Kultowe już dzieło George’a S. Clasona zatytułowane “Najbogatszy człowiek w Babilonie” od niemal stulecia cieszy się niesłabnącą popularnością. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że w ostatnich latach zainteresowanie tym niestandardowym poradnikiem nt. oszczędzania i spłacania długów przeżywa “drugą młodość”. W związku z tym zamieszczamy jego obszerne fragmenty z rozdziału poświęconego roli szczęścia w gromadzeniu majątku.

Pragnienie szczęścia jest powszechne. Było ono tak silne w sercach mieszkańców starożytnego Babilonu cztery tysiące lat temu, jak jest w sercach ludzi po dziś dzień. Wszyscy pragniemy wsparcia kapryśnej Bogini Szczęścia. Czy jest jakiś sposób, abyśmy mogli ją odnaleźć i sobie zjednać, aby była nam nie tylko przychylna, ale i hojna w swoich łaskach?

Czy istnieje sposób, aby przyciągnąć łut szczęścia?

To właśnie chcieli wiedzieć mieszkańcy starożytnego Babilonu i postanowili rozwikłać tajemnicę. Cechował ich spryt i bystrość umysłów – co wyjaśnia, dlaczego ich miasto było najpotężniejsze w owych czasach.

W tej odległej przeszłości nie było ani szkół ani uniwersytetów. Jednak istniało centrum nauki, gdzie najważniejsza była praktyka. Wśród budynków górujących nad Babilonem, dorównywało znaczeniem Pałacowi Królewskiemu, Wiszącym Ogrodom i Świątyniom Bogów. W podręcznikach do historii znajdziemy o nim niewiele wzmianek, a jeszcze bardziej prawdopodobne jest, że nie będzie żadnej adnotacji, choć wywarło ono potężny wpływ na ówczesne poglądy.

Budynek ten był Świątynią Nauki, gdzie mądrość przeszłości objaśniali nauczyciele i wolontariusze oraz każdy temat omawiano na otwartych forach. W murach świątyni wszyscy byli równi. Najuboższy niewolnik mógł bezkarnie polemizować z opinią księcia z królewskiego rodu.

Wśród wielu, którzy odwiedzali Świątynię Nauki, był bogaty mędrzec o imieniu Arkad, znany jako najzamożniejszy człowiek w Babilonie. Miał specjalną salę, gdzie niemal co wieczór zbierała się grupa młodzieńców, starców, ale i osób w średnim wieku, aby dyskutować na interesujące tematy. Załóżmy, że możemy im się przysłuchać.

Czy wiedzieli jak przyciągnąć łut szczęścia?

Słońce właśnie zaszło niczym wielka czerwona kula ognia prześwitująca przez przeciętny pustynny pył, gdy Arkad wszedł na podwyższenie. W sali czekało na niego osiemdziesięciu mężczyzn siedzących na matach rozłożonych na podłodze. Jednak ciągle dochodzili nowi słuchacze.

– O czym będziemy dzisiaj rozmawiać? – zapytał Arkad.

Po krótkim wahaniu, wysoki tkacz zwrócił się do niego, wstając zgodnie ze zwyczajem.

[…]

– Dziś miałem szczęście, bo znalazłem sakwę wypełnioną sztukami złota. Moim największym marzeniem jest, aby szczęście nadal mi sprzyjało. Czuję, że wszyscy dzielicie ze mną to pragnienie. Proponuję, abyśmy porozmawiali o tym, co zrobić, aby zwabić pomyślność, która by nam sprzyjała.

– Zaproponowałeś bardzo ciekawy temat – skomentował Arkad. – Na pewno wart naszej dyskusji. Dla niektórych szczęście oznacza przypadkowe zdarzenie, które mogło się przydarzyć każdemu bez celu lub przyczyny. Inni wierzą, że prowokatorką szczęścia jest nasza najhojniejsza z bogiń, Asztarte, chętna do nagradzania hojnymi darami wszystkich tych, którzy się jej przypodobają. […] Na początku dyskusji, posłuchajmy tych, którzy doświadczyli podobnej sytuacji, jak tkacz sukna. Czy ktoś z Was znalazł lub otrzymał cenny skarb lub klejnot, bez żadnego wysiłku?

Nastała cisza, w której wszyscy patrzyli na siebie, czekając na czyjąś wypowiedź. Jednak nikt się nie odezwał.

