Od pierwszych chwil istnienia Facebooka Mark Zuckerberg miał pewną obsesję. Przy każdej możliwej okazji wspominał, że chce przekształcić serwis w platformę. Miał na myśli umożliwienie innym udostępnianie ich oprogramowania na łamach Facebooka, podobnie jak Microsoft czy Macintosh są platformami dla aplikacji stworzonych przez zewnętrznych programistów.

Każda duża firma technologiczna przechodzi przez dwa – trzy kluczowe etapy transformacyjne – momenty, w których ich właściciele odkrywają, że stworzyli coś większego i innego, niż pierwotnie zamierzali.

Pierwszym olśnieniem Zuckerberga była chwila, w której razem z Moskovitzem zorientowali się, że Facebook ma szansę na zdobycie rynku większego niż grupa amerykańskich studentów. Drugie objawienie wynikało z dostrzeżenia zaskakującej popularności aplikacji ze zdjęciami. Stało się zatem jasne, że dzieje się coś przełomowego. Mark w 2007 roku mówił:

Nasza aplikacja nie ma większości funkcji, które można znaleźć na innych platformach. Nie pozwalamy na upload zdjęć w wysokiej rozdzielczości, całkowicie wyłączona jest funkcja drukowania, a do niedawna nawet nie można było zmienić kolejności zdjęć. Pomimo wszystko ta właśnie usługa wygenerowała największy ruch sieciowy, jaki zanotowano dotąd na serwisach fotograficznych.

Podobny sukces odniosła możliwość tworzenia wydarzeń. Co przyczyniło się do takiej popularności, pomimo wyraźnych niedociągnięć? Otóż Facebook w przeciwieństwie do innych serwisów pozwalał na integrację z tzw. wykresem społecznym. To był koncepcyjny przełom firmy. Po długich analizach i dyskusjach kadra kierownicza Facebooka doszła do wniosku, że kluczowa wartość firmy leży w powiązaniach pomiędzy ludźmi. Stworzono więc wykres społeczny w rozumieniu matematycznym – był przedstawiony jako sieć węzłów i połączeń pomiędzy użytkownikami Facebooka. Węzły to indywidualni użytkownicy, a wychodzące od nich linki to ich znajomi.

– Mamy najpotężniejszy mechanizm dystrybucji, jaki został kiedykolwiek stworzony – chwalił się Mark.

Co ważniejsze, ten sam mechanizm mógł zostać zastosowany do dowolnego rodzaju danych, nie tylko zdjęć czy wydarzeń.

Zuckerberg snuł plany przekształcenia Facebooka w platformę właściwie od momentu, gdy zaczął nad nim pracować. Nauczył się programowania poprzez funkcjonalności, które istniały wewnątrz AOL, wówczas najpotężniejszego serwisu internetowego. Społeczność hakerów, w tym Mark, była przyczyną przeobrażenia AOL w platformę, czy jej zarządzający tego chcieli, czy nie.

Co jest takiego wyjątkowego w fakcie zarządzania platformą, że zajmowało to umysł Zucka przez tyle lat? Jej powstanie umożliwiłoby Facebookowi stanie się ogniwem w ekosystemie partnerów, którzy są zależni od jej produktu. W momencie, w którym dana firma przekształca się w centrum ekosystemu, staje się praktycznie nie do usunięcia przez konkurencję. Do mistrzostwa tę taktykę opanował Apple, który dokonał tej sztuki z systemem Macintosh, a następnie z iPodem i w końcu z iPhonem.

Zuckerberg uświadomił sobie, że specjalnością Facebooka jest utrzymywanie profili użytkowników i analizowanie powiązań między nimi. Prawie wszystko inne może być tworzone przez niezależne spółki znajdujące się w cudzych rękach. Proces został rozpoczęty, kiedy firma Marka otworzyła przestrzeń nowym partnerom. Co zaskakujące, Zuckerberg i jego współpracownicy planowali pozwolić deweloperom na czerpanie zysków z wymyślonych przez nich aplikacji, przy zerowych kosztach działania wewnątrz ekosystemu Facebooka. Ponadto zapowiedziano, że deweloperzy mają pełną dowolność w tym, co tworzą. Mogą zbudować cały swój biznes na platformie Facebooka. Mogą umieszczać reklamy. Mogą mieć sponsorów. Mogą sprzedawać produkty i usługi, przekierowując kupujących na zewnętrzną stronę. Planowano, że powstaną firmy, których podstawowa działalność będzie opierać się na przynależności do Facebooka.

Część pracowników, szczególnie marketingowcy, byli bliscy apopleksji. Dlaczego pozwalać twórcom aplikacji na konkurowanie z Facebookiem w zdobywaniu reklam? Podczas wszystkich spotkań i długich dyskusji na ten temat Mark pozostał nieugięty.

– Sukces aplikacji będzie zwiększał ruch w serwisie – argumentował.

Poza tym Facebook zamierzał zagwarantować sobie prawo do umieszczania swoich reklam na stronach tworzonych aplikacji. Wydaje się, że dla Zuckerberga dodatkową motywację w dopuszczeniu zewnętrznych firm do platformy społecznościowej stanowiła chęć stworzenia atmosfery zdrowej konkurencji, która pobudzi kreatywność własnych pracowników – sukcesy innych będą motywacją do utrzymania wysokiego poziomu własnych funkcjonalności.

