyż Warren udał się z samego rana na wykłady. Gdy wszedł do łazienki, zobaczył bałagan, jaki pozostawił po sobie jego współlokator. Buffett rzucił ręczniki na podłogę, nie spłukał resztek kremu do golenia w umywalce oraz nie wyłączył z prądu golarki. Pod koniec dnia Chuck stanowczo zwrócił mu na to uwagę. Powiedział, że nie chciałby żyć w takim nieporządku. W dodatku podkreślił, że pozostawianie urządzeń elektrycznych w pobliżu wody jest niebezpieczne. Warren jednak nie przejął się tym i następnego dnia było podobnie. Chuck stwierdził, że równie dobrze mógłby mówić do ściany. Zirytowany postanowił uszkodzić mu golarkę, wrzucając ją do umywalki pełnej wody. Warren jednak zupełnie się tym nie przejął i kupił kolejną maszynkę, a te incydenty się powtarzały. Z perspektywy czasu Warren stwierdził, że w tamtym czasie zupełnie nie pasował do środowiska studenckiego. Jak stwierdza Alice Schroeder Chuck po pewnym czasie poddał się. “Mieszkał w chlewie z nadpobudliwym nastolatkiem, który nieustannie podskakiwał, klaszcząc w dłonie, wystukując rytm na każdej pobliskiej powierzchni. Warren miał obsesję na punkcie Ala Jolsona i mógł słuchać jego nagrań w dzień i w nocy. Co gorsza, śpiewał, imitując Jolsona : mamusiu, moja mała mamusiu, przeszedłbym tysiąc mil dla jednego z twoich uśmiechów, moja mamusiu”. Buffett był zamyślony i roztargniony do tego stopnia, że potrafił chodzić w dwóch różnych butach. Na uniwersyteckiej stołówce jego ulubionym daniem był stek oraz pieczone ziemniaki. Do picia kupował głównie pepsi. W latach młodzieńczych wybierał ten napój ze względu na jego niską cenę. W tamtych czasach pepsi była o połowę tańsza niż coca-cola.

Pewnego dnia Chuck zabrał Warrena na mecz tenisa stołowego. Podczas pobytu w Waszyngtonie Warren nie uprawiał tego sportu, a co za tym idzie – stracił formę. Po przegranej ze współlokatorem zaczął intensywnie ćwiczyć. Już po dwóch dniach wygrywał z nim bez najmniejszego problemu. Każdego popołudnia trenował średnio po trzy, a czasami nawet cztery godziny. Był w tym naprawdę dobry. Chuck cieszył się z tego, że jego kolega ma taką pasję, ponieważ miał trochę więcej spokoju. Tenis stołowy nie pomógł jednak Warrenowi poprawić kondycji fizycznej. Popularnym sportem w college’u było wioślarstwo. Uprawiało go wielu studentów, ponieważ pozwalało rozwijać mięśnie, a dobre wyniki w zawodach dawały prestiż. Warren był jednak typem indywidualisty, a ten sport przeważnie trenowano w grupach. Nie podobało mu się to, że trzeba było zsynchronizować się z innymi kolegami w kajaku i nie było miejsca na indywidualne osiągnięcia. Wprawdzie próbował swoich sił w wioślarstwie, ale pewnego razu wrócił po treningu ze spuszczoną głową i z bąblami na rękach. Stwierdził wtedy, że ten sport jest nie dla niego i wypisał się z drużyny. Podobnie było z tańcem. Nigdy nie potrafił się go nauczyć, ponieważ wymagało to zgrania się z drugą osobą.

Warren lubił za to integrować z się z innymi poprzez biznes. Próbował nawet namówić Chucka do współpracy. Chciał wrócić do sprzedawania piłeczek lub obsługiwania automatów. Zależało mu na tym nie tylko ze względu na możliwe zyski, lecz głównie dlatego, że miał nieodpartą potrzebę rozmowy na temat czegoś, co go kręciło. Priorytetem dla Buffetta wciąż było zarabianie pieniędzy, w związku z tym chciał namówić do tego swojego współlokatora. Chuck nie był tym jednak zainteresowany.

