George S. Clason uznawany jest dziś za jednego z najbardziej rozpoznawalnych klasycznych autorów książek na temat budowania zabezpieczenia finansowego. Wielu z nas słyszało niezwykle popularną regułę “Najpierw zapłać sobie”, spopularyzowaną przez Roberta Kiyosakiego. Jej źródła należy się jednak doszukiwać nie w takich pozycjach jak “Bogaty ojciec, biedny syn”, a właśnie u wspomnianego George’a S. Clasona, w jego bestsellerze z lat ’20 ubiegłego wieku.

Prezentujemy fragment jego dzieła pt. “Najbogatszy człowiek w Babilonie”.

Im bardziej jesteś głodny, tym wyraźniej pracuje Twój umysł. Stajesz się też bardziej wrażliwy na zapachy jedzenia.

Tarkad, syn Azurea, z pewnością tak myślał. Przez dwa dni nie jadł nic poza dwiema małymi figami ukradzionymi zza muru pewnego ogrodu. Nie zdążył urwać kolejnych, gdyż rozwścieczona kobieta rzuciła się na niego i pogoniła w dół ulicy. Jej krzyk wciąż pobrzmiewał mu w uszach, gdy szedł przez plac targowy. To pomagało mu powstrzymać niespokojne dłonie przed sięgnięciem po kuszące owoce umieszczone w koszach handlarek.

Nigdy wcześniej nie zdawał sobie sprawy, jak wiele jedzenia przynoszono na targ Babilonu i jak pięknie ono pachniało. Wychodząc z bazaru, skierował się ku gospodzie i przechadzał się tam i z powrotem przed jej drzwiami. Może spotka tu jakiegoś znajomego, od którego pożyczy pensa i zdobędzie przychylność karczmarza, a wraz z nią obfitą porcję jedzenia. Wiedział aż za dobrze, że bez pieniędzy nie jest tam mile widziany.

W zamyśleniu niespodziewanie stanął twarzą w twarz z człowiekiem, którego najbardziej pragnął uniknąć. Wysoką, kościstą postacią Dabasira, handlarza wielbłądami.

Spośród wszystkich przyjaciół i innych osób, od których pożyczał niewielkie sumy, Dabasir był tym, który najbardziej go zawstydzał. Tarkad nie dotrzymał złożonej mu obietnicy o szybkiej spłacie zaciągniętego długu.

Twarz Dabasira rozjaśniła się na jego widok:
– Ha! Oto i Tarkad, którego właśnie szukałem, aby mi oddał dwa pensy, które mu pożyczyłem księżyc temu, a także sztukę srebra pożyczoną jeszcze wcześniej. Jak to dobrze, że się spotkaliśmy! Mógłbym zrobić dobry użytek z tych monet jeszcze dzisiaj. Co ty na to, chłopcze? Co ty na to?

Tarkad zaczął się jąkać, a jego twarz się zaczerwieniła. W pustym żołądku nie miał nic, co mogłoby go zachęcić do kłótni ze szczodrym Dabasirem.

– Przepraszam, bardzo przepraszam – ledwo wymamrotał – ale dzisiaj nie mam przy sobie ani pensa, ani sztuki srebra, aby spłacić dług.

– Więc je zdobądź – nalegał Dabasir. – Z pewnością możesz uzyskać kilka pensów i sztukę srebra, aby wynagrodzić hojność starego przyjaciela Twojego ojca, który pomógł Ci, gdy byłeś w potrzebie.

– To z powodu złego losu, który mnie prześladuje, nie mogę zapłacić.

– Zły los! Obwiniasz bogów o własną słabość. Nieszczęście spotyka każdego człowieka, który myśli bardziej o pożyczaniu niż o spłacaniu. Chodź ze mną, chłopcze. Posiedzisz ze mną, gdy będę jadł. Jestem głodny, a chciałbym opowiedzieć Ci pewną historię.

Tarkad wzdrygnął się na brutalną szczerość Dabasira, ale znalazł przynajmniej sposób, aby przekroczyć upragnione drzwi karczmy. Dabasir popchnął go w odległy kąt karczmy, gdzie rozsiedli się na małych kobiercach.

Kiedy uśmiechnięty właściciel karczmy, Kauskor, pojawił się przed nimi, Dabasir zwrócił się do niego z typową dla siebie poufnością.

