Gdy przyglądam się wydarzeniom z dotychczasowego życia, zdaję sobie sprawę z subtelności wpływów, które kształtują nasze przeznaczenie. Może to zilustrować incydent z mojej młodości. Pewnego zimowego dnia udało mi się wspiąć na stromą górę w towarzystwie innych chłopców. Warstwa śniegu była dość gruba, a ciepły południowy wiatr sprzyjał naszej rozrywce. Bawiliśmy się, rzucając kulami, które toczyły się na określoną odległość i zbierały mniej lub więcej śniegu.

W czasie walki o zwycięstwo w tym ekscytującym sporcie – chcieliśmy bowiem, żeby nasze kule śnieżne były jak największe – nagle okazało się, że wielkość jednej z kul przekroczyła nasze wyobrażenia, urosła ona do ogromnych rozmiarów, aż stała się wielka jak budynek i pogrążyła się w dolinie leżącej poniżej z siłą, która wywołała drżenie ziemi. Patrzyłem na to wszystko oczarowany, choć nie rozumiałem, co się stało. Przez następnie tygodnie miałem przed oczami obraz lawiny i zastanawiałem się, jak coś tak małego może przybrać tak ogromne rozmiary. Od tego czasu fascynowało mnie powiększanie słabych oddziaływań, a kiedy po latach podjąłem eksperymentalne badania rezonansu mechanicznego i elektrycznego, od samego początku traktowałem je priorytetowo. Być może, gdyby nie to wczesne i niepokojące doświadczenie, nie kontynuowałbym badań nad małą iskrą, uzyskaną za pomocą cewki, i nigdy nie opracowałbym mojego najlepszego wynalazku, którego prawdziwą historię opowiem tutaj po raz pierwszy.


Często byłem pytany przez „łowców sensacji”, które z moich odkryć cenię najbardziej. To zależy od punktu widzenia. Pewna niewielka grupka ludzi techniki, bardzo uzdolnionych w swoich wąskich dziedzinach lecz zarazem pedantycznych i krótkowzrocznych twierdziła, że oprócz silnika indukcyjnego, ofiarowałem światu niewiele urządzeń, które miały zastosowanie praktyczne. Nie mieli racji.

Nie należy oceniać nowego pomysłu na podstawie jego bezpośrednich rezultatów. Mój system transmisji prądu przemiennego pojawił się jako od dawna poszukiwana odpowiedź na pilne problemy świata przemysłu, więc chociaż także w tym przypadku należało pokonać wiele trudności i pogodzić sprzeczne interesy, to wprowadzenie innowacji na rynek nie mogło się zbytnio opóźnić. Porównajmy jednak tę sytuację z tą, w której znalazła się moja turbina. Według zasad logiki tak prosty i piękny wynalazek, posiadający wiele cech silnika idealnego, powinien zostać natychmiast zaakceptowany i niewątpliwie tak by się stało gdyby nie fakt, że efekt obracającego się pola nie służył tylko samej, bezużytecznej maszynerii. Wręcz przeciwnie, wnosił zupełnie nową jakość.


System transmisji prądu przemiennego nadawał się zarówno do nowego przedsiębiorstwa, jak i do ulepszenia starego. Moja turbina to postęp w zupełnie innej postaci. Jest to radykalne odstępstwo w tym sensie, że jego sukces oznaczałby porzucenie przestarzałych rodzajów napędów podstawowych, na które wydano miliardy dolarów. W takich okolicznościach postęp musi być powolny i być może największe trudności napotykamy w postaci szkodliwych opinii powstałych w umysłach ekspertów zorganizowanej opozycji, która obawia się radykalnych zmian.
Pewnego dnia spotkało mnie przygnębiające doświadczenie, kiedy umówiłem się z moim przyjacielem i byłym asystentem, Charlesem F. Scottem, obecnie profesorem inżynierii elektrycznej w Yale. Dawno go nie widziałem i cieszyłem się, że mamy okazję porozmawiać w moim biurze. Nasza rozmowa naturalnie dotyczyła mojej turbiny i ożywiłem się w dużym stopniu.


– Scott! – wykrzyknąłem oczarowany wizją chwalebnej przyszłości. – Moja turbina sprawi, że wszystkie silniki cieplne na świecie trafią na złomowisko.
Scott pogładził brodę i odwrócił wzrok w zamyśleniu, jakby szybko liczył w pamięci.
– To powstanie niezła kupka złomu – rzekł i wyszedł bez słowa!