Wprawdzie Chuck nie chciał prowadzić ze współlokatorem biznesu, ale na swój sposób troszczył się o niego. Choć nietypowe zachowania Warrena mu przeszkadzały, to dostrzegał w nim niezwykle inteligentnego człowieka, z ogromnym potencjałem. Pewnego razu odwiedził nawet rodzinę Buffettów w Waszyngtonie. Leila, przyzwyczajona do kulinarnego gustu Warrena dziwiła się, że jego kolega nie wybrzydza i wszystko mu smakuje, łącznie z warzywami. Chuckowi Warren jawił się jako mieszanka niedojrzałego dziecka i geniusza. Chuck zauważył m.in. to, że przyszły inwestor giełdowy z łatwością przyswaja wiedzę przekazywaną przez profesorów podczas wykładów. Korzystając wyłącznie ze swojej zdolności zapamiętywania, bez czytania jakiejkolwiek dodatkowej literatury z danego tematu, potrafił zaliczać większość przedmiotów akademickich. Miał pamięć nie tylko do liczb, ale również do tekstów. Gdy wykładowcy cytowali klasyczne wersy, zwracał im uwagę i ich poprawiał. Mówił np. o pominiętym przecinku, co zmieniało kontekst danego wyrażenia. Łatwo sobie wyobrazić co musieli czuć profesorowie w takich sytuacjach. Mądrość Dale’a Carnegiego na temat zjednywania sobie ludzi wciąż była mu obca i to pomimo fascynacji jego książką. Trudno było wyplenić złe nawyki.

Szkoła Wharton, do której uczęszczał Warren, miała bardzo wysoki poziom. Co czwarty student, który uczył się z Warrenem na roku, nie ukończył jej. Ten jednak bez większych problemów zaliczał kolejne przedmioty. Mimo to Chuck nie mógł dłużej znieść zachowań współlokatora i z dnia na dzień podjął spontaniczną decyzję o wyprowadzce. Pewnego dnia zaskoczony Warren zauważył, że jego kolega zniknął. Na koniec semestru Buffett wrócił do Waszyngtonu. Podczas wakacji mieszkał tam tylko z siostrą, Doris. Howard prowadził wtedy kampanię wyborczą i razem z Leilą wyjechał do Omaha. Doris pracowała wówczas w sklepie, a jej brat zajmował się roznoszeniem gazet.

Wszystko albo nic

Po wakacjach w wieku 18 lat Warren rozpoczął drugi rok studiów. Zamieszkał wtedy z dwoma nowymi współlokatorami – Clyde’em Reighardem oraz George’em Oesmannem. Tego pierwszego Buffett poznał wcześniej, podczas pierwszego roku nauki. Clyde uważał go za osobę, która doskonale i w efektywny sposób potrafi wykorzystywać zasoby. W szczególności – jego zdaniem – Warren umiał zagospodarować czas. George dopiero zaczynał przygodę akademicką. Z Clyde’em Warren dogadywał się bez porównania lepiej niż z wcześniejszym współlokatorem, Chuckiem. Pewnego razu Warren z Clyde’em chcieli namówić George’a do kupna hantli. Przekonywali go, że po treningach będzie lepiej wyglądał, a co za tym idzie – zdobędzie powodzenie u dziewczyn. Tak naprawdę jednak chodziło im o możliwość ćwiczeń z hantlami kolegi. Dzięki temu mogli zaoszczędzić trochę pieniędzy i nie kupować ich samemu. Warren miał talent do przekonywania ludzi, więc plan się powiódł, a George hantle kupił. Jednak Warren rzadko z nich korzystał. Po kilku treningach znać o sobie dało naukowe podejście Buffetta. Stwierdził on bowiem, że coś jest nie tak z jego kośćmi. Obojczyki są zbyt krótkie, by rozwijać mięśnie. Jego anatomia zniechęciła go do dalszego wykonywania ćwiczeń. “Doszedłem do wniosku, że moje kości są nieodpowiednie. Moje obojczyki były za krótkie. To obojczyki decydują o tym, jak szerokie masz barki, i nie możesz z tym zbyt wiele zrobić. Właśnie dlatego poczułem się zniechęcony i ostatecznie przestałem. Stwierdziłem, że jeśli i tak mam mieć mięśnie jak dziewczyna, to do diabła z tym”.

Podejście Warrena można porównać do powiedzenia: „wszystko albo nic”. Gdy czuje, że nie będzie w czymś najlepszy, szybko się poddaje i przestaje to robić. Natomiast, jeśli sądzi, że ma szansę doskonalić się w dziedzinie, w której może być najlepszy, to walczy z całych sił i ciężko pracuje na sukces.
Warrenowi zależało też na tym, by nie być dłużej samotnym. Chciał w końcu poznać dziewczynę. Niestety wciąż pozostawał słabo zbudowanym, niezbyt pociągającym dla kobiet młodzieńcem, który potrafił rozmawiać niemal wyłącznie o pieniądzach. Pogaduszki zdecydowanie nie należały do jego mocnych stron. Miał więc problem w kontaktach z dziewczynami, które nie chciały słuchać jego długich wywodów na temat rynków finansowych czy rozprowadzania gazet. Gdy przychodziło do rozmów na bardziej osobiste tematy Warren mógł z gaduły przemienić się w nieśmiałego, milczącego chłopaka. Wystarczyło mu odwagi na to, by się umawiać z dziewczynami, ale nie przynosiło to żadnych skutków. Warren wspomina nieudaną randkę z Ann Beck, podczas której w niezręcznej ciszy przemierzali ulice Filadelfii. “Najprawdopodobniej byliśmy najbardziej nieśmiałymi osobami w całych Stanach Zjednoczonych”. Jako jeden z nielicznych studentów posiadał samochód. W tamtych czasach był to obiekt pożądania wśród studentów. Wiele miejsc w Stanach Zjednoczonych, takich jak np. restauracje, były specjalnie przystosowane do pojazdów. Były to czasy, gdy popularnością cieszyły się takie amerykańskie innowacje jak kina samochodowe. Wszyscy dziwili się, jakim cudem nie ma dziewczyny, którą mógłby zabrać na randkę, skoro posiada samochód.

