Rockefeller. Nazwisko, które wielu ludziom – i słusznie – kojarzy się z sukcesem w biznesie. Postacią, która zapoczątkowała tę pomyślność w interesach całego rodu, był John Davies Rockefeller. Człowiek tajemniczy, o wybitnej intuicji i niebojący się podejmować ryzyka. Urodzony w rodzinie pełnej sprzeczności, balansującej pomiędzy naukami gorliwej religijnie matki, a ojcem z podwójną tożsamością.  Potrafił jednak wytyczyć sobie jasny cel w życiu  – być bogatym i niezależnym. Jak mu się to udało? Zapewne nie tylko dzięki wrodzonym i nabytym umiejętnościom. Napotkani ludzie, rodzina; czas, w którym żył – to wszystko złożyło się na jego fenomen.

Rodzina Rockefellera pochodziła z Nadrenii, pierwotnie nazwisko to brzmiało Rockenfehler. W 1723 roku, po przybyciu do Nowego Świata farmera Johanna Petera Rockenfehlera, uległo zanglizowaniu. Co prawda jest jeszcze teoria mówiąca o korzeniach rodu wśród francuskiej arystokracji i dopiero późniejszym zgermanizowaniu, jednak ten pomysł pochodzi z zamówionego przez rodzinę w 1907 r. drzewa genologicznego i wydaje się mocno podkoloryzowany. Nie mniej faktem jest to, że późniejszy los rodziny kierował ją w anglosaskie strony. Ród Rockefellerów radził sobie w życiu bardzo dobrze. Wspomniany Johann został właścicielem wielkich posiadłości ziemskich. Jedyną postacią niepasującą do klanu tego zaradnego życiowo rodu był dziadek Johna, Godfrey Rockefeller. Uprawiał ziemię, prowadził interesy, jednak częściej – zdarzały mu się porażki. Ożenił się z Lucy Avery, choć jej rodzina wyraziła otwarty sprzeciw temu związkowi. Lucy, w przeciwieństwie do męża, była wykształcona, pracowała jako nauczycielka. Różnili się zarówno pod względem charakterów, jak i wyglądu. Lucy była wyższa od męża, w swoim zachowaniu bezkompromisowa i odważna. W jej życiu istotna była także wiara. Jej mąż, jowialny, uprzejmy, ale zarazem nieudolny i uzależniony od alkoholu, wzbudzał raczej politowanie. Wspólnie doczekali się dziesięciorga dzieci, trzecim z kolei był William, ojciec Johna.  Kiedy kolejny interes Godfreya skończył się fiaskiem,  rodzina zmieniała miejsce zamieszkania. W końcu trafili do Richford. W tamtym czasie trudno było nazwać to miejsce miasteczkiem. W tym miejscu, pośrodku niczego, powoli zbudowali swoją farmę. Lucy także angażowała się w ciężką, fizyczną pracę. Nie bez powodu, po latach, jej wnuk John powiedział o niej: Moja babka był dzielną kobietą. Jej mąż nie był tak dzielny jak ona. Tym zdaniem dał wyraz temu, że dziadek, rozemocjonowany nałogowiec, nie cieszył się jego uznaniem w taki sposób, w jaki cieszyła się babcia. To ona wpoiła mu niechęć do wyskokowych trunków, zaraziła za to pobożnością. Można więc stwierdzić, że babka rozpoczęła religijną edukację wnuka, którą kontynuowała jego rodzicielka. 

Matka Johna – Eliza z Davisonów – była Szkotką, co nie pozostało bez znaczenia, jeśli chodzi o podejście do wychowania swego potomstwa, o czym jeszcze będziemy wspominać. Ojciec –  William Rockefeller – spotkał swoją przyszłą żonę na farmie Johna Davisona, jej ojca, na której pojawił się jako wędrowny handlarz. Co więcej, mając w zwyczaju udawanie kogoś, kim nie jest, wystąpił w roli głuchoniemego. Na ten podstęp nabrała się przyszła małżonka, która w jego obecności miała powiedzieć „wydałabym się za niego, gdyby nie był głuchoniemy”. To oszustwo przystojnego i nietuzinkowego Williama nie dało do myślenia roztropnej i pobożnej pannie, która zdążyła się w nim zadurzyć. Inaczej natomiast z jej ojcem – John Davison od początku był przeciwny temu małżeństwu. Pomijając niefortunny początek znajomości, w porównaniu z rodziną ze strony matki, Rockefellerowie byli najzwyczajniej ubodzy. Dodatkowo zła sława Williama powodowała masę plotek. Tylko jednej rzeczy w życiu, z własnej woli, sobie odmawiał. Nie pił alkoholu, który ponoć zrujnował życie jego ojca, Godfreya. Poza tym korzystał z wszystkich uroków życia. Złe przeczucia teścia miały się wkrótce ziścić. Młodzi pobrali się w 1836 roku, nie przedłużając zbytnio stanu narzeczeństwa. 