Te i inne moje wynalazki były krokami naprzód w określonym kierunku. Rozwijając je, zwyczajnie podążałem za wrodzonym zmysłem, aby ulepszyć obecne urządzenia bez szczególnego zastanowienia się nad o wiele bardziej naglącymi potrzebami. „Nadajnik powiększający” stanowił efekt prac trwających przez lata, które miały na celu przede wszystkim rozwiązanie problemów nieskończenie ważniejszych dla ludzkości niż zwykły rozwój przemysłowy.


O ile dobrze pamiętam, to w listopadzie 1890 roku przeprowadziłem eksperyment laboratoryjny, który był jednym z najbardziej niezwykłych i spektakularnych odnotowanych kiedykolwiek w annałach nauki.

Badając zachowanie prądów o wysokiej częstotliwości, przekonałem się, że w pomieszczeniu można wytworzyć pole elektryczne o wystarczającej intensywności, aby zapalić bezelektrodowe lampy próżniowe. Uwzględniając okoliczności, zbudowałem transformator, aby wykonać test. Pierwsza próba zakończyła się wspaniałym sukcesem. Trudno było wówczas ocenić, jak doniosłe znaczenie miały te dziwne zjawiska. Choć łakniemy nowych wrażeń, to szybko stajemy się wobec nich obojętni. Cuda dnia wczorajszego są dziś zaledwie powszechnym zjawiskiem. Kiedy moje lampy po raz pierwszy ujrzały światło dzienne, oglądano je z trudnym do opisania zdumieniem. Ze wszystkich stron świata otrzymywałem pilne zaproszenia, zaoferowano mi wiele wyróżnień oraz innych pochlebnych propozycji, które odrzuciłem.


Jednak w 1892 roku nie mogłem już dłużej ignorować zaproszeń i pojechałem do Londynu, gdzie wygłosiłem wykład przed Instytutem Inżynierów Elektryków i Elektroników. Planowałem natychmiast wyjechać do Paryża w związku z podobnym zobowiązaniem, jednak sir James Dewar nalegał, abym pojawił się przed Królewskim Instytutem. Choć zdawało mi się, że moja silna wola nie ma granic, to jednak z łatwością uległem mocnym argumentom wielkiego Szkota. Popchnął mnie na krzesło i nalał pół szklanki cudownego brązowego płynu, który lśnił we wszystkich opalizujących kolorach i smakował jak nektar.


– Cóż – powiedział – siedzisz właśnie na krześle Faradaya i w dodatku delektujesz się whisky, którą on pił.


Było to godne pozazdroszczenia doświadczenie w obydwu aspektach. Uległem więc i następnego wieczoru wystąpiłem przed tą instytucją dając pokaz, po którym lord Rayleigh zwrócił się do publiczności, a jego życzliwe słowa wlały w moje serce mnóstwo motywacji i zapału do dalszej pracy. Mimo to wkrótce wyjechałem z Londynu, a później i z Paryża, aby uciec od łask, którymi mnie obsypano. Wróciłem do mojego domu, gdzie spotkały mnie najbardziej bolesne przeżycia i choroby. Po po powrocie do zdrowia, zacząłem snuć plany wznowienia pracy w Ameryce. Aż do tamtego momentu nigdy nie zdawałem sobie sprawy, że mam szczególny dar odkrywania, jednak lord Rayleigh, którego zawsze uważałem za wzór człowieka nauki, tak właśnie stwierdził. Jeśli tak rzeczywiście było, to czułem, że powinienem skoncentrować się na jakimś wielkim pomyśle.


Pewnego dnia, gdy wędrowałem po górach, szukałem schronienia przed nadchodzącą burzą. Niebo zasłoniły ciemne chmury, jednak nie wiedzieć czemu deszcz się opóźniał, aż pojawiła się błyskawica i – kilka chwil później – runęła ulewa. Obserwacja ta skłoniła mnie do rozmyślań. Było dla mnie oczywiste, że oba zjawiska są ściśle powiązane jako przyczyna i skutek. Po chwili przemyśleń doszedłem do wniosku, że energia elektryczna w pewnym, niewielkim stopniu wpłynęła na opady, błyskawica pełniła bowiem funkcję wrażliwego spustu. Odkrycie to stwarzało szansę postępu cywilizacyjnego. Gdybyśmy umieli wytwarzać efekty elektryczne o określonych cechach, można byłoby doprowadzić do zmiany panujących na ziemi warunków życia. Słońce podnosi poziom wody w oceanach (ogrzewając ją), a wiatry kierują ją do odległych regionów, gdzie (po schłodzeniu) opada ona delikatnie. Jeżeli posiedlibyśmy zdolność jej przenoszenia w dowolnym czasie i w dowolne miejsce, ów potężny, dający życie strumień kierowalibyśmy zgodnie z naszą wolą.