Socjalizację z rówieśnikami utrudniał również fakt, że Buffett nie lubił alkoholu. Stwierdził, że często i bez niego zachowuje się głupkowato. “Piłem, ponieważ byłem w bractwie, gdzie połowa moich obowiązków sprowadzała się do tego, że mam kupować alkohol na imprezy. Czułem się wykorzystywany. No ale nie smakowało mi to. Nie lubię piwa. Nie odstawałem w głupotach od pijanych, więc nikomu to nigdy nie przeszkadzało”. Nie pasował do społecznego życia studenckiego. Koledzy jednak szanowali go, ze względu na jego wiedzę o pieniądzach. Bardzo cenili również jego opinię odnośnie do polityki. Często jego znajomi z college’u mówili, że ma on w sobie cechy polityka. Wskutek tego studenci nadali mu pseudonim: „senator”. Warren zapisał się nawet do kółka republikańskiego. Głównym powodem nie były jednak przesłanki polityczne, a przynależność do tego związku dziewczyny, która mu się podobała. Jego plany nie przyniosły jednak żadnego skutku i dalej był samotny. Został za to przewodniczącym tej grupy.

Na drugim roku studiów Warren znalazł nareszcie zajęcia, które go zainteresowały. Były one prowadzone przez profesora Hockenberry’ego i dotyczyły metali, tekstyliów oraz paliw. Nauczył się podstaw tych dziedzin. Dowiedział się wtedy, m.in. jak wygląda wydobycie ropy czy produkcja stali i tekstyliów. Co ciekawe, żadna z tych branż nie będzie dla niego w przyszłości szczęśliwa.

W tym samym czasie, gdy Warren próbował zdobyć dziewczynę, jego ojciec nadal kwestionował główny nurt amerykańskiej polityki. Jego niechęć budził Plan Marshalla, który przez pomoc gospodarczą dla zrujnowanych państw Europy miał za zadanie powstrzymać rosnące wpływy ZSRR wśród ogarniętych nędzą społeczeństw. Howard uważał, rzecz jasna, że takie programy oznaczają marnotrawstwo pieniędzy publicznych. Obawiając się załamania dolara, zaczął się wtedy zabezpieczać, kupując m.in. złote naszyjniki. Nadal nie wierzył w siłę pieniądza, który nie miał pokrycia w złocie. Warren podobnie jak jego ojciec był sceptycznie nastawiony do gotówki. Kapitał lokował w udziałach spółek bądź w stworzonych przez siebie samego biznesach. Jednak w przeciwieństwie do ojca prawie zupełnie nie inwestował w surowce. Jeśli już to kupował akcje firm, które je wydobywają.

Kampania wyborcza w 1948 roku była niezwykle zacięta. Aby zyskać poparcie, starający się o reelekcję Truman jeździł po całym kraju pociągiem. Za pierwszym razem objął urząd prezydenta jedynie ze względu na przedwczesną śmierć Roosevelta i fakt, że to właśnie on w tym czasie piastował funkcję wiceprezydenta. Tym razem jednak musiał sam walczyć w wyborach.

Sondaże wyborcze sugerowały silną przewagę republikanina – Thomasa Deweya. Różnica wynosiła aż 5 %. Dzień po wyborach ukazał się numer “New York Timesa”, który wydrukowano jeszcze przed podaniem oficjalnych wyników. Na okładce jako zwycięzcę przedstawiono Deweya. Po ogłoszeniu wyników – ku zaskoczeniu wszystkich – okazało się, że to Truman zwyciężył, a jego zdjęcie gdy śmieje się do rozpuku trzymając New York Times przeszło do historii. Howard nie prowadził wtedy osobiście swojej kampanii wyborczej. Zajmował się tym doktor William Thompson. To właśnie wtedy ojciec Warrena przegrał wybory i po raz pierwszy od czterech kampanii nie dostał się do Kongresu. Z pewnością duży wpływ na taki obrót spraw miało jego wcześniejsze stanowisko odnośnie do kontrowersyjnej ustawy Taft Hartley act..

