Poniższy wpis jest fragmentem rozszerzonego i zaktualizowanego wydania książki Skuteczny Inwestor autorstwa Justyny Jaciuk, Mateusza Sawickiego i Łukasza Tomysa. Już niebawem planujemy wydać papierową wersję książki (dotychczas dostępnej tylko w formie cyfrowej), uzupełnioną o wiedzę zdobytą na przestrzeni ostatnich lat oraz wspartą przykładami z naszego rynku. Wszystkich zainteresowanych większą ilością informacji na ten temat zapraszamy do zajrzenia TUTAJ.

W wydaniu Inteligentnego inwestora z 1965 roku napisano, że „w wielu przypadkach okazyjny zakup papieru wartościowego, który stwarza szansę wielkiego zysku, może realnie wiązać się z mniejszym ryzykiem, niż zwyczajny zakup obligacji1”. Było w tym wiele prawdy, ponieważ w kolejnych latach, ze względu na wzrost stóp procentowych, nawet najlepsze obligacje długoterminowe straciły pokaźną część wartości rynkowej.

Zakup dobrze wyselekcjonowanych akcji może być, zdaniem Grahama, de facto bezpieczniejszy niż nabycie – uchodzących za bezpieczne – obligacji. Problem w tym, że jest to zajęcie przypominające pracę na pełny etat. W rozdziale drugim (link do książki) wspomnieliśmy, że inwestor defensywny powinien podzielić środki pomiędzy dobrej jakości obligacje i akcje. Najprostszym rozwiązaniem wydaje się być reguła „pół na pół”, którą propaguje Graham. Polega ona na utrzymywaniu równego podziału między obligacjami i akcjami przez cały czas. Jeśli wzrost poziomu cen giełdowych powoduje, że nasz zdywersyfikowany pakiet akcji osiąga np. 55% wartości portfela, należy przywrócić równowagę i sprzedać 1/11 akcji, a uzyskany kapitał przeznaczyć na obligacje. Gdy zaś wartość pakietu akcji spada do 45% wartości całego portfela, należy wycofać 1/11 środków ulokowanych w obligacjach i zainwestować w akcje. Widać w tym postępowaniu pewien automatyzm działania, który proponuje Graham.

Można też pokusić się o stwierdzenie, że Graham poniekąd inwestuje według cyklu koniunkturalnego. Mianowicie w okresie dobrej koniunktury gospodarczej ceny akcji są wysokie, więc możliwe, że zredukowałby udział akcji w portfelu w 2006 i 2007 roku, gdyby dożył tych czasów. Następnie w 2008 roku prawdopodobnie kupiłby akcje już podczas pierwszej fazy bessy. Tak właśnie uczynił Warren Buffett, kupując akcje Goldman Sachs we wrześniu 2008 roku. Buffett nabył akcje uprzywilejowane tego banku po kursie 123 dolary. Kilka miesięcy później można było nabyć akcje Goldman Sachs nawet za 84 dolary za sztukę. Pojawiały się więc opinie, że Buffett przepłacił. Warto jednak dodać, że kupując akcje uprzywilejowane Buffett zapewnił sobie 10% dywidendy ze swoich udziałów. Zresztą kilkanaście miesięcy później, pod koniec 2009 roku, nawet za zwykłe akcje Goldman Sachs płacono już ponad 160 dolarów, więc Warren solidnie zarobił.

skuteczny-inwestor-książka
Dowiedz się więcej klikając TUTAJ

Również Graham prawdopodobnie nie czekałby na dno recesji i dołek cyklu. Jego system oznacza zatem, że należy kupić akcje trochę przedwcześnie i sprzedać je też nieco przedwcześnie, automatycznie uśredniając cenę kupna i sprzedaży. Reguła 50 na 50 jest zdaniem Grahama zbawienna dla inwestora. Przytoczmy jego słowa:

Prawidłowo go ukierunkowuje, jest niezwykle prosta, daje mu poczucie, że wykonuje on pewne posunięcia w odpowiedzi na sytuację giełdową, a co najważniejsze, powstrzymuje go przed zbytnim angażowaniem w akcje, gdy ceny giełdowe zaczynają rosnąć do niebezpiecznych pułapów1.

