Zakładanie firmy, zwłaszcza produkującej wyspecjalizowany asortyment skierowany do wąskiego kręgu odbiorców, w okresie powojennym było krokiem, na który zdobywali się desperaci i szaleńcy, albo… odważni wizjonerzy. Dlaczego?

Otóż kryzys ekonomiczny dawał się we znaki wielu gospodarstwom domowym, w których myślano w pierwszej kolejności o zaspokojeniu najpilniejszych potrzeb bytowych. Poza tym, deficyty materiałowe utrudniały pozyskiwanie surowców do produkcji większości towarów. Oprócz tego w wielu miastach nie słyszano o elektryfikacji albo dostęp do prądu był ograniczony. Na pewno nie ułatwiało to organizacji pracy, jednak Adolf Dassler ani myślał, by się poddać, pragnąc urzeczywistnić wizję zakładu produkującego profesjonalne obuwie sportowe.

Zaradny Adi rozwiązywał kolejne problemy, a motywację do pokonywania przeszkód czerpał z wyobrażania sobie przyszłych sukcesów i potęgi własnej firmy. Lecz jeśli w tym momencie nasza wyobraźnia kreśli sylwetkę marzyciela bujającego w obłokach i oderwanego od przyziemnych spraw, to tkwimy w błędzie. Wprawdzie znajdziemy w Adolfie rysy idealisty, ale zdecydowanie silniejsze były w nim cechy zaradnego pragmatyka, który sukcesywnie dąży do celu. Już w młodzieńczych latach wyróżniał się konsekwencją w działaniu i dojrzałym podejściem do życia. Cechowały go ambicja, pracowitość i upór. Pomysłowość zaś pozwalała mu wyjść z niejednych tarapatów.

Mawia się, że potrzeba jest matką wynalazków i nie inaczej było w przypadku Adolfa. Przykładowo: gdy coraz bardziej zaczął mu doskwierać deficyt energii elektrycznej, szybko wymyślił, jak temu zaradzić. Otóż z części rowerowych umocowanych w konstrukcji z drewnianych belek i skórzanego paska połączonego z maszyną do cięcia skór stworzył urządzenie, które podczas jazdy wytwarzało prąd mogący oświetlić jego zakładzik. Do nużącego zajęcia, jakim było jednostajne pedałowanie, zaangażował Josefa (Seppa) Erhardta, który tym samym okazał się pierwszym pracownikiem w firmie.

W rozkręcenie biznesu Adolfa zaangażowała się też jego rodzina. I tak w przerwach od codziennych obowiązków ojciec młodego fascynata obuwia uczył syna podstaw produkcji butów i klapków. Marie, siostra Adiego, także pomagała w początkach tworzenia firmy. Pobierała od ojca nauki prawidłowego szycia, by potem wykorzystać nabyte umiejętności manualne w przedsiębiorstwie Adolfa, wykazując się profesjonalizmem i dużą zręcznością. Raczkujący biznes można z całą pewnością nazwać firmą rodzinną, której każdy oddawał swój czas, pracę i nade wszystko – serce.
Najbardziej emocjonalnie i z wielką pasją do projektu firmy podchodził – co oczywiste – Adolf. Od samego początku wiedział jedno: celem nie jest po prostu wytwarzanie pierwszych lepszych, nijakich butów dla każdego. Adi chciał być niezrównanym mistrzem w swym fachu, a jako aktywny sportowiec pragnął, by spod jego ręki wychodziło innowacyjne obuwie dla profesjonalistów. Miało wyróżniać się wytrzymałością i – co równie ważne – jak najmniejszą wagą przekładającą się na wyniki zawodników. Adolf, który spędzał wiele wolnego czasu na uprawianiu licznych dyscyplin sportowych, wiedział, jakie atrybuty powinno mieć idealne obuwie. Zresztą, większość początkowych projektów sprawdzał podczas biegania i rozmaitych ćwiczeń fizycznych, a potem – na podstawie empirycznych wniosków – wprowadzał kolejne poprawki i udoskonalenia. Podkreślić trzeba, iż w tym okresie jedynymi testerami nowych produktów był właśnie Dassler i jego najbliżsi przyjaciele. Wyczerpujące i szczere informacje zwrotne, jakie otrzymywał od osób, którym zależało na sukcesie początkującej firmy, sprawiały, że każdy kolejny produkt coraz bardziej zbliżał się do doskonałości. A na tym właśnie zależało Adiemu.