Dwa miesiące po porażce rodzina Buffettów wróciła do Omaha. W tym czasie zmarł brat Ernesta – Frank. Zapisał on rodzinie spory pakiet obligacji, a w testamencie wyraźnie zaznaczył, że pieniądze uzyskane po zapadnięciu tychże papierów powinny być reinwestowane w taką samą klasę aktywów. Jak widać, była to kolejna osoba w rodzinie Buffettów, która panicznie obawiała się kryzysu. Zabezpieczeniem na czarną godzinę nie była w jego przypadku ziemia lub złoto, lecz właśnie papiery rządowe. Oczywiście, wyrażone w niezabezpieczonych złotem dolarach obligacje były zdaniem Howarda najgorszą inwestycją z możliwych. Choć był bardzo pryncypialny, to nie uszanował ostatniej woli krewnego, a otrzymany kapitał zainwestował w akcje.

Ze względu na swoją uczciwość, pomimo bycia kongresmenem, ojciec Warrena nigdy nie stał się bogaty. Po powrocie do Omaha Howard podjął pracę w spółce Buffett-Falk, którą wcześniej założył z przyjaciółmi. Chciał powrócić do aktywności inwestycyjnej i pomagać klientom w pomnażaniu kapitału. Niestety zdobywanie zleceń okazało się trudne. Howard nie cieszył się już dobrą opinią. Po latach nieobecności w Omaha był kojarzony negatywnie, głównie ze względu na nieprzychylne nagłówki w gazetach. Po latach bojaźliwego podejścia do rynku i ciągłego zapowiadania rzekomo nadchodzącego kryzysu nie był wiarygodnym ekspertem. Jego problem z pozyskaniem klientów był tak ogromny, że w akcie desperacji sam zaczął ich szukać, jeżdżąc po pobliskich gospodarstwach rolnych i oferując farmerom produkty finansowe. Dla Warrena klęska ojca była dotkliwa, ale zyskał dzięki niej wymówkę, by przerwać edukację w Wharton i powrócić w rodzinne strony. Jego nastawienie wobec Filadelfii było sceptyczne. Mówił nawet żartobliwie na to miasto Filthy-delphia czyli brudna-delphia. Przenosiny do Omaha tłumaczył również tym, że będzie tu taniej.

Dzięki temu, że sprzedaż gazet Warren znał od podszewki, dostał pracę jako kierownik w Lincoln Journal. Była to praca popołudniowa, która polegała na nadzorowaniu rozdawania gazet. W trakcie dnia uczęszczał na uczelnię. Co ciekawe, miał pod sobą aż 50 pracowników w sześciu hrabstwach. Praca ta wiele go nauczyła. Mógł wtedy zobaczyć, jak wygląda zarządzanie większą grupą. Nie rozumiejąc uprzedzeń, Warren zatrudnił dziewczynę w mieście Beatrice. Doprowadziło to do tego, że trzech mężczyzn zrezygnowało z pracy. W tamtych czasach o równouprawnieniu mało kto słyszał, a niektórzy mężczyźni wstydzili się tego, że wykonują taką samą pracę jak kobieta. W wolnych chwilach Warren dorabiał w sklepie JC Penney w dziale meblowym. Była to praca, która sprawiała mu wielką przyjemność. To właśnie tam kupił ukulele, by zaimponować pewnej dziewczynie. Niestety, kolejne próby znalezienia drugiej połowy nie przyniosły żadnych pożądanych skutków. Instrument nie poszedł jednak w zapomnienie, ponieważ młody Buffett używał go w miejscu pracy i poprawiał dzięki temu relacje ze współpracownikami.

Warren studiował dziennie na Uniwersytecie w Nebrasce. Według jego opinii wykładowcy byli o wiele bardziej sympatyczni niż na uczelni Wharton. Studiował księgowość u Raya Deina, którego wspomina jako jednego z najlepszych profesorów. Jakby tego było mało, Warren reaktywował także biznes związany z piłeczkami golfowymi. Jego partnerami byli Jerry Orans, którego poznał wcześniej na uniwersytecie w Penn oraz Witek, z którym odświeżył znajomość. Buffett był głową przedsięwzięcia, a Jerry zajmował się dystrybucją piłeczek na Wschodnim Wybrzeżu. Dodatkowo Warren inwestował na giełdzie. Zajął wtedy krótką pozycję na akcjach Kaiser-Frazer. Dla mniej wtajemniczonych “krótka sprzedaż” oznacza strategię inwestycyjną polegającą na sprzedaży tzw. pożyczonych papierów wartościowych, mimo że inwestor ich faktycznie nie posiada. Za sprawą spadku cen akcji w momencie ich zwrotu można je odkupić na rynku za niższą cenę, niż się je sprzedało. Warren dostrzegł, że Kaiser-Frazer. traci udział w rynku. Gra opłaciła się, a w ciągu sześciu miesięcy przedsiębiorstwo straciło 8 milionów dolarów. Przed zawarciem transakcji napisał list do ojca: „jeśli nie będzie w tych danych linii trendu, to nie rozumiem nic ze statystyki”. Warto zaznaczyć, że opierał się on na fundamentach owej spółki. Już na tak wczesnym etapie przygody z giełdą rozumiał, czym jest wartość wewnętrzna przedsiębiorstwa.

