Żyjący w pierwszej połowie XIX wieku Frédéric Bastiat zapisał się w historii jako wolnorynkowy ekonomista, który w prosty, ale dobitny sposób obnażał rozwiązania gospodarcze proponowane przez socjalistów. Jego publikacje cechuje specyficzny styl wypowiedzi okraszony ironią i prostymi przykładami, dzięki czemu działają one nawet na wyobraźnię osób niezaznajomionych z mechanizmami działania makroekonomii.

Poniżej zamieszczamy jeden z esejów Bastiata, zatytułowany “Oszczędność i luksus”. Tekst pochodzi z jego najważniejszego dzieła “To, co widzialne i to, czego nie widać“.

Nie tylko w wydatkach publicznych to, co widać, przyćmiewa to, czego nie widać. Pomijając wszystko, co odnosi się do ekonomii politycznej, zjawisko to prowadzi do fałszywego rozumowania. Powoduje ono, że narody uważają swoje moralne i materialne interesy za sprzeczne ze sobą. Cóż może być bardziej zniechęcającego lub bardziej ponurego?

Na przykład, nie ma ojca rodziny, który nie uważa za swój obowiązek nauczyć swoje dzieci porządku, systematyczności, nawyków ostrożności, oszczędności i umiaru w wydawaniu pieniędzy.

Nie ma religii, która nie grzmiałaby przeciwko przepychowi i luksusowi. Tak powinno być, ale z drugiej strony, jakże często słyszymy następujące uwagi, podkreślające korzyści z ostentacyjnych wydatków bogaczy:

„Marnotrawcy sami się rujnują, ale swoją konsumpcją dają ludziom zatrudnienie i wzbogacają państwo”.

„To zbytek bogatych daje chleb biednym”.

Z pewnością mamy tu do czynienia z uderzającą sprzecznością między ideałem moralnym a ekonomicznym. Zobaczmy, czy uda nam się skorygować ten niekompletny pogląd na sprawę.

Mondor i jego brat Aristus, po podziale ojcowskiego spadku, mają po pięćdziesiąt tysięcy franków dochodu. Mondor uprawia modną filantropię, a do tego żyje rozrzutnie. Kilka razy w roku kupuje nowe meble, co miesiąc zmienia wyposażenie domu. Ludzie wspierają jego genialne pomysły i trzymają kciuki za ich szybką realizację. Krótko mówiąc, pomysłowością i efektywnością przewyższa on Balzaca i Aleksandra Dumasa.

Społeczeństwo pieje peany na jego cześć. Coś w ten deseń:
Co powiesz nam o Mondorze?
Mondor na zawsze, niech żyje Mondor! On jest dobroczyńcą robotnika; błogosławieństwem dla ludu. To prawda, że lubuje się w rozpuście, nie szanuje przechodniów; swoją godność stawia wyżej niż godność innych ludzi, ale cóż z tego? Dobrze zarządza swoją fortuną, nawet jeśli nie radzi sobie zbyt dobrze z samym sobą. Powoduje, że pieniądze krążą w obiegu. Handlowcy zawsze wracają od niego zadowoleni. Czyż nie po to pieniądz jest okrągły, aby mógł się toczyć?

Aristus przyjął zupełnie inny pomysł na życie. Jeśli nie jest egoistą, to w każdym razie jest indywidualistą, ponieważ liczy się z wydatkami, szuka tylko umiarkowanych i rozsądnych przyjemności, myśli o perspektywach dla swoich dzieci i żyje oszczędnie. A co mówią o nim ludzie?

Cóż jest dobrego w takim bogatym człowieku jak on? Jest słaby. Być może prostota jego życia robi wrażenie. Jest nawet ludzki, dobrotliwy i hojny, ale wciąż kalkuluje. Nie wydaje swoich dochodów, jego dom nie jest ani oszałamiający, ani gwarny. Co dobrego robi dla robotników, powroźników, handlarzy końmi i cukierników?

Te opinie, które są zgubne dla moralności, opierają się na tym, co rzuca się w oczy: na wydatkach rozrzutnego, które są widoczne; i na tych, które pozostają poza zasięgiem wzroku. Równych, a nawet lepszych wydatkach człowieka żyjącego z umiarem.

Ale wszystko zostało tak wspaniale zaaranżowane przez boskiego wynalazcę porządku społecznego, że w tym, jak we wszystkim innym, ekonomia polityczna i moralność, dalekie od sprzeczności, zgadzają się. Mądrość Aristusa jest nie tylko bardziej dostojna, ale jeszcze bardziej pożyteczna niż szaleństwo Mondora. A mówiąc o opłacalności, nie mam na myśli tylko opłacalności dla Aristusa, czy nawet dla społeczeństwa w ogóle, ale myślę bardziej o opłacalności dla samych robotników – dla ich czasu.