Podczas gdy Adolf wymyślał i poddawał kolejnym próbom nowe modele obuwia, Rudolf postanowił wybrać inną niż brat ścieżkę kariery zawodowej. […] Ostatecznie w 1923 roku zerwał jednak umowę z dotychczasowym pracodawcą i wszystko postawił na jedną kartę: wspólny braterski biznes. W ten sposób dołączył do Adolfa i wrócił w rodzinne strony.

Przypomnijmy, iż Herzogenaurach, podobnie jak wiele innych niemieckich miast w tamtym okresie, przeżywało kryzys ekonomiczny. Tylko nieliczne zakłady produkcyjne przetrwały trudy I wojny światowej. W samym Herzogenaurach bezrobocie sięgało wówczas około 70 procent. Nie było to zbyt obiecujące tło dla rozwoju początkującej firmy, która miała się specjalizować w produkcji sportowego obuwia.
Na pozór wydawałoby się, że gorzej być nie może, jednak to właśnie w kryzysowych czasach sport i wszelkie formy rekreacji okazały się w Niemczech nad wyraz pożądane. Ludność podczas spotkań na stadionach czuła jedność i siłę. Nabierała przekonania, że wspólnie można pokonać największe trudności. Tężyzna fizyczna miała stanowić potwierdzenie wielkiej mocy i woli przetrwania. Solidarne kibicowanie sportowcom pomagało odreagować codzienne troski; możliwe stało się choć chwilowe zapomnienie o nieszczęściu oraz oderwanie się od trudnej rzeczywistości, w której przyszło im żyć. Sport i masowe widowiska miały pełnić rolę swoistego współczesnego katharsis oraz pozwolić na ekscytację sukcesami, wynikami i rekordami rodzimych zawodników. Dostarczały one wielkich wzruszeń, dawały poczucie wspólnotowości i budowały wiarę w możliwość bycia niezwyciężonym.

W omawianym okresie coraz większą popularność zyskiwała piłka nożna. Warto dodać, iż jeszcze kilka lat wstecz była ona w Niemczech dyscypliną pogardzaną przez opinię publiczną. Określano ją mianem „angielskiego chwastu”, zasługującego jedynie na wyrwanie go z korzeniami z niemieckiej kultury. Natomiast niemieckich piłkarzy początkowo atakowano terminami typu „kopiący zdrajcy ojczyzny”. A jednak na przekór potępieniu, młodych adeptów futbolu wciąż przybywało. Wyglądało więc na to, że choć sport ten nie zagrozi popularnej w Niemczech lekkoatletyce, to jednak jego renoma będzie już tylko wzrastać.
Na umocnienie pozycji piłki nożnej wpłynęły dwa czynniki. Po pierwsze: Anglia stanowiła w tamtym czasie niewątpliwie światową potęgę i oczy całego świata, w tym Niemiec, były na nią skierowane. Sukcesy, jakimi w wielu dziedzinach mógł się szczycić ten wyspiarski kraj, w połączeniu z nowoczesnym stylem życia Anglików stanowiły zarówno obiekt pożądania, jak i impuls do naśladownictwa. Po drugie: w niedawno krytykowanej dyscyplinie sportowej dostrzeżono materiał mogący przyczynić się do scementowania tak silnie spolaryzowanego społeczeństwa. Piłka nożna zacierała granice między klasami społecznymi w Niemczech podzielonych wówczas na proletariat i burżuazję. Dawała te same możliwości każdemu, niezależnie od pochodzenia, wyznawanych poglądów politycznych czy zasobności portfela. Nie była ani elitarna, ani plebejska – zarówno w kontekście samych piłkarzy, jak i kibiców tłumnie przybywających na stadiony.