– Tłusta jaszczurko z pustyni, przynieś mi udziec kozi, dobrze wypieczony i soczysty, z dużą ilością wszystkich warzyw i chleba. Jestem głodny i chcę dobrego jedzenia. Nie zapomnij o moim przyjacielu. Przynieś mu dzbanek wody. Chłodnej, bo dziś jest gorąco.

Serce Tarkada zamarło. Czy powinien siedzieć i pić wodę, patrząc jak ten człowiek pożera cały kozi udziec? Nic nie powiedział. Nie wiedział, co mógłby rzec.

Z kolei Dabasir nie znał ciszy. Uśmiechając się, pozdrawiał z naturalnością innych klientów, którzy go znali. Kontynuował mówiąc:

– Słyszałem od podróżnika, który właśnie wrócił z Urfy, o pewnym bogatym człowieku, który posiada kamień tak cienki, że można przez niego patrzeć. Umieścił go w oknie swojego domu, aby nie nawiedzały go deszcze. Według opowiadań podróżnika – ma żółtą barwę i można przez niego patrzeć. Jednak cały świat wygląda wtedy dziwnie, zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Co Ty na to Tarkadzie? Czy myślisz, że człowiek mógłby ujrzeć cały świat w innym kolorze niż jest?

– Nie wątpię – odparł młodzieniec, znacznie bardziej zainteresowany tłustym udźcem kozy postawionym przed Dabasirem.

– Wiem, że to prawda, bo sam widziałem świat w innym kolorze niż jest naprawdę. Historia, którą mam zamiar opowiedzieć, mówi o tym, jak doszedłem do tego, że znów zobaczyłem go w jego prawdziwym kolorze.

– Dabasir opowie historię – wyszeptał jeden z biesiadników do towarzysza i przysunął bliżej swój kobierzec.

Inni biesiadnicy wzięli jedzenie i stłoczyli się w półkręgu wokół Dabasira. Przeżuwali głośno, wprost do uszu Tarkada i trącali go kością obrośniętą mięsem. Tylko on nie miał nic do jedzenia. Dabasir nie zaproponował, że podzieli się z nim, ani nawet nie wskazał małego kawałka czerstwego chleba, który ułamał się i spadł na podłogę.

– Historia, którą mam zamiar opowiedzieć – zaczął Dabasir, zaprzestając jedzenia udźca – mówi o mojej młodości i o tym, jak zostałem handlarzem wielbłądów. Wiedzieliście, że kiedyś byłem niewolnikiem w Syrii?
Wśród słuchaczy przebiegł pomruk zaskoczenia, którego Dabasir wysłuchał z zadowoleniem.

– Kiedy byłem młody – kontynuował Dabasir po przeżuciu kolejnego kawałka mięsa – nauczyłem się rzemiosła mojego ojca, wyrabiania sandałów. Pracowałem w jego warsztacie i ożeniłem się. Byłem młody i nie posiadając zbyt dużych zdolności zarabiałem bardzo mało. Ledwo starczało na skromne utrzymanie mojej cudownej żony. Pragnąłem wspaniałych rzeczy, na które nie mogłem sobie pozwolić. Wkrótce przekonałem się, że sprzedawcy pozwalali mi brać na kredyt różne towary wierząc, że zapłacę później. Wiedziałem, że nie będę w stanie zapłacić nawet w odroczonym terminie.

Będąc młody i niedoświadczony, nie wiedziałem, że ten, kto wydaje więcej niż zarabia, sieje wiatr rozpusty, który z pewnością zmieni się w huragan trudności i upokorzeń. Tak oto zaspokajałem zachcianki żyjąc ponad stan, kupując piękne ubrania i ekskluzywne przedmioty dla żony i naszego domu.

Płaciłem ile mogłem i przez jakiś czas wszystko było dobrze. Jednak z czasem odkryłem, że nie jestem w stanie z moich zarobków jednocześnie utrzymywać się i spłacać długi. Wierzyciele zaczęli mnie ścigać, abym spłacił moje ekstrawaganckie zakupy. Moje życie stało się żałosne. Pożyczyłem pieniądze od znajomych, ale im też nie byłem w stanie oddać. Sprawy przybierały coraz gorszy obrót. Moja żona wróciła do swego ojca, a ja postanowiłem opuścić Babilon i poszukać innego miasta, w którym młody człowiek mógłby mieć lepsze możliwości.