Aby to udowodnić, wystarczy zwrócić uwagę oka umysłu na te ukryte konsekwencje ludzkich działań, których oko fizyczne nie dostrzega.

Tak, rozrzutność Mondora rzuca się w oczy z każdej perspektywy. Każdy może zobaczyć jego powozy, jego przepych, delikatne malowidła na sufitach, bogato zdobione dywany, wytworność jego domu. Każdy wie, że jego konie biegają po równo przystrzyżonej trawie. Kolacje, które wydaje w Hotel de Paris przyciągają uwagę tłumów na bulwarach i mówi się o nim: „To jest hojny człowiek, nieskłonny do oszczędzania swoich dochodów, bardzo prawdopodobne jest, że sprzeniewierza swój kapitał”. To jest to, co się widzi.

Nie jest łatwo dostrzec, co dzieje się z dochodem Aristusa, w odniesieniu do interesu robotników. Jeśli jednak dokładnie prześledzimy ich przeznaczenie, zobaczymy, że w całości, aż do ostatniego grosza, daje on pracę robotnikom tak samo niezawodnie jak majątek Mondora. Różnica jest tylko taka, że rozrzutność Mondora skazana jest na ciągłe zmniejszanie się i nieuchronny koniec jego zasobów, podczas gdy mądre wydatki Aristusa z roku na rok będą rosły. A jeśli tak się stanie, to z pewnością interes publiczny będzie zgodny z moralnością.

Aristus wydaje na siebie i swoich domowników dwadzieścia tysięcy franków rocznie. Jeśli taka kwota nie wystarczałaby, aby go zadowolić, nie zasługiwałby na miano mędrca. Poruszają go nieszczęścia, które gnębią biedniejsze klasy. W swoim sumieniu czuje zobowiązanie do udzielania im jakiejś pomocy, dlatego przeznacza dziesięć tysięcy franków na akty dobroczynności. Wśród kupców, fabrykantów i rolników ma przyjaciół, którzy cierpią z powodu przejściowych trudności. Zapoznaje się z ich sytuacjami, aby móc im pomóc z rozwagą i skutecznością – i na to dzieło przeznacza kolejne dziesięć tysięcy franków. Nie zapomina też, że do podziału zysków ma jeszcze córki i synów, którym ma obowiązek zapewnić przyszłość, i dlatego uważa za obowiązek odkładać w banku na procent dziesięć tysięcy franków rocznie.

Poniżej znajduje się lista jego wydatków:
– Wydatki osobiste: 20 000 franków.
– Cele dobroczynne: 10 000 franków.
– Wsparcie przyjaciół: 10 000 franków.
– Oszczędzanie: 10 000 franków.

Przyjrzyjmy się każdej z tych pozycji, a zobaczymy, że ani jeden grosz nie umknął na niekorzyść narodowej pracy.

Po pierwsze: wydatki osobiste. Te, jeśli chodzi o interes ludzi pracy i handlowców, wywierają dokładnie taki sam skutek, jak taka sama suma wydana przez Mondora. To jest oczywiste, dlatego nie będziemy o tym więcej mówić.

Po drugie: cele dobroczynne. Z dziesięciu tysięcy franków na nie przeznaczonych handel korzysta w równym stopniu. Trafiają one do rzeźnika, piekarza, krawca i stolarza. Tyle tylko, że chleb, mięso i odzież nie są używane przez Aristusa, ale przez tych, których on wzbogacił. Ta prosta zamiana jednego konsumenta na drugiego w żaden sposób nie wpływa na całokształt handlu. Wszystko jedno, czy Aristus wyda swój zysk, czy też zechce, by jakaś inna potrzebująca osoba wydała tę kwotę zamiast niego.

Po trzecie: wspieranie przyjaciół. Przyjaciel, któremu Aristus pożycza lub daje dziesięć tysięcy franków, nie otrzymuje ich, aby je pogrzebać w ziemi – byłoby to nielogiczne. Wykorzystuje je, aby zapłacić za towary lub spłacić długi. W pierwszym przypadku wspierany jest handel. Czy ktokolwiek będzie udawał, że zyskuje więcej na zakupie przez Mondora rasowego konia za dziesięć tysięcy franków, niż na zakupie rzeczy wartych dziesięć tysięcy franków przez Aristusa lub jego przyjaciela? Jeśli bowiem suma ta służy do spłacenia długu, pojawia się trzecia osoba, mianowicie wierzyciel, który z pewnością przeznaczy ją na coś w swoim handlu, gospodarstwie domowym lub rolnym. Stanowi on kolejne medium między Aristusem a robotnikami. Zmieniają się tylko imiona, pozostaje wydatek, a także zachęta do handlu.

Po czwarte: oszczędności. Pozostaje teraz dziesięć tysięcy zaoszczędzonych franków; i to właśnie tutaj, jeśli chodzi o zachęcanie do sztuki i handlu, Mondor okazuje się znacznie lepszy od Aristusa, chociaż z moralnego punktu widzenia Aristus okazuje się w pewnym stopniu lepszy od Mondora.