Graham ma na myśli to, że inwestor defensywny, np. lekarz lub informatyk, nie powinien kupować akcji pod wpływem emocji podczas hossy. Opisana metoda powinna zabezpieczyć go przed pochopnymi posunięciami. Jest ona odpowiednia dla osób, dla których giełda stanowi jedynie dodatkowe źródło dochodu, a nie jest głównym źródłem utrzymania. Dodajmy też, że taki system jest po prostu nudnym, ale bardzo efektywnym sposobem budowania prywatnych oszczędności emerytalnych dla każdego z nas.
Zdaniem Grahama system ten sprawi, że konserwatywny inwestor będzie zadowolony z zysków, które przyniesie mu wzrost wartości połowy portfela w okresie giełdowej hossy. Natomiast w przypadku silnych spadków na rynku akcji, jak w 2008 roku, będzie mógł się pocieszać, że jego sytuacja wygląda znacznie lepiej niż bardziej śmiałych inwestorów.

Ważne, aby być konsekwentnym po obraniu danej strategii. Niestety wielu ludzi przestaje inwestować, kiedy akcje tanieją. Dotyczy to również osób, które deklarują, że przyjmują długoterminową, wieloletnią perspektywę. Według badań psychologicznych dość marnie wychodzi ludziom przewidywanie reakcji na wydarzenia budzące emocje. Jeśli ceny rosną o kilkanaście procent rocznie przez kilka lat z rzędu, a okresy bessy są krótkie, to przeciętnemu amerykańskiemu inwestorowi łatwiej sobie wyobrazić zakup akcji z długoterminowym horyzontem czasowym. Co innego, gdy kurs zniżkuje. Właśnie dlatego potrzebny jest jasny plan działania i określenie z góry, ile procent kapitału inwestujemy w akcje, a ile w obligacje przy określonych wskaźnikach rynkowych. Nie mając jasnych wytycznych, łatwo poddamy się owczemu pędowi i dokupimy akcje na tzw. „górce”, a zredukujemy po dłuższej bessie.

W latach 90. XX wieku, gdy akcje były drogie, wielu uczestników rynku uważało się za inwestorów z wieloletnim horyzontem czasowym. Tymczasem w XXI wieku znacznie mniej osób było sobie w stanie wyobrazić inwestowanie długoterminowe. Przede wszystkim z tej prostej przyczyny, że przez kilkanaście lat indeksy giełdowe nie były w stanie ustanowić nowych rekordów. Dopiero w 2013 roku indeks S&P500 pokonał poziom 1500 punktów, czyli okolice szczytów z 2000 i 2007 roku. Patrząc z dystansu, można więc stwierdzić, że przez kilkanaście lat na amerykańskim rynku królował szeroki trend boczny, a nawet gorzej, bo dołki ustanowione na początku 2009 roku wypadły znacznie niżej niż te w okresie pęknięcia bańki internetowej i po zamachach z 11 września 2001 roku. Nic więc dziwnego, że hossa rozpoczęta w 2009 roku uchodzi za najbardziej znienawidzoną w historii. Nosi takie miano dlatego, że partycypowało w niej bardzo niewielu inwestorów giełdowych. Przecierali oni oczy ze zdumienia, a fora internetowe tonęły w negatywnych komentarzach na temat hossy, w ich mniemaniu, pozbawionej fundamentów.

W przypadku Polski odpowiednik amerykańskiego 2000 roku pod względem wycen stanowił rok 2007. Przykładowo wskaźnik cena/wartość księgowa indeksu średnich spółek mWIG wynosił wtedy 4, a w październiku 2018 – 1,7. Oznacza to, że w 2007 roku spółki z indeksu mWIG wyceniane były na aż czterokrotność ich wartości księgowej.

Powyższy wpis jest fragmentem książki będącej skarbnicą wiedzy na temat inwestowania. Książka oparta jest na zasadach stworzonych przez Benjamina Grahama i Warrena Buffetta, a także wzbogacona wieloletnią wiedzą inwestycyjną autora bloga. Już niebawem trafi do druku. Wszystkich zainteresowanych większą ilością informacji na ten temat zapraszamy do zajrzenia TUTAJ.

1 Graham Benjamin, Inteligentny inwestor. Najlepsza książka o inwestowaniu wartościowym, wyd. skomentował Zweig Jason, tłum. Madejski Radosław, Bakalarz Dariusz, Wydawnictwo Studio EMKA, Warszawa 2006.