John Davison Rockefeller, któremu imiona matka nadała po dziadku,  urodził się 8 lipca 1839 roku w wiosce Richford w stanie New York. Miał straszą siostrę Lucy i młodsze rodzeństwo: Williama, Mary Ann, Franka oraz siostrę Frances, która wcześnie zmarła. Szczególna więź będzie łączyła Johna z Williamem, rok młodszym bratem, który w przyszłości będzie razem z nim pracował. Tymczasem, wzrastając we wspólnym domu, John nie omieszkiwał wykorzystywać każdej sytuacji do ubicia interesu. Już jako mały chłopiec kupował cukierki na funty, precyzyjnie dzielił na mniejsze części i z profitem sprzedawał rodzeństwu. Ot, taki pierwszy zwiastun pomysłowości i przedsiębiorczości przyszłego miliardera. Zdarzały mu się również drobne złośliwości. Lubił drażnić swego brata Williama juniora, a siostrę Mary Ann pewnego razu wepchnął do rowu, po czym udawał zafrasowanie i zagrał parodię przeprosin. 

Bywało, że to John namawiał Williama do nieposłuszeństwa, np. nocnych wędrówek i jeżdżenia na łyżwach w świetle księżyca. Podczas jednej z takich wycieczek zauważyli sąsiada, który ugrzązł w przeręblu i groziło mu utonięcie. Na szczęście sytuacja, choć bardzo niebezpieczna dla całej trójki, skończyła się szczęśliwie. Bracia Rockefellerowie uratowali sąsiada. Po powrocie do domu, kiedy Eliza dowiedziała się o całej sprawie, najpierw pochwaliła synów za ratunek. Nie byłaby jednak sobą, gdyby nie  zdzieliła synów parę razy rózgą za nieposłuszeństwo jej woli. Ten jasny przekaz, co jest dobre, a co nie, John będzie potem bardzo cenić.

Zgodnie ze złymi przeczuciami ojca Elizy, ta, wkrótce po zaślubinach, musiała radzić sobie sama z wychowywaniem dzieci. Jej mąż po zmianie stanu cywilnego zajmował się handlem drewnem, jednak ta próba ustatkowania się nie trwała długo. William nie zmienił swojego wędrownego trybu życia, które na pewno było sprzeczne nie tylko z poglądami żony, ale większości ówczesnego społeczeństwa. Podczas tych peregrynacji najczęściej podawał się za zielarza lub lekarza. Należy pamiętać, że w tamtych czasach wiedza medyczna była bardzo ograniczona, a kontakt z opieką medyczną dla większości ludzi nieosiągalny. Stąd duża popularność takich praktyk z zakresu ziołolecznictwa, w które wpisywał się William. Wizytę w danej miejscowości rozpowszechniał ulotkami, które głosiły:

Dr William Rockefeller bawi w tym mieście tylko jeden dzień. Leczy skutecznie najcięższe przypadki raka z wyjątkiem schorzeń zbyt daleko posuniętych. Koszt pełnej kuracji wynosi 25 dolarów.

Cena zawrotna, równała się wówczas dwumiesięcznym zarobkom, jednak i dla ubogich miał „cudowny eliksir” w cenie jednego dolara. Kiedy wyruszał na kolejną wędrówkę otwierał żonie kredyt w sklepie, bo nigdy nie było wiadomo, kiedy ponownie odwiedzi rodzinę. Z uwagi na ten oryginalny tryb życia, zajęcie zarobkowe, aurę tajemniczości, jego pseudonim z „Big Billa” – z  uwagi na posturę –  przeformułowano w  „Diabła Billa”. Czy jego syn John w jakimś stopniu go przypominał? Raczej nie, fizycznie podobny był do rodziny matki – wąska twarz, ostry podbródek, uważne spojrzenie, osobowość również bliższa była Davisonom – charakteryzowały go spokój, opanowanie, cierpliwość. Dodatkowo to wychowanie matki miało na niego ogromny wpływ, od niej nauczył się gospodarności, umiejętności oszczędzania i utrzymywania porządku, co w jego przyszłej pracy księgowego okazało się bardzo pomocne. Nadto matka, wychowana według surowych, protestanckich zasad, przekazywała je dzieciom. Szczególnie podatny na te religijne nauki był właśnie John. Pracowitość, głęboka moralność, gospodarność – tymi wartościami nasiąkał od wczesnej młodości za sprawą matki. Pomimo tego, że nie przelewało im się, matka zawsze miała pieniądze odłożone na jałmużnę. Za tym przykładem pójdzie także jej najstarszy syn. Niezależnie od tego ile zarabiał, przewidywał w swych wydatkach ofiarę na biednych i potrzebujących.  Doceniał trud matki włożony w samotne wychowanie jego oraz rodzeństwa. Na pewno nie było jej łatwo utrzymać samotnie w ryzach taką gromadkę. Bywało, że wprowadzając dyscyplinę w życie rodzinne, Eliza używała rózgi. Pewnego razu rózga złamała się na plecach Johna. Wiedział, że czeka go kara i wcześniej naciął ją nożykiem. Nie pomogło mu to jednak w odroczeniu matczynej sprawiedliwości. Matka kazała mu przynieść inną i tym razem nie nacinać.  