– Nikt? – zapytał Arkad. – Jakże rzadki musi być ten łut szczęścia. Kto zasugeruje teraz, w jakim kierunku powinny iść nasze poszukiwania?

– Ja to zrobię – odpowiedział dobrze ubrany młody człowiek, wstając. – Kiedy człowiek mówi o szczęściu, czyż nie jest naturalne, że jego myśli kierują się w stronę hazardu? Czy nie tam znajdziemy wielu mężczyzn zabiegających o względy bogini w nadziei, że pobłogosławi ich wysoką wygraną?

Gdy wracał na swoje miejsce, rozległ się głos:

– Nie siadaj, kontynuuj swoją opowieść! Powiedz, czy znalazłeś przychylność bogini przy stołach do gry? Czy odwróciła kości czerwoną stroną ku górze i napełniła Twoje kieszenie kosztem rozdającego? Czy też pozwoliła, aby wypadła niebieska strona i odebrano Ci ciężko zarobione sztuki srebra na korzyść przeciwnika?

Młody człowiek z uśmiechem zwrócił się ku pytającemu, po czym odpowiedział:

– Nie wstydzę się przyznać, że bogini chyba nawet nie wiedziała o mojej obecności. A co z resztą z Was? Czy czekała na Was w podobnym miejscu, aby przechylić szalę szczęścia na Waszą korzyść?

[…]

– Mądry początek – przemówił Arkad. – Spotykamy się tutaj, aby rozważyć wszystkie strony każdego z zagadnień. Nie możemy pominąć tak poważnego zagadnienia jak hazard, gdyż zlekceważylibyśmy instynkt, który kieruje większością mężczyzn, tzn. zamiłowanie do ryzykowania niewielkiej ilości srebra z nadzieją na wygranie dużej ilości złota.

– To mi przypomina wczorajsze wyścigi konne – powiedział inny słuchacz. – Jeśli bogini bywa przy stołach do gry, to z pewnością także nie ignoruje wyścigów konnych, gdzie złote rydwany i toczące pianę z pyska konie zapewniają najwięcej emocji. Powiedz szczerze, Arkad, czy nie podszepnęła Ci wczoraj, żebyś postawił na te siwe konie z Niniwy?

[…]

Arkad uśmiechnął się pobłażliwie na tę kpinę.

– Jaki mamy powód, by sądzić, że dobrą boginię interesują zakłady na wyścigach konnych? Dla mnie jest ona boginią miłości i godności, która czerpie przyjemność z pomagania potrzebującym i nagradzania zasłużonych. Myślę, że można ją znaleźć nie przy stołach do gry lub na wyścigach konnych, gdzie ludzie tracą więcej pieniędzy niż wygrywają, ale w miejscach, gdzie czyny ludzkie są wartościowsze i zasługujące na nagrodę. W uprawie ziemi, w uczciwym handlu, we wszystkich zawodach człowieka, istnieje możliwość osiągnięcia zysku za podjęte wysiłki i lukratywne transakcje. Być może poczynając w taki sposób nie zawsze zostaniemy nagrodzeni, ale czasem osądy zawodzą, a innym razem wiatr i pogoda zniweczą wysiłki. Jeśli jednak wykażemy się niezłomnością, możemy mieć głęboką nadzieję na osiągnięcie zysku. Dzieje się tak dlatego, że wszystko będzie przemawiać na naszą korzyść.

Jednak kiedy mężczyzna oddaje się hazardowi, sytuacja jest odwrotna, ponieważ szanse na wygraną maleją zawsze na korzyść rozdającego. Gra jest stworzona w taki oto sposób. To jest interes rozdającego, który pragnie wypracować szybki zysk dla siebie dzięki monetom postawionym przez graczy. Niewielu graczy zdaje sobie sprawę, jak pewne są szanse na wygraną rozdającego i jak niepewne są jego własne.