Bylibyśmy w stanie nawadniać suche pustynie, tworzyć jeziora i rzeki oraz dostarczać siłę napędową w nieograniczonych ilościach. Byłby to najskuteczniejszy sposób wykorzystania energii słonecznej w służbie człowiekowi. Jej użytkowanie musiałoby opierać się jednak na zasadach rządzącymi naturą. Choć przedsięwzięcie wydawało się niewykonalne, to jednak postanowiłem spróbować i natychmiast po powrocie do Stanów Zjednoczonych – latem 1892 roku – rozpocząłem prace, które uważałem za wielce obiecujące, ponieważ podobne materiały były niezbędne do bezprzewodowej transmisji energii,


Pierwszy zadowalający wynik uzyskałem wiosną następnego roku, kiedy osiągnąłem napięcie bliskie jednego miliona woltów za pomocą mojej stożkowej cewki. Wprawdzie w świetle dzisiejszych możliwości to niewiele, ale wtedy uznano to za nie lada wyczyn. Badania postępowały do przodu, aż do strawienia mojego laboratorium przez pożar w 1895 roku, co opisano w artykule autorstwa T.C. Martina, który ukazał się w kwietniowym numerze „Century Magazine”. Klęska ta odbiła się na mnie na wiele sposobów i większość tamtego roku poświęciłem na zaplanowanie odbudowy. Jednak, gdy tylko pozwoliły na to okoliczności, powróciłem do zadania.


Choć zdawałem sobie sprawę, że wyższą siłę elektromotoryczną można uzyskać za pomocą urządzenia o większych wymiarach, instynkt podpowiadał mi, że cel ten można osiągnąć poprzez właściwe zaprojektowanie stosunkowo małego przenośnego transformatora. Przeprowadzając testy z cewką znowu wykorzystałem formę płaskiej spirali, jak zostało to przedstawione na ilustracjach moich patentów. Zaskoczył mnie brak wyładowań. Wkrótce odkryłem, że jest to spowodowane położeniem zwojów i ich wzajemnym oddziaływaniem. Uwzględniwszy tę obserwację, skorzystałem z przewodnika o wysokim napięciu ze zwojami o większej średnicy, które były oddzielone od siebie w taki sposób, że utrzymywały przepustowość, a zarazem zapobiegały nadmiernemu gromadzeniu się ładunku w jednym punkcie. Zastosowanie tej zasady pozwoliło mi wytworzyć napięcie rzędu 4 000 000 woltów, co stanowiło wartość graniczną możliwą do uzyskania w moim nowym laboratorium na Houston Street, gdyż wyładowania osiągały długość 16 stóp (niemal 5 metrów). Zdjęcie tego nadajnika zostało opublikowane w czasopiśmie „Electrical Review” w listopadzie 1898 r.


Aby poczynić dalsze postępy musiałem wyjść z ukrycia. Wiosną 1899 roku, po zakończeniu przygotowań do budowy bezprzewodowej elektrowni, udałem się do Kolorado, gdzie mieszkałem przez ponad rok. Tutaj wprowadziłem kolejne ulepszenia i udoskonalenia, które umożliwiały generowanie prądu o dowolnym pożądanym napięciu. Dokładniejsze informacje na temat eksperymentów, które tam przeprowadziłem, można znaleźć w moim artykule „Problem zwiększania energii ludzkiej”, który ukazał się w „Century Magazine” w czerwcu 1900 roku i o którym wspominałem wcześniej.


Zostałem poproszony przez „Electrical Experimenter” o opisanie swoich badań, tak aby moi młodzi przyjaciele będący czytelnikami tego magazynu zrozumieli budowę i działanie mojego „nadajnika powiększającego” oraz cele jego powstania. Zatem po pierwsze jest to transformator rezonansowy z uzwojeniem wtórnym, w którym cząstki naładowane do wysokiego potencjału są rozmieszczone wzdłuż powierzchni znajdujących się dookoła i mających bardzo duże promienie krzywizny. Ponadto ładunki elektryczne pozostają we właściwej odległości od siebie, zapewniając w ten sposób małą gęstość prądu, czyli stosunek natężenia do powierzchni, tak że nie pojawia się przebicie, nawet jeśli przewód jest nieosłonięty. Transformator będzie spełniać swoją funkcję przy dowolnej częstotliwości, od kilku do wielu tysięcy cykli na sekundę i można go stosować do wytwarzania prądu o ogromnym natężeniu i umiarkowanym napięciu lub o mniejszym natężeniu i ogromnej sile elektromotorycznej. Maksymalne napięcie elektryczne zależy jedynie od krzywizny powierzchni, na której znajdują się naładowane cząstki, oraz samej powierzchni.


