Oprócz inwestowania Warren pragnął podjąć dodatkową pracę. Poprosił więc ojca o posadę w jego firmie. Howard mimo że czuł dumę, to zarazem była to dla niego dość dziwna sytuacja. Wszak Warren był już wtedy od dawna samodzielnym przedsiębiorcą, z bagażem doświadczeń zawodowych, których nie powstydziłaby się większość obrotnych 30-latków. Zdecydował się przyjąć syna do firmy Buffett-Falk. Zanim jednak to nastąpiło wysłał Warrena na rozmowę rekrutacyjną do największej firmy brokerskiej w Omaha – Kirkpatrick Pettis. Chciał wiedzieć, co oferują najlepsi w mieście.

Warren udał się więc na rozmowę, a podczas jej trwania mówił o tym, że pragnie poznać inteligentnych klientów. Stewart Kirkpatrick odparł wówczas, że nie należy się skupiać na tym, czy klientela jest mądra, ale czy jest bogata. Nie udało mu się znaleźć pracy w tej firmie, ponieważ wspomniał o tym, że marzy o tym by pracować u ojca.


Ostatecznie Warren zaczął więc pracę w Buffett-Falk. Na początku szukał klientów wśród znajomych. Sprzedawał ulubione akcje ciotce oraz swoim przyjaciołom z college’u, m.in. Chuck’owi Peterson’owi, który został agentem nieruchomości. Wspomina, że jego pierwszą klientką była ciocia Alice, której sprzedał 100 akcji firmy GEICO. W “Snowball” Warren opowiedział, jak wyglądały jego początki w Buffett-Falk: “Pierwszy telefon, jaki wykonałem był do cioci Alice. Sprzedałem jej sto udziałów GEICO. (…) A potem akcje nabyli Fred Stanback, Chuck Peterson i każdy, kogo mogłem nakłonić do kupna”.


Przede wszystkim jednak to on sam kupował akcje. Pewnego dnia wyznaczył sobie cel. Postanowił, że wejdzie w posiadanie jednego promila wszystkich akcji GEICO. Liczył na to, że w przyszłości osiągną one astronomiczna cenę więc nawet taka ich ilość wystarczy aby być bogatym. Podczas nieobecności ojca, prowadząc jego firmę, zarabiał głównie na prowizji ze sprzedaży papierów. Interes nie szedł jednak gładko. Warren docierał do pewnej „granicy”, która utrudniała mu dynamiczny rozwój. Ludzie nie darzyli Buffett-Falk zaufaniem. Wielu zamożnych mieszkańców Omaha – a więc potencjalnie najbardziej dochodowych klientów – nie ceniło Buffettów, a Warrena uważali za wnuka właściciela sklepiku spożywczego. Przez to miał on silnie ograniczone możliwości. Ponadto nie traktowano go poważnie ze względu na wiek. Ubiór Warrena nadal pozostawiał wiele do życzenia, a jego szybki sposób mówienia u wielu laików nie znających się na ekonomii i inwestowaniu wywoływał niepokój. Warrenowi ewidentnie brakowało empatii i nie był dobrym słuchaczem. Często nie dostrzegał, że zmieszany rozmówca nie nadąża za jego tokiem rozumowania. Kontakty z potencjalnymi klientami wiązały się też z innymi trudnościami. Gdy doradzał, by kupować akcje firmy GEICO, te same papiery były sprzedawane przez firmę Graham-Newman Corporation . Zainteresowani inwestycjami pytali wtedy, czy uważa się za mądrzejszego od Grahama, niekwestionowanego guru świata giełdy. Benjamin Graham cieszył się już wtedy ogromną popularnością w Stanach Zjednoczonych, a jego książkę pt. Inteligentny Inwestor kupiło milion Amerykanów. Jego sylwetkę i metody opisujemy dokładnie w naszym poradniku dla inwestorów pt. “Skuteczny inwestor. Benjamin Graham i Warren Buffett.”


Na tym nie koniec problemów Warrena. Niektórzy potencjalni klienci wykorzystywali Buffetta, pozyskując od niego typ inwestycyjny, z którym szli do swojego starego brokera. Buffett-Falk nie miał z tego tytułu nic, a zarabiał na tym makler, który pośredniczył w danej transakcji. Warrena irytowało to, że potencjalni klienci oszukiwali go w ten sposób. Jako osobie o wysokich standardach moralnych nie mieściło mu się w głowie jak można w ten sposób żerować na cudzej pracy.