Na przykład, przyjrzyjmy się zakładom związanym z grą w kości. W trakcie każdego rzutu obstawiamy, która strona wypadnie. Jeśli będzie to czerwona, rozdający płaci nam czterokrotność postawionego zakładu. Jednak, gdy górą będzie którakolwiek z pięciu pozostałych pól, przegrywamy. Liczby pokazują nam, że przy każdym rzucie kostką mamy pięć szans na przegraną, ale też cztery szanse na wygraną, gdyż czerwony wygrywa cztery do jednego. Podczas jednego wieczoru, rozdający może zatrzymać dla siebie jedną piątą zastawionych monet. Czy człowiek może oczekiwać, że będzie wygrywał częściej niż od czasu do czasu, wbrew tak skonstruowanej grze, że przegrywa jedną piątą wszystkich swoich zakładów?

– Jednak są i tacy mężczyźni, co wygrywają czasami duże sumy – wtrącił jeden z słuchaczy.

– Rzeczywiście tak jest – kontynuował Arkad. – Zdając sobie z tego sprawę, zastanawiam się czy pieniądze zdobyte dzięki hazardowi stanowią stałą wartość dla szczęśliwców. Wśród moich znajomych jest wielu zamożnych mieszkańców Babilonu, jednak nie potrafię wymienić ani jednego, który wzbogacił się w taki sposób. Wy, zebrani tutaj dzisiaj, znacie wielu znamienitych obywateli. Byłoby bardzo interesujące dowiedzieć się ilu z nas zawdzięcza początek bogactwa hazardowi. Proponuję, aby każdy opowiedział o tych, których zna. Co Wy na to?

Po przedłużającej się ciszy odezwał się dowcipniś:
– Czy możemy brać pod uwagę właścicieli ośrodków hazardu?

– Jeśli nikomu z Was nie przychodzi nikt do głowy, – powiedział Arkad – jeśli nie macie żadnych pomysłów, to jak jest z Wami? Czy są wśród nas stali zwycięzcy, którzy nie mogą się zdecydować, czy polecić ten sposób jako źródło dochodu?

Na te słowa po auli poniosła się seria chrząknięć, która rozeszła się wśród wielu roześmianych mężczyzn.

– Mogłoby się wydawać, że nie szukamy szczęścia w miejscach, które odwiedza bogini – kontynuował. – Dlatego zbadajmy kolejne dziedziny. Nie znaleźliśmy powodzenia podczas znajdowania zagubionych sakw. Nie ma go również na stołach do gry. Jeśli chodzi o wyścigi konne, muszę przyznać, że straciłem więcej pieniędzy niż wygrałem. Załóżmy teraz, że weźmiemy pod uwagę nasze interesy i zawody. Czy nie jest naturalne, że jeśli zawieramy korzystną transakcję, nie uważamy jej za łut szczęścia, ale za nagrodę za nasze wysiłki? Jestem skłonny przyznać, że możemy przeoczyć dary bogini. Być może ona naprawdę nam pomaga, a my nie doceniamy jej hojności. Jakieś sugestie do dalszej dyskusji?

W tym momencie wstał podeszły wiekiem kupiec, wygładzając jednocześnie swoją elegancką, białą szatę.
– Za twoim pozwoleniem, szanowny Arkadzie i Was, moi przyjaciele, chciałbym coś zasugerować. Według tego, co powiedziałeś to zawdzięczamy sukces przede wszystkim pilności i zdolnościom inwestycyjnym. Poruszmy więc kwestię osiągnięć, które traktowaliśmy jako pewne, ale w ostatniej chwili nam umknęły. Porozmawiajmy o inwestycjach, które miały być niespotykanie rentowne. Były to rzadkie przypadki szczęścia, które w ostateczności nie były nam darowane jako sprawiedliwe nagrody. Z pewnością wielu z tu obecnych ma takie doświadczenia i może się z nami nimi podzielić.

– Mądra propozycja – potwierdził Arkad. – Kto z nas miał szczęście na wyciągnięcie ręki tylko po to, by zobaczyć, jak się wymyka?

Podniosło się wiele rąk, wśród nich i kupca. Arkad nakazał mu mówić:
– Skoro zaproponowałeś ten temat, chcielibyśmy najpierw usłyszeć o Twoich doświadczeniach.