Pomimo złośliwych podszeptów otoczenia, które komentowało barwną postać ojca, ona starała się zapewnić dzieciom spokój, chroniąc przed plotkami. Dzięki takiemu przykładowi kobiecej niezłomności, John zawsze będzie darzył płeć piękną dużym szacunkiem, a jego przyszła żona nie będzie – jak było w zwyczaju tamtych czasów – tylko piękną ozdobą u boku człowieka sukcesu. 

Wbrew temu, że wydaje się, iż to matka odegrała główną rolę w rozwoju Johna, nie można jednak jednoznacznie stwierdzić, że William wnosił do życia syna tylko to, co szkodliwe i złe. Przede wszystkim był handlarzem, kochał pieniądze, potrafił je inwestować.  Dzieci uczył odpowiedzialności za własne transakcje finansowe, o czym John miał się przekonać, gdy pożyczył od ojca tysiąc dolarów na 10%.  William obiecał każdemu swemu dziecku taką kwotę, jednak dopiero po ukończeniu przez nich 21 lat. Jako że John swój pierwszy, własny biznes chciał rozkręcić wcześniej, ojciec zobligował go do opłacenia  procentu tej pożyczki. Później jeszcze kilkakrotnie John pożyczał od ojca pieniądze, a ten – niejako sprawdzając pierworodnego –  życzył sobie ich zwrotu w najmniej korzystnym dla syna momencie. John zawsze je zwracał, to była kwestia honoru i wiarygodności. Także ojciec – choć często zaciągał kredyty – cały czas pilnował ich spłat. Od małego wdrażał syna do prowadzenia interesów – zlecał ośmiolatkowi wycenę i zakup drewna opałowego do domu. Sam dawał mu też lekcje targowania, z czego w przyszłości potentat naftowy będzie słynął. Gorzej jeśli chodzi o etyczny aspekt prowadzenia biznesu – w tym temacie William przedstawił synowi jasny przekaz – wszystkie chwyty dozwolone. To podejście ojca Johna najlepiej obrazuje historia jego handlowania z Indianami z rezerwatów. Udawał głuchoniemego, a takiej osobie Indianie przypisywali magiczną moc przywracania zdrowia. 

Bywało, że przeprowadzki rodziny Rockefellerów podyktowane były zdemaskowaniem występków ojca bądź przypisywaniem mu czynów, które pasowały do wyobrażeń o Diable Billu. Z Richford przeprowadzili się do Moravii, do pięknie położonego gospodarstwa, które William kupił i rozbudował. To te miejsce John będzie wspominał po latach jako najszczęśliwsze dla ich rodziny. Ojciec nie pracował na roli, wynajmował pracownika, sam zajmował się np. hodowlą szczupaków czy handlem drewnem. Jednak dla jego rodziny istotne było to, że spędzał z nią więcej czasu.  Ten szczęśliwy okres nie trwał długo. W Moravii John uczęszczał do szkoły, w której nie był prymusem oraz do szkółki niedzielnej, gdzie zgłębiał chrześcijańską moralność. Z Moravii przeprowadzili się do Owego, tuż przy granicy z Pensylwanią. Dlaczego? Najprawdopodobniej przyczyną było wydarzenie z 1849 roku. Ojciec Johna, wywołał w nowojorskim mieście Auburn prawdziwy skandal. 

