W naszych ostatnich artykułach przybliżaliśmy metody inwestycyjne stworzone i stosowane przez Benjamina Grahama, a także jego najsłynniejszego ucznia, Warrena Buffetta. Tym razem przedstawiamy historię ich pierwszego spotkania, a także rozwoju znajomości.

Poniższy wpis jest fragmentem rozszerzonego i zaktualizowanego wydania książki Skuteczny Inwestor autorstwa Justyny Jaciuk, Mateusza Sawickiego i Łukasza Tomysa. Już niebawem planujemy wydać papierową wersję książki (dotychczas dostępnej tylko w formie cyfrowej), uzupełnioną o wiedzę zdobytą na przestrzeni ostatnich lat oraz wspartą przykładami z naszego rynku. Wszystkich zainteresowanych większą ilością informacji na ten temat zapraszamy do zajrzenia TUTAJ.

Omawiając metody inwestycyjne Grahama, nie sposób nie wspomnieć o jego najznamienitszym uczniu – pochodzącym z Omaha Warrenie Buffecie. Już jako dziecko interesował się giełdą. W wieku 10 lat pojechał na wycieczkę z ojcem do Nowego Jorku, gdzie odwiedzili budynek giełdy. Podczas pobytu w Nowym Jorku zjedli lunch z analitykiem finansowym holenderskiego pochodzenia Atem Molem. W biografii Buffetta autorstwa Alice Schroeder Warren wspomina: „Gdy już zjedliśmy, podszedł do nas mężczyzna z pudełkiem. Miał w nim te wszystkie różne rodzaje liści tytoniu. I pan Mol wybrał, i dostał cygaro skręcone z wybranych liści. I pomyślałem wtedy, to jest to. Cygaro na zamówienie. Nie może być nic lepszego”1.

Atmosfera panująca na nowojorskiej giełdzie wywarła niesamowite wrażenie na Warrenie. Od tamtej pory utwierdził się w przekonaniu, że chce być niebotycznie bogaty. W wywiadzie dla „Forbesa” opublikowanym w 2013 roku przyznaje, że: „Rozdziały ósmy i dwudziesty (Inteligentnego inwestora) stanowią podstawę mojej działalności inwestycyjnej od ponad 60 lat. Proponuję, aby wszyscy inwestorzy przeczytali te rozdziały i czytali je za każdym razem, gdy rynek jest szczególnie silny lub słaby”2. Warren Buffett uważa, że instrukcje dla inwestorów tam zawarte są „najlepszymi radami co do inwestowania, jakie usłyszał w życiu”.

Po pierwsze wahania rynkowe nie mogą skłonić inwestora do paniki i zbyt szybkiej sprzedaży akcji czy też spekulacji. Po drugie dopiero po starannej analizie prowadzonej działalności firmy i jej perspektyw na przyszłe zyski należy rozważyć zakup akcji, ale tylko wtedy, gdy obecna cena zawiera znaczny margines bezpieczeństwa. Po trzecie należy trzymać nerwy na wodzy. Powyższe rady stały się podstawą filozofii inwestowania Buffetta.

W 1950 roku Warren próbował dostać się na uniwersytet Harvarda. Był młodszy od studentów tej uczelni o średnio dwa lata. Podczas rozmowy rekrutacyjnej chciał zabłysnąć swoją wiedzą na temat akcji. Jednak nie to było najważniejsze. Nie zdążył nawet zaprezentować tego atutu. W tamtych czasach na uczelniach wyższych liczył się nie tylko intelekt, ale również kultura osobista i dobre maniery, zupełnie jakby chodziło o przyjęcie do klubu dla gentlemanów. Komisja rekrutacyjna oceniała więc na tym spotkaniu głównie dojrzałość kandydatów. Sam Warren mówił o sobie, że wyglądał wtedy na 16-latka, a emocjonalnie był na poziomie 9-latka. Tymczasem członkowie komisji usiłowali ustalić to, czy dana osoba jest gotowa na podjęcie studiów na tak prestiżowej uczelni. Będąc synem kongresmena, Warren nie miał żadnych przywilejów ani znajomości, bo jego ojciec nie pielęgnował relacji w sieci kontaktów. Zresztą trudno sobie wyobrazić, aby wyznający żelazne zasady Howard Buffett użył wpływów do zapewnienia synowi „nieuczciwej przewagi”. Zaletą tej sytuacji było to, że Warren nauczył się samodzielności, ponieważ musiał liczyć tylko i wyłącznie na siebie. Komisja po 15-minutowej rozmowie stwierdziła, że Buffett nie jest jeszcze gotowy na podjęcie nauki na tej uczelni. Warren był wtedy naiwny i łudził się, że decyzja będzie jednak inna. Dopiero po otrzymaniu listu z odmową pogodził się z niezakwalifikowaniem na studia. Pierwszą jego myślą był strach przed tym, jak odbierze to jego ojciec.

Dowiedz się więcej klikając TUTAJ

Z czasem okazało się, że nieprzyjęcie na Harvard było punktem zwrotnym w jego życiu. Zmuszony do poszukiwania innej uczelni, trafił w jednej z broszur na nazwisko Grahama i Dodda. Po długim oczekiwaniu na wyniki rekrutacji z Harvardu wysłał list zaadresowany do Uniwersytetu w Nowym Jorku. Utrzymany był w bardzo osobistym tonie i zawierał argumentację wniosku Buffetta. Po latach w następujących słowach wspominał tę sytuację: „Napisałem w sierpniu, około miesiąc przed rozpoczęciem szkoły, dawno po terminie, kiedy można było to zrobić. Kto wie, co napisałem? Prawdopodobnie, że właśnie znalazłem broszurę uczelni na Uniwersytecie w Omaha i dowiedziałem się, że Dodd i Ben Graham tam uczą, a ja myślałem, że mieszkają gdzieś na Olimpie (…) I jeśli mnie przyjmą, to z chęcią przyjadę. Jestem pewien, że była to bardzo niekonwencjonalna aplikacja”. Aż do teraz nie wiadomo, na jakich przesłankach bazował David Dodd, który pozytywnie rozpatrzył podanie Warrena. W każdym razie Warrenowi sprzyjało szczęście i dostał się wtedy na Uniwersytet Columbia, gdzie wykładali jego idole.

