Wiele osób słysząc słowo „Tesla”, ma przed oczyma Elona Muska. Jednak to nie on założył firmę zajmującą się budowaniem elektrycznych aut, które stały się obiektem pożądania zwolenników ekologicznych rozwiązań w motoryzacji.

Wpis jest fragmentem książki pt. “Elon Musk. Wizjoner z Doliny Krzemowej” autorstwa Kingi Koseckiej oraz Renaty Pawlak.

Tesla Incorporated powstała w lipcu 2003 roku, a za jej narodzinami stoją Marc Tarpenning i Martin Eberhard. […] milionerzy już od dłuższego czasu wyrażali coraz większe zaniepokojenie globalnym ociepleniem klimatu i dlatego chcieli, aby ich przyszłe przedsięwzięcie pozytywnie wpływało na środowisko. W ten sposób doszło do utworzenia spółki, której nazwa była hołdem dla genialnego Nikoli Tesli.

Założyciele przedsiębiorstwa Tesla Motors odegrali bardzo istotną rolę w jego wczesnym rozwoju. Finansowali firmę aż do czasu, kiedy została ona przejęta przez Muska, co nastąpiło w 2004 roku. Marc Tarpenning i Martin Eberhard już od dawna poszukiwali kogoś, kto byłby w stanie zainwestować w Teslę kwotę siedmiu milionów dolarów. Kiedy usłyszeli o Elonie, stwierdzili, że to może być dobry trop. Do Muska przylgnęła już opinia, że jest osobą, która nie boi się przeznaczać dużych sum na ryzykowne przedsięwzięcia. Twórcy Tesli widzieli go już podczas przemówienia, w którym omawiał plan wysyłki gryzoni na Marsa. W dodatku Elon również szukał firmy zajmującej się samochodami elektrycznymi, w którą mógłby zainwestować. Ostatecznie Musk spotkał się z Tarpenningiem i Eberhardem, których zarzucił serią pytań na temat firmy. Uzyskawszy satysfakcjonujące i zgodne z jego filozofią odpowiedzi, zdecydował się wesprzeć Teslę kwotą sześciu i pół miliona dolarów. Oczywiście nie było to działanie charytatywne. Musk został prezesem rady nadzorczej i wraz z przekazaniem pieniędzy zaczął umacniać swoją pozycję w przedsiębiorstwie samochodowym, a z czasem toczyć walkę o przejęcie kontroli nad firmą. Wgryzając się w arkana branży motoryzacyjnej, nie zamierzał podporządkować się wypracowanym przez dziesiątki lat skostniałym zasadom rządzącym tym biznesem.

Miał też swój pomysł na funkcjonowanie Tesla Motors i własną wizję elektrycznych aut, których celem byłoby zrewolucjonizowanie rynku motoryzacyjnego. Plan Muska składał się z trzech punktów. Po pierwsze chciał stworzyć wysokiej klasy samochód sportowy, który dowodziłby, że auta elektryczne mogą być szybkie, niezawodne i przyjemne w prowadzeniu. Po drugie Elon zakładał wypuszczenie na rynek luksusowego sedana, który śmiało mógłby konkurować z takimi markami jak BMW czy Mercedes. I wreszcie trzeci punkt biznesplanu Muska wiązał się z umasowieniem pojazdów elektrycznych. To łączyło się z gigantyczną produkcją tanich elektryków w podstawowych wersjach, na które stać by było przeciętnego kierowcę, niekoniecznie takiego o zasobnym portfelu.

Elon zakasał zatem rękawy i zajął się opracowywaniem przyszłego produktu oraz wdrażaniem zmian organizacyjnych w firmie. Po pewnym czasie Martin Eberhard uznał, że współpracy z prezesem SpaceX nie można określić jako satysfakcjonującej, jednak nawet gdyby mógł cofnąć czas, zapewne postąpiłby dokładnie tak samo, ponieważ Tesla w tamtym okresie rozpaczliwie potrzebowała pieniędzy i bez zastrzyku gotówki od Muska prawdopodobnie musiałaby ogłosić upadłość. […]

Tesla Roadster (foto: wikipedia na licencji CC 2.0)

W momencie, gdy Musk wkroczył do branży motoryzacyjnej, tak zwane „zielone auta” nie cieszyły się najlepszą reputacją. Niewielkie, powolne samochody elektryczne nie miały zbyt wielu fanów. Wydawały się niezbyt inspirujące, w dodatku mankamentem był mały zasięg i fakt, iż przeznaczone były głównie do jazdy po mieście. Traktowano je jako zło konieczne, które istniało obok tradycyjnych środków transportu.
Potrzeba zastosowania samochodów elektrycznych pojawiła się na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku, kiedy Kalifornia wprowadziła w życie nowe przepisy dotyczące ograniczenia emisji spalin samochodowych. Wiązało się to z koniecznością umieszczenia w ofercie koncernów motoryzacyjnych co najmniej jednego pojazdu, który odpowiadałby wskazanym parametrom emisyjnym. Wielkie firmy samochodowe mogły kręcić nosem na ten pomysł, ale jeśli chciały, aby ich auta śmigały po kalifornijskich szosach, musiały zrobić coś więcej niż tylko narzekać, spiskować i wzmacniać lobbing.