Przez dwa lata wiodłem niespokojne i nieudane życie pracując jako pomocnik handlarzy w karawanach. Później poznałem grupę sympatycznych złodziejaszków, którzy przemierzali pustynię w poszukiwaniu nieuzbrojonych karawan. Popełniałem czyny niegodne syna mojego ojca, ale patrzyłem na świat przez kolorowy kamień i nie zdawałem sobie sprawy z mojego upadku.

Odnieśliśmy sukces podczas naszej pierwszej wyprawy, grabiąc sporo złota, jedwabiu i innych cennych towarów. Zabraliśmy to wszystko do Ginyru i tam roztrwoniliśmy.

Za drugim razem nie mieliśmy tyle szczęścia. Wkrótce po kradzieży, zaatakowali nas włócznicy miejscowego wodza, któremu karawany płaciły za ochronę. Naszych dwóch przywódców zabito, a nas zabrano do Damaszku, obdarto z szat i sprzedano jako niewolników.

Zostałem kupiony za dwie sztuki srebra przez wodza pustynnego syryjskiego plemienia. Z krótko obciętymi włosami i przepaską na biodrach nie różniłem się aż tak bardzo od innych niewolników. Będąc bezmyślnym młodzieńcem uznałem to wszystko za przygodę, dopóki mój pan nie zabrał mnie do swoich czterech żon i powiedział im, że mogę być ich eunuchem. Wtedy rzeczywiście zdałem sobie sprawę, jak rozpaczliwa jest moja sytuacja. Ci ludzie pustyni byli okrutni i zaprawieni w boju. Byłem zdany na ich wolę, bez broni i bez możliwości ucieczki.

Stałem przed nimi przerażony, gdy te cztery niewiasty oglądały mnie od stóp do głów. Sira, pierwsza żona, była starsza od pozostałych. Jej twarz była beznamiętna, gdy na mnie patrzyła. Odwróciłem się od niej zrozpaczony. Następna była pogardliwą pięknością, która patrzyła na mnie, jakbym był robakiem wyciągniętym z ziemi. Dwie najmłodsze chichotały, jakby to wszystko było ekscytującym żartem.

Wydawało mi się, że stoję tam wieczność, czekając na wyrok. Każda z kobiet wydawała się skłonna pozwolić innej zdecydować. Wreszcie Sira przemówiła zimnym głosem.

– Mamy dość eunuchów, ale niewielu poganiaczy wielbłądów, do tego są nic nie warci. Chciałam dzisiaj odwiedzić moją matkę, która leży z gorączką, ale nie ma niewolnika, który poprowadziłby wielbłąda. Spytaj tego, czy umie to robić.

Wtedy mój pan mnie zapytał:
– Co wiesz o wielbłądach?

Próbując ukryć swój niepokój, odpowiedziałem:
– Potrafię sprawić by uklękły, założyć na nie ładunek, umiem je prowadzić bez zmęczenia w trakcie długich podróży. W razie potrzeby mogę naprawić ich uprzęże.

– Niewolnik powiedział już wystarczająco – zauważył mój pan. – Jeśli chcesz, Sira, weź tego człowieka na poganiacza wielbłądów.

Zatem oddano mnie Sirze i tego dnia poprowadziłem jej wielbłąda w długą podróż do chorej matki. Miałem okazję podziękować jej za wstawiennictwo, a także powiedzieć, że nie jestem niewolnikiem z urodzenia, ale synem wolnego człowieka, czcigodnego wytwórcy sandałów z Babilonu. Opowiedziałem jej również sporą część mojej historii. Jej uwagi były dla mnie zagadkowe i jeszcze długi czas się nad nimi zastanawiałem.

– Jak możesz nazywać się wolnym człowiekiem, skoro Twoja słabość doprowadziła Cię do takiej sytuacji? Jeśli człowiek ma duszę niewolnika, to czyż nie stanie się jednym z nich niezależnie od swego urodzenia? Czy nie wypłynie niczym woda szukająca ujścia? Jeśli człowiek ma w sobie duszę wolnego człowieka, czy nie będzie szanowany i poważany w swoim mieście, pomimo wszelkich niepowodzeń?