Warren prowadził również zajęcia na uczelni. Można domyślać się, że robił to między innymi dlatego, że jego ideałem był Benjamin Graham, który również był wykładowcą. Buffett nie chciał być gorszy od swojego mentora, a przy okazji poprzez występy publiczne nabierał większej pewności siebie i wyzbywał się swojej fobii społecznej. Na owe kursy uczęszczali profesjonaliści, którzy zawodowo zajmowali się giełdą, ale również panie domu, lekarze, emeryci. Jego styl nauczania był podobny do Grahama. Warren również wyjaśniał zagadnienia na przykładzie “firmy A” i “firmy B” i używał kilku pedagogicznych sztuczek swojego mentora. Uczniów starał się oceniać uczciwie. Jego ciotka Alicja również wzięła udział w kursie i dał jej trójkę. Widać nie uznawał nepotyzmu. Zainteresowanie giełdą przypadkowych kursantów pokazywało, że ludzie są w euforii. Część osób, nie pamiętała już bessy z początku lat 30. Wynikało to faktu, że ludzie ci nie posiadali wówczas środków na inwestycje więc nie mieli czego stracić. Łączyła się z tym również prozaiczna kwestia wieku. Ludzie którzy w 1950 roku mieli 35 lat 21 lat wcześniej podczas Czarnego Czwartku 24 października 1929 roku byli 14 latkami. Nie mając za sobą traumatycznych doświadczeń stanowili oni zaplecze dla nowej hossy. Pragnęli zarobić pieniądze, widząc, że notowania papierów podążają na północ. Nie mając za sobą złych doświadczeń, nie obawiali się strat w przeciwieństwie do 45 czy 70 latków.


Pracując w Buffett-Falk, Warren kupił firmę tekstylną o nazwie Cleveland Worsted Mills czyli “Młyny wełny czesanej z Cleveland”. Posiadała ona aktywa obrotowe w wysokości 146 dolarów na akcję, a udziałami handlowano za mniej. Buffett uważał więc, że cena akcji nie odzwierciedla wartości „kilku dobrze wyposażonych” młynów. Warren napisał krótki raport dotyczący akcji tej firmy. Podobał mu się fakt, że spółka wypłaca duże kwoty akcjonariuszom. W raporcie tym można przeczytać, że: „ 8 dolarowa dywidenda, wobec aktualnej ceny akcji na poziomie 115 dolarów zapewnia dobrze zabezpieczony 7% zysk”.


Niestety Warren przeliczył się co do akcji tej firmy i już wkrótce zaczął ją nazywać Cleveland Worst Mills, czyli “najgorsze młyny Cleveland”. Problem w tym, że przedsiębiorstwo przestało wypłacać dywidendę. Rozwścieczyło to Warrena tak bardzo, że postanowił dowiedzieć się, co poszło nie tak. W tym celu pojechał nawet do Cleveland na coroczne spotkanie. Dotarł na nie 5 minut po czasie oficjalnego rozpoczęcia. Jak wspomina Warren :

Przewodniczący powiedział: Przepraszam, za późno. Ale potem ich agent sprzedaży, który był w radzie nadzorczej, zlitował się nade mną. Odciągnął mnie na bok i odpowiedział na kilka pytań.


Odpowiedzi jednak nic nie wniosły. Warren czuł się okropnie, ponieważ przekonał również inne osoby do kupienia akcji. Nie znosił namawiać innych do inwestycji, na których później tracili pieniądze. Nie mógł znieść myśli, że może kogoś rozczarować..


Buffett zaczął szukać sposobu, by stać się mniej zależnym od pracy, której zaczynał nienawidzić. Ponieważ zawsze cieszyło go prowadzenie własnego biznesu postanowił wraz z przyjacielem z Gwardii Narodowej, Jimem Schaeffer kupić stację benzynową Sinclair. Znajdowała się ona tuż obok innej stacji, należącej do koncernu Texaco. Stanowiła ona dla nich największą konkurencję. Warren razem ze szwagrem, Trumanem Woodem, osobiście pracowali na stacji w weekendy i choć nie znosił pracy fizycznej, to zakasywał rękawy i z uśmiechem mył szyby. Robił wszystko, aby tylko przyciągnąć do siebie klientów. Oni jednak woleli stację Texaco po drugiej stronie ulicy. Warren nauczył się wtedy czym jest lojalność klientów wobec marki. Po latach przyznał, że stacja benzynowa była najgłupszą rzeczą, jaką do tamtej pory zrobił. Jak zauważa:

Straciłem dwa tysiące dolarów i to było dla mnie wtedy dużo pieniędzy. Po raz pierwszy doznałem prawdziwych strat. To było bolesne.


Warrenowi wydawało się, że prawie wszystko, co robił w Omaha, wzmacniało jego poczucie młodości i braku doświadczenia. Nie był już przedwcześnie dojrzałym chłopcem, który zachowywał się jak mężczyzna, ale młodym mężczyzną, który wyglądał i czasami zachowywał się jak chłopiec.


W tym czasie czuł coraz więcej mdłości na myśl o naturze jego pracy w Buffett-Falk. Zauważył, że makler utrzymuje się z prowizji a nie porad. Odnosząc swój zawód do lekarza stwierdził, że zarabia na podstawie liczby tabletek, które sprzedaje. Dostaje więcej za niektóre pigułki niż za inne. Nie pójdziesz do lekarza, którego wynagrodzenie jest całkowicie zależne od tego ile pigułek kupisz. Jednak właśnie w taki sposób działa wg Warrena firma maklerska, utrzymująca się z prowizji od obrotu papierami wartościowymi. Mimo tych obaw Buffett stopniowo rozszerzał krąg osób, którym pomagał w inwestowaniu.