Wnioskując na podstawie przeprowadzonego przeze mnie doświadczenia, osiągnięcie wartości tak wielkiej jak 100 milionów woltów jest możliwe do zrealizowania. Należy mieć jednak na uwadze, że prąd o natężeniu wielu tysięcy amperów można uzyskać za pomocą anteny. Do takich osiągów potrzeba jedynie niewielkiej elektrowni. Teoretycznie hala o średnicy mniejszej niż 90 stóp (27 metrów) wystarczy do wytworzenia siły elektromotorycznej o tej wielkości, podczas gdy dla prądu uzyskanego dzięki antenie o natężeniu od 2000 do 4000 amperów przy zwykłych częstotliwościach średnica hali elektrowni może być mniejsza niż 30 stóp (9 metrów).


Precyzując, bezprzewodowy nadajnik to taki, w którym promieniowanie fal Hertza jest całkowicie pomijalną wielkością w porównaniu z łączną jego energią, w których to warunkach współczynnik oporu osiąga wyjątkowo niskie poziomy, a ogromny ładunek zostaje przeniesiony z dużą wydajnością. Taki obwód może być następnie pobudzany dowolnymi impulsami, nawet o niskiej częstotliwości, i będzie wytwarzał sinusoidalne i ciągłe oscylacje, identyczne jak w alternatorze.


Uściślając, jest to transformator rezonansowy, który oprócz tych cech ma dokładnie takie proporcje, by pasować do kuli ziemskiej, a dzięki swoim właściwościom elektrycznym staje się bardzo wydajny i skuteczny w bezprzewodowej transmisji energii. Dystans nie stanowi wówczas żadnego problemu, nie wpływa on na zmniejszenie intensywności przekazywanych impulsów. Możliwe jest nawet zwiększanie oddziaływania wraz z odległością od elektrowni zgodnie z prawami matematycznymi.


Wynalazek ten był jednym z wielu elementów mojego „światowego systemu” transmisji bezprzewodowej, do komercjalizacji którego przystąpiłem po powrocie do Nowego Jorku w 1900 roku.

Biorąc pod uwagę bezpośrednie cele mojego przedsiębiorstwa, zostały one wyraźnie przedstawione w oświadczeniu technicznym z tamtego okresu, gdzie cytuję, „»światowy system« jest wynikiem połączenia kilku oryginalnych odkryć dokonanych przez wynalazcę w trakcie długich, ciągłych badań i eksperymentów. System ten umożliwia nie tylko natychmiastową i precyzyjną bezprzewodową transmisję wszelkiego rodzaju sygnałów, wiadomości lub znaków do każdej części świata, lecz także wzajemne połączenie istniejących stacji telegraficznych, telefonicznych i innych bez żadnych zmian w ich obecnym wyposażeniu. W ten sposób, na przykład, abonent może zadzwonić i porozmawiać z dowolnym innym abonentem na świecie. Niedrogi odbiornik, nie większy od zegarka, pozwoli mu słuchać w dowolnym miejscu, na lądzie lub morzu, przemówienia lub muzyki granej w innym miejscu, choćby leżącym na drugim końcu świata”.


Cytaty te przytoczyłem jedynie po to, aby pokazać możliwości tego wielkiego odkrycia, które eliminuje problem odległości i sprawia, że ten doskonały naturalny przewodnik, jakim jest Ziemia, staje się dostępny dla wszystkich niezliczonych celów, do których obecnie stosujemy przewody elektryczne. Jednym z daleko idących rezultatów jest to, że każde urządzenie, które obecnie jest zasilane przez jeden lub więcej drutów, można z łatwością zasilać bez sztucznych przewodników. W dodatku nie ma ograniczeń przestrzennych innych niż te narzucone przez fizyczne wymiary globu. Dzięki temu ta idealna metoda transmisji otworzy nie tylko zupełnie nowe obszary jej wykorzystania do celów handlowych, ale także znacznie rozszerzy dotychczasowe zastosowania. „Światowy system” opiera się na wykorzystaniu następujących ważnych wynalazków i odkryć :

