Poniższy wpis składa się z fragmentów książki pt. Steve Wozniak. Geniusz Apple autorstwa Łukasza Tomysa i Renaty Pawlak.

„Cały świat sądził, że odszedłem, bo byłem wściekły na Apple’a czy coś w tym stylu. A to nieprawda” – podkreślał później Steve Wozniak, dodając: „Gazety bardzo często przekręcają twoje słowa”. Tłumaczył dziennikarzowi, że w funkcjonowaniu Apple’a nie odpowiadało mu coraz więcej rzeczy, m.in. sposób, w jaki traktowano niektórych inżynierów pracujących nad projektem Apple II. Podawał przykłady ignorowania tego zespołu pracowników, mówiąc np. „(…) nie mieliśmy nawet prawa kupić dyskietki od Sony, której potrzebowalibyśmy w oddziale Apple II, bo działałaby lepiej niż ta, która miała iść do Macintosha”. Wskazywał też niesprawiedliwe traktowanie, jeśli chodzi o wynagradzanie i przyznawanie bonusów specjalistom z jego najbliższego otoczenia. „Wziąłem tych inżynierów w obronę w tym artykule” – tłumaczył Woz – „ale przekręcili moje słowa (…)”. Jednak cały czas uwypuklał fakt, że odszedł wyłącznie dlatego, aby rozpocząć nowy zawodowy projekt.

Po latach wspominał tę sytuację następująco: „Powiedziałem dziennikarzowi: »Odchodzę, by założyć nowy start-up, który będzie budował piloty. To coś, co chcę robić«”. Tymczasem prasa przeinaczyła jego słowa i stworzyła pikantną opowiastkę nadającą się na pierwsze strony gazet. Nie ma się co dziwić zatem, że Jobs – eufemistycznie rzecz ujmując – nie był zadowolony z artykułu i przebiegu wypadków. To nakreśliło głęboką rysę na relacji obu Steve’ów.

Nasz bohater nie wyczuwał już w Apple’u atmosfery pierwotnego entuzjazmu, pasji i powiewu nowości. To nie było już świeżo nadgryzione Jabłko, tylko owoc, który zdążył już dojrzeć i stał się bardziej luksusowym eksponatem niż czymś, czego chciałby jeszcze skosztować. Sam deklarował, że firma nie pozwala mu stawać się tym, kim naprawdę pragnie być. Wozniak nigdy nie krył, że Apple nie jest jego największą miłością. Było nią tworzenie małych firm czy grup ludzi, z którymi czuł się dobrze i miał szansę realizować innowacyjne projekty.

Jedną z tego typu inicjatyw stała się budowa pilotów, które mogłyby współdziałać ze wszystkimi urządzeniami będącymi w posiadaniu danego użytkownika. Pomysł […] nie zyskał aprobaty Apple’a, dlatego Wozniak zdecydował się odejść i założyć nową firmę. […] Sprzedał też większość akcji Apple’a. Pomimo odejścia Wozniak na długie lata pozostawał na liście płac i nadal był związany z firmą, którą niegdyś współtworzył. Podobno otrzymywał najniższą z możliwych pensji w technologicznym gigancie. Zdaniem redakcji „Business Insider” dostawał około 10 tysięcy dolarów miesięcznie, co w jego przypadku nie oznaczało wcale zbyt zawrotnej kwoty. Steve nie może narzekać na stan swojego konta mimo wielu – często nieco szalonych – pomysłów i obdarowywania innych pieniędzmi. Warto jeszcze nadmienić, iż Woz – mimo opuszczenia firmy – zachował swój symboliczny numer jeden wśród zatrudnionych. […]

W momencie odejścia z Apple’a Wozniak miał już mnóstwo innych zawodowych planów. Interesowało się nim wiele osób, firm i dawnych współpracowników. Był rozchwytywaną i wolną od obowiązków legendą elektroniki. Sam przyznawał, że wówczas poczuł się obywatelem całego świata, zaczął dużo podróżować, odwiedzać wiele miejsc, na co wcześniej nie miał czasu i chęci. Pozbawiony balastu, jakim w ostatnim okresie niestety stał się dla niego Apple, oderwał się od codziennej rutyny, by posmakować zupełnie nowych przygód. […]

Woz nie przejmował się głosami krytyki i zdecydował się zrealizować własne przedsięwzięcie, w które zaangażowali się jego dawna asystentka Laura Roebuck oraz Joe Ennis, również wcześniej pracujący w Apple’u. I dodajmy przy okazji, że kwestia odejścia z Apple’a nie tylko Woza, ale też innych pracowników firmy stanowiła dodatkowo kość niezgody między Steve’ami. Jobs nie lubił mieć poczucia, że ludzie podejmują samodzielnie tego typu decyzje i dlatego „dezerterzy” nie mogli liczyć na jego wyrozumiałość. Tymczasem Woz zamknął za sobą drzwi z tabliczką „Apple” i nie rozdrapywał starych ran. Skupił się na tym, co może przynieść mu przyszłość, a nowe zajęcie miało dawać mu satysfakcję i radość. Dobrał więc do zespołu takie osoby, które doskonale znał i wiedział, że może z nimi zgodnie pracować i jednocześnie dobrze się bawić.