W 1952 roku przed Warrenem pojawiła się wielka szansa. Wiosną tego roku napisał artykuł o GEICO pod tytułem „Bezpieczeństwo, które lubię najbardziej”, który pojawił się w The financial and commercial chronicle . Był on nie tylko reklamą ulubionych akcji Warrena, ale także wyjaśnieniem jego pomysłów na inwestowanie. Swoim artykułem zwrócił na siebie uwagę Billa Rosenwalda, syna Juliusa Rosenwalda, filantropa i wieloletniego przewodniczącego Sears, Roebuck & Co. Młodszy Rosenwald prowadził American Securities, firmę zajmującą się zarządzaniem pieniędzmi. Po skontaktowaniu się z Benem Grahamem, który zarekomendował Warrena, Rosenwald zaoferował Buffettowi pracę. Warren wstępnie zaakceptował propozycję, mimo że oznaczało to powrót do Nowego Jorku. Jednak, przed podjęciem ostatecznej decyzji, musiał uzyskać zgodę Gwardii Narodowej, aby opuścić Omaha. Niestety, zgody takiej nie otrzymał. Wielka szansa przeszła Warrenowi koło nosa i utknął w Buffett-Falk, nadal będąc maklerem giełdowym.


Fakt, że pozostał w Omaha miał też swoje dobre strony. Główną zaletą było to, że mógł spędzać czas z narzeczoną. Susie zaczęła rozumieć, jaką krzywdę wyrządziły Warrenowi napady wściekłości Leili i starała się naprawić szkody. Wiedziała, że najważniejszą rzeczą, jakiej potrzebuje jej narzeczony, jest czuć się kochanym i akceptowanym. Kiedy Leila i Howard wrócili z Waszyngtonu na ślub Warrena, Susie zauważyła, że jej przyszły mąż unikał matki, tak bardzo jak to tylko możliwe. Kiedy zmuszony był do pozostania w jej towarzystwie, odwracał od niej twarz i zaciskał zęby.


Gdy zbliżała się data ślubu, 19 kwietnia 1952 r., ceremonia stanęła pod znakiem zapytania. Tydzień wcześniej rzeka Missouri zalała górny bieg rzeki Omaha. Przewidywano, że woda dotrze do miasta w weekend. Ponieważ Warren przynależał do Gwardii Narodowej, było całkiem prawdopodobne, że zostanie wezwany do służby, aby patrolować zalane dzielnice. Mało brakowało, a Warren zamiast stanąć na ślubnym kobiercu nosiłby worki z piaskiem. Jednak jego przełożony, generał Wood, zadzwonił do niego dwie godziny przed planowaną godziną ceremonii i kazał mu się dobrze bawić na ślubie.


Ceremonia miała odbyć się w gotyckim sanktuarium Dundee Presbyterian Church. Ślub syna kongresmena i córki doktora Thompsona stał się ważnym wydarzeniem w Omaha. W uroczystości wzięło udział kilkuset gości, w tym elita intelektualna Omaha. Być może rodzinna Buffetów, wcale nie miała tak niskiego statusu jak sugeruje to Warren? Jedno jest pewne, Howard miał spory krąg znajomych, którzy przybyli na uroczystość. W miesiąc miodowy młoda para udała się na trzytygodniową wycieczckę samochodami terenowymi. Jak wspomina Warren : „W noc poślubną zjadłem smażony stek z kurczaka w Wigwam Café w Wahoo w stanie Nebraska”. Stamtąd Warren i Susie przejechali trzydzieści mil do hotelu Cornhusker w Lincoln, by spędzić tam noc poślubną. Nowożeńcy rankiem wyruszyli w podróż po zachodnich i południowo-zachodnich Stanach Zjednoczonych. Warren nigdy wcześniej nie zwiedzał tej części kraju, natomiast Susie dobrze znała Zachodnie Wybrzeże. Buffett nie byłby sobą, gdyby w podróż poślubną nie zabrał stosu publikacji giełdowych do przeczytania. Łatwo sobie wyobrazić jak musiała się z tym czuć Susan. Mimo to odwiedzili jej rodzinę, udali się do Wielkiego Kanionu i świetnie się bawili, przynajmniej tak twierdzi Warren. W drodze powrotnej zatrzymali się na parę dni w Las Vegas.


Kilka miesięcy po ślubie, w lipcu 1952 roku Susie wraz z rodzicami i teściami wyjechała do Chicago na konwencję Republikanów. Thompsonowie i Buffetowie pod względem politycznym byli teraz jedną, zjednoczoną rodziną, a w roku wyborów udali się na krucjatę, aby odzyskać Biały Dom dla Republikanów po dwudziestu latach rządów Demokratów. Wybory rzeczywiście zwyciężyli republikanie, a w styczniu 1953 roku na 34. prezydenta Stanów Zjednoczonych zaprzysiężony został Dwight Eisenhower. Warren nie udał się na konwencję i został w Omaha. Polityka go fascynowała, ale nie tak jak pieniądze. Ciągle nienawidził pracy jako makler giełdowy i mozolnie starał się znaleźć wyjście z sytuacji. Jego dawny nauczyciel David Dodd próbował mu pomóc. Polecił mu udać się do firmy Value Line Investment Survey, która zajmowała się doradztwem inwestycyjnym i badaniami rynku. Praca tam opłaciłaby się Warrenowi, mógł bowiem zarobić co najmniej 600 dolarów miesięcznie, czyli blisko dwukrotność przeciętnych zarobków w tamtym czasie. Warren jednak nie planował zostać anonimowym badaczem. Kontynuował więc próby sprzedaży GEICO swoim klientom w Buffett-Falk, dzięki czemu mógł zainkasować prowizję od obrotu.