Przez rok byłem niewolnikiem i mieszkałem z niewolnikami, ale nie mogłem być jednym z nich. Pewnego dnia Sira spytała mnie:

– Wieczorem, kiedy inni niewolnicy spotykają się i cieszą swoim towarzystwem, dlaczego siedzisz sam w namiocie?

Na co odpowiedziałem:
– Myślę nad tym, co mi powiedziałaś. Zastanawiam się, czy mam duszę niewolnika. Nie mogę się do nich przyłączyć, więc muszę siedzieć osobno.

Ja też muszę siedzieć oddzielnie – wyznała. – Mój posag był duży i tylko dlatego mój pan mnie poślubił. Jednak on mnie nie pragnie. To, czego chce każda kobieta, to być pożądaną. Jestem bezpłodna i nie mam ani syna, ani córki, przez co muszę siedzieć oddzielnie. Gdybym była mężczyzną, wolałabym umrzeć niż być niewolnikiem, ale zwyczaje naszego plemienia czynią kobiety niewolnicami.

– Co tym razem o mnie myślisz? – zapytałem niespodziewanie. – Czy mam duszę mężczyzny, czy niewolnika?

– Czy chcesz spłacić pożyczki, które zaciągnąłeś w Babilonie? – zapytała.

– Tak, pragnę tego, ale nie widzę sposobu.

– Jeśli lata będą spokojnie mijały, a Ty nie podejmiesz wysiłku, aby je spłacić, oznacza to, że masz duszę porównywalną z duszą niewolnika. Ktokolwiek, kto nie spłaca uczciwie swoich długów, nie jest szanowany przez innego człowieka, ale również nie może sam siebie szanować.

– Co mogę uczynić? Jestem tylko niewolnikiem z Syrii.

– Więc bądź niewolnikiem w Syrii, nędzna istoto!

– Nie jestem nędzną istotą! – gorąco zaprzeczyłem.

– Udowodnij to!

– Jak?

– Czy Twój wielki król nie walczy z nieprzyjacielem na wszelkie możliwe sposoby i ze wszystkich sił? Długi to wrogowie. Wypędziły Cię z Babilonu. Zostawiłeś je same, aż stały się zbyt silne dla Ciebie. Gdybyś walczył z nimi jak mężczyzna, mógłbyś je pokonać i zostać szanowanym obywatelem miasta. Nie miałeś duszy wojownika, aby walczyć z nimi. Straciłeś dumę i stałeś się niewolnikiem w Syrii.

Długo zastanawiałem się nad tymi przykrymi zarzutami i broniłem się w myślach, chcąc udowodnić, że nie mam serca niewolnika, ale nie miałem szansy przytoczyć argumentów. Trzy dni później służąca zaprowadziła mnie do swojej pani.

– Moja matka jest ponownie bardzo chora – powiedziała. Osiodłaj dwa najlepsze wielbłądy ze stada mojego męża. Przygotuj skórzane bukłaki z wodą i torby podróżne. Służąca da Ci jedzenie w namiocie kuchennym.

Załadowałem bagaże na wielbłądy. Byłem zaskoczony ilością zapasów, jakie przyniosła służąca. Matka mojej pani mieszkała niecały dzień drogi od nas. Służąca jechała na wielbłądzie z tyłu, a ja prowadziłem wielbłąda mojej pani. Gdy dotarliśmy do domu jej matki zapadł zmrok. Sira odprawiła służącą i zwróciła się do mnie:

– Dabasirze, masz duszę wolnego człowieka, czy niewolnika?

– Duszę wolnego człowieka – odpowiedziałem.

Teraz jest szansa, abyś to udowodnił. Twój pan upił się do nieprzytomności, a wodzowie są zamroczeni. Weź wielbłądy i uciekaj. W tej torbie są szaty Twojego pana, abyś mógł się przebrać. Powiem, że ukradłeś wielbłądy i uciekłeś, kiedy ja odwiedzałam chorą matkę.

– Masz duszę królowej – powiedziałem. – Bardzo bym chciał sprawić, abyś była szczęśliwa.