  1.  „Transformator Tesli”. Aparat ten wytwarza wibracje elektryczne i jest równie rewolucyjny jak proch strzelniczy. Z pomocą tego rodzaju instrumentu wynalazca stworzył prąd wielokrotnie silniejszy niż generowany w zwykły sposób. Dzięki niemu wynalazca zdolny jest wytwarzać iskry o długości ponad 100 stóp (30 metrów).
  2. „Nadajnik powiększający”. Najlepszy wynalazek Tesli, szczególny rodzaj transformatora, który został specjalnie przystosowany do pobudzania Ziemi, która w transmisji energii elektrycznej pełni podobną funkcję co teleskop w astronomii. Za pomocą tego cudownego urządzenia można wzbudzić ruchy elektryczne o natężeniu większym niż pioruny i wygenerować prąd wystarczający do zapalenia ponad dwustu lamp żarowym na całym świecie.
  3. „Bezprzewodowy system Tesli”. System ten zawiera wiele ulepszeń i jest jedynym znanym środkiem do opłacalnego ekonomicznie przesyłu energii elektrycznej na odległość bez przewodów. Staranne testy i pomiary w połączeniu z eksperymentalną stacją o wielkiej aktywności, wzniesioną przez wynalazcę w Kolorado, wykazały, że w razie potrzeby energię można bez przeszkód przenosić w dowolnej pożądanej ilości do każdego miejsca na świecie, ze stratą nieprzekraczającą kilku procent.
  4. „Sztuka indywidualizacji”. Ten wynalazek Tesli można porównać z tym, czym dla pierwotnych ludzi była możliwość niewerbalnego przekazywania tego, czego nie mogli wyrazić słowami. Pozwala na transmisję zindywidualizowanych sygnałów lub wiadomości absolutnie niemożliwych dla rozszyfrowania. Każdy sygnał jest jak osoba o niepowtarzalnej tożsamości i praktycznie nie istnieje ograniczenie co do liczby stacji lub instrumentów, które można jednocześnie obsługiwać bez najmniejszych wzajemnych zakłóceń.
  5. „Naziemne fale stacjonarne”. Cudowne odkrycie, które w uproszczeniu, polega na tym, że Ziemia reaguje na wibracje elektryczne o określonym tonie, podobnie jak kamerton na konkretne fale dźwięku. Te szczególne wibracje elektryczne, nadają się do niezliczonych zastosowań o dużym znaczeniu komercyjnym, są także istotne pod wieloma innymi względami.

Pierwsza elektrownia „Światowy System” może zostać uruchomiona za 9 miesięcy. Dzięki niej możliwe będzie pozyskiwanie energii elektrycznej do obsługi aktywności o mocy dziesięciu milionów koni mechanicznych. Ma ona służyć tak wielu celom technicznym, jak to możliwe bez ponoszenia kosztów. Wśród priorytetów jej działania należy wymienić:


  1. Wzajemne połączenie istniejących central telegraficznych lub biur na całym świecie;
  2. Utworzenie tajnej i bezpiecznej rządowej sieci telegraficznej;
  3. Wzajemne połączenie wszystkich central telefonicznych lub biur na całym świecie;
  4. Uniwersalna dystrybucja wiadomości prasowych, za pośrednictwem telegrafu lub telefonu;
  5. Ustanowienie „światowego systemu”, który będzie wykorzystany na wewnętrzny użytek agencji wywiadowczych;
  6. Wzajemne sprzężenie wszystkich notowań giełdowych na świecie;
  7. Ustanowienie „światowego systemu” dystrybucji muzycznej itp..;
  8. Uniwersalna rejestracja czasu, dzięki której tanie zegary będą mogły wskazać godzinę z astronomiczną precyzją nie wymagając przy tym żadnej uwagi;
  9. Światowa transmisja pisanych na maszynie lub odręcznie znaków, listów, czeków itp.;
  10. Ustanowienie uniwersalnej usługi morskiej umożliwiającej nawigatorom wszystkich statków idealną nawigację bez kompasu, określenie dokładnej lokalizacji, godziny i prędkości, aby zapobiec kolizjom i katastrofom itp.;
  11. Inauguracja światowego systemu drukowania obrazów na podstawie sygnału (uwaga od polskiego wydawcy: być może Tesli chodziło o urządzenie działające jak Faks, odważniejsze interpretacje sugerują nawet, że mógł mieć na myśli druk 3D);
  12. Światowa reprodukcja zdjęć fotograficznych oraz wszelkiego rodzaju rysunków lub zapisów.