W styczniu 1953 r. po zaprzysiężeniu Eisenhowera, skończyła się kadencja Howarda w Kongresie, a on i Leila wrócili na dobre do Nebraski. Kiedy ojciec zamieszkał w Omaha, Warren założył spółkę Buffett & Buffett. Howard wnosił do niej większość kapitału, a wkład Warrena składał się głównie z pomysłów i pracy. Howard niechętnie wrócił do pracy w firmie maklerskiej. Warren opiekował się jego starymi rachunkami, gdy ten służył w Kongresie. Howard zdawał sobie sprawę, że Warren nienawidzi pracy jako makler i nigdy nie przestał marzyć o posadzie u Bena Grahama. On sam natomiast pragnął wrócić do świata wielkiej polityki, zwłaszcza teraz, gdy w Białym Domu urzędował republikanin.

Rodzina się powiększa

30 lipca 1953 roku przyszła na świat Suzan Alice Buffett – pierwsze dziecko Susie i Warrena. Świeżo upieczony ojciec nazywał ją Little Susie, czasami Little Sooz. Wiosną 1954 r. Susie była w ciąży z drugim dzieckiem.

Kilka miesięcy później wydawało się, że Howard spełni swoje marzenie i wróci do ukochanej polityki. Nad rankiem 1 lipca 1954 r. otrzymał wiadomość z Waszyngtonu, że sędziwy senator z Nebraski, Hugh Butler, trafił do szpitala z powodu udaru mózgu i obawiano się, że nie przeżyje. Termin, aby złożyć formalny wniosek o chęci uczestniczenia w wyborach do Senatu, upływał tej samej nocy. Poczucie przyzwoitości Howarda było tak ogromne, że odmówił złożenia dokumentów, dopóki Butler nie umrze. Tym samym Buffettowie czekali z niecierpliwością na informację o śmierci senatora. Wiedzieli, że Howard ma znakomite szanse na wygraną. O śmierci Butlera dowiedzieli się wczesnym wieczorem, tuż po zamknięciu biura Sekretarza Stanu, Franka Marsha. Próbowali więc złożyć papiery bezpośrednio u Marsha w jego domu, ale odmówił im, mimo że Howard wcześniej zapłacił za złożenie wniosku. Rozwścieczeni wrócili do Omaha. W tym czasie odbywała się państwowa konwencja republikańska, a na wieść o śmierci Butlera delegaci wybierali jego tymczasowego następcę, który miał pełnić służbę do końca kadencji zmarłego senatora. Buffettom zdawało się, że kandydatura Howarda jest oczywistym wyborem. Jednak ze względu na to, że był on postrzegany jako outsider wybrano Romana Hruska. Początkowo Howard i Leila nie mogli się pogodzić z tą decyzją i złożyli pozew do Sądu Najwyższego, aby zmusić partię do zaakceptowania jego nominacji. Jednak dwadzieścia cztery godziny później porzucili bezskuteczną walkę i wycofali pozew.


Warren wściekł się, gdy dotarły do niego wieści ze stolicy. „Rozcinają gardło tatusia od ucha do ucha. Jak śmią odwdzięczać się w ten sposób za dziesięciolecia lojalności Howarda?” W wieku 51 lat Howard widział, jak jego przyszłość znika. Gdy złość opadła, pojawiło się przygnębienie. Próbował dostać posadę wykładowcy na Uniwersytecie w Omaha, co rodzina uznała za rozsądne, biorąc pod uwagę jego biznesowe doświadczenie i kadencję kongresmena. Szanse na to wydawały się tym większe, że zajęcia prowadził tam Warren, a na uczelni pracował William Thompson. Jednak i tym razem przeważyła opinia, że Howard reprezentuje – delikatnie rzecz ujmując – zbyt oryginalne poglądy i władze uczelni nie chciały go zatrudniać. Wrócił więc do pracy w firmie maklerskiej, a później został na pół etatu wykładowcą w Midland Lutheran College, trzydzieści mil od Omaha.


Schyłek kariery ukochanego ojca działał przygnębiająco na Warrena, ale nie zamierzał rezygnować z własnych planów. Przez dwa lata korespondował z Benem Grahamem. Podróżował okresowo do Nowego Jorku i pojawiał się w Graham-Newman. Wreszcie 1 sierpnia 1954 roku marzenie Warrena spełniło się. Otrzymał propozycję pracy. Partner Grahama, Jerry Newman, powiedział mu: „Wiesz, po prostu sprawdziliśmy cię trochę dłużej”. Tym razem Gwardia Narodowa wyraziła zgodę na opuszczenie Omaha przez Warrena. Buffett był tak bardzo podekscytowany faktem, że został zatrudniony, że pojawił się w nowej pracy w Graham-Newman na miesiąc przed oficjalną datą rozpoczęcia. Dowiedział się wtedy, że tydzień wcześniej wielka tragedia spotkała Bena Grahama. Jego syn, Newton, w wieku 26 lat popełnił samobójstwo.