Nigdy nie mogę patrzeć na te pozorne sprzeczności pomiędzy wielkimi prawami natury, bez uczucia fizycznego niepokoju, który jest równoznaczny z cierpieniem. Gdyby ludzkość została zredukowana do konieczności wybierania pomiędzy dwiema stronami, z których jedna szkodzi jej interesom, a druga sumieniu, nie mielibyśmy co liczyć na przyszłość. Na szczęście tak nie jest. Aby zobaczyć, jak Aristus odzyskuje swoją przewagę ekonomiczną i moralną, wystarczy zrozumieć tę pocieszającą maksymę, która jest nie mniej prawdziwa od paradoksalnego stwierdzenia: „Oszczędzać, to wydawać”.

Jaki jest cel Aristusa w zaoszczędzeniu dziesięciu tysięcy franków? Czy postępuje tak po to, aby zakopać je w swoim ogrodzie? Z pewnością nie. On zamierza powiększyć swój kapitał i dochód, a w konsekwencji te pieniądze, zamiast przeznaczone na jego osobistą gratyfikację, będą spożytkowane na kupno ziemi czy domu lub powierzone kupcowi bądź bankierowi. Prześledźcie los tych pieniędzy we wszystkich możliwych sytuacjach, a przekonacie się, że za pośrednictwem sprzedawców lub pożyczkobiorców zasilą one rynek pracy tak samo, jak gdyby Aristus, idąc za przykładem swego brata, wymienił je na meble, biżuterię i konie.

Gdy bowiem Aristus kupuje ziemię lub dzierżawi ją za dziesięć tysięcy franków, to kieruje się tym, że nie chce wydać tych pieniędzy. Stąd cała krytyka wobec niego.

Ale w tym samym czasie człowiek, który sprzedaje ziemię lub oddaje ją w dzierżawę, chce w jakiś sposób wydać zarobione dziesięć tysięcy franków. Pieniądze te są wydawane w każdym przypadku – albo przez Aristusa, albo przez innych w jego zastępstwie.

W odniesieniu do klasy robotniczej i zachęty do pracy, istnieje tylko jedna różnica między postępowaniem Aristusa i Mondora. Mondor sam wydaje pieniądze i dlatego efekt jest widoczny. Aristus, wydając je częściowo przez pośredników i na odległość, nie pokazuje efektu swoich działań. Ale w rzeczywistości ci, którzy wiedzą jak przypisać efekty do ich właściwych przyczyn, dostrzegą, że to, czego nie widać, jest tak samo pewne jak to, co widać. Dowodzi tego fakt, że w obu przypadkach pieniądze są w obiegu i nie leżą w żelaznej skrzyni. Fałszywe jest zatem twierdzenie, że oszczędność wyrządza rzeczywistą szkodę handlowi, jak to już opisano powyżej, jest ona równie korzystna jak prowadzenie luksusowego i kosztownego życia.

Ale o ileż lepiej jest, gdy zamiast ograniczać nasze myśli do chwili obecnej, pozwolimy im objąć dłuższy okres!

Mija dziesięć lat. Co się stało z Mondorem, jego fortuną i jego wielką popularnością? Mondor jest zrujnowany. Zamiast wydawać co roku pięćdziesiąt tysięcy franków na rzecz całego społeczeństwa, być może stał się już dla niego ciężarem. W każdym razie nie jest już ulubieńcem sklepikarzy, mecenasem sztuki i handlu, nie jest już użyteczny dla robotników ani dla swoich następców, których doprowadził do nędzy.

Przy końcu tych samych dziesięciu lat, Aristus, nie tylko nadal dodaje swój dochód do obiegu, ale z roku na rok dodaje do swoich wydatków coraz większą sumę. Powiększa on kapitał narodowy, to jest fundusz, który zasila płace, a ponieważ od wielkości tego funduszu zależy popyt, pomaga on także w stopniowym zwiększaniu wynagrodzenia klasy robotniczej. Jeśli umrze, pozostawia dzieci, które wyszkolił, aby godnie zastąpiły go w tym dziele postępu i cywilizacji.

Z moralnego punktu widzenia wyższość oszczędności nad luksusem jest bezsporna. Myśl, że tak samo jest w ekonomii politycznej, jest pocieszająca dla każdego, kto nie ograniczając swoich poglądów do bezpośrednich skutków zjawisk, umie rozszerzyć swoje dociekania na ich ostateczne efekty.

Powyższy wpis jest fragmentem książki pt. To, co widzialne i to, czego nie widać. Jeśli zainteresował Cię powyższy esej Bastiata, całą książkę w wersji audio znajdziesz m.in. w Empiku, Audiotece, Legimi oraz Storytel.