Giganci przemysłu motoryzacyjnego stanęli przed koniecznością postawienia na samochody elektryczne i wprowadzenia ich do swojego portfolio. Oczywiście nie oznaczało to, że z dnia na dzień rozpocznie się złota era dla elektryków, jednak można było to odczytać jako pewne światełko w ciemnym tunelu wypełnionym kłębami spalin.

Próbę spopularyzowania ekologicznych pojazdów podjęło w 1996 roku General Motors, wprowadzając na szosy auto o nazwie EV1. Eksperyment zakończył się jednak fiaskiem i zaznaczmy od razu, że paradoksalnie to sam producent przyłożył rękę do owej porażki. Do dziś trwają na ten temat spekulacje i najczęściej twierdzi się, że General Motors prawdopodobnie uznało, że ich dzieło EV1 może zaszkodzić przemysłowi naftowemu i rynkowi samochodów spalinowych, dlatego krótko po narodzinach pojazdu… po prostu go uśmierciło. […]

Temat tajemniczego zamknięcia projektu General Motors był jednym z kilku bodźców, które popchnęły Elona Muska w stronę branży motoryzacyjnej i aut elektrycznych. Drugim bezpośrednim impulsem okazało się zaprezentowanie w 1997 roku prototypu samochodu sportowego nazwanego tZERO. Auto, zaprojektowane i zbudowane przez firmę AC Propulsion, potrafiło przyspieszyć od 0 do 100 km/h w 3,7 s i miało zasięg prawie ­­500 km. I to właśnie ono okazało się bezpośrednim poprzednikiem linii samochodów elektrycznych Tesla.

tZero AC Propulsion (foto: wikipedia, na licencji CC 3.0)

Projekt tZERO przejął bowiem Eberhard, który wierzył, że dotychczasowa niewielka popularność samochodu elektrycznego z czasem przestanie stanowić problem. Model auta przyszłości nabierał coraz wyraźniejszego kształtu w głowie właściciela Tesli Motors. Co więcej, inżynier i wynalazca z Doliny Krzemowej był przekonany, iż wysoka cena i dostępność samochodu na razie tylko dla wybrańców nie powinny w przyszłości okazać się barierą w upowszechnianiu tego typu pojazdów. […] Odgórnym założeniem twórcy Tesla Motors było stworzenie pojazdu, którego prowadzenie będzie przyjemnością, a posiadanie go – przejawem dbania o środowisko.

Zatem to nie Musk wpadł pierwszy na pomysł sportowego auta elektrycznego, choć to właśnie on urzeczywistnił tę ideę. Elon dołączył do zespołu Tesli w lutym 2004 roku. Nadzorował projektowanie pojazdów na szczegółowym poziomie i sterował polityką zatrudniania nowych pracowników w firmie. Wpływy Muska rosły, a założyciele Tesla Motors czuli się coraz mniej komfortowo we własnym przedsiębiorstwie. W trakcie prac nad pierwszym produktem dochodziło do coraz częstszych i ostrzejszych starć między Muskiem a Eberhardem.

Doprowadziło to do tego, że Musk w porozumieniu z zarządem Tesli zwolnił Eberharda ze stanowiska dyrektora generalnego i powierzył mu obowiązki prezesa do spraw technologii. Atmosfera stawała się coraz bardziej nieprzyjemna i wkrótce stało się jasne, że założyciele Tesli Motors nie są w stanie zgodnie współpracować z Muskiem. W grudniu 2007 roku Eberhard opuścił firmę. W ślad za nim poszedł Tarpenning. W następnym roku Musk przejął stery w Tesli, zostając dyrektorem generalnym, prezesem i architektem produktu.

Powyższy wpis jest fragmentem książki pt. Elon Musk. Wizjoner z Doliny Krzemowej (Wydanie II rozszerzone). Jeśli ciekawi Cię życie Elona Muska oraz działania przez niego podejmowane, książkę w wersji audio znajdziesz m.in. w Empiku, Audiotece, Legimi, BookBeat oraz Storytel.