Wpis jest fragmentem z książki pt. “Mafia sycylijska. Prawdziwa historia” autorstwa Anny Płotkowskiej.

Po Toto Riinie przyszła kolej na drugiego z zaufanych ludzi Luciano Liggio – Bernardo Provenzano. Ten wierny kompan Riiny, z którym znali się od dziecka, sam dokonał 50 morderstw, a w 1958 roku razem z Riiną i Luciano Liggio zabił bossa z Corleone – doktora Michele Navarra, szatkując jego samochód seriami z karabinu maszynowego. Następnie ukrył się przed światem w 1969 roku. Przez wiele lat nie było o nim żadnych wieści. Policja podejrzewała nawet, że padł on ofiarą białej śmierci, a włoskie media nazwały go „fantomem”. Tymczasem on zmieniał regularnie kryjówki i gdy przyszła odpowiednia pora, przejął ster w Cosa Nostra.

Provenzano, przejmując schedę po Riinie, miał do dyspozycji zdziesiątkowanych i zdegenerowanych ludzi oraz organizację nadszarpniętą nieustanną, krwawą wojną toczoną nieprzerwanie od 1981 roku. Provenzano zmienił całkowicie strategię. Wycofał mafię do podziemia i zakończył okres krwawych porachunków oraz zamachów, zakazując mordowania tych, którzy zdecydowali się na współpracę z organami ścigania. Wolał płacić za odwołanie zeznań niż zabijać. Sytuacja na wyspie się uspokoiła, wskutek czego wojsko zostało wycofane i można było zająć się prowadzeniem mafijnego biznesu.

Provenzano, w odróżnieniu od swoich poprzedników, miał niewiarygodną smykałkę do interesów. Człowiek, który skończył raptem dwie klasy podstawówki, półanalfabeta, jak nikt inny potrafił zainwestować pieniądze mafii. Za sprawą sieci podstawionych ludzi „wyprał” pieniądze z haraczu i handlu narkotykami. Zmonopolizował zaopatrzenie sycylijskich szpitali, klinik i przychodni oraz wywóz i utylizację śmieci. Opodatkował wszystkie klany mafijne. Dysponował wspólnymi pieniędzmi tak sprawiedliwie, że za jego „kadencji” nie doszło do żadnych krwawych porachunków w łonie organizacji.

Bernardo Provenzano, przez włoskie media nazywany „fantomem”, 11 kwietnia 2006 roku wpadł w ręce wymiaru sprawiedliwości. Udało się to po 43 latach poszukiwań. Nie było łatwo, gdyż policja dysponowała jego zdjęciem z końca lat pięćdziesiątych. Do sporządzenia jego rysopisu wykorzystano program komputerowy, który potrafi przewidzieć, jak starzeje się ludzka twarz. Provenzano miał wielu informatorów, którzy ostrzegali go przed każdą planowaną akcją policji i obsesyjnie dbał o to, by nie zostawiać żadnego tropu mogącego doprowadzić do niego organy ścigania. Był człowiekiem bez nałogów, bardzo przywiązanym do rodziny. Do tego żył w iście spartańskich warunkach: spał w śpiworze, nie miał nawet prześcieradła. Potrafił miesiącami nie opuszczać swojej kryjówki, nie zostawiając żadnych śladów, które mogłyby go zdradzić. Nawet paczki z jedzeniem czy praniem, które przesyłała mu żona – podobnie jak zakodowane wytyczne szefa – trudno było przechwycić ze względu na stosowaną „metodę sztafety”. Otóż każda paczka miała kilkunastu kurierów, którzy się zmieniali i w ten sposób mylili śledzących ich policjantów. Co prawda była to metoda powolna, ale za to wysoce skuteczna. Człowiek, którego majątek wyceniano na 600 milionów euro, nie czerpał z życia w zasadzie żadnych przyjemności.

