Wpis jest fragmentem z książki pt. “Coco Chanel. Krótka historia największej dyktatorki mody” autorstwa Renaty Pawlak.

Coco Chanel, znalazłszy się w Paryżu (…) zaczęła poważnie rozważać pomysł otwarcia własnego biznesu. Pragnęła usamodzielnić się finansowo, ucinając jakiekolwiek spekulacje, że jest utrzymanką bogatych mężczyzn. Chciała zarabiać i w pełni decydować o swoim życiu. Miała twórczą wyobraźnię, dryg organizacyjny i silny charakter; była odważna i głodna sukcesów – czegóż więcej potrzeba, by zacząć nowy rozdział w życiu?

Chanel już wcześniej, podczas pobytu w zamku Balsana, miała okazję przyglądać się najwytworniejszym damom, które paradowały w wymyślnych kreacjach podczas wyścigów konnych. (…) Bardzo krytycznie oceniała przede wszystkim ich nakrycia głowy. Wspominała „ogromne patery przybrane owocami, budowle z piór”, przy czym dodawała, że „prawdziwe przerażenie” wzbudzał w niej fakt, iż te kapelusze nie mieściły się im na głowach.

Tymczasem jej kreacje pozbawione były wszelkich zbędnych fanaberii, stosów tiulu, zamiatających kurz trenów, sobolowych narzutek i tandetnych dodatków. Gabrielle często nosiła kapelusze „naciągnięte aż po uszy” i lansowała ich prostą wersję. Były to najczęściej filcowe nakrycia głowy albo słomkowe zdobione wstążką i dużą szpilką. Projekty Chanel zdecydowanie wyróżniały się z tłumu i zaczęły wzbudzać coraz większy zachwyt znajomych.

Coco wspominała:

Na trybunach hipodromów zaczynało się mówić o moich zadziwiających, nietypowych kapeluszach: zimnych i surowych. Wyglądały jak przeczucie wieku żelaza, który miał nadejść, a którego nic jeszcze nie zapowiadało.

Karl Lagerfeld po latach celnie zauważył:

Coco Chanel urodziła się, rozumiejąc kobiety z czasów, które miały dopiero nadejść.

Grono eleganckich dam, które prosiły o zrealizowanie autorskiej wersji kapelusza Chanel specjalnie dla nich, nieustannie się powiększało.
Zaznaczmy przy tym, iż Coco przyciągała uwagę nie tylko kapeluszami, ale też pozostałymi elementami stroju, które stylem znacznie odbiegały od tego, co nosiły kobiety w owej epoce. Przy boku Boya rozkwitała jej twórcza wyobraźnia, a garderoba ukochanego stawała się wielokrotnie ofiarą jej fantazji. Gabrielle (tak miała na imię w rzeczywistości – przyp.) wykradała jego ubrania i przerabiała tak, by nadać im niepowtarzalny kobiecy urok. Z czasem inspirowanie się męską garderobą stanie się jednym ze znaków rozpoznawczych projektantki.

Przyglądając się fotografiom z tamtego okresu, dostrzeżemy Coco ubraną w ascetyczne, niemal przywodzące skojarzenia z mundurkiem panny z przyklasztornej szkółki, suknie oraz pozbawione jakichkolwiek ozdób słomkowe kapelusze. Po latach swojej przyjaciółce Claude Delay tłumaczyła obranie takiej strategii w stylu ubierania się w następujący sposób:

Nic tak nie postarza kobiety jak jawna kosztowność, ozdobność i skomplikowanie.


Nadszedł więc czas, by zaryzykować i wykorzystać potencjał tkwiący w młodej modystce. Dziewczyna początkowo kupowała tanie kanotiery w Galerii Lafayette i samodzielnie je dekorowała prostymi tasiemkami. Inwestycja nie wymagała wielkich nakładów, jednak Chanel śniła o czymś na znacznie większą skalę. W przedsięwzięcie Coco na pierwszym etapie zaangażował się nie tylko obecny kochanek, ale też poprzedni adorator. Balsan i Capel podzielili między siebie koszty związane z otwarciem salonu Chanel. Etienne oddał jej do dyspozycji swoje paryskie mieszkanie przy boulevard Malesherbes 160, a Boy opłacał bieżące rachunki.

Chanel w późniejszych latach nieco uszczypliwie skomentowała ten gest, mówiąc: „Postanowili dać mi miejsce, w którym mogłabym robić swoje kapelusze (…) zupełnie tak, jakby ofiarowywali mi zabawkę. (…) Nie mieli pojęcia, jakie to dla mnie było ważne”.