Wiosną 1950 roku po trzech latach nauki na uniwersytecie Warren potrzebował kilku kursów wakacyjnych, by zakończyć edukację. Sceptycznie nastawiony do nauki zdecydował się na kolejny etap w Harvard Business School. Był pewny siebie – jak zawsze w kwestiach dotyczących intelektu – i uważał, że dostanie się na tę uczelnię, co nie było łatwym wyczynem. Po długich namysłach uznał, że nauka w tym miejscu przyda mu się w przyszłym biznesowym życiu. Jak zauważa Alice Schroeder w “Snowball” : “Podczas całej swojej edukacji wykazywał niewielkie zainteresowanie formalnym nauczaniem – w przeciwieństwie do uczenia się – i uważał się w dużej mierze za samouka. Harvard zaoferował mu jednak dwie ważne rzeczy: prestiż i sieć przyszłych powiązań biznesowych”. Warrena zmotywowały w tym względzie niepowodzenia ojca. Tłumaczył je tym, że Howard nie utrzymywał kontaktów społecznych i to była główna przyczyna jego problemów w karierze zawodowej.

Warren namawiał kolegę, Jerry’ego Oransa, aby ten razem z nim rozpoczął edukację na Harvardzie. Po przeczytaniu ogłoszenia w lokalnej gazecie “Daily Nebraskan”, które dotyczyło stypendium Johna E. Millera stwierdził, że nie chce płacić za studia z własnej kieszeni. Chętni do otrzymania kwoty w wysokości 500 dolarów musieli stawić się na rozmowę kwalifikacyjną w pokoju nr 300 Budynku Administracyjnego. Po otrzymaniu pieniędzy wybór szkoły należał do samego stypendysty. Warren chętnie wziął udział w konkursie, skoro nie miał nic do stracenia. Okazało się, że oprócz trzech profesorów, którzy mieli oceniać uczestników, i Warrena, nie przybył nikt więcej. Nie trzeba było zatem wyłaniać wygranego, ponieważ nie było konkurentów. Po upływie czasu sam Buffett z zadowoleniem stwierdził, że dostał wtedy pieniądze za „nic”.

Mając zapewnione stypendium, Warren wziął udział w rekrutacji do Harvard Business School. Był młodszy od studentów tej uczelni o średnio dwa lata. Podczas rozmowy rekrutacyjnej chciał zabłysnąć swoją wiedzą na temat akcji. Jednak nie to było najważniejsze. Nie zdążył nawet zaprezentować tego atutu. W tamtych czasach na uczelniach wyższych liczył się nie tylko intelekt, ale również kultura osobista i dobre maniery, zupełnie jakby chodziło o przyjęcie do klubu dla gentlemanów. Komisja rekrutacyjna oceniała więc na tym spotkaniu głównie dojrzałość kandydatów. Sam Warren mówił o sobie, że wyglądał wtedy na 16-latka, a emocjonalnie był na poziomie 9-latka. Tymczasem członkowie komisji usiłowali ustalić to, czy dana osoba jest gotowa na podjęcie studiów na tak prestiżowej uczelni. Będąc synem kongresmena, Warren nie miał żadnych przywilejów ani znajomości, bo jego ojciec nie pielęgnował kontaktów. Zresztą trudno sobie wyobrazić, aby wyznający żelazne zasady Howard użył wpływów, aby zapewnić synowi “nieuczciwą przewagę”. Zaletą tej sytuacji było to, że Warren nauczył się samodzielności, ponieważ musiał liczyć tylko i wyłącznie na siebie. Komisja po 10-minutowej rozmowie stwierdziła, że Buffett nie jest jeszcze gotowy na podjęcie nauki na tej uczelni. Warren był wtedy naiwny i łudził się, że decyzja będzie jednak inna. Dopiero po otrzymaniu listu z odmową złożonego wniosku pogodził się z niezakwalifikowaniem na studia. Pierwszą jego myślą był strach przed tym, jak przyjmie to jego ojciec. Z czasem okazało się, że nieprzyjęcie na Harvard było punktem zwrotnym w jego życiu. Zmuszony do poszukiwania innej uczelni trafił w jednej z broszur na nazwisko Grahama i Dodda. Po długim oczekiwaniu na wyniki rekrutacji z Harvardu wysłał po oficjalnym terminie rekrutacji list do Uniwersytetu w Nowym Jorku. Zawarł w nim bardzo osobisty ton, gdzie argumentował powód swojego wniosku. “Napisałem w sierpniu, około miesiąc przed rozpoczęciem szkoły, dawno po terminie, kiedy można było to zrobić. Kto wie, co napisałem? Prawdopodobnie, że właśnie znalazłem broszurę uczelni na Uniwersytecie w Omaha i dowiedziałem się, że Dodd i Ben Graham tam uczą, a ja myślałem, że mieszkają gdzieś na Olimpie (…) I jeśli mnie przyjmą, to z chęcią przyjadę. Jestem pewien, że była to bardzo niekonwencjonalna aplikacja”. Aż do teraz nie wiadomo, na jakich przesłankach bazował David Dodd, który pozytywnie rozpatrzył aplikację Warrena. W każdym razie Warrenowi poszczęściło się i dostał się wtedy na Uniwersytet Columbia, gdzie wykładali jego idole. Byli oni autorami m.in. książki “Security Analisys”, czyli biblii wszystkich inwestorów. To właśnie dzięki tej książce Buffett potrafił wcześniej skojarzyć nazwiska Dodda i Grahama.