Jednak Warren nie mógł wesprzeć w żaden sposób swojego idola. Musiał zmierzyć się z własnymi problemami. Jednym z jego pierwszych zadań po przyjeździe do Nowego Jorku było znalezienie domu dla siebie i rodziny. W tym czasie bowiem Susie z córeczką wciąż pozostawały w Omaha. Warren znalazł mieszkanie w budynku na przedmieściach White Plains w hrabstwie Westchester w stanie Nowy Jork. Kiedy Susie z córeczką przybyły kilka tygodni później, mieszkanie wciąż nie było gotowe, więc rodzina przeprowadziła się do pokoju w jednym z domów w Westchester. Było w nim tak ciasno, że zamienili jedną szufladę komody na prowizoryczne łóżeczko dla małej Susie. Buffettowie pozostali tam tylko dzień lub dwa, zanim przenieśli się do swojego mieszkania. Ta historia często jest przeinaczana. Niektórzy znajomi Buffetów plotkowali, że Warren był tak skąpy iż nie chciał po prostu kupić małej Susie łóżeczka, więc spała w szufladzie przez większość jej dzieciństwa w White Plains. Już samo istnienie tych plotek i fakt, że część osób dawała im wiarę świadczy o tym jak postrzegany był Warren przez swoje otoczenie


Ponieważ ich mieszkanie w White Plains było oddalone o 30 mil od siedziby firmy, Warren codziennie rano dojeżdżał do biura pociągiem. W pierwszym miesiącu pracy rzadko kiedy opuszczał pokój z aktami w siedzibie Graham-Newman. Chciał wiedzieć wszystko o tym, jak działała firma. Przeczytał każdą pojedynczą kartkę w każdej szufladzie. W firmie pracowało tylko osiem osób: Ben Graham; Jerry Newman ; jego syn Mickey Newman ; skarbnik Bernie Warner, Walter Schloss ; dwie sekretarki; a także Warren. Wszyscy pracownicy byli ubrani w cienkie, szare kurtki przypominające te noszone w laboratoriach. Warren i Walter dzielili biuro. Był to pozbawiony okien pokój, w którym mieściła się maszyna z telegrafem taśmowym łączącym się bezpośrednio z domami maklerskimi.


Praca Warrena polegała na przeglądaniu informacji publikowanych przez agencję ratingową Standard & Poor’s lub podręczników Moody’s Manual i szukaniu firm do kupienia poniżej kapitału obrotowego. Firmy te Graham nazywał „niedopałkami cygar”. Zostały bowiem odrzucone niczym niedopałki, które można znaleźć na chodniku, lub losy z gonitwy które zbierał Warren w dzieciństwie. Graham specjalizował się w wykrywaniu takich smaczków, które wszyscy przeoczyli. Mimo, że niedopałki wydają się już bezużytecznie, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby spróbować jeszcze raz się nimi zaciągnąć, zwłaszcza że można to zrobić niskim kosztem. Graham zawsze myślał o tym, ile byłyby warte aktywa tych firm, jeśli zostałyby zlikwidowane. Ponieważ ich akcje były przecenione, to ryzyko było niewielkie. Wpisywało się to w jego koncepcję „marginesu bezpieczeństwa”. Stosował również zasadę dywersyfikacji. Twierdził, że: Przyszłość kryje w sobie wiele niewiadomych, więc inwestor nie może sobie pozwolić na trzymanie wszystkich funduszy w jednym koszyku, bez względu na to czy jest to koszyk złożony z obligacji czy z akcji.


Warren, który ufał własnemu osądowi, nie widział powodu, by zabezpieczać swój portfel w ten sposób. Wraz z Walterem wyszukiwali informacje z podręczników Moody’ego i wypełniali setki prostych formularzy, na podstawie których Graham i Newman podejmowali dalsze decyzje inwestycyjne. Warren chciał znać wszystkie podstawowe informacje o każdej firmie. Był gotów postawić wszystko na jedną kartę, tak jak to zrobił w przypadku GEICO. Akcje tej ostatniej firmy zresztą sprzedał, ponieważ nie miał wystarczająco dużo pieniędzy na dalsze inwestowanie. Choć bardzo lubił GEICO , podjął trudną decyzję, by sprzedać akcje tej spółki po znalezieniu kolejnej jeszcze bardziej opłacalnej, czyli Western Insurance. Dzięki ogromnej zdolności do błyskawicznej analizy liczbowej szybko stał się złotym chłopcem Graham-Newman.


To, czego Warren się nauczył u Grahama, to sztuka alokacji kapitału, czyli lokowania pieniędzy tam, gdzie można uzyskać najwyższy zwrot. Graham-Newman korzystał z pieniędzy zarobionych na jednym biznesie do kupienia akcji jeszcze bardziej zyskownego przedsiębiorstwa. Warren wkrótce odkrył, że Graham nie zachowywał się jak typowy inwestor z Wall Street. Był raczej typem marzyciela czytającego poezję, a z roztargnienia zdarzało mu się zostawić paczkę w metrze. Podobnie jak Warren nie przykładał dużej wagi do wyglądu. Zdarzało mu się nawet nosić buty nie do pary. Dla Grahama inwestowanie stanowiło ćwiczenie intelektualne. Ben pewnego razu powiedział mu : Pamiętaj o jednej rzeczy, Warrenie. Pieniądze nie robią różnicy w tym, jak ty i ja żyjemy. Oboje jedziemy do stołówki na lunch i pracujemy codziennie i dobrze się bawimy. Warren uznawał Bena Grahama za niekwestionowany autorytet, niemniej jednak chciał mieć jak najwięcej pieniędzy. W związku z tym oszczędzał każdą, nawet najmniejszą kwotę. Zawarł nawet umowę z lokalnym kioskiem, że będzie kupować z rabatem stare czasopisma, które miały zostać wyrzucone. W tamtym czasie nie miał samochodu, a kiedy pożyczał go od sąsiada, nigdy nie tankował do pełna. Kiedy w końcu kupił samochód, mył go tylko wtedy, gdy padało, oszczędzając w ten sposób wodę. To właśnie oszczędność Warrena sprawiła, że nie trwonił pieniędzy i stał się względnie bogaty w wieku dwudziestu pięciu lat.