Na mapie całego kraju pojawiać się zaczęło coraz więcej klubów piłkarskich. Nie powinno więc zaskakiwać, iż futbolową gorączką ogarnięty został też zapalony miłośnik sportu – Adolf Dassler. Młodzieniec wstąpił do miejscowego FC Herzogenaurach, gdzie zajmował pozycję środkowego napastnika. Aktywność na boisku piłkarskim szła w parze z dynamicznym rozwojem własnej fabryki obuwia. Dla Dasslerów nadszedł w końcu czas, by zająć się produkcją na szerszą skalę.

Warto tu też wspomnieć, iż jeszcze przed nadejściem czasów tak dużego zainteresowania piłką Adolf stworzył pierwsze buty biegowe z kolcami. Same kolce wykonał dla niego i zamontował w podeszwach […] przyjaciel – Fritz Zehlein. Jego ojciec był kowalem, więc chłopak otrzymał sporo praktycznych wskazówek, by jak najlepiej wywiązać się z powierzonego zadania. Choć Adiego zadowalał efekt, to aby upewnić się, że produkt końcowy zasługuje na uznanie, poddał go licznym testom. Po miesiącach treningów w nowatorskim modelu obuwia wiedział, że korki piłkarskie – obok obuwia lekkoatletycznego – mogą okazać się strzałem w dziesiątkę.

Perspektywa spektakularnych sukcesów związanych z masową produkcją obuwia sportowego na razie musiała poczekać na lepsze czasy. Rzeczywistość rządziła się bowiem swoimi prawami, a te były brutalne. W pogrążonym w recesji kraju nowe firmy borykały się z bardzo prozaicznymi, wspomnianymi już wcześniej problemami w postaci braku materiałów czy ograniczeń związanych z dopływem prądu, a tym samym o osiągnięciu sukcesu nie miały co marzyć. W tej sytuacji Dasslerowie zajęli się dość prymitywną i raczej hobbystyczną produkcją. Był to czas prób i eksperymentów, planów i projektów, wielkich marzeń i przyziemnych kłopotów. Produkcja pojedynczych sztuk butów początkowo odbywała się albo na stole kuchennym w rodzinnym domu, albo w budynku dawnej pralni. Na tym etapie bracia realizowali swoje pomysły, korzystając jedynie z darmowych odpadów lub resztek materiałów zakupionych za niewielkie pieniądze. Żeby zarobić na lepsze tworzywa i maszyny, których wciąż brakowało, naprawiali buty mieszkańcom Herzogenaurach. Te skromne początki przywodzą skojarzenia z wieloma start-upami Doliny Krzemowej, które jak grzyby po deszczu będą powstawać pod koniec XX wieku – firmami zaczynającymi działalność w garażach, szopach, pokojach w akademikach, by potem stać się prawdziwymi gigantami w swoich branżach. Nie inaczej było z biznesem braci Dassler, ale nie wyprzedzajmy faktów.

1 lipca 1924 roku Adolf i Rudolf oficjalnie zarejestrowali Gebrüder Dassler Schuhfabrik, czyli dosłownie Fabrykę Butów Braci Dasslerów. Rodzeństwo podzieliło się obowiązkami zgodnie z posiadanymi umiejętnościami i temperamentami. Spokojny, rozkochany w sporcie, pedantyczny w dopracowywaniu wszystkich projektów do doskonałości Adolf kierował rozwojem technicznym, podczas gdy ekstrawertyczny, pewny siebie i już doświadczony w handlu Rudolf sprawował funkcję szefa sprzedaży i marketingu.