Buffett ukończył szkołę z oceną A+. Wysunął wtedy swoją kandydaturę na przyszłego pracownika firmy Graham-Newman. Co ciekawe, chciał pracować tam za darmo, po to, by się uczyć i zdobywać doświadczenie. Był przekonany, że z tak dobrą oceną nie będzie miał problemu z zatrudnieniem, a jego mentor przyjmie go z otwartymi ramionami. Poprosił o pracę z dużo większą pewnością siebie, niż gdy jechał na rozmowę w sprawie przyjęcia na Harvard Business School. Stało się jednak inaczej, Benjamin Graham mu odmówił. Powiedział wtedy do Buffetta: „Zobacz, chłopcze, banki inwestycyjne na Wall Street nie zatrudniają Żydów. My możemy dać pracę tylko nielicznym z tej grupy, dlatego przyjmujemy wyłącznie ludzi pochodzenia żydowskiego. To samo dotyczy sekretarek i wszystkich innych stanowisk. Chcemy przeciwdziałać w ten sposób dyskryminacji”. Warren chyba nie do końca rozumiał decyzję Grahama i dopiero po latach przyznał mu rację. Jednak w tamtym czasie odrzucenie przez mistrza było bardzo bolesne. Dziwił się, że Graham nie chciał przyjąć do pracy swojego najlepszego studenta i miał problem, by wypowiadać się na ten temat nawet 10 lat później. Pytany o to milczał. Zwróćmy uwagę na to, że w ich relacji nie było idealnej symetrii. Graham traktował młodego Warrena neutralnie, a ten był dla niego idolem, mentorem, nauczycielem i osobą, która miała wpływ na każdą podejmowaną decyzję. Bolało go to, że szef Graham-Newman Corporation nie zrobił dla niego wyjątku. Wprawdzie nie był Żydem, ale przecież był niesłychanie inteligentny, pracowity i uczciwy i dobrze znał swoją wartość. Rozgoryczony Buffett powrócił więc do Omaha, gdzie rozpoczął działalność na własną rękę.

Mimo to nie żywił urazy i przez kilka lat korespondował z Benem. Podróżował okresowo do Nowego Jorku i pojawiał się w Graham-Newman. Wreszcie 1 sierpnia 1954 roku marzenie Warrena się spełniło. Otrzymał propozycję pracy. Partner Grahama, Jerry Newman, powiedział mu: „Wiesz, po prostu sprawdzaliśmy cię trochę dłużej”. Buffett był tak bardzo podekscytowany faktem zatrudnienia, że pojawił się w nowej pracy w Graham-Newman na miesiąc przed oficjalną datą jej rozpoczęcia.

Graham bardzo cenił Buffeta nie tylko jako znakomitego inwestora, ale przede wszystkim jako człowieka o wysokim morale. Kiedy Jerry Newman zrezygnował w 1971 roku z zasiadania w radzie nadzorczej GEICO, prezes firmy, David Kreeger, poradził się Grahama w kwestii objęcia wolnego stanowiska przez Warrena Buffeta. Janet Lowe w książce Benjamin Graham on Value Investing przytacza jego wypowiedź:

W stu procentach popieram ten pomysł. Znam Buffeta od wielu lat i muszę przyznać, że nigdy nie spotkałem kogoś innego, kto łączyłby w sobie, w tak dużym stopniu, wysokie standardy moralne z wyjątkowymi umiejętnościami zawodowymi3.

Warto zwrócić uwagę, że Graham najpierw wspomniał o „wysokich standardach etycznych”, a dopiero potem o umiejętnościach zawodowych. Pomimo że podkreślał, iż „wyniki Buffeta nie mają sobie równych”, to można odnieść wrażenie, że jeszcze bardziej cenił jego uczciwość. Uważał bowiem, że w pracy analityków giełdowych są ważne nie tylko ich kompetencje, lecz przede wszystkim ich moralność. Mają oni bowiem odpowiadać za ochronę oszczędności innych osób. W autobiografii wyraża się pogardliwie o osobach zaufania publicznego, które „powinny postępować honorowo, a nadużywają swoich stanowisk”4.

Powyższy wpis jest fragmentem książki będącej skarbnicą wiedzy na temat inwestowania. Książka oparta jest na zasadach stworzonych przez Benjamina Grahama i Warrena Buffetta, a także wzbogacona wieloletnią wiedzą inwestycyjną autora bloga. Już niebawem trafi do druku. Wszystkich zainteresowanych większą ilością informacji na ten temat zapraszamy do zajrzenia TUTAJ.

1 Schroeder Alice, The Snowball: Warren Buffett and the Business of Life, Bantam Books, New York 2008.

2 Schifrin Matt, Two Book Chapters That Changed Warren Buffett’s Life, Forbes, 24 June 2013.

3 Lowe Janet, Benjamin Graham on Value Investing, Penguin Books, New York 1994.

4 Graham Benjamin, The Memoirs of Dean of Wall Street, ed. Seymour Chatman, McGraw-Hill, New York 1996.