Bernardo Provenzano kierował Cosa Nostra według opracowanych przez siebie siedmiu zasad – reguł udanego biznesu. Znalazły się one wśród opublikowanych ostatnio jego więziennych listów. Zdaniem specjalistów z brytyjskiego dziennika „The Guardian” można by na ich podstawie opracować interesujący podręcznik skutecznego zarządzania firmą.

W skład siedmiu zasad wchodzą następujące reguły.

Po pierwsze: zejście pod powierzchnię. Gdy firma ma problemy, trzeba usunąć ją z pola widzenia; innymi słowy: przeczekać. Przedsiębiorcy niechętnie chcieli współpracować z mafią po atakach, których celem stało się wielu z nich. Mafiosi otrzymali zatem zakaz uczestnictwa w działaniach, które zwróciłyby na nich uwagę opinii publicznej. Zdaniem Provenzano należy starać się stosować pokojową perswazję, przy czym na wymierne efekty tej taktyki trzeba będzie poczekać od 5 do 7 lat.

Po drugie: trzeba wykorzystywać mediacje. Nastąpiła zmiana kultury Cosa Nostra z brutalności na dialog, sztukę prowadzenia negocjacji. Ujęto to w recepcie: „Bądź spokojny, uprzejmy, nie neguj wszystkiego, co mówią ludzie, ale też nie wierz we wszystko, co słyszysz. Zawsze staraj się poznać prawdę, zanim się odezwiesz i pamiętaj, że aby dokonać oceny, nie wystarczy tylko jedno źródło informacji”.

Po trzecie: konieczne jest społeczne przyzwolenie. Provenzano uważał, że tak jak duże przedsiębiorstwa angażują się w akcje charytatywne, tak i mafia powinna dbać o dobry wizerunek jako element potrzebny społeczeństwu. Rozumiał, że przekonanie ludzi do tego, iż potrzebują mafii, jest dla niej zdecydowanie lepszą promocją niż przemoc.

Czwarta zasada ujęta została w maksymie: „Miej Boga po swojej stronie”. Trzeba w tym momencie dodać, iż korespondencja, którą Bernardo Provenzano wysyłał do swoich podwładnych wielekroć przywodziła skojarzenia z kościelnymi kazaniami. W listach znajdują się fragmenty zaczerpnięte z Biblii. Policja bezskutecznie próbowała je odszyfrować, ale być może nie było tam ukrytych znaczeń, a boss po prostu miał taki styl.

Po piąte: ważny jest polityczny konformizm. Zmiana politycznych poglądów powinna być uzależniona od interesów, stąd wynikało opowiadanie się za politykami skłonnymi głosować za złagodzeniem kar dla mafiosów i za rezygnacją z ochrony dla świadków koronnych.

Po szóste: Provenzano stawiał na pracę u podstaw. W razie politycznego skandalu najważniejsze jest, aby umieć się odciąć od całej afery. Przykładowo: sam Provenzano uczestniczył w krwawych porachunkach w I i II wojnie mafii, a mimo to potrafił wykreować się na przywódcę o pokojowych zamiarach.

Ostatnia, siódma zasada nakazywała skromność.

Trzeba tu dodać, iż kariera Provenzano opierała się na nieustannej zmianie wizerunku, który z płatnego mordercy stał się inwestorem, politykiem, strategiem czy wreszcie liderem organizacji. Do końca nie wiadomo, czy można go określić mianem geniusza czy też był tylko półanalfabetą urodzonym pod szczęśliwą gwiazdą. Provenzano wielokrotnie podkreślał, że nie chciał stawać na czele organizacji. Zwykł mawiać: „chcą, żebym im mówił, co mają robić, ale kimże jestem, by im mówić, jak się mają zachowywać? Nie mogę rozkazywać nikomu, tak naprawdę sam szukam kogoś, kto wydawałby mi polecenia”.

Powyższy wpis jest fragmentem audiobooka pt. Mafia sycylijska. Prawdziwa historia. Jeśli ciekawi Cię historia Cosa Nostry, reguły jej działania i sposoby czerpania zysków, książkę w wersji audio znajdziesz m.in. w EmpikuAudioteceLegimi oraz Storytel.