– Chętnie opowiem moją historię, która przedstawia, jak blisko możemy być szczęścia i równocześnie jak na oślep pozwalamy mu się wymknąć. Co jest powodem straty i późniejszego żalu.
Wiele lat temu, kiedy byłem młody, świeżo po ślubie i zaczynałem dobrze zarabiać, pewnego dnia przyszedł do mnie mój ojciec i usilnie namawiał do wzięcia udziału w jednej z inwestycji. Syn jednego z jego najlepszych przyjaciół słyszał o kawałku jałowej ziemi położonej niedaleko murów miasta, tuż nad kanałem, przez co dałoby się go nawodnić. Syn przyjaciela mojego ojca obmyślił plan kupna tej ziemi i zbudowania trzech wielkich kół nawadniających, które poruszałyby się za pomocą wołów. W ten sposób podniósłby się poziom życiodajnej wody, która uczyniłaby glebę żyzną. Jeśli by się to udało, podzieliłby parcelę na mniejsze i sprzedał mieszkańcom miasta.
Syn przyjaciela mojego ojca nie posiadał wystarczającej ilości złota, aby zrealizować takie przedsięwzięcie. Podobnie jak ja, był młodym człowiekiem przeciętnie zarabiającym, który nie posiadał wystarczających funduszy. Jego ojciec, jak i mój, pochodził z licznej rodziny o skromnych dochodach.
Dlatego postanowił swoim pomysłem zainteresować grupę mężczyzn, aby weszli z nim do spółki. Grupa ta miała liczyć dwanaście osób, z których każdy powinien przeznaczać jedną dziesiątą swoich zysków na rzecz spółki, aż do momentu, gdy ziemia będzie gotowa na sprzedaż. Dzięki temu każdy miałby sprawiedliwy udział w zyskach, proporcjonalnie do dokonanej inwestycji.
– Ty, mój synu – powiedział ojciec – jesteś teraz w wieku młodzieńczym. Moim ogromnym pragnieniem jest, abyś zaczął budować swoje dziedzictwo i zyskał szacunek wśród ludzi. Chciałbym, abyś wyciągnął wnioski z bezmyślnych błędów popełnionych przeze mnie.
– Ojcze, pragnę tego z całego serca – odpowiedziałem.
– Więc zrób to, co ja powinienem zrobić w Twoim wieku. Oszczędzaj jedną dziesiątą zarobków i zainwestuj ją rozważnie. Dzięki tej jednej dziesiątej i temu, co dzięki niej zarobisz, możesz w moim wieku zgromadzić drogocenny majątek.
– Mądre są Twe słowa ojcze. Pragnę niezmiernie bogactwa. Jednak jest wiele wydatków, które najpierw muszę pokryć. Dlatego waham się, czy zrobić to, co mi radzisz. Jestem młody. Mam jeszcze mnóstwo czasu.
– Podobnie myślałem w twoim wieku, ale oto minęło wiele lat, a ja jeszcze nie zacząłem.
– Ojcze, żyjemy w innych czasach. Uniknę Twoich błędów.
– Synu, okazja stoi przed tobą. Oferuję Ci możliwość wzbogacenia się. Błagam, nie zwlekaj. Idź jutro do syna mojego przyjaciela i potwierdź, że przeznaczasz dziesięć procent swoich zarobków na tą inwestycję. Udaj się do niego z samego rana. Okazja nie czeka na nikogo. Dziś jest tutaj, a jutro już w innym miejscu. Dlatego nie zwlekaj!
Mimo zachęt ojca, wahałem się. Zapragnąłem pięknych tunik, dopiero co przywiezionych przez kupców ze Wschodu, szat tak bogatych i pięknych, że ja i moja żona nie mogliśmy im się oprzeć. Czy powinienem był się zgodzić na przeznaczanie jednej dziesiątej moich zarobków na poczet opisanego przedsięwzięcia? Czy powinien zrezygnować z szat i innych przyjemności, które pożądałem? Zwlekałem z podjęciem decyzji, aż było za późno i potem przyszło mi żałować. Przedsięwzięcie okazało się bardziej dochodowe, niż ktokolwiek mógł przewidzieć. To jest moja historia, pokazująca jak pozwoliłem uciec szczęściu.