Warto zauważyć, w jakim wieku Warren zaczął czytać książki o inwestowaniu. Już jako dziecko nie stronił od fachowej literatury giełdowej. Później, w wieku 19 lat, przeczytał “Inteligentnego Inwestora” Benjamina Grahama, książkę która miała decydujący wpływ na jego życie. Inną pozycją, którą starannie przestudiował, była książka Roberta D. Edwardsa oraz Johna McGee pt. “Technical Analysis of Stock Trends. Ta opublikowana po raz pierwszy w 1948 roku książka, później wielokrotnie wznawiana, stała się biblią analizy technicznej. Współlokator Warrena, Truman Wood, twierdzi jednak, że książką, która zafascynowała Buffetta najbardziej, był “Inteligentny Inwestor”. Mówi o tym, że widział go z nią najczęściej i wyglądało to tak, jakby znalazł wtedy Boga.

Inną zaletą Uniwersytetu z Nowego Jorku była znakomita współpraca z lokalnymi firmami. Zapraszały studentów, by mogli oni poszerzać wiedzę, a co za tym idzie – umożliwiały im zdobywanie doświadczenia. Jedną z firm inwestycyjnych prowadzili Graham oraz Dodd. Ten pierwszy był głową całego przedsięwzięcia, a drugi stanowił dla niego wsparcie.

Podczas studiów Warren mieszkał w wynajmowanym lokalu. Proces rekrutacji przeszedł zbyt późno, by otrzymać pokój w akademiku. Już wtedy jego majątek wynosił 9800 dolarów. Miał jednak mało gotówki, bo tylko 44 dolary. Niemal wszystkie pieniądze starał się mądrze inwestować. 344 dolary ulokował w biznesie piłeczek golfowych, a większość funduszy zainteresował w akcje. Jak na nastolatka, który nie otrzymał zbyt wiele od rodziny, zgromadził niespotykany majątek. Dodatkowo otrzymał jeszcze stypendium oraz nagrodę od ojca w wysokości dwóch tysięcy dolarów. Dostał ją za spełnienie dwóch warunków. Jednym z nich było ukończenie uniwersytetu w Nebrasce, a drugim niepalenie papierosów. Wybiegając nieco w przyszłość, sam Warren stosował później podobne nagrody wobec swoich dzieci. Nawet z dorosłym synem potrafił zakładać się o ciężar jego ciała, by namówić go do odchudzania Mimo zgromadzonego kapitału pozostał oszczędny. Przykładowo był właścicielem samochodu jedynie w połowie. Dzielił jego posiadanie z inną osobą. Warren Buffett to uosobienie ideału, nakreślonego przez Roberta Kiyosakiego, w książce “Bogaty Ojciec, biedny ojciec”. Skupiał się na gromadzeniu zarabiających aktywów, takich jak akcje, a oszczędzał na wydatkach na samochód, czyli na “pasywach” w rozumieniu Kiyosakiego.