Obaj kierowali do Gabrielle przyjaciółki i znajome, wśród których sporo było kurtyzan i aktorek. W dużym stopniu to właśnie im Gabrielle zawdzięcza spopularyzowanie swoich modeli kapeluszy. Aktorki nie dość, że z dumą nosiły je podczas spacerów, to pokazywały się w nich na scenie i pozowały na fotografiach umieszczanych w poczytnych czasopismach. Jedna z popularnych w owym czasie aktorek Lucienne Roger we wrześniu 1909 roku pojawiła się na okładce stylowego magazynu poświęconego sztuce „Comoedia Illustré”. Uwagę czytelników przykuła nie tylko uroda modelki, ale przede wszystkim tkwiący na jej głowie kapelusz autorstwa Chanel. Była to świetna reklama dla młodej modystki, o której stylizacjach zaczęło być naprawdę głośno. Zainteresowanie jeszcze bardziej wzrosło, kiedy miesiąc później można było ujrzeć zdjęcia Coco w tymże magazynie. Odtąd regularnie pisano o jej stylu i kolejnych projektach, akcentując ich „rzadką wytworność” oraz „pewny siebie i delikatny gust”.

Gabrielle, opowiadając po latach o początkach funkcjonowania swojej firmy, wielokrotnie podkreślała, że nie zajmowała się bezpośrednio sprzedażą – unikała kontaktów z klientkami, które wiedzione głównie ciekawością przekraczały próg jej sklepu. Chanel przyznawała się do tego, że nigdy nie lubiła obsługiwać klientek i za uwłaczające swojej godności traktowała targowanie się z nimi. Poza tym nie miała zamiaru schlebiać kobietom, które przymierzały jej kreacje i oczekiwały komplementów usłużnego personelu.

Być może ta niechęć wynikała z wypieranej z pamięci przeszłości córki obwoźnego komiwojażera. Możliwe, że zachowała urazę do profesji sprzedawcy z czasów, kiedy pracowała w sklepie bławatnym i z pokorą musiała znosić kaprysy wyniosłych damulek.

W każdym razie znane są liczne anegdoty na temat ukrywania się Chanel przed kupującymi. Najczęściej powtarzana historyjka z tamtego okresu opowiada o Coco chowającej się w szafie na zapleczu – tylko po to, by uniknąć konfrontacji. Poza tym projektantka uważała, że nie powinna być łatwo dostępna dla klienteli, gdyż w ten sposób pozbawia się uroku i swoistej otoczki tajemniczości. Im rzadziej pokaże się w salonie, tym większe będzie budzić zainteresowanie. Tej zasady, ujętej słowami „klientka zobaczona to klientka stracona”, będzie się konsekwentnie trzymała przez następne lata.

Warto tu dodać, że realizacją tej maksymy stanie się też późniejszy zwyczaj ukrywania się Chanel podczas jej słynnych pokazów mody przy rue Cambon. Projektantka nigdy nie zajmie miejsca wśród widowni w świetle reflektorów. Widowiskom przyglądać się będzie z najwyższych stopni spiralnych schodów, które obdarzy mianem „kręgosłupa domu”. Siedząc w półmroku, najczęściej w samotności, paląc jednego papierosa za drugim, nie spuści wzroku z odbijających się w lustrach zawieszonych na ścianach klatki schodowej modelek, klientek oraz dziennikarzy. Sama pozostanie dla nich niewidzialna.

Zaznaczmy również, iż Chanel, wkraczając w świat biznesu modowego, była zupełnie niedoświadczona w sprawach dotyczących prowadzenia interesu. Nie miała pojęcia o funkcjonowaniu banków, pożyczkach, czekach, sposobach prowadzenia ksiąg rachunkowych. Przyznając się do swej naiwności w tamtym okresie, już jako wytrawna bizneswoman, powiedziała: „Troszczyłam się tylko o kształt kapeluszy, z całą dziecięcą przyjemnością z tego, że jestem nazywana »panienką«”.

Coco dość szybko pozbyła się nonszalanckiego stosunku do spraw finansowych – stało się to w momencie, gdy Boy wspomniał, że dzwonili do niego z banku w związku z zadłużeniem salonu i wystawianiem przez Chanel wielu czeków na pokaźne kwoty. Arthur Capel poręczył w banku za ukochaną oraz jej biznes. Coco o tym fakcie dobrze wiedziała, jednak nie do końca rozumiała mechanizm rękojmi. Teraz dotarło do niej, że mimo prężnie działającego własnego salonu, jest uzależniona finansowo od Capela. Na to ambitna i dumna Coco nie miała zamiaru się godzić. Przyznała potem: „(…) tego dnia skończyła się moja młodość spędzana w nieświadomości”. Następnie zaczęła intensywnie nadrabiać lekcje z księgowości, a kolejny dzień pracy zaczęła od spotkania ze swoją zastępczynią, której stanowczo oświadczyła: „(…) nie jestem tu dla zabawy, wydawania pieniędzy na prawo i lewo. Jestem tu, żeby dorobić się fortuny”.
Gabrielle miała znakomite pomysły na nowe kreacje, jednak brakowało jej umiejętności materializowania się tych koncepcji. Trzeba przy tym pamiętać, że mowa o czasach, w których salony mody – takie jak pracownia Chanel – były miejscami zajmującymi się tworzeniem luksusowych ubrań na zamówienie dla konkretnego klienta. Pracujące w takim atelier krawcowe musiały mieć wysokie kwalifikacje, których Coco Chanel brakowało.