26 lipca tegoż roku został zatrzymany jako podejrzany w procesie o gwałt. Ofiarą była służąca pracująca u Rockefellerów,  Ann Vanderbeak. Miał ją zgwałcić, wcześniej grożąc pistoletem. Popsuło to naturalnie jego pożycie z Elizą. Nawet lekarz rodzinny William Cooper, zeznawał przeciwko jej mężowi, potwierdzając istnienie dowodów na próbę gwałtu.  W czasie procesu William, którego zaczęli unikać wszyscy mieszkańcy Auburn i okolic farmy Moravia, przeprowadził się do Owego, prawdopodobnie aby uniknąć procesu. Oficjalnym powodem była chęć zapewnienia lepszych szans rozwoju życiowego dla synów. To właśnie w tym mieście krzyżowały się drogi poszukiwaczy złota. Historie, które sobie wówczas opowiadano – o tych, którzy odnaleźli drogocenny kruszec – wpływały na marzenia o bogactwie. W czasie trzyletniego pobytu w Owego John i jego o rok młodszy, brat William junior, uczęszczali do Owego Academy. Ta szkoła średnia cieszyła się opinią najlepszej w stanie Nowy Jork. Jak to możliwe, że wśród bogatych, mieszczańskich młodzików znaleźli się Rockefellerowie? Najwyraźniej zielarski interes Williama zaczął być dochodowym. W szkole średniej John był przeciętnym uczniem, nie brylował także wśród rówieśników. W tamtym czasie wyróżniał się wśród nich swoja skromnością. Na pewno czuł się niezręcznie w swych wiejskich ubraniach w centrum miasta. Pominięto go nawet na klasowej fotografii, prawdopodobnie na jego własne życzenie. Nie chciał kontrastować z eleganckimi kolegami. 

Najbardziej zajmowały go nowinki techniczne, które od czasu do czasu prezentował uczniom dyrektor szkoły. Po dwóch latach nauki, w 1853 roku, rodzina przeprowadziła się do Cleveland, miasta, które w sposób szczególny zapisze się w pamięci Johna. To tu John w 1855 roku zakończył naukę w liceum, rezygnując z ostatniego roku szkoły. Rówieśnicy odbierali go jako osobę ponurą, mało spontaniczną. Miał jednego przyjaciela – Mark Hanna – przyszłego polityka , który będzie wspierał Rockefellera w monopolistycznym biznesie. W tym czasie poznał również Laurę Celestię Spelman, zwaną pieszczotliwie Cettie, swoją przyszłą żonę. Nie był więc zupełnym samotnikiem, po prostu nie zabiegał o przyjaźnie. Swój czas wolny poświęcał angażowaniu się w sprawy Kościoła baptystycznego, bo to w tej religii został ochrzczony, gdy skończył 15 lat. Rówieśnicy ze szkoły nadali mu nawet przezwisko „diakon”, z uwagi na to, że często uczestniczył w nabożeństwach. Przez chwile miał pomysł, by zostać pastorem, jednak pociąg do biznesu wygrał. Marzeniem jego życia stało się to, by „zarobić 100 tysięcy dolarów i dożyć 100 lat” –  jak zwierzył się koledze ze szkoły. Jego planem na dalsze kształcenie był trzymiesięczny kurs w E.G. Folsom’s Commercial College z zakresu księgowości, kaligrafii, podstaw bankowości obrotu walutą i prawa cywilnego. Ukończył go i w wieku 16 lat mógł zacząć realizować swoje marzenie.  

Przedsiębiorczość w rodzinie, która na dłuższy czas pozostaje bez głównego żywiciela rodziny, była bardzo pożądana. Stąd również matka, oprócz wprowadzenia oszczędności, chciała pokazać, zwłaszcza najstarszemu synowi Johnowi, że pomysłowość przekłada się na zyskowność. Siedmioletni John podbierał wytropionym przez siebie, zdziczałym indyczkom, pisklęta. Następnie odchowywał je, by sprzedawać z zyskiem. Zarobione pieniądze, pod okiem mamy, odkładał do miski i tak już po 3 latach udzielił sąsiadowi pierwszej w swoim życiu pożyczki. Te 50 dolarów pożyczonych na 7% po roku przyniosły mu 3,5 dolara. Od tej kwoty z pewnością cenniejsza była myśl, że od tej pory zrobi wszystko, by pieniądze na niego pracowały. Nie było nic lepszego dla tego rezolutnego młodego chłopca niż nauka poprzez doświadczenie.