Na studiach Buffett znał już książkę “Security Analisys” niemalże na pamięć, a jednego z jej autorów poznał prywatnie i zaprzyjaźnił się z nim. Łatwo sobie wyobrazić do jakiego stopnia zaimponował Doddowi znajomością jego dzieła. Warren nawet stwierdził, że: “Tak naprawdę ​​znałem książkę jeszcze lepiej niż Dodd. Mogłem zacytować z pamięci każdą jej część. W tym czasie znałem dokładnie każdy przykład na wszystkich prawie siedmiu lub ośmiuset stronach. I możesz sobie wyobrazić wrażenie, jakie wywarło na nim to, że ​​ktoś był tak zainteresowany jego książką”. Ten postanowił przedstawić młodego studenta swojej rodzinie i pewnego razu zaprosił go na kolację. Żona wykładowcy cierpiała na zaburzenia psychiczne, podobnie jak część rodziny matki Warrena. Można się domyślać, że był to kolejny powód do wspólnych rozmów. Warren wyróżniał się na tle innych studentów. Był na zajęciach aktywny, odpowiadał na różnorakie pytania, a przede wszystkim nie wstydził się, że palnie jakieś głupstwo. Jego przewaga nad innymi polegała na tym, że większość kolegów z tego samego roku nie lubiła zajęć poświęconych inwestowaniu. Jego rówieśnicy pracowali później głównie w korporacjach i często z biegiem czasu obejmowali w nich niezłe stanowiska. Bob Dunn – znajomy Warrena – był właśnie jedną z takich osób. Buffett wspomina go jako akademicką gwiazdę. To właśnie dzięki niemu Warren poznał Freda Stanbacka, z którym się zaprzyjaźnił. Mieli wiele wspólnych tematów. Dyskutowali o różnych firmach, m.in. o Tyre Rubber Company, oraz Sargent & Co. Marshall-Wells.. Po rozmowach na temat spółek udało się nawet namówić go do kupna pierwszych swoich akcji. Po pewnym czasie udali się na walne zgromadzenie tej drugiej spółki, które odbywało się w Jersey City. Młodzi właściciele firmy, byli święcie przekonani o tym, że będą traktowani w sposób szczególny. Na te spotkanie przybyło bardzo mało akcjonariuszy. Jednym z nich był 34-letni Walter Schloss – pracownik Graham Newman Corporation, czyli firmy inwestycyjnej Grahama. Pracował tam za 50 dolarów tygodniowo. Jak zauważa Alice Schroeder : “Gdy Schloss powiedział, że pracuje w Graham-Newman, Warren poczuł się jak na zjeździe rodzinnym. (…) Uważał Schlossa za człowieka podążającego za głosem serca, wierzącego, że bogactwo jest trudne do zgromadzenia i łatwe do stracenia”.

Schloss w imieniu firmy zaczął zadawać trudniejsze pytania właścicielom spółki, lecz został potraktowany w niemiły sposób. Nie sposób przeoczyć faktu, że organizatorzy walnego zgromadzenia woleliby, aby nikt się na nim nie pojawił. Warto wrócić do tego, skąd pojawiło się zainteresowanie spółką Marshall-Wells. Graham wspomniał o niej w książce pt. “Security Analysis” . To była główna przesłanka do tego, by wziąć pod lupę właśnie tę firmę. W ten sposób zaczęły się kształtować relacje Warrena z otoczeniem Grahama. Wcześniej nie miał okazji nawiązać z nim kontaktu, a teraz udało się porozmawiać na temat tej spółki ze Schlossem, czyli wysłannikiem firmy inwestycyjnej Grahama. Sieć Marshall-Wells obejmuje sklepy towarowe, głównie z materiałami budowlanymi. Akcje tej firmy kosztowały 200 dolarów za sztukę, a roczny zysk przypadający na jedną akcję wynosił prawie 62 dolary. Wartość wskaźnika cena/zysk była zatem bliska trzech (200 podzielone na 62). Choć obecnie trudno w to uwierzyć, to w tamtych czasach firma z wskaźnikiem cena/zysk na takim poziomie nie była niczym nadzwyczajnym. Po raz kolejny widać, że Warren Buffett nie bez powodu uważał, że urodził się w dobrym miejscu i w dobrym czasie. Trudno sobie wyobrazić lepszy moment na rozpoczęcie kariery jako inwestor. Znacznie mniej szczęścia miał Benjamin Graham, który stracił niemal wszystko podczas Wielkiego Kryzysu. W latach 20. XX wieku amerykańskie akcje były tak samo drogie jak w 2007 i 2018 roku.

W tym czasie Warren sprzedał po pięciu latach farmę. Cena sprzedaży była dwa razy większa niż cena zakupu. Z reinwestowaniem tych pieniędzy nie miał oczywiście problemu. Warren, idąc za ciosem, szukał kolejnych spółek. Czytając zestawienia Moody’s Manual, dowiedział się, że Graham był prezesem zarządu Government Employees Insurance Company, czyli GEICO. Graham Newman posiadało w niej wtedy 55% akcji. Zostały one później podzielone pomiędzy udziałowców firmy Graham-Newman. Geico czyli obecny gigant ubezpieczeniowy był wtedy średniej wielkości firmą zajmująca się ubezpieczeniami dla urzędników.

Pewnego razu dociekliwy Buffett udał się do siedziby GEICO. Drzwi otworzył mu ochroniarz. Warren był tak przekonujący, że udało mu się spotkać z szefem działu finansowego, Lorimerem Davidsonem. Pracownik firmy ubezpieczeniowej był pewny, że rozmawia z uczniem Grahama, a ich spotkanie nie potrwa dłużej niż pięć minut. Krótko mówiąc, liczył na to, że szybko się go pozbędzie. Przedstawiając się, Warren powiedział, że przeczytał książkę autorstwa Benjamina Grahama, która bardzo mu się spodobała. Wyjaśnił też, że niedawno dowiedział się o tym, że Graham jest prezesem GEICO, po czym stwierdził, że chciałby dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego przedsiębiorstwa.