W związku z tym właścicielka salonu skorzystała z rekomendacji Etienne’a i do pomocy przyjęła Lucienne Rabaté, która cieszyła się uznaniem wśród bogatych paryskich dam. Dotychczas ta młoda modystka pracowała w jednej z najbardziej prestiżowych pracowni Maison Lewis i miała spore doświadczenie oraz wysokie umiejętności. Lucienne wkrótce przyprowadziła ze sobą dwie utalentowane asystentki. Zespół wzmocniły też krewne Chanel – jej ciotka Adrienne oraz siostra Antoinette, której powierzono zadanie witania klientek i opiekowania się salonem.
Wkrótce okazało się, że sposób prowadzenia interesów przez Coco nie podobał się Lucienne, która próbowała początkowo subtelnie negocjować ze swoją szefową metody zarządzania firmą. Lucienne i Gabrielle jednak bardzo się różniły charakterami i spojrzeniem na biznesowe niuanse świata mody. Modystka miała opanowany do perfekcji protokół zachowania. Przywiązywała wagę do tego, by nie urazić tej czy innej damy obecnością kokoty w sklepie. Podkreślała, że należy unikać sytuacji niestosownych czy krępujących. Właścicielka atelier natomiast nie zwracała uwagi na tego typu subtelności i nawet nie chciała ich znać, uważając je po prostu za śmieszne i zaściankowe. Kurtyzany były ważną częścią jej klienteli i nie zamierzała ich stracić, wiedząc, że to one odpowiadają w dużej mierze za popularność jej kreacji. W tej sytuacji Lucienne zdecydowała się porzucić to amatorskie – jej zdaniem – przedsięwzięcie.

W rok po otwarciu pracowni początkującej modystki grono jej klientów znacznie się rozrosło i ciągle przybywało zamówień. Interesy szły coraz lepiej. 1 stycznia 1910 roku Gabrielle uruchomiła działalność w nowym lokalu mieszczącym się w doskonałej lokalizacji – przy rue Cambon 21. Salon znalazł się w samym sercu modnej dzielnicy słynącej z luksusowych sklepów, w których sprzedawano biżuterię, futra, kapelusze, jedwabie i eleganckie stroje. Wraz z otwarciem nowego punktu sprzedaży, stopniowo poszerzała się też oferta salonu krawieckiego Chanel. W pracowni można było zamówić już nie tylko eleganckie kapelusze, ale także ubrania.

Realizacja marzenia o większym atelier i bogatszym asortymencie niż tylko kapelusze spełniła się dzięki determinacji Chanel, która już w tym momencie w pełni zasługiwała na miano kobiety nowoczesnej, choć jeszcze nie w pełni niezależnej. Otwarcie nowego salonu mody było bowiem możliwe dzięki wsparciu finansowemu Arthura, który nie tylko wierzył w talent Gabrielle, ale też był przekonany, że nowa siedziba to podstawa, aby pozwolić Gabrielle na poważne traktowanie.

Tymczasem w świecie mody ostatnie tchnienia wydawali starzy projektanci pokroju Jacquesa’a Douceta i jego ucznia Paula Poireta, którzy w swej pysze lekceważyli konkurencję. Nie dostrzegali poważnego zagrożenia ze strony młodej modystki promującej zupełnie inny styl ubioru niż ten, w który oni wierzyli. Jakże byli zadufani i krótkowzroczni! Nie wyczuwali, że ich epoka się kończy, a za symbol nowych czasów, w których królować będzie Chanel, może uchodzić wymyślona przez nią około 1912 roku ciemna, prosta sukienka uszyta z aksamitu, której jedyną ozdobą był biały kołnierzyk. Uszyta została dla przyjaciółki Coco – Gabrielle Suzanne Orlandi – i szybko stała się przedmiotem pożądania nie tylko paryżanek.

Powyższy wpis jest fragmentem audiobooka pt. Coco Chanel. Krótka historia największej dyktatorki mody autorstwa Renaty Pawlak. Jeśli ciekawi Cię historia najsłynniejszej projektantki mody, jej barwnego życia oraz rozwoju swojej firmy, książkę w wersji audio znajdziesz m.in. w Empiku, Audiotece, Legimi oraz Storytel.