– Na podstawie tej historii widzimy, jak szczęście przychodzi do człowieka, który wykorzystuje okazje – powiedział ciemnoskóry mężczyzna z pustyni. Każdy majątek ma swój początek. Tym początkiem może być kilka sztuk złota i srebra, oszczędzanych z zarobków, by przeznaczyć je na pierwszą inwestycję. Sam posiadam liczne stada bydła. Zacząłem hodować trzodę, kiedy byłem młodym chłopcem. To był początek mojego bogactwa, który jest dla mnie bardzo istotny.
Wykorzystanie pojawiającej się okazji do zbudowania majątku jest największym szczęściem, jakie może napotkać człowiek. Najistotniejszy jest pierwszy krok, który przekształca nas z mężczyzn pracujących w tych, którzy czerpią zyski z zainwestowanego złota. Niektórzy, na szczęście, stawiają ten pierwszy krok jeszcze w młodości i w konsekwencji prześcigają w sukcesach finansowych tych, którzy decydują się później. Są i tacy, jak ojciec tego kupca, którzy nigdy nie podjęli decyzji i nie postawili pierwszego kroku.
Gdyby nasz przyjaciel kupiec podjął ten krok we wczesnej młodości, kiedy tylko nadarzyła mu się okazja, dzisiaj byłby pobłogosławiony wieloma dobrami ziemskimi. Gdyby nasz przyjaciel tkacz zaufał szczęściu, które do niego przybyło w owym czasie, to z pewnością dałoby to początek ogromnemu majątkowi.

– Dziękuję! Ja też chciałbym coś powiedzieć – wtrącił pewien cudzoziemiec wstając. – Jestem Syryjczykiem. Nie mówię zbyt dobrze w Waszym języku. Chciałbym nadać imię handlarzowi. Możliwe, że wyda Wam się niegrzeczna ta nazwa. Jednak chcę go tak nazwać. Jednak niestety nie znam odpowiedniego słowa. Jeśli powiem je po syryjsku to nie zrozumiecie. Dlatego proszę, aby ktoś uprzejmy powiedział mi, jak się mówi na osobę, która odkłada na później zrobienie ważnych rzeczy, które są dla niej dobre.

– Nieudacznik – odezwał się jeden z uczestników.

– Właśnie! – zawołał Syryjczyk, machając podekscytowany rękami.
Nie korzysta z okazji, jaka mu się nadarza. On czeka. Mówi: „Mam teraz bardzo dużo spraw do załatwienia”. Potem ja mu powiem, że szczęście nie czeka na powolne decyzje. Ono uważa, że osoba pragnąca dobrobytu, podejmie szybkie decyzje. Jeśli ktokolwiek nie zareaguje, kiedy tylko nadarzy się okazja, będzie wielkim nieudacznikiem – tak, jak nasz przyjaciel kupiec.

[…]

My, śmiertelnicy, jesteśmy kapryśni. Niestety muszę przyznać, że jesteśmy bardziej skłonni do zmiany naszych poglądów, gdy są one słuszne. Natomiast gdy są one błędne, twardo obstajemy przy swoim. Kiedy podejmujemy słuszne decyzje, wahamy się i pozwalamy, aby dana okazja przepadła. Pierwszy osąd jest najlepszy. Mimo to zawsze jest mi trudno zdecydować się na dobrą inwestycję, kiedy się trafia. Dlatego też w ramach zabezpieczenia przed własnymi słabościami, dokonuję niezwłocznie przedpłaty. Dzięki temu unikam późniejszego rozczarowania, że nie skorzystałem z nadarzającej się okazji.

[…]

– W każdym człowieku jest duch nieszczęśnika. Pragniemy bogactwa, ale często, gdy okazja pojawia się przed nami, to ten właśnie duch nęka nas, przez co opóźnia się nasza decyzja. Podążając za nim, stajemy się własnymi największymi wrogami.

[…]

Prawda jest następująca: szczęście można przyciągnąć poprzez wykorzystanie nadarzającej się okazji.

Ci, którzy korzystają z możliwości polepszenia swojego losu – kontynuował Arkad – zwracają na siebie uwagę bogini. A ta zawsze pomaga tym, którzy ją adorują, a najbardziej ludziom czynu.

To działanie wpłynie na rozwój, a w rezultacie na osiągniecie pragnień. Ludzie czynu są ulubieńcami bogini szczęścia.

Powyższy wpis jest fragmentem audiobooka pt. “Najbogatszy człowiek w Babilonie” George’a S. Clasona. Jeśli ciekawią Cię porady przedstawione w bestsellerowym dziele autora, książkę w wersji audio znajdziesz m.in. w EmpikuAudioteceLegimi oraz Storytel.

Wersja na czytniki dostępna jest m.in. w Empiku i Legimi.