Na Johna, podczas nieobecności ojca, spadały obowiązki głowy rodziny. Jako najstarszy z synów musiał im podołać. Już w wieku  jedenastu lat, po szkole, rąbał drewno, dźwigał wodę ze studni, doił krowę, pracował w ogrodzie czy doglądał młodszego rodzeństwa. Ojciec, kiedy się pojawiał, dzielił się ze swoimi dziećmi wiedzą praktyczną na temat kupna i sprzedaży. Chciał wzbudzić w nich czujność oszukując i sprzedając im różne przedmioty, przy czym zawsze próbował wywieść ich w pole. John po latach wspominał, że dzięki temu nauczył się szybko oceniać ryzyko i działać odważnie. Śmiech i zabawa z ojcem, łowienie ryb czy polowanie podczas jego krótkich okresów pobytu w domu to chwile, o których John także będzie mówił w wywiadach. Być może w ten sposób chciał uniknąć niewygodnych pytań o podwójne życie ojca. 

Wiadomo, że od 1855 roku William żył w bigamii. Poślubił młodszą od siebie o 20 lat Margaret. Młoda kobieta oraz jej rodzina nie była świadoma, że wybranek posiada już liczną rodzinę. Co więcej, poznali go jako „doktora Levingstone”  –  bo tak się przedstawiał, kiedy tylko opuszczał bliskich. Nie potrafił jednak zrezygnować z żadnej z tożsamości, kursował między dwoma domami. Można przyjąć, że początkowy sposób na zarabianie –   oparty o amatorskie aktorstwo, mataczenie i oszustwo – stał się stylem jego życia. Tajemnica była na tyle utrzymana, że jego małżonka Eliza zmarła nie poznając prawdy o Williamie. Inaczej niż jej syn, który do końca życia ojca próbował odseparować go od drugiej żony. Kiedy to się nie udawało, wolał mówić, że jego ojciec nie żyje. Tak było np. podczas pogrzebu jego matki, na którym wspomniano, że zmarła była wdową. Życie w dwóch równoległych domach powodowało, że William zmniejszał wydatki. Zależało mu, by najstarszy syn jak najszybciej przejął zobowiązania finansowe związane z rodziną. Ojcu nie zależało już tak bardzo, by syn kontynuował naukę w liceum. Coraz trudniej było mu sprostać podwójnym wydatkom na swoje rodziny. John nie oponował, najlepiej uczył się poprzez doświadczenie. Po skończeniu kursu dla księgowych, w wieku 16 lat – wyruszył na poszukiwania pracy. Chciał pracować w firmie z perspektywami. Poszukiwanie zajęcia zajęło mu sześć tygodni, przez ten czas wychodził z domu każdego ranka o ósmej rano i odwiedzał potencjalne miejsca pracy. Ubrany w swój odświętny strój przemierzał miasteczko Cleveland wzdłuż i wszerz, niektóre z firm odwiedzając dwukrotnie, a nawet trzykrotnie. Był cierpliwy, a dodatkową motywacją była sugestia ojca, że zawsze może wrócić i pracować na farmie. Tego absolutnie nie brał pod uwagę. Pragnął niezależności, poza tym miał swoje marzenie. Jednak jego młody wiek i brak doświadczenia zniechęcał potencjalnych pracodawców. Aż do momentu, kiedy pojawił się w biurze firmy Hewitt&Tuttle. Placówka ta zajmowała się pośrednictwem w sprzedaży oraz spedycją płodów rolnych i szukano w niej księgowego. Rozmawiał z nim młodszy wspólnik Henry B. Tuttle, który poprosił go, by przybył raz jeszcze, w popołudniowych godzinach. John przeczuwał, że to dobry znak, ale swoją radość okazał dopiero po wyjściu z budynku. Drugą rozmowę kwalifikacyjną prowadził starszy wspólnik Isaac L. Hewitt, który po krótkim teście z kaligrafii miał powiedzieć „damy ci szansę”. Ani słowem nie zająknął się na temat zarobków, Rockefeller o to nie zapytał. Zgodnie z poleceniem nowego szefa, od razu przystąpił do pracy. Pierwszą, niewielką zresztą, wypłatę w wysokości pięćdziesięciu dolarów, otrzymał po trzech miesiącach pracy. W tamtych czasach takie traktowanie praktykujących, młodych ludzi było standardem. Jednak dla Rockefellera już na zawsze dzień podjęcia pierwszej, poważnej pracy – 26 września –  obchodzony będzie huczniej niż urodziny, a w jego posiadłości na maszt będzie wciągana flaga. Wszak ta praca zapoczątkowała narodziny człowieka sukcesu w biznesie.

Autorzy: Łukasz Tomys, Michał Włodarski, Justyna Jaciuk

Dla wszystkich zainteresowanych losami Rockefellera polecamy jego biografię “John D. Rockefeller. Najbogatszy Amerykanin w historii”. Pozycja dostępna jest w abonamencie Empik Go.