Zaproponowałem także przeprowadzenie demonstracji bezprzewodowej transmisji energii na małą skalę, która pomogłaby mi przekonać innych do mojego pomysłu. Poza tym wspomniałem o pozostałych i nieporównanie ważniejszych zastosowaniach moich odkryć, które zostaną ujawnione w przyszłości.


Na Long Island zbudowano zakład z wieżą o wysokości 187 stóp (57 metrów), wyposażoną w sferyczny terminal o średnicy około 68 stóp (20 metrów). Wymiary te były odpowiednie do przesyłania praktycznie dowolnej ilości energii. Początkowo pracowaliśmy z mocą od 200 do 300 kW, ale w późniejszym czasie zamierzałem wykorzystać kilka tysięcy koni mechanicznych. Nadajnik miał emitować zespół fal o szczególnych cechach. Opracowałem unikatową metodę telefonicznej kontroli dowolnej ilości energii.


Wieża została zniszczona 2 lata temu, ale moje projekty znajdują się w fazie rozwoju i powstanie kolejna wieża, która zostanie ulepszona pod kątem niektórych funkcji. Przy tej okazji chciałbym zaprzeczyć głośnym pogłoskom mówiącym, że jej struktura została zburzona na polecenie rządu z uwagi na zagrożenie wojenne, co mogłoby wzbudzić podejrzenia w umysłach ludzi, którzy nie wiedzą, że dokumenty, na podstawie których 30 lat temu przyznano mi obywatelstwo amerykańskie, przechowuję w sejfie natomiast moje ordery, dyplomy, stopnie naukowe, złote medale oraz inne wyróżnienia leżą na dnie starych kufrów. Jeżeli te pogłoski miałyby jakiekolwiek podstawy, powinienem był otrzymać od rządu rekompensatę za koszty, które poniosłem przy budowie wieży. Przeciwnie, w interesie rządu leżało zachowanie konstrukcji, zwłaszcza że umożliwiłoby to – przytaczając zaledwie jeden z cennych rezultatów – dopłynięcie okrętu podwodnego do dowolnej części świata. Zarządzana przeze mnie elektrownia, usługi i wszystkie ulepszenia były zawsze do dyspozycji urzędników i od chwili wybuchu europejskiego konfliktu, pracowałem w pocie czoła nad kilkoma wynalazkami związanymi z nawigacją lotniczą, napędem statków i transmisją bezprzewodową o znaczeniu strategicznym dla kraju. Osoby dobrze poinformowane wiedzą, że moje pomysły zrewolucjonizowały przemysł Stanów Zjednoczonych i nie poznałem innego wynalazcy, który w takim stopniu udostępniłby swoje innowacje na potrzeby militarne ojczyzny. Powstrzymałem się też od publicznego komentarza, ponieważ rozwiązywanie problemów osobistych w chwili gdy cały świat pogrąża się w coraz większym konflikcie, wydawało mi się niewłaściwe.


Dodam jeszcze, biorąc pod uwagę różne plotki, które do mnie dotarły, że finansista J.P. Morgan interesował się moją osobą nie ze względów biznesowych, lecz dlatego, że chętnie pomagał pionierom i wielu z nich otrzymało od niego wsparcie. Spełnił on swoją szczodrą obietnicę co do joty i byłoby bardzo niewłaściwe, gdybym oczekiwał od niego czegokolwiek więcej. Podchodził z najwyższym szacunkiem do moich osiągnięć i dał mi wszelkie dowody swojej wiary w moją zdolność do realizacji założonych celów. Nie chcę dawać niektórym małostkowym i zazdrosnym osobom satysfakcji z udaremnienia moich wysiłków. Ludzie ci są dla mnie niczym więcej niż drobnoustrojami paskudnej choroby. Mój projekt opóźnił się przez prawa natury. Świat nie był jeszcze na niego gotowy, gdyż był zbyt nowoczesny. Ale patrząc w przyszłość, te same prawa spowodują, iż moja wizja odniesie triumfalny sukces.

Jeśli chcesz poznać dalsze losy serbskiego wizjonera to zakup biografię powstałą w całości na bazie jego tekstów. Biografia ta jest dostępna w Storytel, Audiotece lub w Empiku. W abonamencie Empik GO biografia Nikola Tesli jest dostępna za darmo.