– Szczęście – odpowiedziała – nie czeka na żonę uciekinierkę, która szuka go w dalekich krajach wśród obcych ludzi. Idź swoją drogą i niech bogowie pustyni Cię chronią, gdyż czeka Cię długa droga bez jedzenia i wody.

Nie trzeba było mnie dłużej namawiać. Gorąco jej podziękowałem i odjechałem w noc. Nie znałem tego dziwnego kraju i miałem tylko mgliste pojęcie, w jakim kierunku leży Babilon, ale dzielnie wędrowałem przez pustynię w kierunku wzgórz. Jechałem na jednym wielbłądzie, drugiego ciągnąc za sobą. Podróżowałem całą noc i cały następny dzień, ponaglany świadomością o strasznym losie, który czeka na niewolnika za próbę ucieczki i kradzież dóbr pana.

Późnym popołudniem dotarłem do surowej ziemi, równie bezludnej jak pustynia. Ostre skały poharatały kopyta moich wiernych wielbłądów. Wkrótce zaczęły one stąpać powoli i ociężale. Nie spotkałem ani człowieka, ani zwierząt. Rozumiałem doskonale, dlaczego wszyscy unikali tej niegościnnej ziemi.

Była to podróż, jaką niewiele osób przeżywa i może o niej opowiadać. Dzień po dniu przemierzałem nieustępliwie nieznaną ziemię. Skończyła się żywność i woda. Żar słońca był niemiłosierny. Pod koniec dziewiątego dnia zsunąłem się z grzbietu wielbłąda przekonany, że jestem zbyt słaby, by jechać dalej. Myślałem, że umrę w tym zapomnianym miejscu.

Rzuciłem się na ziemię, zasnąłem. Obudziły mnie dopiero pierwsze promienie światła dziennego.

Usiadłem i rozejrzałem się wokół. Poranne powietrze było rześkie. Niedaleko mnie leżały zmęczone wielbłądy. Dookoła rozpościerał się jałowy ląd pokryty skałami, piaskiem i cierniami, bez śladu wody, czy czegokolwiek nadającego się do jedzenia dla człowieka lub wielbłąda.

Czy to możliwe, że w tym miejscu miałby spotkać mnie koniec? Mój umysł był jaśniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Moje ciało wydawało się nieważne. Wyschnięte i krwawiące usta, suchy i spuchnięty język, pusty żołądek – wszystko to przestało być istotne, jak jeszcze poprzedniego dnia.

Spojrzałem na bezkresną krainę i po raz kolejny przyszło mi na myśl pytanie: “Czy mam duszę niewolnika, czy wolnego człowieka?”. Wtedy zdałem sobie sprawę, że gdybym miał duszę niewolnika, poddałbym się kładąc na pustyni i umierając. Byłby to odpowiedni koniec dla zbiegłego niewolnika.

Ale gdybym miał duszę wolnego człowieka, to co by się stało? Zmusiłbym się do powrotu do Babilonu, zwróciłbym dług tym, którzy mi zaufali oraz zadbałbym o szczęście mojej ukochanej żony. Zapewniłbym również spokój i zadowolenie moim rodzicom.

“Długi są Twoimi wrogami, którzy wygnali Cię z Babilonu” – powiedziała Sira. Tak właśnie było. Dlaczego nie postąpiłem jak mężczyzna? Dlaczego pozwoliłem, aby moja żona wróciła do swojego ojca?

Wtedy wydarzyła się dziwna rzecz. Cały świat nabrał innych barw, jakbym wcześniej patrzył na niego przez kolorowy kamień, który nagle został usunięty. Wreszcie dostrzegłem prawdziwe wartości w życiu.

Umrzeć na pustyni? Nie ja! Dzięki nowej perspektywie zrozumiałem, co muszę zrobić. Najpierw wrócę do Babilonu i stanę przed każdym człowiekiem, wobec którego mam niespłacony dług. Powiem im, że po latach błądzenia i hańby wróciłem, aby spłacić długi tak szybko, jak mi pozwolą na to bogowie. Następnie zbuduję dom dla mojej żony i stanę się obywatelem, z którego rodzice będą dumni.

Moje długi były moimi wrogami, ale ludzie, którym je zawdzięczałem, byli moimi przyjaciółmi, którzy mi zaufali i wierzyli we mnie.