15 grudnia 1954 roku, niedługo po tym, jak Warren wrócił do domu z pracy, Susie miała bóle porodowe. Zanim jednak pojechali do szpitala, zadzwonił dzwonek do drzwi. Susie otworzyła je i zobaczyła misjonarza-domokrążcę. Uprzejmie zaprosiła go, by usiadł w salonie. Mimo że nie była to najlepsza pora na nawracanie czy też religijne dywagacje, uważała, że niegrzecznie będzie wyprosić kaznodzieję. Do szpitala pojechali zatem dopiero po tym, jak misjonarz wyszedł.


Howard Graham Buffett przyszedł na świat następnego ranka. Howie był „trudnym” dzieckiem. Podczas gdy mała Susie odznaczała się łagodnym usposobieniem, syn Buffettów zachowywał się jak budzik, którego nie można wyłączyć. Warren zdawał się nie słyszeć krzyków dziecka. Być może wynikało to z faktu, że dorastał z miewającą napady furii Leilalą i nauczył się ignorować to, co działo się wokół niego. Nawet krzyki małego Howarda w nocy nie mogły go rozproszyć. Jeden z trzech pokojów w mieszkaniu Warren przeznaczył na biuro, w którym spędzał większość czasu. Niestety Warren był mentalnie nieobecny w domu. Kompletnie pochłaniały go myśli związane z giełdą. Nawet gdy fizycznie przebywał z rodziną myślami był gdzie indziej. Śpiewając dziecku na dobranoc wybierał za każdym razem tę samą kołysankę po to by wykonywać ją niemal automatycznie i móc równocześnie rozmyślać o danych finansowych. W latach 50. XX wieku większość amerykańskich mężczyzn skupiała się na zarabianiu pieniędzy, a wychowanie dzieci i prowadzenie gospodarstwa domowego spoczywało przede wszystkim na barkach kobiet. Jednak Warren nawet jak na ówczesne standardy był wyjątkowo nieobecnym ojcem, a dla Susan stanowił dodatkowe obciążenie i pewnym sensie był dla niej dodatkowym dzieckiem. Susan musiała troszczyć się o jego ubiór i dopilnować by w lodówce nigdy nie zabrakło Pepsi. Cała uwaga Warrena skupiała się na pomnażaniu kapitału.


Krótko po tym, jak Buffett dołączył do zespołu Graham-Newman, cena kakao nagle wzrosła. Rockwood & Co., producent czekolady, stanął przed dylematem. Wysokie ceny kakao oznaczały problemy z rentownością gdy chodzi o bieżącą działalność operacyjną. Z drugiej strony firma posiadała spore zapasy tego surowca więc można było osiągnąć nadzwyczajne zyski sprzedając ziarno kakaowe. Na przeszkodzie wyprzedaży zapasów stanął niezwykle wysoki podatek, który pochłonąłby ponad połowę ewentualnych zysków.


Właściciele Rockwood chcieli sprzedać Grahamowi i Newmanowi swoją firmę, ale ci nie zgodzili się na proponowaną cenę wywoławczą. Zarząd Rockwood zwrócił się zatem do inwestora, Jaya Pritzkera, który wymyślił sposób na uniknięcie ogromnego podatku. Buffett w liście do akcjonariuszy Berkshire z 1998 roku wspomina tę transakcję w następujący sposób:

Niektóre niecodzienne okazje pojawiają się sporadycznie w polu arbitrażu. Uczestniczyłem w jednym z nich, gdy miałem 24 lata i pracowałem w Nowym Jorku w Graham-Newman Corp. nad Rockwood & Co., spółką produkującą wyroby czekoladowe z ograniczoną dochodowością na rynku brooklyńskim, która przyjęła wycenę inwentarza last-in, first-out w 1941 r., kiedy kakao sprzedawanło za 50 centów za funt. W 1954 r. chwilowy brak kakao spowodował wzrost ceny do ponad 60 centów. W związku z tym Rockwood chciał wyprzedać swój cenny zapas – szybko, zanim cena spadnie. Gdyby jednak kakao zostało po prostu sprzedane, spółka byłaby winna blisko 50% podatku dochodowego.


Zamiast zwyczajnej sprzedaży ziaren Pritzker postanowił, że zaoferuje je innym akcjonariuszom, w zamian za ich udziały Rockwood. Pritzker zaproponował więc, że za każdą odkupioną akcję Rockwood będzie płacić w ziarnach kakaowca. Jedna akcja była warta 80 funtów ziaren, czyli ok. 37 kilogramów.