Adi dopieścił w tym czasie swój projekt butów piłkarskich wzorowanych na korkach, w których grali angielscy futboliści. Całe, włącznie z ćwiekami umieszczonymi na spodzie, wykonano ze skóry. Okolice palców i kostek zostały dodatkowo wzmocnione za pomocą grubszych skórzanych partii. Wraz z obuwiem lekkoatletycznym z wbijanymi metalowymi kolcami miały teraz stanowić filar produkcji Dasslerów. Sprzedaż detaliczna w tamtym okresie osiągała znikomy poziom i nie zapewniała braciom stabilizacji finansowej. Klientów było jak na lekarstwo, a tym samym – kasa młodych przedsiębiorców świeciła pustkami.

Dasslerowie nie załamywali rąk. W ich przypadku ciężkie warunki sprzyjały kreatywności. Analizując sytuację, w jakiej się znaleźli, biznesmeni wpadli na pomysł, w jaki sposób rozwinąć przedsiębiorstwo i pozyskać pożądanych klientów. A kto będzie najlepszym nabywcą i użytkownikiem specjalistycznego obuwia sportowego? Banalna w swej prostocie odpowiedź skierowała myśli, a potem kroki właścicieli maleńkiej fabryki do klubów sportowych. To do nich w pierwszej kolejności zaadresowano ofertę Gebrüder Dassler Schuhfabrik.

Zespolenie talentów, pasji i potencjału obu braci przyniosło efekty. Adolf, grający w FC Herzogenaurach, wraz z doświadczonym w handlu bratem Rudolfem, w pierwszej kolejności wykorzystali sytuację rozbudowy lokalnego klubu. Zaproponowali szefom drużyny sprzedaż butów w promocyjnych cenach dla wszystkich członków zespołu. Jak na tamte czasy było to innowacyjne posunięcie i bracia nie oczekiwali zbyt wiele po przedstawieniu swojej oferty. Na pewno nie spodziewali się wielkiego sukcesu w pertraktacjach. Tymczasem otrzymali zamówienie, które zapewniło im ciągłą produkcję na kilka najbliższych miesięcy. Dzięki temu zatrudniono 12 pracowników, którzy produkowali około 50 par obuwia dziennie.

Osiągnięty sukces ich rozochocił. Rudolf postanowił kuć żelazo póki gorące. Wkrótce skontaktował się z kilkoma niemieckimi klubami piłkarskimi, wysyłając im paczki z butami oraz broszurami zawierającymi specyfikację produktu. Po pewnym czasie zaczęły napływać informacje zwrotne, a wraz z nimi liczne zamówienia. Kluby sportowe chciały kupić obuwie braci Dasslerów dla swoich zawodników. W korespondencji handlowej obok konkretnych zleceń umieszczali adnotacje zawierające liczne pochwały produktów za niewątpliwą staranność wykonania, wagę i co najważniejsze: niezaprzeczalną jakość. Wieść o producentach z Herzogenaurach stopniowo zaczęła roznosić się po całym kraju.

Niedługo po otrzymaniu zleceń od klubów piłkarskich niespodziewanie w Herzogenaurach pojawił się Josef Waitzer – trener niemieckiej drużyny lekkoatletycznej. Dodajmy, że ten wyjątkowy gość, który przyjechał do fabryki naszych bohaterów, wcześniej uprawiał różne dyscypliny lekkoatletyczne. Reprezentował kraj na sztokholmskich igrzyskach olimpijskich w 1912 roku w rzucie oszczepem i dyskiem, a także w pięcioboju, z którego jednak został wykluczony za nieukończenie biegu na 200 metrów.
Teraz ta legenda niemieckiego sportu, pokonując dystans około 200 kilometrów, przyjechała na swoim motocyklu z Monachium bezpośrednio do fabryki Dasslerów…

Powyższy wpis jest fragmentem audiobooka pt. Adidas kontra Puma. Dwaj bracia, dwie firmy. Jeśli ciekawi Cię historia braci Dassler oraz zbudowania jednych z najbardziej rozpoznawalnych marek na rynku obuwia i odzieży sportowej, książkę w wersji audio znajdziesz m.in. w Empiku, Audiotece, Legimi oraz Storytel.