Stanąłem na drżących nogach. Jakie znaczenie ma głód? Jakie znaczenie ma pragnienie? Były to tylko zdarzenia mające miejsce na drodze do Babilonu. Zrodziła się we mnie dusza wolnego człowieka, który powraca, aby pokonać wrogów i wynagrodzić przyjaciół. Przeszedł mnie dreszcz na myśl o tym postanowieniu.

Szkliste oczy moich wielbłądów zaiskrzyły, gdy usłyszały energiczną nutę w moim głosie. Z wielkim wysiłkiem, po wielu próbach, udało im się wstać. Z żałosnym uporem szły na północ, gdzie według mnie znajdował się Babilon. Znaleźliśmy wodę. Doszliśmy do żyźniejszej krainy, gdzie rosła trawa i owoce.

Natrafiliśmy na drogę wiodącą do Babilonu. Dusza wolnego człowieka patrzy na życie, jako na serię problemów, które trzeba rozwiązać, podczas gdy dusza niewolnika jęczy: “Cóż mogę uczynić, będąc tylko niewolnikiem?”.

Jak myślisz, Tarkad, czy pusty żołądek sprawi, że Twoja głowa będzie bystrzejsza? Jesteś gotowy, aby wejść na drogę prowadzącą do szacunku dla samego siebie? Czy widzisz świat w jego prawdziwych barwach? Pragniesz spłacić swoje długi niezależnie od tego, jak wiele ich jest i znów stać się szanowanym człowiekiem w Babilonie?

Oczy młodzieńca napełniły się łzami. Uklęknął ochoczo.

– Wskazałeś mi nową drogę. Już czuję, jak budzi się we mnie dusza wolnego człowieka.

– Ale jak sobie poradziłeś po powrocie? – zapytał jeden zaciekawiony słuchacz.

Tam gdzie jest determinacja, znajdzie się i rozwiązanie – odpowiedział Dabasir. – Posiadałem determinację, więc wyruszyłem na poszukiwanie rozwiązania. Najpierw odwiedziłem każdego człowieka, u którego miałem dług prosząc o wyrozumiałość dopóki nie zdobędę środków na spłatę długów. Wielu z nich przyjęło mnie serdecznie. Kilku mnie zbeształo, ale byli też tacy, co zaoferowali mi wsparcie. Jeden z nich udzielił mi pomocy, której naprawdę potrzebowałem. Był to Mathon, pożyczkodawca złota. Wiedząc, że byłem poganiaczem wielbłądów w Syrii, wysłał mnie do starego Nebatura, handlarza wielbłądami, któremu nasz dobry król zlecił zakup stada nadającego się na wielką wyprawę. Tam mogłem wykorzystać swoją wiedzę. Stopniowo udało mi się spłacić każdy pens i każdą sztukę srebra. W końcu mogłem unieść głowę i poczuć się człowiekiem godnym szacunku.

Dabasir znów powrócił do jedzenia.
– Kauskor, Ty ślimaku – krzyknął tak, aby było go słychać w kuchni. – Jedzenie jest zimne. Przynieś mi świeże mięso z rożna. Przynieś także bardzo dużą porcję dla Tarkada, syna mego starego przyjaciela, który jest głodny i zje ze mną.

Tak zakończyła się opowieść Dabasira, handlarza wielbłądów ze starego Babilonu. Odnalazł swoją duszę, gdy uświadomił sobie wielką prawdę, która była znana i wykorzystywana przez mędrców na długo przed nim. Ta prawda pomagała ludziom na przestrzeni wieków poradzić sobie z trudnościami i prowadziła ich do sukcesu. Przyda się wszystkim tym, którzy zrozumieją jej magiczną moc. Jest przeznaczona do użytku każdego człowieka, który czyta te słowa.

Tam gdzie jest determinacja, znajdzie się i rozwiązanie

Powyższy wpis jest fragmentem audiobooka pt. “Najbogatszy człowiek w Babilonie” George’a S. Clasona. Jeśli ciekawią Cię porady przedstawione w bestsellerowym dziele autora, książkę w wersji audio znajdziesz m.in. w Empiku, Audiotece, Legimi oraz Storytel.

Wersja na czytniki dostępna jest m.in. w Empiku i Legimi.