Graham wyczuł okazję. Było dla niego oczywiste, że może kupić akcje Rockwood za 34 dolary, oddać je Pritzkerowi za 80 funtów kakao, wartych 36 dolarów, a następnie sprzedać ziarna kakaowe i osiągnąć natychmiastowy zysk w wysokości 2 dolarów. Do zadania wydelegował Buffetta. Buffett w liście do akcjonariuszy Berkshire z 1998 roku komentuje to w ten sposób: “Przez kilka tygodni skrupulatnie kupowałem akcje, sprzedawałem ziarno i dokonywałem okresowych przystanków w Schroeder Trust, aby wymienić certyfikaty giełdowe na kwity magazynowe. Zyski były dobre, a moim jedynym wydatkiem były żetony do metra.


W przeciwieństwie do Grahama Warren postanowił kupił akcje Rockwood, ale nie chciał ich odsprzedawać za ziarna. Słusznie przewidział, że skoro Jay Pritzker, chce skupować akcje wykorzystując wysokie ceny kakao, to dostrzega w firmie dużą wartość. Ostatecznie cena akcji rzeczywiście wzrosła. Tym sposobem Buffett zarobił 58 dolarów na akcji, a nie jak jego koledzy, którzy odsprzedawali ziarna, jedynie dwa dolary. Łącznie zysk Warrena z tej transakcji wyniósł aż 13 tys. dolarów.


Kolejną ważną transakcją Buffeta był zakup akcji Union Street Railway. Była to firma transportowa, która zajmowała się przewozem autobusowym osób w okolicach New Bedford, gdzie mieszkało 120 tys. ludzi. Firma posiadała około 800 tys. dolarów w obligacjach skarbowych, prawie 200 tys. dolarów w gotówce, a wartość sprzedawanych rokrocznie biletów autobusowych wynosiła 96 tys. dolarów. Buffett zauważył potencjał tej firmy. Przeanalizował dokładnie jej bilans finansowy. Aktywa obrotowe, gotówka i amerykańskie papiery wartościowe łącznie wynosiły 969 tysięcy dolarów czyli 53 dolary przypadające na jedną akcję. Udziały sprzedawano za 30-35 dolarów za akcję. Uwagę Buffetta przykuły też dwie pozycje oznaczone jako „specjalne depozyty” oraz „dodatkowe zabezpieczenia”, które wynosiły odpowiednio 386 tys. dolarów i 600 tys. dolarów. Po zsumowaniu można było na jednej akcji zarobić 106 dolarów. Była to różnica między wartością wewnętrzną tej firmy a wyceną giełdową. Łatwo zauważyć, że Buffett posługiwał się jedną z fundamentalnych zasad inwestowania stworzonych przez Grahama, a mianowicie – marginesem bezpieczeństwa. Stanowi on różnicę między wewnętrzną wartością a bieżącą ceną rynkową papierów wartościowych. Aby obliczyć margines bezpieczeństwa dla poszczególnych papierów wartościowych, potrzebne są tylko dwie wartości – cena rynkowa i odpowiadająca jej część wewnętrzna wartości danej spółki. Zdaniem Grahama margines bezpieczeństwa jest skutecznym sposobem na skorzystanie z niedoskonałości wyceny papierów wartościowych przez rynek. Graham sądzi, że nie trzeba przewidywać, kiedy nastąpi zmiana cen. Zamiast tego można znaleźć różnicę świadczącą o tym, że wycena w końcu wzrośnie. Duże różnice między ceną rynkową a wewnętrzną zmniejszają się. Natomiast rynek – wcześniej czy później – rozpozna swój błąd. Co istotne, władze Union Street Railway były świadome tej rozbieżności w cenie akcji, Postanowiono więc odkupić udziały od akcjonariuszy. Buffett spotkał się z zarządem Union Street Railway. CEO, Mark Duffy, poinformował go, że firma myśli o wykupieniu udziałów. Wartość nominalna akcji wynosiła 25 dolarów, a przedsiębiorstwo chciało zapłacić udziałowcom 50 dolarów za sztukę.


Spółka Graham-Newman była zainteresowana kupnem udziałów tej firmy, w przeciwieństwie do Buffetta, który nie był zainteresowany dywersyfikacją, nie chciała jednak kupować dużego pakietu akcji. Buffet wydał na akcje 18 700 dolarów. Zarobił na tej transakcji kilkadziesiąt tysięcy dolarów, a jego majątek przekroczył okrągłą sumę 100 tys. dolarów
Z Grahamem łączyły Warrena również nieformalne relacje. Gdy urodził się syn Buffetta, Ben Graham podarował mu kamerę i projektor w ramach prezentu dla dziecka. Zapraszał nawet Buffettów do siebie na kolację. Susie i Etsey, żona Grahama, bardzo zbliżyły się do siebie. Podczas jednej z kolacji w domu Grahamów Susie wspomniała, że z chęcią poszłaby z Warrenem potańczyć, lecz na przeszkodzie stały brak umiejętności tanecznych jej męża. Parę dni później Graham położył na biurku Buffetta bon podarunkowy do studia tańca Arthura Murraya w White Plains. W tym samym studiu lekcje tańca pobierał sam Graham. Kiedy dowiedział się, że jego protegowany nigdy nie skorzystał z jego prezentu, namówił go do udziału w zajęciach tanecznych. Warren nie chcąc sprawiać przykrości swojemu mentorowi, zgodził się pójść na kurs. Razem z Susie odwiedzili studio Arthura Murraya, po czym Warren uznał, że to jednak nie dla niego.