Aby platforma mogła wystartować z fajerwerkami, Mark musiał opracować sposób na promocję swojego biznesu wśród deweloperów. Tak oto narodziła się idea imprezy, która zyskała miano F8, a pierwsza z nich została zorganizowana w maju 2007 roku. Jej nazwa jest homofonem słowa fate – „przeznaczenie” – dla podkreślenia, że przekształcenie w platformę to przeznaczenie Facebooka. Ósemka w nazwie konferencji, przeznaczonej w głównej mierze dla programistów i przedsiębiorców, nawiązywała do tradycji 8-godzinnych hackathonów, które organizowano dla pracowników Facebooka.

Przygotowanie platformy na otwarcie się dla zewnętrznych firm zostało poprzedzone intensywną pracą zespołu Zuckerberga. Rozpoczął się kolejny maraton programowania. Adam D’Angelo wraz z grupą programistów pracowali 7 dni w tygodniu przez ponad 3 miesiące. Pomimo tego krótko przed inauguracją F8 nie działał kluczowy element platformy. Naprawiono go dosłownie parę godzin przed rozpoczęciem imprezy.

F8 było utrzymywane w ścisłej tajemnicy. Nikt w Dolinie Krzemowej nie wiedział, co się święci, poza tym, że Facebook ma coś dużego do zaprezentowania. Nigdy wcześniej firma nie była tak enigmatyczna i oszczędna w słowa mogące uchylić rąbka tajemnicy. Nie powinno więc dziwić, że zebrał się tłum dziennikarzy. Inauguracja przyciągnęła 750 osób, które z trudem pomieściły się w przygotowanej sali. Mark rozpoczął patetycznie:

– Razem rozpoczynamy nową inicjatywę w branży komputerowej.

Demo platformy było bez wątpienia jak do tej pory najlepiej przygotowaną prezentacją Marka. Ciężka praca i nerwy opłaciły się – wszyscy byli zachwyceni pomysłem. Wieści rozeszły się lotem błyskawicy po wszystkich serwisach i po całej blogosferze.

Ekosystem, który planował Zuckerberg, zaczął się budować. Swoje aplikacje zaprezentowało ponad 40 firm, włączając w to Microsoft, który pokazał dwie, mające na celu pomoc w zintegrowaniu istniejącego software’u z Facebookiem. „Washington Post” stworzył kompas polityczny, który porównywał poglądy polityczne użytkownika z zapatrywaniami jego znajomych. Sean Parker razem z dawnym współlokatorem Zuckerberga, Joe Greenem, opublikował aplikację „Causes”, która pomagała instytucjom charytatywnym w zbiórce pieniędzy.

Kolejnego dnia rano firma stanęła przed starym problemem: iLike, przedsiębiorstwo posiadające własną sieć społeczną, w której wymieniano się muzyką, po przeniesieniu się na platformę Facebooka miała taki ruch, że nie była w stanie go udźwignąć i w panice wydzwaniała do swoich kontaktów w firmie Zuckerberga.

– Nie wiemy, co robić! Możecie nam pomóc z serwerami? – błagało kierownictwo iLike.

Takie przypadki nie należały do rzadkości. Praktycznie każda firma, która w dniu inauguracji przeniosła się na nową platformę, zmagała się z potężnym skokiem ruchu sieciowego. Przedstawiciele iLike przylecieli z Seattle, wynajęli potężną furgonetkę i krążyli po Dolinie Krzemowej, pożyczając serwery od każdego, od kogo tylko mogli. Ich desperację można uzasadnić faktem, iż dzień po inauguracji F8 przybyło im 40 tysięcy użytkowników. Dwa dni później ta liczba gwałtownie skoczyła do 400 tysięcy. Koniec końców Facebook podpisał umowę z dużym centrum zarządzania danymi, które otworzyło cały obiekt specjalnie dla partnerów platformy.

Reakcja w branży technologicznej była bliska ekstazy. Platforma Facebooka i wypuszczenie na rynek iPhone’a przez Apple okazały się dwoma najczęściej dyskutowanymi wydarzeniami roku.

Tak jak przewidywał Zuckerberg, Facebook dał aplikacjom fenomenalną możliwość pozyskania nowych odbiorców. Użytkownicy serwisu byli informowani przez news feed, gdy ich znajomi instalowali nową aplikację, więc nawet najskromniejszy pomysł jednego dewelopera z zerowym budżetem marketingowym miał szansę na dotarcie do milionów ludzi, jeśli ten twór okazał się pożyteczny. Facebook zaczął się stawać samodzielnym, internetowym wszechświatem.

Powyższy wpis jest fragmentem audiobooka pt. Mark Zuckerberg i jego imperium. Jak Facebook zmienia Twój świat. Jeśli ciekawi Cię historia powstania i rozwoju Facebooka, a także inne kwestie związane z największym serwisem społecznościowym oraz jego założycielem, książkę w wersji audio znajdziesz m.in. w Empiku, Audiotece, Legimi oraz Storytel.