W odpowiedzi na ciekawość chłopaka Davidson opowiedział, jak funkcjonują ubezpieczenia samochodowe. Po dwunastu minutach zauważył, że rozmawia z nietypowym młodzieńcem, który zadawał pytania podobne do ekspertów z branży ubezpieczeniowej. Davidson podejrzewał, że rozmawia z osobą, która posiada ogromną wiedzę teoretyczną na ten temat, ale również wielkie doświadczenie. Warren zaciekawił pracownika firmy GEICO do tego stopnia, że szef działu finansowego sam zaczął zadawać pytania Buffettowi. Dzięki temu dowiedział się m.in., że chłopak był przedsiębiorcą w wieku 16 lat, a w wieku 14 lat złożył pierwsze zeznanie podatkowe oraz że prowadził kilka małych interesów. Okazało się, że panowie byli do siebie podobni. Sam Davidson już w wieku 12 lat miał pomysł na to, co chce robić w życiu. Ich spotkanie Davidson wspomina w taki sposób:

Po po upływie dziesięciu-dwunastu minut zdałem sobie sprawę, że rozmawiam z bardzo niezwykłym młodym mężczyzną. Pytania, które mi zadawał, były pytaniami zadawanymi przez doświadczonego analityka rynku ubezpieczeniowego. (…) Był młody i wyglądał młodo. Opisał siebie jako studenta, ale mówił jak człowiek, który wiele przeżył i wiedział dużo. Kiedy zmieniłem zdanie o Warrenie, zacząłem zadawać mu pytania. I dowiedziałem się, że odniósł sukces jako biznesmen w wieku szesnastu lat, że zaczął rozliczać swój podatek dochodowy w wieku czternastu lat i każdego roku, że miał wiele małych firm.

Warren postanowił kupić akcje firmy GEICO, uznając, że jej model biznesowy jest świetny. Więcej informacji na temat historii GEICO można znaleźć w naszej pracy poświęconej technikom skutecznego inwestowania pt. “Warren Buffett i Philip Fisher. Selekcjonuj jak mistrzowie”. Warren uznał, że ówczesny wskaźnik cena/zysk wynoszący ok. 8 jest atrakcyjny i zakupił akcje GEICO. W XXI wieku uznalibyśmy zapewne, że jest niewielki mnożnik, więc wycena jest okazyjna, ale według filozofii Grahama były wtedy one zbyt drogie. Można zauważyć tu pewne odstępstwa od teorii mentora Buffetta. Była to świetna spółka za przeciętną cenę, a nie przeciętna firma kupiona okazyjnie, czyli nie tylko poniżej wartości księgowej, ale wręcz poniżej wartości likwidacyjnej. Ten ostatni wskaźnik brał pod uwagę Graham, który cały czas obawiał się powtórki Wielkiego Kryzysu z lat 1929-1933, podczas którego mało co sam nie zbankrutował. Graham obliczał zatem, ile pieniędzy można uzyskać po wyprzedaży aktywów firmy i spłacie wszystkich jej zobowiązań oraz starał się kupować akcje tych spółek, których wycena była niższa, niż obliczona w ten sposób kwota. Kupując akcje GEICO po cenie znacznie wyższej od wartości likwidacyjnej, Warren nie traktował jako bazowego czarnego scenariusza, w których firma zbankrutuje i pojawi się potrzeba sprzedaży jej aktywów. Znacznie bardziej interesowały go dobre perspektywy tej firmy, czyli to, jakie przepływy gotówkowe będzie generować, rozwijając swój biznes.

Eksperci słysząc o decyzjach Warrena, mówili mu, że jest szalony. Uważali, że GEICO nie wytrzyma presji ze strony dużych firm, które dominowały wtedy na rynku. Udział tej spółki w rynku ubezpieczeń wynosił zaledwie 1%. Rynek był zdominowany głównie przez firmy, które miały tysiące handlowców. Tymczasem firma, którą Warren wziął pod lupę, kontaktowała się z klientami telefonicznie. Większość ofert kierowali do urzędników, ponieważ mieli oni najniższą szkodowość. Warren nie mógł uwierzyć, że eksperci krytykują jego poglądy na temat tej spółki. Dla niego było to oczywiste, że to właśnie GEICO osiągnie w przyszłości sukces. Nie mógł uwierzyć, że eksperci nie są w stanie dostrzec tego faktu.

Autorzy: Łukasz Tomys, Michał Włodarski, Justyna Jaciuk

Historia Buffetta może okazać się inspirująca nawet dla tych osób, którym nigdy wcześniej nawet przez myśl nie przeszło założenie własnej firmy. Zakup biografię inwestora naszego autorstwa w Audiotece lub w Empiku. W abonamencie Empik GO biografia Warrena Buffetta jest dostępna za darmo.