Buffett szybko piął się po szczeblach kariery w Graham-Newman Corporation. W ciągu osiemnastu miesięcy od rozpoczęcia pracy zarówno Ben Graham, jak i Jerry Newman wydawali się traktować Warrena jako potencjalnego wspólnika. W połowie 1955 roku Jerry Newman zaprosił Buffettów na „piknik” do swojej rezydencji Meadowpond w Lewisboro w stanie Nowy Jork. Susie myśląc, że będzie to zwykłe przyjęcie w gronie przyjaciół, nie przykładała zbytniej wagi do ubioru. Jak się później okazało po ich przyjeździe, jako jedyna nie miała na sobie sukni wieczorowej. Jednak nawet to ewidentne faux pas nie zaszkodziło opinii Warrena w firmie i nadal miał w niej wysokie notowania.


Jerry Newman, który nie grzeszył uprzejmością, traktował Waltera Schlossa niezwykle pogardliwie. Przyczyniło się to do odejścia Schlossa z firmy po 21 latach pracy w Graham-Newman. Pod koniec 1955 roku założył własne partnerstwo inwestycyjne, które było finansowane ze środków pozyskanych od partnerów, których nazwiska, jak później stwierdził Buffett : brzmiały jak z apelu na Ellis Island. Zapewne Buffett nawiązywał. do tego, że właśnie na Ellis Island znajdowało się główne centrum przyjmowania imigrantów z Europy. Buffett, mimo tej kąśliwej uwagi, był pewien, że Schloss mógł z powodzeniem stosować metody Grahama i podziwiał go za odwagę założenia własnej firmy. Wyrażał jednak zaniepokojenie, że Walter zaczynał z kapitałem wynoszącym 100 tys. dolarów, który w opinii Buffetta był tak mały, że Schloss nie będzie w stanie wyżywić swojej rodziny.


Ponieważ w Graham-Newman zwolniło się miejsce, należało znaleźć kogoś, kto wypełni tę lukę. Warren Buffett spotkał odpowiednią osobę, która mogłaby zastąpić Waltera. Otóż podczas lunchu w Blythe, jednej z firm z Wall Street, poznał Toma Knappa, dziesięć lat starszego od Warrena, wysokiego, przystojnego, ciemnowłosego i obdarzonego poczuciem humoru. Knapp uczęszczał na jeden z nocnych kursów Davida Dodda, co odmieniło jego życie. Nagle przestał być ważny jego tytuł magistra z chemii, liczył się tylko biznes.


Graham zatrudnił Knappa jako drugiego goja w firmie. Knapp zajął miejsce przy starym biurku Waltera Schlossa obok Buffeta. Poprzez Toma Warren poznał Eda Andersona , który podobnie jak Knapp z wykształcenia był chemikiem, a nie zawodowym inwestorem. Na co dzień pracował jednym z laboratoriów Komisji Energii Atomowej w Kalifornii, a w wolnym czasie zajmował się inwestowaniem. Przeczytał „Inteligentnego inwestora” i starał się podążać za przykładem Grahama, a także wykorzystywać jego rady w praktyce.


Wiosną 1956 roku Graham z Newmanem podjęli decyzję o przejściu na emeryturę. Kariera inwestycyjna Grahama dobiegła końca. Pragnął przenieść się do Kaliforni i cieszyć się życiem. Twórcy Graham-Newman chcieli, aby ich miejsce zajęli Warren Buffett i Mickey Newman. Syn Jerry’ego miał przejąć obowiązki administracyjne, a Buffett miał stać się głównym analitykiem. Jednak Buffett nie widział sensu dalszej pracy w firmie, jeżeli nie mógł dłużej współpracować ze swoim największym idolem.


Nie podobała mu się perspektywa wejścia do spółki z synem Newmana. Uważał, że jako młodszy partner będzie traktowany gorzej i nieadekwatnie do swoich umiejętności. Dodatkowo chciał wrócić do Omaha.

Nie lubiłem mieszkać w Nowym Jorku. Miałem około 174 000 dolarów i zamierzałem przejść na emeryturę. Chciałem wynająć dom w Omaha za 175 dolarów na miesiąc. Będziemy żyć za 12 tys. dolarów rocznie. Mój kapitał będzie rósł.


Nie oznaczało to jednak emerytury w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Teoretycznie mógł przestać pracować, a jeśli jego inwestycje przynosiłyby taki zysk jak do tej pory, zostałby milionerem w wieku 35 lat. On jednak dążył do tego, aby na jego koncie była kwota siemiocyfrowa gdy będzie miał 30 lat.

 

Autorzy: Łukasz Tomys, Michał Włodarski, Justyna Jaciuk

Historia Buffetta może okazać się inspirująca nawet dla tych osób, którym nigdy wcześniej nawet przez myśl nie przeszło założenie własnej firmy. Zakup biografię inwestora naszego autorstwa w Audiotece lub w Empiku. W abonamencie Empik GO biografia Warrena Buffetta jest dostępna za darmo.