Steve Wozniak i Joe Ennis świetnie się dogadywali i podzielali entuzjazm dla rozmaitych wynalazków, a jednocześnie byli sceptyczni wobec rozbudowanych struktur korporacyjnego światka, dlatego rozmawiając o stworzeniu własnej firmy, odrzucali wzorce Apple’a. Dzięki temu realizacja pomysłów w ich przedsiębiorstwie mogła odbywać się niemal błyskawicznie, z pominięciem decyzji podejmowanych na różnych szczeblach organizacji, długich dyskusji w zespołach i zbędnych biurokratycznych utrudnień.

Początkowo mieli nazywać się Cloud 9, ale nazwa ta była już zajęta, skrócili ją więc do CL 9 i tak już zostało. Można powiedzieć, że Woz powrócił do czasów, gdy konstruował system VOD w hotelu. Steve zainwestował w nową spółkę 500 tys. dolarów i chociaż bez problemu mógłby samodzielnie sfinansować całość przedsięwzięcia, to jednak nie uczynił tego, gdyż nie chciał być jedynym właścicielem CL 9. Jego zdaniem pracownicy również powinni czuć, że to ich firma. W CL 9 panowała rodzinna atmosfera, bez sztywnej hierarchii i walki o władzę. Joe odpowiadał w głównej mierze za kwestie techniczne, natomiast Laura zajmowała się biurokracją. Dawna asystentka Steve’a przychodziła do pracy trzy albo cztery dni w tygodniu, często zabierając do biura swoje dziecko – Julie. Towarzystwa dotrzymywały jej pociechy Woza, Jesse i Sara, co sprawiało, że firma przypominała jedną wielką radosną rodzinę.

Pozwólmy sobie na drobną dygresję, zwracając uwagę na kulturę pracy, którą propagował w nowej firmie Woz. Była ona pokłosiem jego doświadczeń wyniesionych choćby z Hewlett-Packard – przedsiębiorstwa, w którym Steve początkowo planował spędzić całe zawodowe życie. Odrzucenie hierarchii i wszystkich towarzyszących jej pułapek stawało się praktyką coraz częściej stosowaną w Dolinie Krzemowej i tym tropem podążać pragnął Wozniak. […]

Podobny styl pracy obowiązywał choćby w legendarnej firmie Intel stworzonej w 1968 roku przez […] Gordona Moore’a oraz Roberta Noyce’a. […] W Intelu wypracowano taką kulturę pracy, która stała się szablonem powielanym potem przez inne przedsiębiorstwa Doliny Krzemowej. Przede wszystkim wpajano pracownikom, że władza należy do nich samych, mają swobodę działania i każdy powinien czuć się odpowiedzialny za podejmowane przez niego decyzje zawodowe. Poszczególne sekcje firmy pracowały nad konkretnymi pomysłami, które konsultowano podczas narad odbywających się w specjalnie wyznaczonych do tego miejscach. W trakcie przedstawiania koncepcji nikt się nie wywyższał, a każdy głos był traktowany po partnersku. Zawsze starano się wypracować kompromis, uciekając od tego, by głos decydujący należał do szefa. […] Pracujący w Intelu inżynier Ted Hoff pochwalał otwartość i bezpośredniość w relacjach służbowych, przyznając:

Chodzi o to, że ludzie nie powinni być zmuszani do zmagania się z hierarchią służbową. Jeśli potrzebujesz coś przedyskutować z konkretnym przedstawicielem władz firmy, po prostu idziesz z nim porozmawiać.

I taka właśnie kultura pracy była zgodna z rytmem serca Woza, który w środowisku zawodowym chciał nie tylko tworzyć wspaniałe rzeczy, ale też się dobrze bawić. Nowa firma miała stać się takim miejscem. Steve w towarzystwie współpracowników czuł się swobodnie i pozwalał sobie na płatanie im rozmaitych figli, co zacieśniało więzi między nimi. […]

Powyższy wpis jest złożony z fragmentów audiobooka pt. Steve Wozniak. Geniusz Apple. Jeśli ciekawi Cię biografia tego utalentowanego inżyniera i jednego z głównych założycieli Apple, książkę w wersji audio znajdziesz m.in. w EmpikuAudioteceLegimi oraz Storytel. Pozycja dostępna jest również w formie e-booka.